Rozdział 8
Maggie
Sześć dni później
Był
Sylwester.
Niedługo
miałam wyjść z mieszkania.
W
pracy mieliśmy napięte terminy, więc siedziałam tam od ósmej trzydzieści do
piątej po południu, ale czasem zostawałam trochę dłużej.
Ponownie
zawsze meldowałam Davidowi, o której zamierzam wyjść i o ile się spóźnię do
domu (w którym go nie było).
Kiedy
tego nie robiłam, dostawałam SMS’a z ponagleniem.
Niecierpliwe
pytanie:
Gdzie jesteś?
Kiedy
wychodziłam z pracy było ciemno i na parkingu bywało strasznie, bo pusto, ale
zwykle odprowadzał mnie pan D’angelo lub jeden z ochroniarzy.
Po
Świętach w biurze pojawiło się kilka nowinek.
Barb
miała na biurku choineczkę i dużego pluszowego misia, którego dostała podobno
od swojego nowego chłopaka.
Wszyscy
jednak pilnie pracowaliśmy nad rozliczeniami upływającego roku i staraliśmy się
zrobić to sumiennie, bo rok temu biuro miało w tym okresie nieprzyjemności.
I
to dużo.
Mama
sypiała jeszcze więcej, bo dostawała większe dawki środków przeciwbólowych.
Było
u niej cicho, spokojnie, ale smutno.
Pani
Lilly Brown czuła się gorzej i była mniej samodzielna, ale miała liczną
rodzinę, która była bardzo zżyta, pomocna i miła.
Mycie
mamy było większym wysiłkiem, który wzmacniał moje mięśnie, ale, dzięki synowym
pani Lilly, nadal nie musiałam tego robić codziennie.
Magnus
nie wrócił jeszcze ze swojego wyjazdu do Idaho, z odwiedzin u rodziny Gabriela,
z którym mieszkał.
Nie
wiedziałam również, czy on się przeprowadza tam, czy też Gabriel przeprowadza
się do niego.
Czekałam.
Spadło
dużo śniegu, ale prawie go nie widziałam, bo wychodziłam z domu przed świtem i
wracałam po zmroku.
Cały
kompleks, jak i okoliczne domy, był przybrany mnóstwem lampek i ozdobami
świątecznymi, a Dominik często wystawiał przed swoim biurem głośnik ze
świątecznymi piosenkami.
Wszyscy
z sąsiedztwa byli zaproszeni na dzisiejsze przyjęcie Sylwestrowe do dużej sali,
którą udostępnił nam Dominik.
Warunkiem
wstępu było przyniesienie „wkupnego”.
Mogło
to być coś do jedzenia lub do picia, lub muzyka czy sprzątanie.
Ponownie
dyrygowała tym Eva, chociaż żona Dominika, Anna, włączała się w te imprezy
integracyjne coraz częściej i robiła to coraz lepiej.
Upiekłam
swoje ciasto marchewkowe.
Wyjęłam
je już z piekarnika i stygło na kratce, a ja siedziałam przy blacie kuchennym i
czytałam list od babci, który wyjęłam z mojej torebki zaraz po powrocie od Evy.
Trzymałam
go w moim schowku pod materacem i wyjmowałam tylko do przeczytania, ale chyba robiłam
to już po raz sześćdziesiąty.
Babcia
napisała:
17th Ave
Kochane moje
Kociątko,
Wczoraj kupiłam Ci
na urodziny różowy rower i mam nadzieję, że zdążę nauczyć Cię na nim jeździć,
zanim moja choroba się rozwinie.
Wada serca, którą
miałam od dzieciństwa skomplikowała się i każdy większy wysiłek może sprawić,
że nie dam rady go przeżyć.
Ale tak bardzo
jestem z Ciebie dumna.
Jesteś taką mądrą
dziewczynką.
Bardzo lubię te
nasze pogawędki, kiedy w lot rozwiązujesz zagadki matematyczne, które znacznie
wykraczają poza myślenie dzieci w twoim wieku.
Twój dziadek też
umiał tak szybko wszystko policzyć w pamięci.
Szkoda że go nie
poznałaś, świetnie byście się rozumieli. On bardzo by lubił z Tobą rozmawiać,
szczególnie o tym, jak matematyka opisuje świat.
Twój dziadek bardzo
kochał i rozpieszczał twoją mamę, więc umiem sobie wyobrazić, jak
rozpieszczałby Ciebie, moje Kociątko.
Wiesz. To dziwne,
bo właśnie dzisiaj śniło mi się, że jestem kierowcą autobusu i jechałam nim po
Denver, w którym mieszkaliśmy we trójkę dawno temu, kiedy Twoja mama była mała.
Najdziwniejsze
było to, że nie umiem w ogóle prowadzić. Nawet samochodu, a co dopiero taki
duży autobus na dziewięćset miejsc.
Ale prowadziłam
go, a nawet umiałam otworzyć drzwi, zamknąć je i wiedziałam, którymi ulicami
pojechać, gdzie są przystanki.
To było bardzo
zabawne.
Od razu na
pierwszym przystanku, który zobaczyłam z bocznego okna, wsiadło do autobusu
osób 80.
Na drugim
przystanku wysiadły cztery osoby i nikt nie wysiadł.
Na trzecim
przystanku długo czekałam, ale w końcu wysiadło pięć osób a wsiadło osób 2.
Na czwartym
przystanku nikt nie wysiadł tylko wsiadła kobieta 1.
Na piątym
przystanku wysiadło aż trzynaście osób, ale wsiadło też aż 8.
Na szóstym
przystanku wysiadło pięć osób.
Siódmy był
ostatnim, nazywał się E, więc wysiedli wszyscy.
Kierowca nie
policzył, ile było pustych miejsc przed siódmym przystankiem. A czy Ty wiesz?
Jestem pewna, że tak.
Jeśli już wiesz
dokąd masz pójść, Kociątko moje kochane, to się tam rozejrzyj uważnie dookoła i
pamiętaj ile w zaokrągleniu wynosi pierwiastek sumy wieku kierowcy i tej
dziewczynki, która cały czas jechała obok autobusu na rowerze z białymi
rączkami, kiedy wszystkie czerwone wstążki fruwały dookoła niej.
Magdalene Marie
O’shea, jestem pewna, że sobie z tym poradzisz, bo już jak miałaś niecałe sześć
lat wiedziałaś, ile bucików potrzebują dwie ośmiornice.
Nadal przepraszam,
że musiałam to tak skomplikować.
Kocham cię z głębi
mojego serca
Twoja babcia
Nie
wiedziałam o co chodziło i denerwowałam się tym.
Bardzo.
Bo
rozwiązałam wszystkie działania, jaki przychodziły mi do głowy w związku z tym
listem, a nadal nie wiedziałam dokąd mam
pójść.
A
to była pierwsza i najważniejsza część zadania.
Może
babcia mnie przeceniała i mama miała rację.
Bo
może byłam głupia.
Westchnęłam,
złożyłam list, poszłam do sypialni i schowałam go do skrytki pod materacem.
Poszłam
do łazienki, żeby poprawić włosy, które upięłam za uszami, chociaż wolałabym
zostawić je rozpuszczone i zwieszone na twarz.
Ale
wiedziałam, że David tam będzie.
Nawet,
jeśli dla niego było to przyjacielskie, w połączeniu z chęcią obrony mnie przed
niebezpieczeństwem, to nadal chciałam mu się podobać.
Ponieważ
już zrozumiałam to, że on znaczył dla
mnie o wiele więcej niż tylko przyjaciel.
Wiele.
Więc
włożyłam moją chabrową sukienkę ze ślubu Evy i Jimmy’ego (wymyślając sposób,
żeby ją zapiąć samodzielnie na plecach), a na nią długi, zapinany na guziki,
czarny sweter, który miałam nadzieję zdjąć w ciepłej sali.
Na
nogach miałam moje botki, a czarne, proste czółenka na wygodnym, niskim
obcasiku włożyłam do torby, żeby zmienić buty na miejscu, bo było niezbyt
daleko, ale nadal po śniegu.
W
ciągu tych kilku dni David przestał być taki ostrożny, jaki był przez ostatni
miesiąc i nie wiedziałam, co mam o tym sądzić.
Czy
tak bardzo chciał złapać Curt’a alias Seamus’a.
A
może już miał dosyć pilnowania mnie i chciał się pozbyć tego zadania.
Wiedziałam
tylko, że pisał do mnie SMS-y kilka razy dziennie i niecierpliwił się, jeśli mu
zbyt długo nie odpowiadałam.
Wiedziałam
też, że koniecznie chciał dzisiaj ze mną porozmawiać.
Bałam
się tego.
Niepotrzebnie
się narażał.
Ale
tak bardzo chciałam go zobaczyć choćby na chwilkę, chociażby z daleka, nawet w
tłumie ludzi, gdzie nie moglibyśmy się dotknąć, że napisałam mu, że będę i
wystroiłam się.
Naszykowałam
na półce w przedpokoju blachę z ciastem do zabrania, sprawdziłam, czy mam
wszystko w torebce, czy mój GPS jest w kieszeni płaszcza, bo ciągle go
przekładałam z kurtki do płaszcza i z powrotem, założyłam płaszcz, czapkę i
rękawiczki i wzięłam klucze do ręki.
Wychodząc
za drzwi zauważyłam na podłodze przy progu znajomą już i znienawidzoną kopertę.
Podniosłam
ją i miałam wrócić do mieszkania, by ją zostawić, kiedy usłyszałam, że Sonija i
Benji wychodzą od siebie na galerię.
Złożyłam
więc szybko kopertę i wcisnęłam ją do kieszeni płaszcza.
Przekręciłam
klucz w zamku, wyjęłam go i schowałam do drugiej kieszeni, a potem odwróciłam
się do sąsiadów z uśmiechem na ustach.
-
Hej - zawołałam - …idziecie na imprezę?
-
Hej - odpowiedzieli prawie jednocześnie.
-
Idziemy - powiedziała, jak zwykle bardzo głośno i radośnie, Sonija - Fajnie, że
się spotkaliśmy. Możemy iść razem.
-
Tak - mruknęłam i odwróciłam się w stronę schodów.
-
Co zrobiłaś? - spytała Sonija z ciekawością zerkając na blachę.
-
Ciasto marchewkowe - odpowiedziałam - …z lukrem cytrynowym.
-
Mniam - Sonija aż podskoczyła przy tym niby-słowie - Ja nie mam nic, więc
niesiemy kilka piw.
Machnęła
w stronę Benji’ego, który był obładowany kilkoma zgrzewkami.
Niesiemy.
Udało
mi się nie roześmiać, głównie dlatego, że byłam bardzo zdenerwowana ponownie
badawczym wzrokiem, jakim obdarzał mnie Benji.
Niespiesznie,
rozmawiając po drodze o głupstwach (Sonija), patrząc pilnie pod nogi, by się
nie poślizgnąć (ja), dotarliśmy do sali i weszliśmy prosto do szatni, by
zostawić płaszcze, kurtki i torby z butami.
Potem
zabraliśmy z Benji’m ciasto i piwo i poszliśmy w stronę stołów, a Sonija
odskoczyła w stronę kogoś znajomego, kogo wypatrzyła od drzwi.
Benji
rozmawiał jeszcze chwilę z Jimmy’m, kiedy ja rozmawiałam z Evą, a potem
wyczułam go i odwróciłam się do drzwi.
David
wszedł do sali i patrzył prosto na mnie.
Był
ubrany w czarne dżinsy i czekoladowo brązową koszulę.
Nie
przyglądałam się jego strojowi, bo widziałam tylko jego oczy, wpatrzone we mnie
tak intensywnie, że zaczęłam prawie dyszeć.
Ale
ta koszula, a raczej jej kolor sprawiała, że jego oczy były jeszcze bardziej
wyraziste.
Piękne.
-
Maggie - powiedział tylko, kiedy podszedł blisko, a ja musiałam podnieść głowę,
by nadal móc patrzeć w jego oczy.
-
Uh… - zająknęłam się i wróciłam na Ziemię - Hej, David - dokończyłam.
Odwróciłam
się i zobaczyłam z przerażeniem radosny uśmiech Evy.
Byłam
aż tak łatwa do rozszyfrowania?
Pochyliłam
się natychmiast nad stołem i sięgnęłam po nóż, a potem zaczęłam kroić
przyniesione przeze mnie ciasto.
David
poszedł do Jimmy’ego, a potem do innych, by się przywitać i cały czas słyszałam
jego niski głos, jakby był jedynym mężczyzną odzywającym się w tej sali.
Eva
podeszła do mnie i zastanawiałyśmy się na co wyłożyć ciasto, skoro nie mieliśmy
żadnych naczyń, więc należałoby zostawić wszystko w przyniesionych blachach.
Ale
w takim przypadku wyjmowanie ciasta byłoby niewygodne, więc zdecydowałyśmy (Eva
zdecydowała), że jako półmisków użyjemy aluminiowych tac, które służyły latem
do grillowania mięs i ryb.
Eva
odeszła, a ja byłam zajęta wyjmowaniem z blachy pokrojonego ciasta, kiedy znowu
poczułam zbliżanie się Davida.
-
Mogę dostać kawałek? - zapytał cicho.
-
Proszę - powiedziałam, nie podnosząc na niego wzroku.
Sięgnęłam
papierowy talerz i nałożyłam mu kawałek, a on przechylił się skosem nad stół,
kiedy sięgał po widelec, więc jego twarz znalazła się na wysokości mojej.
Spojrzał
mi prosto w oczy.
-
Pięknie wyglądasz - powiedział prawie bezdźwięcznie, a ja ucieszyłam się, że
tak myślał, ale speszyłam się i przestraszyłam, że ktoś mógł usłyszeć.
Przez
kolejne godziny krążyliśmy po sali, mijaliśmy się, natykaliśmy na siebie,
jakbyśmy oboje czuli to przyciąganie, które na pewno ja czułam, ale nie
pozwalaliśmy sobie na zbytnie zbliżenie się w obawie przed wykryciem.
Byłam
skołowana i sfrustrowana.
Nie
wiedziałam, czego on chce, ale
wiedziałam, czego ja pragnę.
Marzyłam
o tym, by znaleźć się z nim w jakimś odosobnionym pomieszczeniu i poczuć jego
usta na moich.
Z
tego powodu przyłapałam się na szukaniu go wzrokiem po sali, sprawdzaniu, co
robi, z kim rozmawia.
Odwracałam
jednak wzrok, jak tyko miał odwrócić się do mnie, żeby nie zauważył tego, że
się gapię, bo uznałam to za beznadziejne.
Tuż
przed północą Eva była mocno pijana (wcześniej nie sądziłam, że mogłaby kiedykolwiek być) i do tego bardzo
głośna i radosna, ale dzięki temu przestała zwracać na nas uwagę.
Poczułam
się swobodniej i śmielej patrzyłam na ludzi.
I
dlatego zauważyłam, kiedy David przystanął w kącie przy drzwiach i kiwał na
mnie głową.
Poszłam
do niego, ale nie byłam pewna, czy dobrze robię, więc rozglądałam się na boki.
Kiedy
znalazłam się blisko drzwi, nie było go tam, ale kiedy zrobiłam krok w stronę
wyjścia, jego ręka śmignęła z otwartych drzwi i wciągnął mnie do szatni.
-
Ubieraj się - mruknął mi do ucha, a wtedy zobaczyłam, że trzyma mój płaszcz,
buty i torebkę.
Szybko
zmieniłam buty, włożyłam płaszcz, założyłam czapkę i rękawiczki i dałam mu się
wyciągnąć za drzwi.
Trzymając
mnie za rękę, pociągnął mnie w stronę kompleksu.
Szybko.
Weszliśmy
na galerię, a potem David skierował nas w stronę mieszkania, które wcześniej
zajmowała Alice z Bertem, a które już od dłuższego czasu, z niewiadomych
powodów stało puste.
I
miał do niego klucz.
O
Panie!
Nie
mogłam o tym myśleć i nie mogłam myśleć o niczym, jak tylko o tym, że zaraz
znajdę się w pustym mieszkaniu tylko z Davidem.
Nagle
poczułam się taka podekscytowana.
David
puścił moją dłoń tylko na czas otwierania drzwi, a potem wepchnął mnie do
środka, wszedł natychmiast za mną i zamknął za nami drzwi na klucz.
Zdążyłam
zdjąć rękawiczki i odłożyć na bok torebkę, kiedy był przy mnie.
Przy mnie.
Odwrócił
mnie do siebie i bez słowa wziął mnie w swoje ramiona, przyciągnął i zaczął całować
dokładnie tak, jak o tym marzyłam.
Czułam
jego dłoń we włosach na karku (przez co moja czapka wylądowała na podłodze),
drugą rękę na mojej talii, pod palcami jednej ręki miałam jego krótkie, miękkie
włosy, drugiej jego twarde ramię w ciepłej kurtce, a ustami czułam jego cudowny
smak.
Pieścił
moje wargi, jego język wtargnął do moich ust, a potem jego dłoń w moich włosach
zacisnęła się w pięść, a jego usta zaczęły inwazję.
To
było gwałtowne, namiętne i gorące.
Chciałam
więcej.
Więc
przesunęłam rękę z jego ramienia na przód mojego płaszcza i zaczęłam
nieporadnie rozpinać guziki.
Kiedy
zauważył co robię, zaczął mi pomagać, ale przez to przerwał pocałunek.
Dyszałam,
rozpinałam swój płaszcz, a on zdejmował swoją kurtkę.
Kiedy
jedno i drugie wylądowało na podłodze, znowu byliśmy przy sobie, znowu się
całowaliśmy i to było tak samo gorące.
Nagle
odsunął się trochę ode mnie i, dysząc, patrzył mi w oczy.
Pomyślałam
o tym, jak to Eva kiedyś powiedziała, że z twarzy Davida nic nie można
odczytać, że jest zamknięty.
Ja
odczytywałam z jego twarzy tak wiele emocji, pragnień, że wpływały na mnie,
przenikały mnie i rozgrzewały.
Ale
jednocześnie peszyły, bo nie wiedziałam, co z tym zrobić.
I
nie byłam pewna, czy się co do nich nie mylę, bo to Eva była mądra i znała się
na ludziach, a nie ja.
Więc
spróbowałam zmienić temat.
-
Co to…? - zaczęłam patrząc na mieszkanie, ale mi przerwał.
-
Wynająłem, żeby mieć gdzie się z tobą bezpiecznie spotykać, dopóki nie złapiemy
tego popaprańca - powiedział mi.
-
Och - szepnęłam, bo nie wiedziałam jak się z tym czuję i popatrzyłam na swoje
stopy, by uniknąć jego wzroku.
David
popatrzył na mnie bez słowa.
Przez
sekundę.
-
Chodź - mruknął i złapał mnie za rękę.
Pociągnął
mnie w stronę, gdzie spodziewałam się sypialni i półprzytomnie zauważyłam po
drodze, że w tym, opuszczonym przecież, mieszkaniu są meble.
Niedużo,
ale nie było puste!
Kiedy
dotarliśmy do sypialni, okazało się, że jest tam łóżko i to z pościelą.
Nie
miałam czasu, by o tym pomyśleć.
Żeby
się przestraszyć.
David
odwrócił się do mnie i przyciągnął mnie do swojego ciała.
-
Maggie - szepnął schrypniętym niskim, szorstkim głosem - Pragnę cię, ale nie
chcę cię skrzywdzić.
Popatrzył
na mnie poważnie, a jego oczy były całkiem czarne.
-
Nie zrobię niczego, czego byś nie chciała - wymruczał ochryple.
Wtedy
wiedziałam.
Wiedziałam
czego chcę.
Chciałam
jego.
Nigdy
nie potrzebowałam seksu dla seksu, nigdy nie pragnęłam żadnego mężczyzny, ale
to był David.
Byłam
jego.
Należałam
do niego.
Więc
jeśli tego chciał…
Nie
to nie było tak - to ja tego
chciałam.
Więc
błyskawicznie zrzuciłam z ramion sweter.
Upadł
na podłogę.
Rzuciłam
się całym ciałem w jego stronę, złapałam jego głowę w obie dłonie po obu
stronach twarzy i przyciągnęłam go do swoich ust.
-
Mała - jęknął odsuwając się na centymetry.
-
David - wydyszałam - chcę…
Nie
umiałam dokończyć.
Nagle
uświadomiłam sobie, że nie wiem, jak
mam to zrobić.
Byłam
za mało doświadczona, by mu to powiedzieć, a co dopiero pokazać.
-
Ja… - zaczęłam speszona i zesztywniałam - chcę ciebie - dokończyłam szeptem -
ale… ja nie umiem…
-
Kruszynko - mruknął takim tonem, że znowu poczułam się bezpieczna i chętna, by
dać mu całą siebie.
Całą.
Oblizałam
wargi i podniosłam ręce do suwaka, który był z tyły sukienki, więc jego
zapinanie było gimnastyką, z którą radziłam sobie sposobem.
Z
rozpinaniem trzęsącymi się rękoma mogłabym sobie nie poradzić, ale chciałam
spróbować.
Kiedy
David zobaczył co robię, wyprostował się trochę, rozjaśnił się, coś błysnęło w
jego twarzy i objął mnie tak, że obie jego dłonie były na moich plecach.
-
Zostaw - mruknął mi do ucha - Powoli.
Opuściłam
ręce tak, że oparłam je na jego ramionach i podniosłam głowę, by patrzeć w jego
piękne, ciepłe, brązowe oczy.
Gładził
mi szyję i włosy czubkami palców, a potem zaczął mnie całować po tych śladach.
Za
uchem, potem po gardle, a potem przeszedł za mnie i nadal mnie całował, tym
razem po karku pod włosami, które przegarnął mi na ramię.
Zadrżałam
i był to dobry dreszcz.
Poczułam
jego palce, kiedy suwak jechał w dół i sukienka zaczęła się rozchylać i spadać
z moich ramion.
I
wtedy się przestraszyłam.
Jak
ja mogłam zapomnieć.
Nie
mogłam mu pokazać mojego dekoltu.
-
Nie! Ja… - zająknęłam się i
przytrzymałam przód sukienki obiema rękoma - Zgaś światło - wyszeptałam,
oglądając się na niego przez ramię.
Trzymał
obie ręce na moich ramionach, ale nie
trzymał mnie za ramiona.
Kiedy
to szepnęłam, zamarł.
-
Maggie… - nagle powiedział cichym, ale bardzo rzeczowym i mocnym głosem - Ja wiem.
Poczułam
to, jak cios w brzuch.
Odwróciłam
się przodem do niego.
Zaczęłam
się cofać.
Odsunęłam
się od niego i zaczęłam uciekać przed
nim, a jednocześnie poczułam, że na moją twarz wychodzi wyraz przerażenia i
rozpaczy.
Nie!
-
Obiecałeś - jęknęłam i złapałam się obiema dłońmi za czoło, bo to było…
-
Maggie - ruszył w moją stronę, ale opuściłam ręce na przód sukienki i cofnęłam
się o kolejny krok, więc się zatrzymał - Kiedy poznaliśmy tożsamość Curt’a, czy
też Seamus’a, dowiedziałem się, że jego pseudonim to Burner, bo lubi
przypalać...
Przerwał
i patrzył na mnie z takim bólem w
oczach.
-
Wtedy Filip powiedział, że muszę to zobaczyć - szeptem ciągnął dalej - …i
pokazał mi tamte zdjęcia.
Zabolało.
Zacisnęłam
ramiona na swoim dekolcie, skuliłam się, okręciłam i opadłam tyłkiem na łóżko.
David
natychmiast znalazł się przy mnie, ukucnął przy łóżku i patrzył mi w oczy.
-
Kochanie, proszę - mówił z uczuciem w głosie, którego nie rozumiałam,
wiedziałam tylko, że było intensywne - Pragnę ciebie. Nie dlatego, że to się stało, nie pomimo
tego, że to się stało, ale dlatego, że jesteś piękna, że jesteś taka, jaka
jesteś. Po prostu ciebie.
Opuściłam
nisko głowę i pomyślałam, że może właśnie tak ma być.
Zobaczy,
zniechęci się i odejdzie.
Więc
wyprostowałam ramiona i pozwoliłam, żeby sukienka zsunęła mi się z nich do
pasa.
David
uklęknął na jednym kolanie, ujął moją brodę palcami pod spodem i podniósł ją,
by mnie znowu pocałować.
A
potem całował mnie wszędzie!
Wkrótce
byłam bez butów, w samej bieliźnie i nie myślałam o moich bliznach, bo David
muskał wargami, brodą i wąsami skórę moich ramion, brzucha i piersi.
A,
kiedy on przesuwał swoje dłonie po moim ciele, ja odważyłam się zrobić to samo
z jego ciałem i w ten sposób, sunąc po nim moimi dłońmi po jego brzuchu,
żebrach i klatce, pozbawiłam go koszuli.
Miałam
możliwość obejrzenia jego nagiej klatki piersiowej i to było niesamowite!
Była
naprawdę wspaniale umięśniona, szeroka i pokryta krótkimi, czarnymi włosami.
Położyłam
na nich dłoń z rozstawionymi palcami i zagryzłam wargi na to wspaniałe uczucie
dotyku jego gorącej skóry.
Jego
włoski były szorstkie, więc zapragnęłam ich spróbować językiem, ale ledwo go
tak dotknęłam, kiedy David odsunął się i sięgnął do moich bioder.
Złapał
moje rajstopy palcami wskazującymi na obu biodrach, więc przechyliłam się i
uniosłam je, by mógł je zsunąć.
Kiedy
wyprostowałam się, ponownie mnie całował po szyi.
Potem
dałam mu znać dotykiem, że chcę pozbawić go spodni.
Ale
tym zajął się sam, a zaczął od zdjęcia butów.
Oboje
byliśmy tylko w bieliźnie, kiedy David wszedł kolanem na łóżko obok mnie, objął
mnie w pasie ramieniem, uniósł i podciągnął w nim tak, że położyłam się całkiem,
z wyciągniętymi nogami, a on położył się obok mnie.
Nie
byłam pewna tego co mam robić, tego co
chcę robić, bo bałam się, ale bardzo pragnęłam poczuć go mocno i blisko
siebie.
Bardzo
blisko.
Więc
patrzyłam na niego i czekałam, gładząc jednocześnie dłonią jego ramiona i
szyję.
David
pogłaskał mnie po boku głowy, spojrzał głęboko w moje oczy, a potem mnie
pocałował.
Całując
mnie pieścił i to dało mi odwagę, by pieścić jego.
A
potem zrobiło się gorąco.
David
wsunął dłoń w moje majtki i pogłaskał mnie tam,
a ja intuicyjne wypchnęłam biodra w jego stronę.
Potem
sięgnął ręką za moje plecy i rozpiął mi stanik (Tak! Jedną ręką!).
Całował
moje piersi i jednocześnie zsuwał moje majtki, więc nie wiedziałam, co czuję mocniej,
bo chciałam tego.
Wszystkiego.
Kiedy
byłam naga, ukląkł nade mną, a je spojrzałam w jego stronę akurat w porę, żeby
zobaczyć, jak zdejmuje slipy i uwalnia penisa.
O
Panie!
Był
duży i wspaniały.
Nie
miałam może dużego doświadczenia, bo miałam tylko dwóch kochanków (z tego jednego
jeden raz i nie widziałam go), ale nadal wiedziałam, że był duży.
I
wspaniały.
Sięgnął
do swoich spodni i wyciągnął z kieszeni małą paczuszkę.
Rozerwał
ją i wyciągnął z niej gumkę (cóż, widziałam
już kiedyś prezerwatywę).
A
potem patrzyłam, jak rozwijał ją na penisie i oglądałam to zafascynowana.
Z
tego, co wiedziałam w swoim niedoświadczeniu, jego penis był inny, miał mniej fałdów
skórki i przez to był widoczny cały czubek.
Bardzo
chciałam to obejrzeć z bliska, ale teraz miałam nadzieję go poczuć w sobie i
nie zamierzałam tego odwlekać.
Kiedy
już miał ją na sobie, pochylił się do mnie i ponownie wziął mnie w ramiona, by
całować mnie i gładzić.
Nie
chciałam dłużej czekać.
Niecierpliwiłam
się.
-
David, proszę - szepnęłam.
-
O co, mała? - zapytał schrypniętym głosem.
-
Proszę, daj mi go - uściśliłam nadal szepcząc.
Przestał
się wahać, ukląkł między moimi nogami, pogłaskał mnie palcem po szparce, która
była już całkiem mokra, a potem położył się częściowo na mnie, opierając się lewym
przedramieniem o łóżko obok mojej głowy.
Prawą
ręką sięgnął między nas.
A
potem poczułam jego cudowny, gładki, śliski czubek przy wejściu i zaczął wchodzić
we mnie powoli i delikatnie.
Wsuwał
się tak wolno, że miałam ochotę go przyspieszyć, ale pomyślałam resztką
przytomności, że wie co robi.
Czułam
go bardzo mocno.
David
złapał mnie prawą dłonią za pośladek, przesunął ją wzdłuż mojej nogi aż pod
kolano, uniósł moją lewą piętę na swoje biodro i wypełnił mnie całkowicie.
Zagryzłam
wargi.
Podniosłam
prawą nogę, by owinąć jego biodro z drugiej strony.
Ruszył
się jeden raz i przerwał.
Stęknęłam.
Poczułam
pulsowanie jego penisa, a potem pomału i delikatnie cofnął się i wsunął się
jeszcze raz.
Odchyliłam
głowę do tyłu w poduszkę, trzymałam się kurczowo rękoma jego ramion i zajęczałam
z rozkoszy.
Spowodowała
zawrót głowy i zaćmienie umysłu.
Ruszyłam
lekko biodrami jeden raz, a potem drugi, a wtedy on zaczął się we mnie ruszać
wolno, mocno, głęboko i rytmicznie.
Nie
wiem, jak długo to trwało.
Była
tylko bliskość.
Dotyk
jego dłoni na moim biodrze i w moich włosach z boku głowy.
Dotyk
jego ust i języka na moich ustach i języku lub dotyk jego brody na moich
wargach, kiedy mnie nie całował.
Dotyk
jego skóry pod moimi dłońmi na jego żebrach, ramionach i karku.
Dotyk
na drugiej mojej dłoni jego idealnie ukształtowanej czaszki z krótkimi,
drapiąco łaskoczącymi włosami.
Dotyk jego bioder na wewnętrznej stronie moich
ud.
I
wreszcie, najważniejsze, dotyk jego twardości wewnątrz mojego najwrażliwszego
miejsca.
Byłam
najbliżej, najbardziej wtulona w niego, jak mogłam być.
Uwielbiałam
to.
Ruszałam
instynktownie biodrami i resztą ciała w rytm jego ruchów, wychodząc naprzeciw
niego, poddając się jego falowaniu.
A
potem to wszystko stało się bardziej intensywne, namiętne i gwałtowne.
Pompował.
Drążył.
Pieścił
mnie.
Odleciałam
bardzo szybko i nawet nie wiedziałam, czy krzyczę.
I
był to pierwszy prawdziwy orgazm w moim życiu.
Ogromny.
Pod
zaciśniętymi powiekami widziałam fajerwerki, które były niczym gwiazdy
rozświetlające ciemność, która zawsze towarzyszyła mi w życiu i wiedziałam, że
nigdy nie chcę tego stracić.
Zawsze
będę chciała więcej.
Trwało
to przez dłuższą chwilę, podczas której wciąż wbijał się we mnie, aż David
zadrgał i znieruchomiał, a potem oparł się przedramieniem o poduszkę obok mnie
i dyszał.
Po
pewnym czasie podniósł się nieco wyżej i zawisł nade mną, wpatrując się w moje
oczy.
-
Wszystko w porządku? - zapytał cicho, a ja uśmiechnęłam się, bo… jakby nie
wiedział.
-
Tak - szepnęłam i pogłaskałam jego brodę.
Tak.
Uwielbiałam
dotyk jego krótkich włosów na dłoni.
Po
niedługim czasie odsunął się, mruknął - Muszę posprzątać - i zszedł z łóżka,
naciągając na mnie kołdrę, którą wyciągnął spod nas.
Otuliłam
się nią i, leżąc na boku, patrzyłam jak szedł w stronę łazienki, słyszałam jak
spuszcza wodę, odkręca kran, a potem patrzyłam, jak wracał.
Był
taki piękny, czarny, szeroki i pewien swoich ruchów.
Ale
patrzył na mnie z niepewnością, niepokojem.
Dowiedziałam
się dlaczego, kiedy położył się obok mnie, przykrył nas z powrotem kołdrą i
przyciągnął mnie do swojego boku, układając mnie głównie na sobie.
-
Jak się czujesz? - spytał, podnosząc moją twarz do siebie i zginając swoją
szyję tak, by patrzeć mi w oczy - Naprawdę wszystko w porządku?
Poczułam
ciepło ogarniające mnie niczym fala od środka, bo z tym pytaniem, z jego
zamartwianiem się, było mi jeszcze lepiej.
Chciał
mnie chronić nawet przed sobą samym.
Ale
nie wiedziałam jak mu powiedzieć, że jest w porządku.
Bardzo
w porządku, a nawet wiele, wiele
lepiej.
Genialnie.
Więc
tylko powiedziałam - Tak - i wtuliłam się w niego.
*****
David
Następnego dnia
rano
David
stał przed niewielkim lustrem nad umywalką w swojej łazience i przystrzygał
maszynką swoje włosy i brodę.
Pielęgnował
je codziennie w ten sam sposób i to stało się jego rutyną, ale dopiero po
ostatniej nocy cieszył się, że to robił.
Maggie
się to podobało i pokazywała to.
Dotykała
go z tym czułym wyrazem twarzy, głaskała go po brodzie i głowie, drapała lekko
paznokciami jego włosy.
Tak
samo dobre było to, jak mocno reagowała na dotyk jego brody na skórze ramion,
brzucha i gdzie indziej.
Ostatnia
noc była wspaniała.
Maggie
była wspaniała.
David
sprzątnął resztki włosów, schował oczyszczoną maszynkę do szafki pod umywalką,
umył ręce i wytarł je ręcznikiem, a potem wyszedł z łazienki.
Potem
przeszedł w stronę kuchni, by zrobić sobie kawę i śniadanie, a po drodze
zatrzymał się przy komodzie, by wziąć do ręki pastereczkę.
Tak,
bez wątpienia się pomylił.
Jego
Maggie nie była krucha.
Po
tym wszystkim co przeszła, co przeżyła, ile musiała znieść, ona nadal szła
przed siebie i martwiła się o bezpieczeństwo jego, swojego szefa, a nawet
obcych ludzi.
Była
twarda.
Kiedy
się ubierali, podniósł jej płaszcz i wtedy z jego kieszeni wypadła ta koperta, koperta,
którą poznał, bo rozmiary i kolor koperty były dokładnie takie jak w przypadku poprzednich
zdjęć, i David zdrętwiał.
Podniósł
ją szybciej niż Maggie i podał ją jej, czując, jak zaciskają mu się mięśnie
karku i dławi go w gardle.
-
Co to? - spytał, mając pieprzoną nadzieję, że się myli.
Ale
się nie pomylił i wiedział to po jej spojrzeniu.
-
To… - zawahała się i wiedział, że chciała skłamać - on mi przesłał - dokończył
szeptem.
-
Kurwa - wyrwało się Davidowi i przejechał ręką po włosach, ale zdążył zauważyć
jej wzdrygnięcie.
Nie
lubiła, kiedy przeklinał i zwykle starał się tego przy niej unikać.
Nie
tym razem.
-
David - mówiła szybko i wyciągnęła w jego stronę rękę, by objąć palcami jego
przedramię - To nic takiego. Przyzwyczaiłam się. Wsuwa mi je pod drzwi, żeby
mnie przestraszyć.
-
Wsuwa? - David złapał się tego - To nie pierwsza?
Zagryzła
wargi.
Kurwa.
-
David - wyszeptała z przejęciem - nic nie rób, proszę. Nie chcę, żeby coś ci
się…
-
Kruszynko - mruknął czule, przerywając to, co chciała powiedzieć - To ty jesteś
nadal w większym niebezpieczeństwie niż ktokolwiek inny.
David
stwierdził, że ot tak po prostu zwykłe zabicie tego cholernego popierdolca
będzie zbyt łagodne.
Miał
ochotę go torturować tak, jak tamten torturował Maggie.
Opanował
się z dużym wysiłkiem i delikatnie objął ją, przytulił jej głowę do swojej
piersi starając się przekazać jej, że ją uchroni przed tamtym, że zapewni jej
bezpieczeństwo.
Nie
lubił bliskości fizycznej i od lat nie dawał jej nikomu.
Cipki,
które czasem pieprzył były tylko od tego.
Pieprzenia.
Kiedyś,
dawno temu, jego babcia przytulała go, ale od tego czasu nikt.
Maggie
też go nie przytulała.
Pomyślał,
że nie miała tego w życiu i nie doceniała takiej bliskości, ale w jego
ramionach odprężała się.
Czuła
się bezpieczna.
Właśnie
wtedy, tylko od przytulenia, jego Maggie się uspokoiła, jej oddech się wyrównał
i wtuliła się w niego.
A
David poczuł się naprawdę dobrze.
Dał
jej to.
Jego
twarda, dzielna Maggie.
-
Chcę, żebyś mi dała te zdjęcia - powiedział później, kiedy musieli wychodzić,
kiedy już dłużej nie mogli tak zostać - Prześlę ci informację, kiedy się tutaj
spotkamy. Przyjdę wcześniej, otworzę i będę czekał, nie pukaj, tylko wejdź.
Resztę
powiedział jej wcześniej, więc skoro musieli wyjść, bo robiło się późno,
napisał do Filipa, który tego dnia stał osobiście na czujce: Wychodzimy.
Mieszkanie,
w którym byli, wynajął od Dominika na miesiąc, bo i tak nikt go na razie nie
chciał.
Umówił
się, że zwolni je w każdej chwili bez żądania zwrotu reszty pieniędzy, jeśli
jednak znalazłby się ktoś chętny na wynajem.
Maggie
była chroniona przez Benji’ego, przez ich ludzi w furgonetce i przez tego
faceta z FBI, który wynajął mieszkanie po Eddie’m.
Nadal
pozostawały dojazdy do pracy i do hospicjum.
W
samej pracy Rico obiecał ją obserwować.
W
hospicjum, niestety, była sama.
David
się tym martwił.
Przynajmniej
chciał spędzać z nią jak najwięcej czasu sam na sam w tym mieszkaniu.
I
kochać się z nią.
Nawet,
jeśli nadal sądził, że nie powinien wciągać ją w ten brud, którym było jego
życie, jego przeszłość.
Czekali,
stojąc w przedpokoju przytuleni do siebie, na odpowiedź, która prawie przyszła
po minucie i brzmiała Czysto.
Wyszli
razem, David uścisnął tylko jej dłoń w przelocie i poszedł do schodów,
oglądając się i czekając, aż ona otworzy swoje drzwi z klucza.
Kiedy
to zrobiła, odwróciła głowę w jego stronę i, cholerne dzięki Chrystusowi,
uśmiechnęła się lekko do niego.
Uśmiechnęła się.
Taka
twarda.
David
miał przed sobą dzień, który mieli spędzić w większości oddzielnie, bo on
jechał do VAMC, a Maggie do hospicjum.
Ale
wieczorem, kiedy dla Maggie nadchodziła zwyczajowa godzina leżenia przed
telewizorem, mieli spędzić razem kolejne chwile na pieszczotach, przytulaniu,
może kochaniu się.
I
mógł na to poczekać.
Umiał
czekać, nawet jeśli bywał ostatnio niecierpliwy.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń❤️
OdpowiedzUsuń