wtorek, 8 marca 2022

8 - Nowy Rok

 

Rozdział 8

Nowy Rok

Maggie

 

 

 

Sześć dni później

Był Sylwester.

Niedługo miałam wyjść z mieszkania.

W pracy mieliśmy napięte terminy, więc siedziałam tam od ósmej trzydzieści do piątej po południu, ale czasem zostawałam trochę dłużej.

Ponownie zawsze meldowałam Davidowi, o której zamierzam wyjść i o ile się spóźnię do domu (w którym go nie było).

Kiedy tego nie robiłam, dostawałam SMS’a z ponagleniem.

Niecierpliwe pytanie:

Gdzie jesteś?

Kiedy wychodziłam z pracy było ciemno i na parkingu bywało strasznie, bo pusto, ale zwykle odprowadzał mnie pan D’angelo lub jeden z ochroniarzy.

Po Świętach w biurze pojawiło się kilka nowinek.

Barb miała na biurku choineczkę i dużego pluszowego misia, którego dostała podobno od swojego nowego chłopaka.

Wszyscy jednak pilnie pracowaliśmy nad rozliczeniami upływającego roku i staraliśmy się zrobić to sumiennie, bo rok temu biuro miało w tym okresie nieprzyjemności.

I to dużo.

Mama sypiała jeszcze więcej, bo dostawała większe dawki środków przeciwbólowych.

Było u niej cicho, spokojnie, ale smutno.

Pani Lilly Brown czuła się gorzej i była mniej samodzielna, ale miała liczną rodzinę, która była bardzo zżyta, pomocna i miła.

Mycie mamy było większym wysiłkiem, który wzmacniał moje mięśnie, ale, dzięki synowym pani Lilly, nadal nie musiałam tego robić codziennie.

Magnus nie wrócił jeszcze ze swojego wyjazdu do Idaho, z odwiedzin u rodziny Gabriela, z którym mieszkał.

Nie wiedziałam również, czy on się przeprowadza tam, czy też Gabriel przeprowadza się do niego.

Czekałam.

Spadło dużo śniegu, ale prawie go nie widziałam, bo wychodziłam z domu przed świtem i wracałam po zmroku.

Cały kompleks, jak i okoliczne domy, był przybrany mnóstwem lampek i ozdobami świątecznymi, a Dominik często wystawiał przed swoim biurem głośnik ze świątecznymi piosenkami.

Wszyscy z sąsiedztwa byli zaproszeni na dzisiejsze przyjęcie Sylwestrowe do dużej sali, którą udostępnił nam Dominik.

Warunkiem wstępu było przyniesienie „wkupnego”.

Mogło to być coś do jedzenia lub do picia, lub muzyka czy sprzątanie.

Ponownie dyrygowała tym Eva, chociaż żona Dominika, Anna, włączała się w te imprezy integracyjne coraz częściej i robiła to coraz lepiej.

Upiekłam swoje ciasto marchewkowe.

Wyjęłam je już z piekarnika i stygło na kratce, a ja siedziałam przy blacie kuchennym i czytałam list od babci, który wyjęłam z mojej torebki zaraz po powrocie od Evy.

Trzymałam go w moim schowku pod materacem i wyjmowałam tylko do przeczytania, ale chyba robiłam to już po raz sześćdziesiąty.

Babcia napisała:

17th Ave

Kochane moje Kociątko,

Wczoraj kupiłam Ci na urodziny różowy rower i mam nadzieję, że zdążę nauczyć Cię na nim jeździć, zanim moja choroba się rozwinie.

Wada serca, którą miałam od dzieciństwa skomplikowała się i każdy większy wysiłek może sprawić, że nie dam rady go przeżyć.

Ale tak bardzo jestem z Ciebie dumna.

Jesteś taką mądrą dziewczynką.

Bardzo lubię te nasze pogawędki, kiedy w lot rozwiązujesz zagadki matematyczne, które znacznie wykraczają poza myślenie dzieci w twoim wieku.

Twój dziadek też umiał tak szybko wszystko policzyć w pamięci.

Szkoda że go nie poznałaś, świetnie byście się rozumieli. On bardzo by lubił z Tobą rozmawiać, szczególnie o tym, jak matematyka opisuje świat.

Twój dziadek bardzo kochał i rozpieszczał twoją mamę, więc umiem sobie wyobrazić, jak rozpieszczałby Ciebie, moje Kociątko.

Wiesz. To dziwne, bo właśnie dzisiaj śniło mi się, że jestem kierowcą autobusu i jechałam nim po Denver, w którym mieszkaliśmy we trójkę dawno temu, kiedy Twoja mama była mała.

Najdziwniejsze było to, że nie umiem w ogóle prowadzić. Nawet samochodu, a co dopiero taki duży autobus na dziewięćset miejsc.

Ale prowadziłam go, a nawet umiałam otworzyć drzwi, zamknąć je i wiedziałam, którymi ulicami pojechać, gdzie są przystanki.

To było bardzo zabawne.

Od razu na pierwszym przystanku, który zobaczyłam z bocznego okna, wsiadło do autobusu osób 80.

Na drugim przystanku wysiadły cztery osoby i nikt nie wysiadł.

Na trzecim przystanku długo czekałam, ale w końcu wysiadło pięć osób a wsiadło osób 2.

Na czwartym przystanku nikt nie wysiadł tylko wsiadła kobieta 1.

Na piątym przystanku wysiadło aż trzynaście osób, ale wsiadło też aż 8.

Na szóstym przystanku wysiadło pięć osób.

Siódmy był ostatnim, nazywał się E, więc wysiedli wszyscy.

Kierowca nie policzył, ile było pustych miejsc przed siódmym przystankiem. A czy Ty wiesz? Jestem pewna, że tak.

Jeśli już wiesz dokąd masz pójść, Kociątko moje kochane, to się tam rozejrzyj uważnie dookoła i pamiętaj ile w zaokrągleniu wynosi pierwiastek sumy wieku kierowcy i tej dziewczynki, która cały czas jechała obok autobusu na rowerze z białymi rączkami, kiedy wszystkie czerwone wstążki fruwały dookoła niej.

Magdalene Marie O’shea, jestem pewna, że sobie z tym poradzisz, bo już jak miałaś niecałe sześć lat wiedziałaś, ile bucików potrzebują dwie ośmiornice.

Nadal przepraszam, że musiałam to tak skomplikować.

Kocham cię z głębi mojego serca

Twoja babcia

Nie wiedziałam o co chodziło i denerwowałam się tym.

Bardzo.

Bo rozwiązałam wszystkie działania, jaki przychodziły mi do głowy w związku z tym listem, a nadal nie wiedziałam dokąd mam pójść.

A to była pierwsza i najważniejsza część zadania.

Może babcia mnie przeceniała i mama miała rację.

Bo może byłam głupia.

Westchnęłam, złożyłam list, poszłam do sypialni i schowałam go do skrytki pod materacem.

Poszłam do łazienki, żeby poprawić włosy, które upięłam za uszami, chociaż wolałabym zostawić je rozpuszczone i zwieszone na twarz.

Ale wiedziałam, że David tam będzie.

Nawet, jeśli dla niego było to przyjacielskie, w połączeniu z chęcią obrony mnie przed niebezpieczeństwem, to nadal chciałam mu się podobać.

Ponieważ już zrozumiałam to, że on znaczył dla mnie o wiele więcej niż tylko przyjaciel.

Wiele.

Więc włożyłam moją chabrową sukienkę ze ślubu Evy i Jimmy’ego (wymyślając sposób, żeby ją zapiąć samodzielnie na plecach), a na nią długi, zapinany na guziki, czarny sweter, który miałam nadzieję zdjąć w ciepłej sali.

Na nogach miałam moje botki, a czarne, proste czółenka na wygodnym, niskim obcasiku włożyłam do torby, żeby zmienić buty na miejscu, bo było niezbyt daleko, ale nadal po śniegu.

W ciągu tych kilku dni David przestał być taki ostrożny, jaki był przez ostatni miesiąc i nie wiedziałam, co mam o tym sądzić.

Czy tak bardzo chciał złapać Curt’a alias Seamus’a.

A może już miał dosyć pilnowania mnie i chciał się pozbyć tego zadania.

Wiedziałam tylko, że pisał do mnie SMS-y kilka razy dziennie i niecierpliwił się, jeśli mu zbyt długo nie odpowiadałam.

Wiedziałam też, że koniecznie chciał dzisiaj ze mną porozmawiać.

Bałam się tego.

Niepotrzebnie się narażał.

Ale tak bardzo chciałam go zobaczyć choćby na chwilkę, chociażby z daleka, nawet w tłumie ludzi, gdzie nie moglibyśmy się dotknąć, że napisałam mu, że będę i wystroiłam się.

Naszykowałam na półce w przedpokoju blachę z ciastem do zabrania, sprawdziłam, czy mam wszystko w torebce, czy mój GPS jest w kieszeni płaszcza, bo ciągle go przekładałam z kurtki do płaszcza i z powrotem, założyłam płaszcz, czapkę i rękawiczki i wzięłam klucze do ręki.

Wychodząc za drzwi zauważyłam na podłodze przy progu znajomą już i znienawidzoną kopertę.

Podniosłam ją i miałam wrócić do mieszkania, by ją zostawić, kiedy usłyszałam, że Sonija i Benji wychodzą od siebie na galerię.

Złożyłam więc szybko kopertę i wcisnęłam ją do kieszeni płaszcza.

Przekręciłam klucz w zamku, wyjęłam go i schowałam do drugiej kieszeni, a potem odwróciłam się do sąsiadów z uśmiechem na ustach.

- Hej - zawołałam - …idziecie na imprezę?

- Hej - odpowiedzieli prawie jednocześnie.

- Idziemy - powiedziała, jak zwykle bardzo głośno i radośnie, Sonija - Fajnie, że się spotkaliśmy. Możemy iść razem.

- Tak - mruknęłam i odwróciłam się w stronę schodów.

- Co zrobiłaś? - spytała Sonija z ciekawością zerkając na blachę.

- Ciasto marchewkowe - odpowiedziałam - …z lukrem cytrynowym.

- Mniam - Sonija aż podskoczyła przy tym niby-słowie - Ja nie mam nic, więc niesiemy kilka piw.

Machnęła w stronę Benji’ego, który był obładowany kilkoma zgrzewkami.

Niesiemy.

Udało mi się nie roześmiać, głównie dlatego, że byłam bardzo zdenerwowana ponownie badawczym wzrokiem, jakim obdarzał mnie Benji.

Niespiesznie, rozmawiając po drodze o głupstwach (Sonija), patrząc pilnie pod nogi, by się nie poślizgnąć (ja), dotarliśmy do sali i weszliśmy prosto do szatni, by zostawić płaszcze, kurtki i torby z butami.

Potem zabraliśmy z Benji’m ciasto i piwo i poszliśmy w stronę stołów, a Sonija odskoczyła w stronę kogoś znajomego, kogo wypatrzyła od drzwi.

Benji rozmawiał jeszcze chwilę z Jimmy’m, kiedy ja rozmawiałam z Evą, a potem wyczułam go i odwróciłam się do drzwi.

David wszedł do sali i patrzył prosto na mnie.

Był ubrany w czarne dżinsy i czekoladowo brązową koszulę.

Nie przyglądałam się jego strojowi, bo widziałam tylko jego oczy, wpatrzone we mnie tak intensywnie, że zaczęłam prawie dyszeć.

Ale ta koszula, a raczej jej kolor sprawiała, że jego oczy były jeszcze bardziej wyraziste.

Piękne.

- Maggie - powiedział tylko, kiedy podszedł blisko, a ja musiałam podnieść głowę, by nadal móc patrzeć w jego oczy.

- Uh… - zająknęłam się i wróciłam na Ziemię - Hej, David - dokończyłam.

Odwróciłam się i zobaczyłam z przerażeniem radosny uśmiech Evy.

Byłam aż tak łatwa do rozszyfrowania?

Pochyliłam się natychmiast nad stołem i sięgnęłam po nóż, a potem zaczęłam kroić przyniesione przeze mnie ciasto.

David poszedł do Jimmy’ego, a potem do innych, by się przywitać i cały czas słyszałam jego niski głos, jakby był jedynym mężczyzną odzywającym się w tej sali.

Eva podeszła do mnie i zastanawiałyśmy się na co wyłożyć ciasto, skoro nie mieliśmy żadnych naczyń, więc należałoby zostawić wszystko w przyniesionych blachach.

Ale w takim przypadku wyjmowanie ciasta byłoby niewygodne, więc zdecydowałyśmy (Eva zdecydowała), że jako półmisków użyjemy aluminiowych tac, które służyły latem do grillowania mięs i ryb.

Eva odeszła, a ja byłam zajęta wyjmowaniem z blachy pokrojonego ciasta, kiedy znowu poczułam zbliżanie się Davida.

- Mogę dostać kawałek? - zapytał cicho.

- Proszę - powiedziałam, nie podnosząc na niego wzroku.

Sięgnęłam papierowy talerz i nałożyłam mu kawałek, a on przechylił się skosem nad stół, kiedy sięgał po widelec, więc jego twarz znalazła się na wysokości mojej.

Spojrzał mi prosto w oczy.

- Pięknie wyglądasz - powiedział prawie bezdźwięcznie, a ja ucieszyłam się, że tak myślał, ale speszyłam się i przestraszyłam, że ktoś mógł usłyszeć.

Przez kolejne godziny krążyliśmy po sali, mijaliśmy się, natykaliśmy na siebie, jakbyśmy oboje czuli to przyciąganie, które na pewno ja czułam, ale nie pozwalaliśmy sobie na zbytnie zbliżenie się w obawie przed wykryciem.

Byłam skołowana i sfrustrowana.

Nie wiedziałam, czego on chce, ale wiedziałam, czego ja pragnę.

Marzyłam o tym, by znaleźć się z nim w jakimś odosobnionym pomieszczeniu i poczuć jego usta na moich.

Z tego powodu przyłapałam się na szukaniu go wzrokiem po sali, sprawdzaniu, co robi, z kim rozmawia.

Odwracałam jednak wzrok, jak tyko miał odwrócić się do mnie, żeby nie zauważył tego, że się gapię, bo uznałam to za beznadziejne.

Tuż przed północą Eva była mocno pijana (wcześniej nie sądziłam, że mogłaby kiedykolwiek być) i do tego bardzo głośna i radosna, ale dzięki temu przestała zwracać na nas uwagę.

Poczułam się swobodniej i śmielej patrzyłam na ludzi.

I dlatego zauważyłam, kiedy David przystanął w kącie przy drzwiach i kiwał na mnie głową.

Poszłam do niego, ale nie byłam pewna, czy dobrze robię, więc rozglądałam się na boki.

Kiedy znalazłam się blisko drzwi, nie było go tam, ale kiedy zrobiłam krok w stronę wyjścia, jego ręka śmignęła z otwartych drzwi i wciągnął mnie do szatni.

- Ubieraj się - mruknął mi do ucha, a wtedy zobaczyłam, że trzyma mój płaszcz, buty i torebkę.

Szybko zmieniłam buty, włożyłam płaszcz, założyłam czapkę i rękawiczki i dałam mu się wyciągnąć za drzwi.

Trzymając mnie za rękę, pociągnął mnie w stronę kompleksu.

Szybko.

Weszliśmy na galerię, a potem David skierował nas w stronę mieszkania, które wcześniej zajmowała Alice z Bertem, a które już od dłuższego czasu, z niewiadomych powodów stało puste.

I miał do niego klucz.

O Panie!

Nie mogłam o tym myśleć i nie mogłam myśleć o niczym, jak tylko o tym, że zaraz znajdę się w pustym mieszkaniu tylko z Davidem.

Nagle poczułam się taka podekscytowana.

David puścił moją dłoń tylko na czas otwierania drzwi, a potem wepchnął mnie do środka, wszedł natychmiast za mną i zamknął za nami drzwi na klucz.

Zdążyłam zdjąć rękawiczki i odłożyć na bok torebkę, kiedy był przy mnie.

Przy mnie.

Odwrócił mnie do siebie i bez słowa wziął mnie w swoje ramiona, przyciągnął i zaczął całować dokładnie tak, jak o tym marzyłam.

Czułam jego dłoń we włosach na karku (przez co moja czapka wylądowała na podłodze), drugą rękę na mojej talii, pod palcami jednej ręki miałam jego krótkie, miękkie włosy, drugiej jego twarde ramię w ciepłej kurtce, a ustami czułam jego cudowny smak.

Pieścił moje wargi, jego język wtargnął do moich ust, a potem jego dłoń w moich włosach zacisnęła się w pięść, a jego usta zaczęły inwazję.

To było gwałtowne, namiętne i gorące.

Chciałam więcej.

Więc przesunęłam rękę z jego ramienia na przód mojego płaszcza i zaczęłam nieporadnie rozpinać guziki.

Kiedy zauważył co robię, zaczął mi pomagać, ale przez to przerwał pocałunek.

Dyszałam, rozpinałam swój płaszcz, a on zdejmował swoją kurtkę.

Kiedy jedno i drugie wylądowało na podłodze, znowu byliśmy przy sobie, znowu się całowaliśmy i to było tak samo gorące.

Nagle odsunął się trochę ode mnie i, dysząc, patrzył mi w oczy.

Pomyślałam o tym, jak to Eva kiedyś powiedziała, że z twarzy Davida nic nie można odczytać, że jest zamknięty.

Ja odczytywałam z jego twarzy tak wiele emocji, pragnień, że wpływały na mnie, przenikały mnie i rozgrzewały.

Ale jednocześnie peszyły, bo nie wiedziałam, co z tym zrobić.

I nie byłam pewna, czy się co do nich nie mylę, bo to Eva była mądra i znała się na ludziach, a nie ja.

Więc spróbowałam zmienić temat.

- Co to…? - zaczęłam patrząc na mieszkanie, ale mi przerwał.

- Wynająłem, żeby mieć gdzie się z tobą bezpiecznie spotykać, dopóki nie złapiemy tego popaprańca - powiedział mi.

- Och - szepnęłam, bo nie wiedziałam jak się z tym czuję i popatrzyłam na swoje stopy, by uniknąć jego wzroku.

David popatrzył na  mnie bez słowa.

Przez sekundę.

- Chodź - mruknął i złapał mnie za rękę.

Pociągnął mnie w stronę, gdzie spodziewałam się sypialni i półprzytomnie zauważyłam po drodze, że w tym, opuszczonym przecież, mieszkaniu są meble.

Niedużo, ale nie było puste!

Kiedy dotarliśmy do sypialni, okazało się, że jest tam łóżko i to z pościelą.

Nie miałam czasu, by o tym pomyśleć.

Żeby się przestraszyć.

David odwrócił się do mnie i przyciągnął mnie do swojego ciała.

- Maggie - szepnął schrypniętym niskim, szorstkim głosem - Pragnę cię, ale nie chcę cię skrzywdzić.

Popatrzył na mnie poważnie, a jego oczy były całkiem czarne.

- Nie zrobię niczego, czego byś nie chciała - wymruczał ochryple.

Wtedy wiedziałam.

Wiedziałam czego chcę.

Chciałam jego.

Nigdy nie potrzebowałam seksu dla seksu, nigdy nie pragnęłam żadnego mężczyzny, ale to był David.

Byłam jego.

Należałam do niego.

Więc jeśli tego chciał…

Nie to nie było tak - to ja tego chciałam.

Więc błyskawicznie zrzuciłam z ramion sweter.

Upadł na podłogę.

Rzuciłam się całym ciałem w jego stronę, złapałam jego głowę w obie dłonie po obu stronach twarzy i przyciągnęłam go do swoich ust.

- Mała - jęknął odsuwając się na centymetry.

- David - wydyszałam - chcę…

Nie umiałam dokończyć.

Nagle uświadomiłam sobie, że nie wiem, jak mam to zrobić.

Byłam za mało doświadczona, by mu to powiedzieć, a co dopiero pokazać.

- Ja… - zaczęłam speszona i zesztywniałam - chcę ciebie - dokończyłam szeptem - ale… ja nie umiem

- Kruszynko - mruknął takim tonem, że znowu poczułam się bezpieczna i chętna, by dać mu całą siebie.

Całą.

Oblizałam wargi i podniosłam ręce do suwaka, który był z tyły sukienki, więc jego zapinanie było gimnastyką, z którą radziłam sobie sposobem.

Z rozpinaniem trzęsącymi się rękoma mogłabym sobie nie poradzić, ale chciałam spróbować.

Kiedy David zobaczył co robię, wyprostował się trochę, rozjaśnił się, coś błysnęło w jego twarzy i objął mnie tak, że obie jego dłonie były na moich plecach.

- Zostaw - mruknął mi do ucha - Powoli.

Opuściłam ręce tak, że oparłam je na jego ramionach i podniosłam głowę, by patrzeć w jego piękne, ciepłe, brązowe oczy.

Gładził mi szyję i włosy czubkami palców, a potem zaczął mnie całować po tych śladach.

Za uchem, potem po gardle, a potem przeszedł za mnie i nadal mnie całował, tym razem po karku pod włosami, które przegarnął mi na ramię.

Zadrżałam i był to dobry dreszcz.

Poczułam jego palce, kiedy suwak jechał w dół i sukienka zaczęła się rozchylać i spadać z moich ramion.

I wtedy się przestraszyłam.

Jak ja mogłam zapomnieć.

Nie mogłam mu pokazać mojego dekoltu.

- Nie! Ja… - zająknęłam się i przytrzymałam przód sukienki obiema rękoma - Zgaś światło - wyszeptałam, oglądając się na niego przez ramię.

Trzymał obie ręce na moich ramionach, ale nie trzymał mnie za ramiona.

Kiedy to szepnęłam, zamarł.

- Maggie… - nagle powiedział cichym, ale bardzo rzeczowym i mocnym głosem - Ja wiem.

Poczułam to, jak cios w brzuch.

Odwróciłam się przodem do niego.

Zaczęłam się cofać.

Odsunęłam się od niego i zaczęłam uciekać przed nim, a jednocześnie poczułam, że na moją twarz wychodzi wyraz przerażenia i rozpaczy.

Nie!

- Obiecałeś - jęknęłam i złapałam się obiema dłońmi za czoło, bo to było…

- Maggie - ruszył w moją stronę, ale opuściłam ręce na przód sukienki i cofnęłam się o kolejny krok, więc się zatrzymał - Kiedy poznaliśmy tożsamość Curt’a, czy też Seamus’a, dowiedziałem się, że jego pseudonim to Burner, bo lubi przypalać...

Przerwał i patrzył na mnie z takim bólem w oczach.

- Wtedy Filip powiedział, że muszę to zobaczyć - szeptem ciągnął dalej - …i pokazał mi tamte zdjęcia.

Zabolało.

Zacisnęłam ramiona na swoim dekolcie, skuliłam się, okręciłam i opadłam tyłkiem na łóżko.

David natychmiast znalazł się przy mnie, ukucnął przy łóżku i patrzył mi w oczy.

- Kochanie, proszę - mówił z uczuciem w głosie, którego nie rozumiałam, wiedziałam tylko, że było intensywne - Pragnę ciebie. Nie dlatego, że to się stało, nie pomimo tego, że to się stało, ale dlatego, że jesteś piękna, że jesteś taka, jaka jesteś. Po prostu ciebie.

Opuściłam nisko głowę i pomyślałam, że może właśnie tak ma być.

Zobaczy, zniechęci się i odejdzie.

Więc wyprostowałam ramiona i pozwoliłam, żeby sukienka zsunęła mi się z nich do pasa.

David uklęknął na jednym kolanie, ujął moją brodę palcami pod spodem i podniósł ją, by mnie znowu pocałować.

A potem całował mnie wszędzie!

Wkrótce byłam bez butów, w samej bieliźnie i nie myślałam o moich bliznach, bo David muskał wargami, brodą i wąsami skórę moich ramion, brzucha i piersi.

A, kiedy on przesuwał swoje dłonie po moim ciele, ja odważyłam się zrobić to samo z jego ciałem i w ten sposób, sunąc po nim moimi dłońmi po jego brzuchu, żebrach i klatce, pozbawiłam go koszuli.

Miałam możliwość obejrzenia jego nagiej klatki piersiowej i to było niesamowite!

Była naprawdę wspaniale umięśniona, szeroka i pokryta krótkimi, czarnymi włosami.

Położyłam na nich dłoń z rozstawionymi palcami i zagryzłam wargi na to wspaniałe uczucie dotyku jego gorącej skóry.

Jego włoski były szorstkie, więc zapragnęłam ich spróbować językiem, ale ledwo go tak dotknęłam, kiedy David odsunął się i sięgnął do moich bioder.

Złapał moje rajstopy palcami wskazującymi na obu biodrach, więc przechyliłam się i uniosłam je, by mógł je zsunąć.

Kiedy wyprostowałam się, ponownie mnie całował po szyi.

Potem dałam mu znać dotykiem, że chcę pozbawić go spodni.

Ale tym zajął się sam, a zaczął od zdjęcia butów.

Oboje byliśmy tylko w bieliźnie, kiedy David wszedł kolanem na łóżko obok mnie, objął mnie w pasie ramieniem, uniósł i podciągnął w nim tak, że położyłam się całkiem, z wyciągniętymi nogami, a on położył się obok mnie.

Nie byłam pewna tego co mam robić, tego co chcę robić, bo bałam się, ale bardzo pragnęłam poczuć go mocno i blisko siebie.

Bardzo blisko.

Więc patrzyłam na niego i czekałam, gładząc jednocześnie dłonią jego ramiona i szyję.

David pogłaskał mnie po boku głowy, spojrzał głęboko w moje oczy, a potem mnie pocałował.

Całując mnie pieścił i to dało mi odwagę, by pieścić jego.

A potem zrobiło się gorąco.

David wsunął dłoń w moje majtki i pogłaskał mnie tam, a ja intuicyjne wypchnęłam biodra w jego stronę.

Potem sięgnął ręką za moje plecy i rozpiął mi stanik (Tak! Jedną ręką!).

Całował moje piersi i jednocześnie zsuwał moje majtki, więc nie wiedziałam, co czuję mocniej, bo chciałam tego.

Wszystkiego.

Kiedy byłam naga, ukląkł nade mną, a je spojrzałam w jego stronę akurat w porę, żeby zobaczyć, jak zdejmuje slipy i uwalnia penisa.

O Panie!

Był duży i wspaniały.

Nie miałam może dużego doświadczenia, bo miałam tylko dwóch kochanków (z tego jednego jeden raz i nie widziałam go), ale nadal wiedziałam, że był duży.

I wspaniały.

Sięgnął do swoich spodni i wyciągnął z kieszeni małą paczuszkę.

Rozerwał ją i wyciągnął z niej gumkę (cóż, widziałam już kiedyś prezerwatywę).

A potem patrzyłam, jak rozwijał ją na penisie i oglądałam to zafascynowana.

Z tego, co wiedziałam w swoim niedoświadczeniu, jego penis był inny, miał mniej fałdów skórki i przez to był widoczny cały czubek.

Bardzo chciałam to obejrzeć z bliska, ale teraz miałam nadzieję go poczuć w sobie i nie zamierzałam tego odwlekać.

Kiedy już miał ją na sobie, pochylił się do mnie i ponownie wziął mnie w ramiona, by całować mnie i gładzić.

Nie chciałam dłużej czekać.

Niecierpliwiłam się.

- David, proszę - szepnęłam.

- O co, mała? - zapytał schrypniętym głosem.

- Proszę, daj mi go - uściśliłam nadal szepcząc.

Przestał się wahać, ukląkł między moimi nogami, pogłaskał mnie palcem po szparce, która była już całkiem mokra, a potem położył się częściowo na mnie, opierając się lewym przedramieniem o łóżko obok mojej głowy.

Prawą ręką sięgnął między nas.

A potem poczułam jego cudowny, gładki, śliski czubek przy wejściu i zaczął wchodzić we mnie powoli i delikatnie.

Wsuwał się tak wolno, że miałam ochotę go przyspieszyć, ale pomyślałam resztką przytomności, że wie co robi.

Czułam go bardzo mocno.

David złapał mnie prawą dłonią za pośladek, przesunął ją wzdłuż mojej nogi aż pod kolano, uniósł moją lewą piętę na swoje biodro i wypełnił mnie całkowicie.

Zagryzłam wargi.

Podniosłam prawą nogę, by owinąć jego biodro z drugiej strony.

Ruszył się jeden raz i przerwał.

Stęknęłam.

Poczułam pulsowanie jego penisa, a potem pomału i delikatnie cofnął się i wsunął się jeszcze raz.

Odchyliłam głowę do tyłu w poduszkę, trzymałam się kurczowo rękoma jego ramion i zajęczałam z rozkoszy.

Spowodowała zawrót głowy i zaćmienie umysłu.

Ruszyłam lekko biodrami jeden raz, a potem drugi, a wtedy on zaczął się we mnie ruszać wolno, mocno, głęboko i rytmicznie.

Nie wiem, jak długo to trwało.

Była tylko bliskość.

Dotyk jego dłoni na moim biodrze i w moich włosach z boku głowy.

Dotyk jego ust i języka na moich ustach i języku lub dotyk jego brody na moich wargach, kiedy mnie nie całował.

Dotyk jego skóry pod moimi dłońmi na jego żebrach, ramionach i karku.

Dotyk na drugiej mojej dłoni jego idealnie ukształtowanej czaszki z krótkimi, drapiąco łaskoczącymi włosami.

 Dotyk jego bioder na wewnętrznej stronie moich ud.

I wreszcie, najważniejsze, dotyk jego twardości wewnątrz mojego najwrażliwszego miejsca.

Byłam najbliżej, najbardziej wtulona w niego, jak mogłam być.

Uwielbiałam to.

Ruszałam instynktownie biodrami i resztą ciała w rytm jego ruchów, wychodząc naprzeciw niego, poddając się jego falowaniu.

A potem to wszystko stało się bardziej intensywne, namiętne i gwałtowne.

Pompował.

Drążył.

Pieścił mnie.

Odleciałam bardzo szybko i nawet nie wiedziałam, czy krzyczę.

I był to pierwszy prawdziwy orgazm w moim życiu.

Ogromny.

Pod zaciśniętymi powiekami widziałam fajerwerki, które były niczym gwiazdy rozświetlające ciemność, która zawsze towarzyszyła mi w życiu i wiedziałam, że nigdy nie chcę tego stracić.

Zawsze będę chciała więcej.

Trwało to przez dłuższą chwilę, podczas której wciąż wbijał się we mnie, aż David zadrgał i znieruchomiał, a potem oparł się przedramieniem o poduszkę obok mnie i dyszał.

Po pewnym czasie podniósł się nieco wyżej i zawisł nade mną, wpatrując się w moje oczy.

- Wszystko w porządku? - zapytał cicho, a ja uśmiechnęłam się, bo… jakby nie wiedział.

- Tak - szepnęłam i pogłaskałam jego brodę.

Tak.

Uwielbiałam dotyk jego krótkich włosów na dłoni.

Po niedługim czasie odsunął się, mruknął - Muszę posprzątać - i zszedł z łóżka, naciągając na mnie kołdrę, którą wyciągnął spod nas.

Otuliłam się nią i, leżąc na boku, patrzyłam jak szedł w stronę łazienki, słyszałam jak spuszcza wodę, odkręca kran, a potem patrzyłam, jak wracał.

Był taki piękny, czarny, szeroki i pewien swoich ruchów.

Ale patrzył na mnie z niepewnością, niepokojem.

Dowiedziałam się dlaczego, kiedy położył się obok mnie, przykrył nas z powrotem kołdrą i przyciągnął mnie do swojego boku, układając mnie głównie na sobie.

- Jak się czujesz? - spytał, podnosząc moją twarz do siebie i zginając swoją szyję tak, by patrzeć mi w oczy - Naprawdę wszystko w porządku?

Poczułam ciepło ogarniające mnie niczym fala od środka, bo z tym pytaniem, z jego zamartwianiem się, było mi jeszcze lepiej.

Chciał mnie chronić nawet przed sobą samym.

Ale nie wiedziałam jak mu powiedzieć, że jest w porządku.

Bardzo w porządku, a nawet wiele, wiele lepiej.

Genialnie.

Więc tylko powiedziałam - Tak - i wtuliłam się w niego.

*****

David

Następnego dnia rano

David stał przed niewielkim lustrem nad umywalką w swojej łazience i przystrzygał maszynką swoje włosy i brodę.

Pielęgnował je codziennie w ten sam sposób i to stało się jego rutyną, ale dopiero po ostatniej nocy cieszył się, że to robił.

Maggie się to podobało i pokazywała to.

Dotykała go z tym czułym wyrazem twarzy, głaskała go po brodzie i głowie, drapała lekko paznokciami jego włosy.

Tak samo dobre było to, jak mocno reagowała na dotyk jego brody na skórze ramion, brzucha i gdzie indziej.

Ostatnia noc była wspaniała.

Maggie była wspaniała.

David sprzątnął resztki włosów, schował oczyszczoną maszynkę do szafki pod umywalką, umył ręce i wytarł je ręcznikiem, a potem wyszedł z łazienki.

Potem przeszedł w stronę kuchni, by zrobić sobie kawę i śniadanie, a po drodze zatrzymał się przy komodzie, by wziąć do ręki pastereczkę.

Tak, bez wątpienia się pomylił.

Jego Maggie nie była krucha.

Po tym wszystkim co przeszła, co przeżyła, ile musiała znieść, ona nadal szła przed siebie i martwiła się o bezpieczeństwo jego, swojego szefa, a nawet obcych ludzi.

Była twarda.

Kiedy się ubierali, podniósł jej płaszcz i wtedy z jego kieszeni wypadła ta koperta, koperta, którą poznał, bo rozmiary i kolor koperty były dokładnie takie jak w przypadku poprzednich zdjęć, i David zdrętwiał.

Podniósł ją szybciej niż Maggie i podał ją jej, czując, jak zaciskają mu się mięśnie karku i dławi go w gardle.

- Co to? - spytał, mając pieprzoną nadzieję, że się myli.

Ale się nie pomylił i wiedział to po jej spojrzeniu.

- To… - zawahała się i wiedział, że chciała skłamać - on mi przesłał - dokończył szeptem.

- Kurwa - wyrwało się Davidowi i przejechał ręką po włosach, ale zdążył zauważyć jej wzdrygnięcie.

Nie lubiła, kiedy przeklinał i zwykle starał się tego przy niej unikać.

Nie tym razem.

- David - mówiła szybko i wyciągnęła w jego stronę rękę, by objąć palcami jego przedramię - To nic takiego. Przyzwyczaiłam się. Wsuwa mi je pod drzwi, żeby mnie przestraszyć.

- Wsuwa? - David złapał się tego - To nie pierwsza?

Zagryzła wargi.

Kurwa.

- David - wyszeptała z przejęciem - nic nie rób, proszę. Nie chcę, żeby coś ci się…

- Kruszynko - mruknął czule, przerywając to, co chciała powiedzieć - To ty jesteś nadal w większym niebezpieczeństwie niż ktokolwiek inny.

David stwierdził, że ot tak po prostu zwykłe zabicie tego cholernego popierdolca będzie zbyt łagodne.

Miał ochotę go torturować tak, jak tamten torturował Maggie.

Opanował się z dużym wysiłkiem i delikatnie objął ją, przytulił jej głowę do swojej piersi starając się przekazać jej, że ją uchroni przed tamtym, że zapewni jej bezpieczeństwo.

Nie lubił bliskości fizycznej i od lat nie dawał jej nikomu.

Cipki, które czasem pieprzył były tylko od tego.

Pieprzenia.

Kiedyś, dawno temu, jego babcia przytulała go, ale od tego czasu nikt.

Maggie też go nie przytulała.

Pomyślał, że nie miała tego w życiu i nie doceniała takiej bliskości, ale w jego ramionach odprężała się.

Czuła się bezpieczna.

Właśnie wtedy, tylko od przytulenia, jego Maggie się uspokoiła, jej oddech się wyrównał i wtuliła się w niego.

A David poczuł się naprawdę dobrze.

Dał jej to.

Jego twarda, dzielna Maggie.

- Chcę, żebyś mi dała te zdjęcia - powiedział później, kiedy musieli wychodzić, kiedy już dłużej nie mogli tak zostać - Prześlę ci informację, kiedy się tutaj spotkamy. Przyjdę wcześniej, otworzę i będę czekał, nie pukaj, tylko wejdź.

Resztę powiedział jej wcześniej, więc skoro musieli wyjść, bo robiło się późno, napisał do Filipa, który tego dnia stał osobiście na czujce: Wychodzimy.

Mieszkanie, w którym byli, wynajął od Dominika na miesiąc, bo i tak nikt go na razie nie chciał.

Umówił się, że zwolni je w każdej chwili bez żądania zwrotu reszty pieniędzy, jeśli jednak znalazłby się ktoś chętny na wynajem.

Maggie była chroniona przez Benji’ego, przez ich ludzi w furgonetce i przez tego faceta z FBI, który wynajął mieszkanie po Eddie’m.

Nadal pozostawały dojazdy do pracy i do hospicjum.

W samej pracy Rico obiecał ją obserwować.

W hospicjum, niestety, była sama.

David się tym martwił.

Przynajmniej chciał spędzać z nią jak najwięcej czasu sam na sam w tym mieszkaniu.

I kochać się z nią.

Nawet, jeśli nadal sądził, że nie powinien wciągać ją w ten brud, którym było jego życie, jego przeszłość.

Czekali, stojąc w przedpokoju przytuleni do siebie, na odpowiedź, która prawie przyszła po minucie i brzmiała Czysto.

Wyszli razem, David uścisnął tylko jej dłoń w przelocie i poszedł do schodów, oglądając się i czekając, aż ona otworzy swoje drzwi z klucza.

Kiedy to zrobiła, odwróciła głowę w jego stronę i, cholerne dzięki Chrystusowi, uśmiechnęła się lekko do niego.

Uśmiechnęła się.

Taka twarda.

David miał przed sobą dzień, który mieli spędzić w większości oddzielnie, bo on jechał do VAMC, a Maggie do hospicjum.

Ale wieczorem, kiedy dla Maggie nadchodziła zwyczajowa godzina leżenia przed telewizorem, mieli spędzić razem kolejne chwile na pieszczotach, przytulaniu, może kochaniu się.

I mógł na to poczekać.

Umiał czekać, nawet jeśli bywał ostatnio niecierpliwy.

 


 

3 komentarze: