Rozdział 10
Maggie
Dziesięć dni
później
Ten
dzień był taki, jak wszystkie moje dni.
Pracowałam
intensywnie do piątej po południu, a potem miałam jeszcze jechać do mamy, do
hospicjum.
W
ostatnim tygodniu robiłam to codziennie i zostawałam tak długo, jak się dało,
nawet po to, by po prostu pomagać innym.
Mama
zwykle przesypiała całe moje wizyty albo była tak apatyczna, że nie odzywała
się do mnie, więc nie musiałam się denerwować wizytami u niej i mogłam
wykonywać swoją pracę tam jak automat.
Bez
myślenia.
Tak
było codziennie.
Z
wyjątkiem soboty.
David
pracował w sobotę od szóstej po południu, więc nie mieliśmy zbyt wiele czasu
dla siebie (na szczęście), ale spotkaliśmy się w tamtym mieszkaniu po jego
SMS-ie na krótko, na godzinę.
Nie
mieliśmy czasu na rozmowę.
Dni
mijały.
Nie
musiałam nic więcej wymyślać, nie musiałam kłamać ani unikać go w inny sposób.
Samo
tak wyszło.
Może
nie do końca „samo”, bo ustawiłam to w ten sposób z synami i synowymi pani Lilly
Brown, która zastąpiła panią Smith na drugim łóżku w pokoju mamy.
Wiedziałam,
że w kolejnym tygodniu zechcą się zrewanżować, ale odwlekałam to, co miało
nadejść.
Moim
celem były rzadsze spotkania z Davidem.
Był
wspaniałym mężczyzną z dobrym życiem i wspomnieniami dobrej rodziny, a ja
mogłam wnieść do jego życia tylko śmieci.
Zasługiwał
na coś lepszego.
Wychodziłam
z pracy i już w drzwiach wysyłałam do Davida krótkiego SMS’a Wychodzę tak, jak mnie o to prosił.
Wypełniałam
te prośby, bo to go uspokajało.
Zasługiwał
na spokój.
Wsiadałam
do Wranglera, uruchamiałam go i wyjeżdżałam z parkingu.
Jechałam
do domu, wchodziłam po schodach i otwierałam drzwi z klucza.
Kiedy
byłam za progiem, wyjmowałam swój bezpieczny telefon, zatrzaskiwałam drzwi i pisałam
W domu.
Potem
poświęcałam swoje dziesięć minut na przygotowanie sobie kolacji i przebranie
się.
Kiedy
zjadałam i sprzątałam kuchnię, zabierałam torbę z czystą pościelą i bielizną dla
mamy i ubierałam się, by wyjść.
Zanim
otwierałam drzwi pisałam Wychodzę.
Kiedy
byłam na galerii słyszałam warczenie telefonu i wiedziałam, że David przysłał
mi swoje Okej lub Dobrze, lub Jedź bezpiecznie.
Zawsze
tak robił.
Lubiłam
to, chociaż nadal sądziłam, że robi to z nawyku lub po to, żebym poczuła się
lepiej.
Jechałam
do hospicjum, pracowałam, wracałam i za każdym razem, kiedy wychodziłam lub
wchodziłam gdzieś, krótko pisałam mu o tym, a on odpisywał równie krótko.
Tak
było codziennie.
To
była moje rutyna, bezmyślne, bezpieczne powtarzanie codziennie tych samych
czynności, by zapomnieć.
Dopiero,
kiedy leżałam w łóżku, pozwalałam sobie na chwilę rozpamiętywania, jak było,
kiedy leżałam na Davidzie, głaskałam jego włosy, słuchałam jego serca.
Tęskniłam.
Do
bólu.
Więc,
kiedy tego dnia napisał do mnie, że czeka, a ja byłam u siebie, nie oparłam się
pokusie i poszłam do niego.
Byłam
taka słaba.
Jak
narkomanka na głodzie musiałam, po prostu musiałam
go dotknąć, dać się przytulić, kochać, całować.
Mieć
go.
Wymknęłam
się z mieszkania, jak zawsze, zachowując wszystkie zasady bezpieczeństwa.
Wyjrzałam
przez wizjer, starałam się być cicho, a mieszkaniu zostawiłam włączony
telewizor.
Weszłam,
jak zwykle, bez pukania, a on czekał, niezwykle, tuż za progiem.
Prawie
się potknęłam o własne nogi.
O
Panie!
Był
taki wspaniały.
Piękny,
silny, ciemny, seksowny.
Przyciągnął
mnie do siebie i zaczął całować, a ja…
Ja
jakbym oszalała.
Jakby
życie bez seksu nie miało znaczenia.
Rzuciłam
się na niego.
Złapałam
jego głowę, wspięłam się na palce i wpiłam usta w jego, a on bez wahania
przygiął się i oddał mi pocałunek.
Zjadaliśmy
się nawzajem.
Poczułam,
że piersi mi puchną, w między nogami miałam istną powódź.
Pociągnął
mnie wgłąb mieszkania.
Zaczęłam
szarpać jego koszulkę, gładzić i lizać jego nagą skórę wszędzie, gdzie tylko mogłam
sięgnąć.
Czułam
jego ręce na moich biodrach, a potem na dżinsach.
Kiedy
rozpiął mi spodnie sama zaczęłam je ciągnąć oburącz do dołu z bioder, by jak
najszybciej się ich pozbyć.
Dyszałam,
jęczałam, skomliłam moje błaganie.
Nie
doszliśmy nawet do sypialni.
Byliśmy
przy ścianie w salonie.
Kiedy
tylko poczułam, że zsunął mi spodnie poniżej tyłka, ściągnęłam je, a potem przydepnęłam
nogawki i w ten sposób natychmiast pozbyłam się ich do końca przez buty.
Potem
dłonie Davida objęły moje pośladki wewnątrz majtek.
Tak!
Szarpnął
majtki w dół moich nóg, a kiedy spadły na podłogę, wsunął we mnie palec, a ja
wypchnęłam biodra do niego jęcząc przeciągle.
Spojrzałam
na niego zamglonym wzrokiem.
Chciałam
więcej.
Szybciej.
Sięgnęłam
do suwaka jego spodni, a on pomógł mi, rozpinając guzik, a potem zdejmując
dżinsy z bioder.
Nie
do końca, bo nie chciałam czekać.
Jedną
ręką wydobyłam jego penisa ze slipów, nakierowałam go na moją szparkę i
przesunęłam jego aksamitnym czubkiem po swojej wrażliwej wilgoci, żeby pokazać
mu, jak bardzo go pragnę.
Drugą
ręką objęłam jego szyję i przyciągnęłam jego głowę do siebie.
Jego
penis wsunął się we mnie na tyle, że poczułam go na łechtaczce, więc znowu
wypchnęłam biodra i jęknęłam.
-
Kurwa - warknął David, a ja nie zareagowałam na to wulgarne słowo, które zwykle
mnie wzdragało w jego ustach.
A
właściwie zareagowałam, ale inaczej.
Nie
byłam na tyle przytomna, żeby zdać sobie z tego sprawę, co to słowo ze mną
zrobiło, ale poczułam to.
Dążyłam
do wypełnienia kutasem.
Tak,
kutasem.
Właśnie
tego chciałam.
Pieprzyć się.
Zostać
zerżnięta kutasem Davida.
Żeby
moja pizda została zerżnięta jego kutasem.
Wulgarne
słowa formowały się w mojej głowie jedno po drugim i podniecały mnie.
Kręciło
mi się od nich w głowie jeszcze bardziej, niż wcześniej, więc owinęłam ramiona
Davida swoimi ramionami, podskoczyłam i owinęłam jego biodra swoimi nogami.
Złapał
mój tyłek oburącz za pośladki i trzymał mnie.
I
pchnął.
Jednym
zdecydowanym, silnym ruchem.
Znajdując
drogę bez użycia ręki.
Wtedy
mnie całkiem wypełnił, do końca.
Krzyknęłam
z rozkoszy, a on to usłyszał.
I
zaczął mnie pieprzyć.
Ostro.
Za
plecami, jak przez mgłę, czułam zimny mur.
Każde
pchnięcie było silniejsze niż poprzednie, każde czułam całym ciałem i każde
powodowało że wznosiłam się coraz to wyżej i wyżej.
Jakbym
nigdy nie miała spaść.
A
kiedy była na szczycie, zaczęłam wirować, zgięłam głowę i wbiłam usta w jego
gardło, gdzie czułam bicie jego serca i, tak zakneblowana, jęczałam swoją
rozkosz coraz głośniej, aż do krzyku.
Jak
dobrze!
A
David brał mnie jeszcze wyżej, co myślałam, że nigdy nie było możliwe i nadal
mnie drążył, pchał, wiercił, aż wepchnął się ostatni raz i znieruchomiał.
I
zrobił to jęcząc w bok mojej głowy.
Potem
przez długi czas stał, trzymając mnie przy ścianie za pośladki, a ja nadal owijałam
drżącymi nogami jego biodra.
A
potem odsunął się, postawił mnie na nogi, poprawił swoje spodnie i zrobił to
wszystko nie patrząc mi w oczy.
Dyszałam,
ale mój oddech się uspokajał.
-
Maggie - powiedział w końcu, wciąż zbierając nasze rzeczy z podłogi -
Przepraszam.
Zamrugałam.
Nie
zrozumiałam go.
Było
mi tak dobrze, że myślałam, że jemu też, ale nie wiedziałam, czy nie zrobiłam
czegoś źle.
-
Co? - zapytałam drżąc i chwytając ubrania, które mi podawał.
-
Ja… - zaczął - Nie zabezpieczyłem się, a ty nie bierzesz pigułek.
-
David… - zawstydziłam się, bo nie umiałam o tym rozmawiać - jutro albo pojutrze
powinnam dostać… no wiesz…
-
To dobrze - stwierdził sucho.
I
wtedy poczułam zimną pięść ściskającą moje serce.
To dobrze.
Miałam
rację.
Nie
chciał mieć ze mną nic wspólnego.
Zadrgały
mi wargi.
Odsunęłam
się i zaczęłam porządkować moje spodnie i majtki, by się ubrać.
-
Co robisz? - zapytał.
-
Lepiej będzie, jak już sobie pójdę - powiedziałam cicho i, do diabła, mój głos
zadrżał.
-
Maggie… - złapał mnie za ramię i odwróciłam się do niego, ale nie mogłam
spojrzeć mu w oczy.
Oddech
miałam niewłaściwy, urywał mi się.
O
Panie.
Czemu
ja byłam taka słaba.
-
Mała - powiedział takim delikatnym głosem, tak diabelnie delikatnym, że bałam się, że nie utrzymam tego w sobie.
Musiałam
wyjść.
Kiedy
próbowałam go wyminąć i ubrać się, złapał moje spodnie i rzucił je na bok, a
potem schylił się i złapał mnie za plecy jednocześnie podcinając moje nogi pod
kolanami.
Znowu.
Ale
tym razem nie śmiałam się.
Chociaż
nie protestowałam.
Bałam
się, że, jeśli cokolwiek powiem lub zrobię, moja siła wyczerpie się i drugi raz
w życiu się rozpłaczę.
Nie
wiedziałam, czemu przy nim wychodziła ze mnie ta słabość.
Starając
się utrzymać normalny oddech, leżałam w jego ramionach, przyciskając obie ręce
zaciśnięte w pięści do klatki piersiowej.
Zaniósł
mnie do sypialni i wszedł ze mną w ramionach na łóżko, a potem ułożył mnie tak,
że byłam na boku, skierowana do niego twarzą.
Ułożył
się obok mnie, twarzą w moją stronę i objął mnie ramionami.
Przycisnął
mnie mocno, więc musiałam częściowo rozprostować nogi, ale brodę miałam nadal
przyciśniętą do swojej szyi, a ręce skrzyżowane przed sobą.
Więc
opierałam się czołem o jego klatkę piersiową.
Trzęsłam
się.
O
Panie.
Jak
ja nienawidziłam być taka słaba.
-
Mała… - powiedział tak delikatnym, łagodnym głosem, że miałam ochotę zacisnąć
ręce na uszach, by mnie to nie bolało.
A
bolało.
-
Proszę, spójrz na mnie - mruczał, więc wiedziałam, że patrzy na mnie.
Pokręciłam
głową, żeby dać mu znać, że nie mogę.
-
Proszę - mruknął.
Zacisnęłam
mięśnie.
-
Zabolało cię, a ja nie wiem co - wyjaśnił.
Słuchałam
go i myślałam.
Nie wiedział?
Stopniowo
podczas tego rozluźniłam się przy nim, więc wykorzystał to i wyprostował moją
jedną rękę, wciągnął mnie częściowo na siebie, a potem leżeliśmy prawie tak,
jak lubiłam.
Był
całkowicie ubrany, a ja miałam na sobie koszulkę, buty i skarpetki, ale
zdążyłam założyć tylko majtki, więc nogi miałam gołe.
Złapał
moją nogę pod kolanem i naciągnął ją na swoje uda.
-
Wiem, że to moja wada - mówił, a ja wstrzymałam oddech, żeby go lepiej słyszeć,
bo nie rozumiałam - Pracuję nad tym.
Staram się zmienić.
-
Co? - wyrwał mi się szept pełen
niedowierzania i poderwałam głowę na myśl, że David ma jakąkolwiek wadę.
Był
doskonały.
-
Staram się nauczyć, jak rozmawiać - wyjaśniał - widzę, że cię zabolało to, co
powiedziałem, więc powiedziałem coś źle. Proszę, powiedz mi co.
Nie
mogłam.
To
było zbyt żenujące.
Leżałam
z otwartymi oczami, wpatrując się w ścianę naprzeciwko i nie widząc jej.
Oboje
nie umieliśmy rozmawiać, wiedziałam to o sobie, więc, jak teraz on to
powiedział o sobie, wiedziałam to o nas.
Skoro
on nad tym pracuje, to ja też powinnam spróbować.
Wzięłam
głęboki wdech.
David
czekał, dawał mi czas.
-
Ja… - zaczęłam niepewnie i wypuściłam powietrze z płuc - Ja też nie umiem
rozmawiać - wreszcie przyznałam się cicho.
-
Okej, więc zacznijmy od tego co się stało - David mówił cicho, łagodnie, ale
zdecydowanie - Rzuciłem się na ciebie może trochę zbyt gwałtownie, ale wydawało
mi się, że ty też tego chciałaś.
-
Tak… - znowu się zawahałam.
To
nie było ani trochę łatwiejsze.
-
Bardzo chciałam - przyznałam w końcu - Lubię to… jak my… lubię to z tobą robić.
Kiedy
to wreszcie wykrztusiłam, poczułam, że moje policzki są gorące, ale coś
rozgrzewało mnie od środka.
Gorąco
dotyczyło mojego zawstydzenia, ale jednocześnie narastało moje podniecenie.
To
była reakcja tak nowa dla mnie, że nie wiedziałam nawet na początku jak ją
nazwać.
A
potem zrozumiałam.
Chciałam
tego.
Chciałam
to zrobić znowu z Davidem, bo lubiłam go mieć w sobie.
Więc
postanowiłam mu to powiedzieć.
Podniosłam
się na przedramieniu i spojrzałam przelotnie w jego oczy, żeby zapatrzeć się w
jego gardło.
-
Bardzo tego chciałam i to, że tak mnie całujesz… - powiedziałam i straciłam
odwagę, więc zagryzłam wargi.
David
jednak już zrozumiał, co chciałam powiedzieć, złapał mnie dłonią za ramię,
które położyłam na jego klatce piersiowej i wsunął ją po nim w górę mojej szyi,
we włosy.
-
Mała - powiedział, a kiedy odważyłam się zerknąć w jego oczy, zauważyłam, że są
gorące - Zwykle nie potrzebuję seksu. Nie reaguję tak na kobiety. Z tobą…
Chryste! Jesteś jedyna… To, że jesteś taka seksowna i słodka, że tak się przy
mnie rozpalasz i bierzesz mnie tak namiętnie, powoduje, że twardnieję nawet…
Przerwał
i patrzył na mnie dwie sekundy, zanim zaczął niższym, szorstkim głosem.
-
Jak szedłem wtedy za tobą po schodach w twojej pracy, a ty byłaś w tej
spódnicy, to, przysięgam,
potrzebowałem całej swojej kontroli, żeby nie złapać cię za tyłek, nie całować
cię tam, nie przycisnąć do ściany i tam nie wypieprzyć przy tych facetach.
-
Co? - wykrztusiłam.
-
Przepraszam - mruknął - Staram się nie przeklinać.
-
Nie przepraszaj - przyznałam mu - To ty. To część ciebie, taki jesteś, a ja nie
chcę, żebyś się zmieniał.
-
Chryste - warknął - Nie bądź tak wspaniała, bo znowu cię chcę.
Zagryzłam
wargi, a David popatrzył na to i z jego gardła wyrwał się dźwięk, jakiego dotąd
nie słyszałam.
Od
którego to gorąco w moim brzuchu spłynęło między moje nogi.
Otworzyłam
usta i zaczęłam nad nim dyszeć.
Nagle
David przewrócił mnie na plecy i znalazł się nade mną.
Patrzył
mi z bliska w twarz, a ja trzymałam się jego ramion.
-
Maggie - mówił głosem ochrypłym od emocji, które uczyłam się rozpoznawać - Od
początku chciałem być przy tobie i cię chronić. Nawet jak nie wiedziałem, przed
czym i czy potrzebujesz ochrony. Potem, jak zobaczyłem cię w tych szortach, w
tych spódnicach, w tej sukience.
Gapiłam
się całkiem oniemiała.
-
Chryste - jęknął i opuścił głowę, by dotknąć swoim czołem do mojego - Jesteś
taka piękna i za każdym razem wydajesz mi się piękniejsza.
Przepełniało
mnie tyle myśli i emocji, że nie wiedziałam co z nimi zrobić.
-
Ten tydzień był torturą - wyznał, a ja poczułam wyrzuty sumienia, bo robiłam
wszystko, by się od niego odsunąć, a to dla
niego było złe - Kiedy zobaczyłem przez wizjer, że idziesz, prawie szalałem
z niecierpliwości. Chciałem wyskoczyć na galerię.
-
David… - szepnęłam, ale nie dał sobie przerwać.
-
A kiedy skończyliśmy, a było tak cudownie i zacząłem znowu myśleć, poczułem się
jak palant. Cholerny egoista, jakim jestem. Wykorzystałem cię i naraziłem na
niechcianą ciążę.
Zacisnęłam
zęby i zamrugałam gwałtownie na wspomnienie jego słów.
To dobrze.
Zauważył
moją reakcję i skupił wzrok na mnie, marszcząc brwi i dotykając czubkami palców
do moich skroni.
-
Mała, co? - zapytał.
-
Ja… - przełknęłam ślinę i zdecydowałam się wreszcie to wypchnąć - Niechcianą?
-
Kruszynko… - szepnął czule - …myślę, że teraz to nie jest najlepsza pora abyśmy
mieli dziecko. Powinniśmy poczekać.
Poczekać!
O
Panie!
Jaka
ja byłam głupia.
Więc,
dobra, nie miałam się powstrzymać.
Cała
moja znikoma siła, moje opanowanie wzięło w łeb.
Łzy
zaszczypały mnie w nos i zamrugałam, bo wilgoć wypełniła moje oczy i zaczęła
zsuwać się po skroniach w moje włosy.
-
Mała! - szepnął David całkowicie oszołomiony.
Zaczął
głaskać kciukami moje oczy i skronie, a potem całować ślady wody na mojej
twarzy, a potem moje wargi.
Odsunął
się trochę i ponownie zawisł nade mną, a ja spojrzałam w jego ciepłe,
czekoladowe oczy i postanowiłam dać sobie coś, co pozwoliłoby mi się opanować.
-
Jak na nie umiejącego rozmawiać - zażartowałam z zatkanym gardłem - całkiem
dużo mówisz.
-
Tylko przy tobie, mała - mruknął w odpowiedzi.
-
Więc jestem jedyną kobietą, z którą rozmawiasz? - zapytałam ze zdziwieniem, bo
nie mogłam w to uwierzyć.
-
Jesteś jedyna - podsumował zdecydowanie.
A
ja wciągnęłam wdech na brzmienie tych słów.
-
Przestań, bo próbuję nie płakać - zażądałam od niego i uderzyłam go otwartą
dłonią w ramię.
Warknął
i odtoczył się ze mnie.
Położył
się obok mnie na wznak i pociągnął mnie tak, żebym leżała znowu na boku prawie
na nim.
-
Myślę, że należy mi się rewanż - stwierdził - Powinnaś mnie rozebrać i
pocałować, a może przy okazji czegoś się nauczysz.
O
tak!
Zagryzłam
wargi, bo znowu poczułam to rozkoszne ciepło między nogami.
Chciałam
czegoś się nauczyć.
Więc
wykonałam to polecenie z wielką chęcią, a obejmowało to rozebranie go, podczas
gdy moje usta (i oczy) goniły moje palce.
Ale
na końcu to David był na górze i dał mi siebie, a jednocześnie wziął sobie
mnie.
I
oboje mieliśmy dużo rozkoszy.
*****
Dziesięć dni
później
Dzień
był taki, jak wszystkie moje dni.
Radosny.
Rano
wstałam, zjadłam śniadanie i ubrałam się do pracy, a w pracy ciągle byłam
bardzo zajęta, bo nadal nie miałam asystentki, jako że Barb nie wróciła, a ja
nie mogłam się zdecydować na nikogo nowego.
Po
pracy przebrałam się, jednocześnie gotując sobie kolację i szykując się do
wyjścia do hospicjum, do mamy.
I
ciągle pisałam do Davida gdzie jestem i co robię.
A
on mi odpisywał dodając co chwilę Mała,
Kochanie lub Kruszynko.
Był
w pracy lub zajęty innymi sprawami, a mimo to miał czas na dodawanie jakiegoś
czułego słówka.
Kochałam
to.
Kiedy
następnego dnia po naszej rozmowie spotkaliśmy się w jego/nie-jego mieszkaniu,
nie miałam dla niego dobrych wiadomości.
Dostałam
okres i trochę bolał mnie brzuch, więc nie miałam ochoty na figle.
Ale
David zaproponował mi coś, co spowodowało, że wszelki ból poszedł w niepamięć.
Odkrywanie
jego ciała.
Kiedy
go rozbierałam dzień wcześniej, nie przyjrzałam mu się, bo rozpaliliśmy się
zbyt szybko i skończyło się tak, jak skończyło.
Tym
razem nie mogło się tak skończyć, więc przyglądałam się.
Czesałam
paznokciami ścieżkę, jaką tworzyły jego włosy od góry klatki piersiowej w dół
do pępka i niżej.
Otaczałam
językiem jego ciemne, prawie brązowe sutki, które były twarde i nadspodziewanie
pyszne.
Gładziłam
ścięgna na jego ramionach i szyi, badałam kształt mięśni i gładkość skóry.
A
potem zjechałam niżej i, siedząc okrakiem na jego udach, odchyliłam gumkę i zajrzałam
do slipów, by wydobyć penisa.
Pogłaskałam
go, objęłam i uniosłam dwoma palcami.
David
zaczął się śmiać.
-
Maggie, on nie jest ze szkła - powiedział mi - lubi być traktowany ostro, wręcz
brutalnie.
-
Tak? - zdziwiłam się.
-
Mała - patrzył na mnie i mówił bardzo czule - …jak jest w tobie i dochodzisz,
to go ściskasz tak mocno, że nie dałabyś rady zrobić tego ręką.
-
Och - westchnęłam.
A
przy tym zauważyłam, że mówienie o tym, że „jest we mnie” spowodowało, że
bardziej zesztywniał i drgnął w mojej ręce.
Więc
go ścisnęłam i przeciągnęłam po nim zaciśniętą pięścią.
-
Tak - jęknął David, więc wiedziałam,
że robię to dobrze.
Ale
byłam ciekawa.
Jego
penis miał dziwny kształt i kolor (a przynajmniej tak myślałam), więc zapytałam
o to.
Wtedy
dowiedziałam się, że David był obrzezany.
Cóż,
powiedzmy, że to, co to oznaczało, nie do końca mnie zachwyciło (część
„chirurgiczna”), ale efekt był super.
W
ramach nauki (oczywiście) pochyliłam się do niego i polizałam go, bo chciałam
spróbować, czy jest równie smaczny, jak reszta jego ciała.
Był.
Moja
nauka skończyła się tym, że David pokazał mi, jak się doprowadza i zobaczyłam,
pierwszy raz w życiu, jak wygląda sperma.
Fantastyczne.
Cieszyłam
się, że David mówił, że jestem „jedyna”.
Chciałam
być dla niego kimś.
Chociaż
przez chwilę.
Wczoraj
nie byłam w hospicjum, ale od rana pomagałam trochę Evie w szykowaniu rzeczy,
które miała zabrać do szkoły Matta na charytatywną pracę przy sortowaniu rzeczy
dla ubogich zebranych przez innych w ramach Dnia Martina Luthera Kinga.
Upiekła
swoje słynne muffiny orzechowe, a ja zaniosłam jej od siebie ciasto
marchewkowe, by miała czym poczęstować wolontariuszy.
Byłam
u niej krótko, zaledwie pół godziny, ale zdążyłyśmy porozmawiać.
Akurat
podczas mojej wizyty Jimmy z Mattem zajmowali się czyszczeniem i smarowaniem
nart i deski snowboardowej, bo od początku zimy we trójkę jeździli w weekendy
na stoki.
Więc
byłyśmy tylko we dwie.
Eva
spoglądała na mnie dziwnie niepewnie, więc czułam, że coś jej chodzi po głowie.
Aż
w końcu nie wytrzymała.
-
Maggie… - zaczęła - daj Davidowi szansę.
-
Eva - nie wiedziałam, jak nie skłamać, ale nic jej nie powiedzieć - ja nie…
-
Nie - przerwała mi - Posłuchaj - podeszła blisko i schwyciła mnie za rękę,
jednocześnie patrząc mi głęboko w oczy.
-
Ja wiem, że miałaś ciężkie życie - zaczęła i wciągnęłam głęboki wdech - Wiem,
że bronisz się przed zranieniem. Ale musisz wiedzieć, że David ma swój psychiczny
bagaż.
Wypuściłam
powietrze, bo nie miałyśmy rozmawiać o mnie.
Ale…
Prawie
uśmiechnęłam się z niedowierzaniem.
Wiedziałam
jakie dobre dzieciństwo miał David, ile miłości dostał od babci i dziadka, więc
nie wiedziałam, o czym ona mówi.
-
Kochanie - mówiła Eva łagodnie - Jimmy mi nie powiedział wszystkiego, bo są
lojalni wobec siebie, ale coś mi napomknął, więc, z tym wszystkim, co wiem o
Davidzie, mogę ci tylko powiedzieć, żebyś się przygotowała i dowiedziała z
Internetu, co to jest PTSD, Zespół Stresu Pourazowego.
Zamarłam.
-
Co? - wypchnęłam wreszcie z siebie
zduszone słowo, kiedy ochłonęłam z pierwszego szoku.
-
David jest weteranem wojen w Azji, Afryce, czy gdzieś tam - wyjaśniła mi - Nie
wiem gdzie i jakie misje odbył. Ale, sądząc po jego zamknięciu się w sobie i po
jego zachowaniu, jestem prawie pewna, że coś
w nim jest.
Eva
potrząsnęła lekko moją ręką.
- Po prostu przygotuj się, bo możesz być jedyną, która może mu pomóc -
powiedziała z naciskiem.
Jedyna.
Właśnie
wtedy to słowo zmieniło dla mnie znaczenie.
Wszystko zmieniło dla mnie
znaczenie.
Kilka
minut później Jimmy i Matt, już przebrani w czyste ubrania, przyszli do nas, bo
wszyscy musieli się szykować do wyjścia, więc więcej nie rozmawiałyśmy, ale te
kilka zdań zmieniły moje postrzeganie wszystkiego.
Może
i David musiał mnie uratować, ale może ja nie byłam jedyną, która mogła coś
dostać w naszej relacji.
Może
mogłam coś dać jemu.
Więc
kiedy spotkaliśmy się po południu w wynajętym przez niego mieszkaniu,
rozmawiałam z nim więcej niż do tej pory i starałam się go rozśmieszyć.
A
potem kochałam się z nim tak, jak to oboje lubiliśmy i przez dotyk pokazywałam
mu, jaki jest dla mnie ważny.
I
od tego dnia częściej i chętniej pisałam do Davida, który dzisiaj był w pracy
od szóstej rano do szóstej po południu i dodawałam przy tym emotikonki.
Z
radością odpowiedziałam mu tak, kiedy zaproponował, że się spotkamy po moim
powrocie z hospicjum.
Chciałam
być tą jedyną dla niego.
Więc
wychodząc z hospicjum napisałam do niego:
Wychodzę
z hospicjum,
do zobaczenia
i
dodałam😘
…i tylko przez sekundę zawahałam się przed wysłaniem Davidowi buźki z serduszkiem.
Potem
poszłam na parking do swojego Wranglera, myśląc o tym, że lubię mówić mu, jak
bardzo go lubię i powinnam mu to powiedzieć wprost.
Bezpośrednio.
Kiedy
otwierałam Jeepa z kluczyka, w szybie zobaczyłam cień znajomej sylwetki, która
mnie przeraziła tak bardzo, że automatycznie wsunęłam rękę do kieszeni płaszcza
i, nie zastanawiając się nad tym, ścisnęłam palcami przycisk paniki, który
zawsze miałam przy sobie.
Nic
się nie stało.
Wyjęłam
rękę z kieszeni i zaczęłam się odwracać, myśląc, że może się pomyliłam i
niepotrzebnie nacisnęłam guzik.
Guzik,
który miał gdzieś tam kogoś zaalarmować, że jestem w niebezpieczeństwie, a nie
byłam.
I
wtedy za plecami usłyszałam znienawidzony głos, od którego krew dosłownie zamarzła
mi w żyłach.
-
Wreszcie jesteś sama, dziwko.
Mojej
szyi dotknęło coś zimnego.
A
potem wszystko stało się czarne.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń❤️
OdpowiedzUsuńPrzerwać w takim momencie - to powinno być karalne :)
OdpowiedzUsuńDziękuję
Dziekuje.. Moze jeszcze jeden dzisiaj?🙏❤
OdpowiedzUsuń