czwartek, 10 marca 2022

10 - Jedyna

 

Rozdział 10

Jedyna

Maggie

 

 

 

Dziesięć dni później

Ten dzień był taki, jak wszystkie moje dni.

Pracowałam intensywnie do piątej po południu, a potem miałam jeszcze jechać do mamy, do hospicjum.

W ostatnim tygodniu robiłam to codziennie i zostawałam tak długo, jak się dało, nawet po to, by po prostu pomagać innym.

Mama zwykle przesypiała całe moje wizyty albo była tak apatyczna, że nie odzywała się do mnie, więc nie musiałam się denerwować wizytami u niej i mogłam wykonywać swoją pracę tam jak automat.

Bez myślenia.

Tak było codziennie.

Z wyjątkiem soboty.

David pracował w sobotę od szóstej po południu, więc nie mieliśmy zbyt wiele czasu dla siebie (na szczęście), ale spotkaliśmy się w tamtym mieszkaniu po jego SMS-ie na krótko, na godzinę.

Nie mieliśmy czasu na rozmowę.

Dni mijały.

Nie musiałam nic więcej wymyślać, nie musiałam kłamać ani unikać go w inny sposób.

Samo tak wyszło.

Może nie do końca „samo”, bo ustawiłam to w ten sposób z synami i synowymi pani Lilly Brown, która zastąpiła panią Smith na drugim łóżku w pokoju mamy.

Wiedziałam, że w kolejnym tygodniu zechcą się zrewanżować, ale odwlekałam to, co miało nadejść.

Moim celem były rzadsze spotkania z Davidem.

Był wspaniałym mężczyzną z dobrym życiem i wspomnieniami dobrej rodziny, a ja mogłam wnieść do jego życia tylko śmieci.

Zasługiwał na coś lepszego.

Wychodziłam z pracy i już w drzwiach wysyłałam do Davida krótkiego SMS’a Wychodzę tak, jak mnie o to prosił.

Wypełniałam te prośby, bo to go uspokajało.

Zasługiwał na spokój.

Wsiadałam do Wranglera, uruchamiałam go i wyjeżdżałam z parkingu.

Jechałam do domu, wchodziłam po schodach i otwierałam drzwi z klucza.

Kiedy byłam za progiem, wyjmowałam swój bezpieczny telefon, zatrzaskiwałam drzwi i pisałam W domu.

Potem poświęcałam swoje dziesięć minut na przygotowanie sobie kolacji i przebranie się.

Kiedy zjadałam i sprzątałam kuchnię, zabierałam torbę z czystą pościelą i bielizną dla mamy i ubierałam się, by wyjść.

Zanim otwierałam drzwi pisałam Wychodzę.

Kiedy byłam na galerii słyszałam warczenie telefonu i wiedziałam, że David przysłał mi swoje Okej lub Dobrze, lub Jedź bezpiecznie.

Zawsze tak robił.

Lubiłam to, chociaż nadal sądziłam, że robi to z nawyku lub po to, żebym poczuła się lepiej.

Jechałam do hospicjum, pracowałam, wracałam i za każdym razem, kiedy wychodziłam lub wchodziłam gdzieś, krótko pisałam mu o tym, a on odpisywał równie krótko.

Tak było codziennie.

To była moje rutyna, bezmyślne, bezpieczne powtarzanie codziennie tych samych czynności, by zapomnieć.

Dopiero, kiedy leżałam w łóżku, pozwalałam sobie na chwilę rozpamiętywania, jak było, kiedy leżałam na Davidzie, głaskałam jego włosy, słuchałam jego serca.

Tęskniłam.

Do bólu.

Więc, kiedy tego dnia napisał do mnie, że czeka, a ja byłam u siebie, nie oparłam się pokusie i poszłam do niego.

Byłam taka słaba.

Jak narkomanka na głodzie musiałam, po prostu musiałam go dotknąć, dać się przytulić, kochać, całować.

Mieć go.

Wymknęłam się z mieszkania, jak zawsze, zachowując wszystkie zasady bezpieczeństwa.

Wyjrzałam przez wizjer, starałam się być cicho, a mieszkaniu zostawiłam włączony telewizor.

Weszłam, jak zwykle, bez pukania, a on czekał, niezwykle, tuż za progiem.

Prawie się potknęłam o własne nogi.

O Panie!

Był taki wspaniały.

Piękny, silny, ciemny, seksowny.

Przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować, a ja…

Ja jakbym oszalała.

Jakby życie bez seksu nie miało znaczenia.

Rzuciłam się na niego.

Złapałam jego głowę, wspięłam się na palce i wpiłam usta w jego, a on bez wahania przygiął się i oddał mi pocałunek.

Zjadaliśmy się nawzajem.

Poczułam, że piersi mi puchną, w między nogami miałam istną powódź.

Pociągnął mnie wgłąb mieszkania.

Zaczęłam szarpać jego koszulkę, gładzić i lizać jego nagą skórę wszędzie, gdzie tylko mogłam sięgnąć.

Czułam jego ręce na moich biodrach, a potem na dżinsach.

Kiedy rozpiął mi spodnie sama zaczęłam je ciągnąć oburącz do dołu z bioder, by jak najszybciej się ich pozbyć.

Dyszałam, jęczałam, skomliłam moje błaganie.

Nie doszliśmy nawet do sypialni.

Byliśmy przy ścianie w salonie.

Kiedy tylko poczułam, że zsunął mi spodnie poniżej tyłka, ściągnęłam je, a potem przydepnęłam nogawki i w ten sposób natychmiast pozbyłam się ich do końca przez buty.

Potem dłonie Davida objęły moje pośladki wewnątrz majtek.

Tak!

Szarpnął majtki w dół moich nóg, a kiedy spadły na podłogę, wsunął we mnie palec, a ja wypchnęłam biodra do niego jęcząc przeciągle.

Spojrzałam na niego zamglonym wzrokiem.

Chciałam więcej.

Szybciej.

Sięgnęłam do suwaka jego spodni, a on pomógł mi, rozpinając guzik, a potem zdejmując dżinsy z bioder.

Nie do końca, bo nie chciałam czekać.

Jedną ręką wydobyłam jego penisa ze slipów, nakierowałam go na moją szparkę i przesunęłam jego aksamitnym czubkiem po swojej wrażliwej wilgoci, żeby pokazać mu, jak bardzo go pragnę.

Drugą ręką objęłam jego szyję i przyciągnęłam jego głowę do siebie.

Jego penis wsunął się we mnie na tyle, że poczułam go na łechtaczce, więc znowu wypchnęłam biodra i jęknęłam.

- Kurwa - warknął David, a ja nie zareagowałam na to wulgarne słowo, które zwykle mnie wzdragało w jego ustach.

A właściwie zareagowałam, ale inaczej.

Nie byłam na tyle przytomna, żeby zdać sobie z tego sprawę, co to słowo ze mną zrobiło, ale poczułam to.

Dążyłam do wypełnienia kutasem.

Tak, kutasem.

Właśnie tego chciałam.

Pieprzyć się.

Zostać zerżnięta kutasem Davida.

Żeby moja pizda została zerżnięta jego kutasem.

Wulgarne słowa formowały się w mojej głowie jedno po drugim i podniecały mnie.

Kręciło mi się od nich w głowie jeszcze bardziej, niż wcześniej, więc owinęłam ramiona Davida swoimi ramionami, podskoczyłam i owinęłam jego biodra swoimi nogami.

Złapał mój tyłek oburącz za pośladki i trzymał mnie.

I pchnął.

Jednym zdecydowanym, silnym ruchem.

Znajdując drogę bez użycia ręki.

Wtedy mnie całkiem wypełnił, do końca.

Krzyknęłam z rozkoszy, a on to usłyszał.

I zaczął mnie pieprzyć.

Ostro.

Za plecami, jak przez mgłę, czułam zimny mur.

Każde pchnięcie było silniejsze niż poprzednie, każde czułam całym ciałem i każde powodowało że wznosiłam się coraz to wyżej i wyżej.

Jakbym nigdy nie miała spaść.

A kiedy była na szczycie, zaczęłam wirować, zgięłam głowę i wbiłam usta w jego gardło, gdzie czułam bicie jego serca i, tak zakneblowana, jęczałam swoją rozkosz coraz głośniej, aż do krzyku.

Jak dobrze!

A David brał mnie jeszcze wyżej, co myślałam, że nigdy nie było możliwe i nadal mnie drążył, pchał, wiercił, aż wepchnął się ostatni raz i znieruchomiał.

I zrobił to jęcząc w bok mojej głowy.

Potem przez długi czas stał, trzymając mnie przy ścianie za pośladki, a ja nadal owijałam drżącymi nogami jego biodra.

A potem odsunął się, postawił mnie na nogi, poprawił swoje spodnie i zrobił to wszystko nie patrząc mi w oczy.

Dyszałam, ale mój oddech się uspokajał.

- Maggie - powiedział w końcu, wciąż zbierając nasze rzeczy z podłogi - Przepraszam.

Zamrugałam.

Nie zrozumiałam go.

Było mi tak dobrze, że myślałam, że jemu też, ale nie wiedziałam, czy nie zrobiłam czegoś źle.

- Co? - zapytałam drżąc i chwytając ubrania, które mi podawał.

- Ja… - zaczął - Nie zabezpieczyłem się, a ty nie bierzesz pigułek.

- David… - zawstydziłam się, bo nie umiałam o tym rozmawiać - jutro albo pojutrze powinnam dostać… no wiesz…

- To dobrze - stwierdził sucho.

I wtedy poczułam zimną pięść ściskającą moje serce.

To dobrze.

Miałam rację.

Nie chciał mieć ze mną nic wspólnego.

Zadrgały mi wargi.

Odsunęłam się i zaczęłam porządkować moje spodnie i majtki, by się ubrać.

- Co robisz? - zapytał.

- Lepiej będzie, jak już sobie pójdę - powiedziałam cicho i, do diabła, mój głos zadrżał.

- Maggie… - złapał mnie za ramię i odwróciłam się do niego, ale nie mogłam spojrzeć mu w oczy.

Oddech miałam niewłaściwy, urywał mi się.

O Panie.

Czemu ja byłam taka słaba.

- Mała - powiedział takim delikatnym głosem, tak diabelnie delikatnym, że bałam się, że nie utrzymam tego w sobie.

Musiałam wyjść.

Kiedy próbowałam go wyminąć i ubrać się, złapał moje spodnie i rzucił je na bok, a potem schylił się i złapał mnie za plecy jednocześnie podcinając moje nogi pod kolanami.

Znowu.

Ale tym razem nie śmiałam się.

Chociaż nie protestowałam.

Bałam się, że, jeśli cokolwiek powiem lub zrobię, moja siła wyczerpie się i drugi raz w życiu się rozpłaczę.

Nie wiedziałam, czemu przy nim wychodziła ze mnie ta słabość.

Starając się utrzymać normalny oddech, leżałam w jego ramionach, przyciskając obie ręce zaciśnięte w pięści do klatki piersiowej.

Zaniósł mnie do sypialni i wszedł ze mną w ramionach na łóżko, a potem ułożył mnie tak, że byłam na boku, skierowana do niego twarzą.

Ułożył się obok mnie, twarzą w moją stronę i objął mnie ramionami.

Przycisnął mnie mocno, więc musiałam częściowo rozprostować nogi, ale brodę miałam nadal przyciśniętą do swojej szyi, a ręce skrzyżowane przed sobą.

Więc opierałam się czołem o jego klatkę piersiową.

Trzęsłam się.

O Panie.

Jak ja nienawidziłam być taka słaba.

- Mała… - powiedział tak delikatnym, łagodnym głosem, że miałam ochotę zacisnąć ręce na uszach, by mnie to nie bolało.

A bolało.

- Proszę, spójrz na mnie - mruczał, więc wiedziałam, że patrzy na mnie.

Pokręciłam głową, żeby dać mu znać, że nie mogę.

- Proszę - mruknął.

Zacisnęłam mięśnie.

- Zabolało cię, a ja nie wiem co - wyjaśnił.

Słuchałam go i myślałam.

Nie wiedział?

Stopniowo podczas tego rozluźniłam się przy nim, więc wykorzystał to i wyprostował moją jedną rękę, wciągnął mnie częściowo na siebie, a potem leżeliśmy prawie tak, jak lubiłam.

Był całkowicie ubrany, a ja miałam na sobie koszulkę, buty i skarpetki, ale zdążyłam założyć tylko majtki, więc nogi miałam gołe.

Złapał moją nogę pod kolanem i naciągnął ją na swoje uda.

- Wiem, że to moja wada - mówił, a ja wstrzymałam oddech, żeby go lepiej słyszeć, bo nie rozumiałam - Pracuję nad tym. Staram się zmienić.

- Co? - wyrwał mi się szept pełen niedowierzania i poderwałam głowę na myśl, że David ma jakąkolwiek wadę.

Był doskonały.

- Staram się nauczyć, jak rozmawiać - wyjaśniał - widzę, że cię zabolało to, co powiedziałem, więc powiedziałem coś źle. Proszę, powiedz mi co.

Nie mogłam.

To było zbyt żenujące.

Leżałam z otwartymi oczami, wpatrując się w ścianę naprzeciwko i nie widząc jej.

Oboje nie umieliśmy rozmawiać, wiedziałam to o sobie, więc, jak teraz on to powiedział o sobie, wiedziałam to o nas.

Skoro on nad tym pracuje, to ja też powinnam spróbować.

Wzięłam głęboki wdech.

David czekał, dawał mi czas.

- Ja… - zaczęłam niepewnie i wypuściłam powietrze z płuc - Ja też nie umiem rozmawiać - wreszcie przyznałam się cicho.

- Okej, więc zacznijmy od tego co się stało - David mówił cicho, łagodnie, ale zdecydowanie - Rzuciłem się na ciebie może trochę zbyt gwałtownie, ale wydawało mi się, że ty też tego chciałaś.

- Tak… - znowu się zawahałam.

To nie było ani trochę łatwiejsze.

- Bardzo chciałam - przyznałam w końcu - Lubię to… jak my… lubię to z tobą robić.

Kiedy to wreszcie wykrztusiłam, poczułam, że moje policzki są gorące, ale coś rozgrzewało mnie od środka.

Gorąco dotyczyło mojego zawstydzenia, ale jednocześnie narastało moje podniecenie.

To była reakcja tak nowa dla mnie, że nie wiedziałam nawet na początku jak ją nazwać.

A potem zrozumiałam.

Chciałam tego.

Chciałam to zrobić znowu z Davidem, bo lubiłam go mieć w sobie.

Więc postanowiłam mu to powiedzieć.

Podniosłam się na przedramieniu i spojrzałam przelotnie w jego oczy, żeby zapatrzeć się w jego gardło.

- Bardzo tego chciałam i to, że tak mnie całujesz… - powiedziałam i straciłam odwagę, więc zagryzłam wargi.

David jednak już zrozumiał, co chciałam powiedzieć, złapał mnie dłonią za ramię, które położyłam na jego klatce piersiowej i wsunął ją po nim w górę mojej szyi, we włosy.

- Mała - powiedział, a kiedy odważyłam się zerknąć w jego oczy, zauważyłam, że są gorące - Zwykle nie potrzebuję seksu. Nie reaguję tak na kobiety. Z tobą… Chryste! Jesteś jedyna… To, że jesteś taka seksowna i słodka, że tak się przy mnie rozpalasz i bierzesz mnie tak namiętnie, powoduje, że twardnieję nawet…

Przerwał i patrzył na mnie dwie sekundy, zanim zaczął niższym, szorstkim głosem.

- Jak szedłem wtedy za tobą po schodach w twojej pracy, a ty byłaś w tej spódnicy, to, przysięgam, potrzebowałem całej swojej kontroli, żeby nie złapać cię za tyłek, nie całować cię tam, nie przycisnąć do ściany i tam nie wypieprzyć przy tych facetach.

- Co? - wykrztusiłam.

- Przepraszam - mruknął - Staram się nie przeklinać.

- Nie przepraszaj - przyznałam mu - To ty. To część ciebie, taki jesteś, a ja nie chcę, żebyś się zmieniał.

- Chryste - warknął - Nie bądź tak wspaniała, bo znowu cię chcę.

Zagryzłam wargi, a David popatrzył na to i z jego gardła wyrwał się dźwięk, jakiego dotąd nie słyszałam.

Od którego to gorąco w moim brzuchu spłynęło między moje nogi.

Otworzyłam usta i zaczęłam nad nim dyszeć.

Nagle David przewrócił mnie na plecy i znalazł się nade mną.

Patrzył mi z bliska w twarz, a ja trzymałam się jego ramion.

- Maggie - mówił głosem ochrypłym od emocji, które uczyłam się rozpoznawać - Od początku chciałem być przy tobie i cię chronić. Nawet jak nie wiedziałem, przed czym i czy potrzebujesz ochrony. Potem, jak zobaczyłem cię w tych szortach, w tych spódnicach, w tej sukience.

Gapiłam się całkiem oniemiała.

- Chryste - jęknął i opuścił głowę, by dotknąć swoim czołem do mojego - Jesteś taka piękna i za każdym razem wydajesz mi się piękniejsza.

Przepełniało mnie tyle myśli i emocji, że nie wiedziałam co z nimi zrobić.

- Ten tydzień był torturą - wyznał, a ja poczułam wyrzuty sumienia, bo robiłam wszystko, by się od niego odsunąć, a to dla niego było złe - Kiedy zobaczyłem przez wizjer, że idziesz, prawie szalałem z niecierpliwości. Chciałem wyskoczyć na galerię.

- David… - szepnęłam, ale nie dał sobie przerwać.

- A kiedy skończyliśmy, a było tak cudownie i zacząłem znowu myśleć, poczułem się jak palant. Cholerny egoista, jakim jestem. Wykorzystałem cię i naraziłem na niechcianą ciążę.

Zacisnęłam zęby i zamrugałam gwałtownie na wspomnienie jego słów.

To dobrze.

Zauważył moją reakcję i skupił wzrok na mnie, marszcząc brwi i dotykając czubkami palców do moich skroni.

- Mała, co? - zapytał.

- Ja… - przełknęłam ślinę i zdecydowałam się wreszcie to wypchnąć - Niechcianą?

- Kruszynko… - szepnął czule - …myślę, że teraz to nie jest najlepsza pora abyśmy mieli dziecko. Powinniśmy poczekać.

Poczekać!

O Panie!

Jaka ja byłam głupia.

Więc, dobra, nie miałam się powstrzymać.

Cała moja znikoma siła, moje opanowanie wzięło w łeb.

Łzy zaszczypały mnie w nos i zamrugałam, bo wilgoć wypełniła moje oczy i zaczęła zsuwać się po skroniach w moje włosy.

- Mała! - szepnął David całkowicie oszołomiony.

Zaczął głaskać kciukami moje oczy i skronie, a potem całować ślady wody na mojej twarzy, a potem moje wargi.

Odsunął się trochę i ponownie zawisł nade mną, a ja spojrzałam w jego ciepłe, czekoladowe oczy i postanowiłam dać sobie coś, co pozwoliłoby mi się opanować.

- Jak na nie umiejącego rozmawiać - zażartowałam z zatkanym gardłem - całkiem dużo mówisz.

- Tylko przy tobie, mała - mruknął w odpowiedzi.

- Więc jestem jedyną kobietą, z którą rozmawiasz? - zapytałam ze zdziwieniem, bo nie mogłam w to uwierzyć.

- Jesteś jedyna - podsumował zdecydowanie.

A ja wciągnęłam wdech na brzmienie tych słów.

- Przestań, bo próbuję nie płakać - zażądałam od niego i uderzyłam go otwartą dłonią w ramię.

Warknął i odtoczył się ze mnie.

Położył się obok mnie na wznak i pociągnął mnie tak, żebym leżała znowu na boku prawie na nim.

- Myślę, że należy mi się rewanż - stwierdził - Powinnaś mnie rozebrać i pocałować, a może przy okazji czegoś się nauczysz.

O tak!

Zagryzłam wargi, bo znowu poczułam to rozkoszne ciepło między nogami.

Chciałam czegoś się nauczyć.

Więc wykonałam to polecenie z wielką chęcią, a obejmowało to rozebranie go, podczas gdy moje usta (i oczy) goniły moje palce.

Ale na końcu to David był na górze i dał mi siebie, a jednocześnie wziął sobie mnie.

I oboje mieliśmy dużo rozkoszy.

*****

Dziesięć dni później

Dzień był taki, jak wszystkie moje dni.

Radosny.

Rano wstałam, zjadłam śniadanie i ubrałam się do pracy, a w pracy ciągle byłam bardzo zajęta, bo nadal nie miałam asystentki, jako że Barb nie wróciła, a ja nie mogłam się zdecydować na nikogo nowego.

Po pracy przebrałam się, jednocześnie gotując sobie kolację i szykując się do wyjścia do hospicjum, do mamy.

I ciągle pisałam do Davida gdzie jestem i co robię.

A on mi odpisywał dodając co chwilę Mała, Kochanie lub Kruszynko.

Był w pracy lub zajęty innymi sprawami, a mimo to miał czas na dodawanie jakiegoś czułego słówka.

Kochałam to.

Kiedy następnego dnia po naszej rozmowie spotkaliśmy się w jego/nie-jego mieszkaniu, nie miałam dla niego dobrych wiadomości.

Dostałam okres i trochę bolał mnie brzuch, więc nie miałam ochoty na figle.

Ale David zaproponował mi coś, co spowodowało, że wszelki ból poszedł w niepamięć.

Odkrywanie jego ciała.

Kiedy go rozbierałam dzień wcześniej, nie przyjrzałam mu się, bo rozpaliliśmy się zbyt szybko i skończyło się tak, jak skończyło.

Tym razem nie mogło się tak skończyć, więc przyglądałam się.

Czesałam paznokciami ścieżkę, jaką tworzyły jego włosy od góry klatki piersiowej w dół do pępka i niżej.

Otaczałam językiem jego ciemne, prawie brązowe sutki, które były twarde i nadspodziewanie pyszne.

Gładziłam ścięgna na jego ramionach i szyi, badałam kształt mięśni i gładkość skóry.

A potem zjechałam niżej i, siedząc okrakiem na jego udach, odchyliłam gumkę i zajrzałam do slipów, by wydobyć penisa.

Pogłaskałam go, objęłam i uniosłam dwoma palcami.

David zaczął się śmiać.

- Maggie, on nie jest ze szkła - powiedział mi - lubi być traktowany ostro, wręcz brutalnie.

- Tak? - zdziwiłam się.

- Mała - patrzył na mnie i mówił bardzo czule - …jak jest w tobie i dochodzisz, to go ściskasz tak mocno, że nie dałabyś rady zrobić tego ręką.

- Och - westchnęłam.

A przy tym zauważyłam, że mówienie o tym, że „jest we mnie” spowodowało, że bardziej zesztywniał i drgnął w mojej ręce.

Więc go ścisnęłam i przeciągnęłam po nim zaciśniętą pięścią.

- Tak - jęknął David, więc wiedziałam, że robię to dobrze.

Ale byłam ciekawa.

Jego penis miał dziwny kształt i kolor (a przynajmniej tak myślałam), więc zapytałam o to.

Wtedy dowiedziałam się, że David był obrzezany.

Cóż, powiedzmy, że to, co to oznaczało, nie do końca mnie zachwyciło (część „chirurgiczna”), ale efekt był super.

W ramach nauki (oczywiście) pochyliłam się do niego i polizałam go, bo chciałam spróbować, czy jest równie smaczny, jak reszta jego ciała.

Był.

Moja nauka skończyła się tym, że David pokazał mi, jak się doprowadza i zobaczyłam, pierwszy raz w życiu, jak wygląda sperma.

Fantastyczne.

Cieszyłam się, że David mówił, że jestem „jedyna”.

Chciałam być dla niego kimś.

Chociaż przez chwilę.

Wczoraj nie byłam w hospicjum, ale od rana pomagałam trochę Evie w szykowaniu rzeczy, które miała zabrać do szkoły Matta na charytatywną pracę przy sortowaniu rzeczy dla ubogich zebranych przez innych w ramach Dnia Martina Luthera Kinga.

Upiekła swoje słynne muffiny orzechowe, a ja zaniosłam jej od siebie ciasto marchewkowe, by miała czym poczęstować wolontariuszy.

Byłam u niej krótko, zaledwie pół godziny, ale zdążyłyśmy porozmawiać.

Akurat podczas mojej wizyty Jimmy z Mattem zajmowali się czyszczeniem i smarowaniem nart i deski snowboardowej, bo od początku zimy we trójkę jeździli w weekendy na stoki.

Więc byłyśmy tylko we dwie.

Eva spoglądała na mnie dziwnie niepewnie, więc czułam, że coś jej chodzi po głowie.

Aż w końcu nie wytrzymała.

- Maggie… - zaczęła - daj Davidowi szansę.

- Eva - nie wiedziałam, jak nie skłamać, ale nic jej nie powiedzieć - ja nie…

- Nie - przerwała mi - Posłuchaj - podeszła blisko i schwyciła mnie za rękę, jednocześnie patrząc mi głęboko w oczy.

- Ja wiem, że miałaś ciężkie życie - zaczęła i wciągnęłam głęboki wdech - Wiem, że bronisz się przed zranieniem. Ale musisz wiedzieć, że David ma swój psychiczny bagaż.

Wypuściłam powietrze, bo nie miałyśmy rozmawiać o mnie.

Ale…

Prawie uśmiechnęłam się z niedowierzaniem.

Wiedziałam jakie dobre dzieciństwo miał David, ile miłości dostał od babci i dziadka, więc nie wiedziałam, o czym ona mówi.

- Kochanie - mówiła Eva łagodnie - Jimmy mi nie powiedział wszystkiego, bo są lojalni wobec siebie, ale coś mi napomknął, więc, z tym wszystkim, co wiem o Davidzie, mogę ci tylko powiedzieć, żebyś się przygotowała i dowiedziała z Internetu, co to jest PTSD, Zespół Stresu Pourazowego.

Zamarłam.

- Co? - wypchnęłam wreszcie z siebie zduszone słowo, kiedy ochłonęłam z pierwszego szoku.

- David jest weteranem wojen w Azji, Afryce, czy gdzieś tam - wyjaśniła mi - Nie wiem gdzie i jakie misje odbył. Ale, sądząc po jego zamknięciu się w sobie i po jego zachowaniu, jestem prawie pewna, że coś w nim jest.

Eva potrząsnęła lekko moją ręką.

 - Po prostu przygotuj się, bo możesz być jedyną, która może mu pomóc - powiedziała z naciskiem.

Jedyna.

Właśnie wtedy to słowo zmieniło dla mnie znaczenie.

Wszystko zmieniło dla mnie znaczenie.

Kilka minut później Jimmy i Matt, już przebrani w czyste ubrania, przyszli do nas, bo wszyscy musieli się szykować do wyjścia, więc więcej nie rozmawiałyśmy, ale te kilka zdań zmieniły moje postrzeganie wszystkiego.

Może i David musiał mnie uratować, ale może ja nie byłam jedyną, która mogła coś dostać w naszej relacji.

Może mogłam coś dać jemu.

Więc kiedy spotkaliśmy się po południu w wynajętym przez niego mieszkaniu, rozmawiałam z nim więcej niż do tej pory i starałam się go rozśmieszyć.

A potem kochałam się z nim tak, jak to oboje lubiliśmy i przez dotyk pokazywałam mu, jaki jest dla mnie ważny.

I od tego dnia częściej i chętniej pisałam do Davida, który dzisiaj był w pracy od szóstej rano do szóstej po południu i dodawałam przy tym emotikonki.

Z radością odpowiedziałam mu tak, kiedy zaproponował, że się spotkamy po moim powrocie z hospicjum.

Chciałam być tą jedyną dla niego.

Więc wychodząc z hospicjum napisałam do niego:

Wychodzę z hospicjum,

do zobaczenia

i dodałam😘

…i tylko przez sekundę zawahałam się przed wysłaniem Davidowi buźki z serduszkiem.

Potem poszłam na parking do swojego Wranglera, myśląc o tym, że lubię mówić mu, jak bardzo go lubię i powinnam mu to powiedzieć wprost.

Bezpośrednio.

Kiedy otwierałam Jeepa z kluczyka, w szybie zobaczyłam cień znajomej sylwetki, która mnie przeraziła tak bardzo, że automatycznie wsunęłam rękę do kieszeni płaszcza i, nie zastanawiając się nad tym, ścisnęłam palcami przycisk paniki, który zawsze miałam przy sobie.

Nic się nie stało.

Wyjęłam rękę z kieszeni i zaczęłam się odwracać, myśląc, że może się pomyliłam i niepotrzebnie nacisnęłam guzik.

Guzik, który miał gdzieś tam kogoś zaalarmować, że jestem w niebezpieczeństwie, a nie byłam.

I wtedy za plecami usłyszałam znienawidzony głos, od którego krew dosłownie zamarzła mi w żyłach.

- Wreszcie jesteś sama, dziwko.

Mojej szyi dotknęło coś zimnego.

A potem wszystko stało się czarne.

 


 

4 komentarze: