sobota, 12 marca 2022

14 - Żołnierz

 

Rozdział 14

Żołnierz

Maggie

 

 

 

Następnego dnia rano

David obudził mnie pół godziny wcześniej, niż zadzwonił mój budzik, ale zrobił to przypadkiem.

Widziałam, po tym, w jaki sposób szedł w stronę łazienki, że miał nadzieję, że mnie nie obudził.

Nie poruszałam się, obserwując jego super umięśnione plecy i twardy tyłek, znikające w drzwiach na korytarz, a potem jego cień w światle dochodzącym z łazienki.

Wiedziałam jedno.

Życie dało mi najlepsze, co mogłam mieć.

Wtedy przypomniałam sobie, że David chciał, żebym spędziła u niego tę noc, więc musiałam spakować torbę z potrzebnymi mi rzeczami.

Nie miałam pojęcia, jak to zrobić, bo nigdy nie nocowałam poza domem (z wyjątkiem tych nocy, które spędziłam u Magnusa, ale wtedy to on spakował po prostu wszystkie moje rzeczy i wyprowadził mnie z mojego mieszkania, od Curt’a).

Rzeczy, które David poprzedniego dnia przyniósł z pracy i zostawił u mnie po spędzeniu u mnie tych dwóch nocy, były już wyprane, wysuszone, złożyłam je i schowałam na półkę do mojej szafy.

Zapomniałam mu o tym powiedzieć.

Nie zapytałam go, czy tak powinnam zrobić, ale skoro on dbał o mnie, jako o swoją kobietę, ja chciałam dbać o niego, jako o swojego mężczyznę.

Sądziłam, że tak to powinno działać.

Kiedy wracał z łazienki leżałam na brzuchu, nieco bokiem, patrzyłam w jego stronę i podobał mi się ten widok, a wiedziałam, że moja twarz to odzwierciedla, kiedy na jego twarzy pojawił się uśmiech.

Nie zarozumiały lub triumfalny.

Łagodny i zadowolony, jakby jemu też podobało się to, co widział.

Kiedy dotarł do brzegu łóżka, oparł się o nie jednym kolanem i pociągnął za kołdrę tak, że zsunęła się z mojego ciała.

Odwróciłam się na wznak.

Opierając się jedną ręką o materac, drugą przesunął od moich bioder w stronę kolana wzdłuż mojej lewej nogi, naciskając ją lekko, więc się odsunęła.

Wszedł między moje nogi i uklęknął tam, sięgnął obydwiema dłońmi do mojego brzucha i przeciągnął po nim w górę, aż mógł objąć palcami moje piersi.

Wygięłam kręgosłup w jego stronę i jęknęłam, tak miłe było to uczucie.

Potem poczułam jego brodę sunącą tym samym śladem, gdzie były wcześniej jego kciuki i wbiłam tył głowy w poduszkę, bo to było jeszcze milsze.

Uwielbiałam pieszczotę jego brody na mojej skórze.

Przesunął obie ręce pod moje łopatki, więc wygięłam swoje ramiona, by objąć jego i pochyliłam głowę w jego stronę, by położyć usta na jego krótkich włosach, kiedy całował mój dekolt.

Wodził delikatnie językiem i wargami po moich bliznach, a ja trochę się spięłam, bo lubiłam to uczucie, ale wciąż pamiętałam jakie są brzydkie.

Wtedy David przesunął swoje usta (i brodę) na moją szyję, a potem policzek i wreszcie pocałował moje usta.

Mokro, głęboko, namiętnie i bardzo wolno.

Odsunął się odrobinę, spojrzał mi w oczy i dopiero wtedy wyszeptał:

- Dzień dobry, kotku.

- Dzień doby, kochanie - odszepnęłam, zobaczyłam, że jego oczy się uśmiechają i przesunęłam dłoń na jego brodaty policzek.

Ale mogę powiedzieć z całą pewnością, że dzień dopiero wtedy zaczął być dobry, bo David stwardniał i wykorzystał to, żeby być znowu bardzo, bardzo blisko mnie.

Kiedy osiągnęłam swój szczyt, który wcale nie był niżej, ani krócej niż poprzednie, a David osiągnął swój, leżał na mnie, oparty na przedramieniu, z głową obok mojej, owinięty moimi kończynami i oddychał ciężko.

Wtedy stwierdziłam, że dobrze, że poprzedniego dnia umówiłam się na wizytę do lekarza, bo nie lubiłam tego, że musiał wstawać i „sprzątać” po naszym zbliżeniu.

Powiedziałam mu to.

Zauważyłam i odnotowałam sobie w pamięci, że muszę to robić częściej (mówić mu różne rzeczy), bo jego twarz złagodniała i przyznał mi, że też nie lubi mnie wtedy zostawiać.

Po pierwsze lubiłam sposób, w jaki łagodniała jego twarz, a po drugie mogliśmy znaleźć więcej rzeczy, które lubiliśmy tak samo.

Potem, niestety, musiałam zacząć się szykować do pracy.

Zaczęłam od tego, co było raczej przyjemne (bardzo przyjemne), czyli od prysznica z Davidem.

Po naszym wspólnym umyciu się i umyciu przeze mnie głowy, czemu David przyglądał się, jakby go to fascynowało, on wyszedł pierwszy i poszedł prosto do kuchni, żeby zrobić nam owsiankę na śniadanie (jeszcze jedna rzecz, którą lubiliśmy tak samo, chociaż ja wolałam bardziej słodką), a ja zostałam z łazience, żeby wysuszyć włosy i spiąć je w kok do pracy.

Potem poszłam do sypialni, żeby się ubrać, a w tym czasie David wrócił do łazienki, żeby, jak mi powiedział, wyrównać swoje włosy maszynką.

Przyznam, że miałam ochotę mu towarzyszyć, żeby się przyglądać i bardzo żałowałam, że nie miałam na to czasu.

Założyłam rajstopy, spódnicę i bluzkę, a potem buty, kiedy zauważyłam, że, wybita z codziennego rytmu, nie poprawiłam pościeli na łóżku.

Więc zabrałam się za to.

Potem jeszcze wybrałam ubrania, jakie mogłabym zabrać do Davida, żeby mieć co na siebie założyć następnego dnia do pracy.

Całkowicie ubrana do pracy - tego dnia w czarną spódnicę i szarą bluzkę, które David już widział - przeszłam do kuchni, żeby zjeść owsiankę i wypić kawę, które przyszykował dla mnie David.

Kochałam to.

Zaczynanie dnia we dwójkę, kręcąc się po mieszkaniu i mijając się co chwilę, przygotowując sobie śniadanie i wymieniając się w łazience, sprzątając po sobie i podając sobie przybory.

Razem.

Myślałam o tym, kiedy jadłam śniadanie i uśmiechnęłam się na widok Davida, który szedł na śniadanie z łazienki, więc bezwiednie, automatycznie, sięgnęłam do szafki nad zlewem po moje środki przeciwbólowe, zapominając, że David o nich nie wiedział.

Wysypałam jedną tabletkę na rękę, zakręciłam buteleczkę, połknęłam tabletkę i popiłam kawą, kiedy do mnie dotarł.

- Co to? - spytał, a ja zesztywniałam.

David, nie czekając na moją odpowiedź, wziął buteleczkę do ręki.

- Zytram - przeczytał z naklejki.

- Tramadol… - szepnęłam do niego wyjaśniająco - przeciwbólowy, o powolnym uwalnianiu. Biorę co dwanaście godzin.

- Maggie - David zmarszczył brwi - Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?

- Nie było kiedy… - zaczęłam słabo, nie patrząc mu w oczy - To nic takiego… - dodałam jeszcze słabiej.

Odruchowo położyłam przy tym czubki palców nad lewą piersią, bo urywany wdech, jaki wciągnęłam przypomniał mojej podświadomości, po co brałam moje leki.

David odstawił buteleczkę, objął moją twarz oburącz pod szczęką i uniósł ją do góry, żebym patrzyła w jego oczy.

- Nie przeszkadzają mi twoje blizny. Nie znam cię bez nich, ale jeśli cię bolą… - zaczął, bardzo trafnie zgadując, co mnie bolało i dlaczego - może powinniśmy znaleźć lekarza i pomóc ci.

- Boli mnie właściwie tylko jedna - szeptałam do niego - i tylko jeśli podnoszę lewą rękę…

- Chryste… - po bólu, jaki usłyszałam w jego głosi zrozumiałam, że David natychmiast wiedział, o czym mówiłam - więc za każdym razem, jak mnie obejmujesz.

- David… - powiedziałam cicho, czując jak moja twarz łagodnieje - lubię cię obejmować. To nie jest takie straszne, przyzwyczaiłam się.

- Chciałbym zabrać od ciebie każdy ból - teraz była jego kolej na szeptanie.

Nie wiedział o tym, ale właśnie wtedy zacytował wers z piosenki, o której mówiła mi Eva.

Pół roku wcześniej, kiedy przedstawiła mi Davida, namawiała mnie do poznania go bliżej, a zrobiła to opowiadając, że piosenka pomogła jej zebrać siły do przetrwania w nowym miejscu.

Była to Fire Gavin’a DeGraw, która mówiła o rozwijaniu pasji, zaangażowaniu i przyjaźni.

Eva powiedział mi wtedy, że David byłby moim żołnierzem.

Jak w piosence Soldier[1] Gavin’a DeGraw, David kiedy będę spragniona, będzie moim deszczem, jak zostanę zraniona, on zabierze mój ból.

Nie powiedziałam mu o tym.

Oparłam się dłońmi o jego brzuch i spojrzałam na niego tak, że pochylił się i mnie pocałował.

Jak zawsze.

Ale musieliśmy się zbierać, musiałam jechać do pracy, więc nie rozmawialiśmy więcej na ten temat, tylko sprzątaliśmy wspólnie po naszym śniadaniu, a potem włożyliśmy kurtki, zabrałam torebkę, David wyciągnął swój klucz do moich drzwi i wyszliśmy.  

Podczas jazdy zwykle nie rozmawialiśmy za wiele, ale tego dnia David chciał coś powiedzieć.

Coś, co uważał za ważne.

- Założę się - zaczął cichym głosem - że wszyscy wasi klienci chcą, żebyś to ty obsługiwała ich rachunki.

Odwróciłam się do niego ze zdziwieniem.

- Cóż - odparłam - mamy sporo klientów z dużym majątkiem, więc ich rozliczenia bywają skomplikowane.

- Chodzi mi o to, że lubią z tobą się spotkać osobiście.

- Ummm - zająknęłam się, bo bywały sytuacje, że niektórych ustaleń można było dokonać telefonicznie, a klient i tak zjawiał się w moim gabinecie na rozmowę.

Jeden nawet próbował zaprosić mnie na rozmowę poza biurem, w kawiarni.

- Maggie - stwierdził David - To jak wyglądasz, to jedno. I zapewniam cię, że nie jestem jedynym, który chciałby się dostać pod te bluzki i spódniczki. Chodzi mi również o to, że jesteś najlepsza w branży.

- David - powiedziałam, starając się brzmieć uspokajająco - To słodkie, co mówisz, ale to absurd.

- Nie sądzę - mruknął David - jeszcze o tym porozmawiamy, geniuszu.

Oczywiście, żartował sobie ze mnie.

- Lubię to, jak sobie żartujesz, ale… - zaczęłam.

- Maggie - przerwał mi stanowczo - Nie żartuję.

Wciągnęłam gwałtownie powietrze do płuc na jego zdecydowany ton, ale nic więcej nie powiedziałam.

Najwidoczniej chciał coś udowodnić, a ja wolałam nie mówić o mnie.

Resztę drogi przejechaliśmy w milczeniu.

*****

David

Osiem i pół godziny później

David siedział w swoim SUV’ie na parkingu przed pracą Maggie i czekał, aż ona wyjdzie z biura.

Tego dnia spotkał się z Filipem w ich stałym miejscu po tym, jak kumpel przysłał mu SMS’a z informacją o potrzebie spotkania.

To, co Filip miała mu do przekazania mógł odebrać jako dobrą rzecz, ale było to trochę złe.

Dobrą częścią było to, że major Daniel Taylor zauważył i docenił umiejętności Davida.

Skontaktował się z agentem Tracker’em i poprosił go o dane kontaktowe do Davida, ale ten wiedział, że David nigdy nie pracowałby bez Filipa.

Więc skontaktował się najpierw z nim.

Oferta dotyczyła włączenia Davida do zespołu SWAT, którym kierował Taylor, a właściwie stałej pracy Davida dla SWAT.

David to natychmiast odrzucił, a Filip to przewidział i uprzedził majora.

Po wstępnej rozmowie z Filipem Taylor zaproponował inny układ, a mianowicie to, żeby David pomagał jego ekipie w nagłych przypadkach, kiedy negocjacje zawodziły.

Takich, jak ten z Maggie.

David nadal się wahał.

Złą częścią byłoby to, że miałby czasem to, czego tak nie lubił, co wpłynęło na jego psychikę, sny, postrzeganie siebie, jako złego.

Zabijałby ludzi.

Nigdy tego nie miał, ale czuł, że Maggie mogłaby mu pomóc w podjęciu decyzji, więc postanowił najpierw to z nią przedyskutować.

Nie powiedział o tym Filipowi wprost, ale stwierdził, że się zastanowi.

A potem, podczas omawiania ich form kontaktu i czasu dojazdu do Filipa, powiedział mu, że od teraz będzie nocował w swoim domu tylko czasami, bo często będzie sypiał u Maggie.

A Filip, szaleńczo, zareagował, jakby to była jego osobista wygrana.

Albo coś, nad czym długo i ciężko pracował.

Myśląc o tym David westchnął ciężko w duchu, kręcąc lekko głową nad reakcjami swoich kumpli.

Wczoraj Jimmy, dzisiaj Filip.

Kiedy o tym myślał i lekko uśmiechnął się do siebie, jego telefon zadźwięczał wiadomością.

Wychodzę, kochanie

Uśmiechnął się szerzej i odpisał

Czekam, mała

Po czym wysiadł ze swojego Grand Cherokee, żeby czekać na nią na chodniku przy wejściu do biura.

Tuż przy drzwiach stał firmowy ochroniarz, który od razu kiwnął Davidowi głową na powitanie, bo rozpoznał go z jego wcześniejszych wizyt.

Maggie wychodziła właśnie z budynku w towarzystwie Rico, który uśmiechnął się tak promiennie na widok Davida, że ten dodał go do listy wkurzających go facetów - swatów.

Szczęśliwy uśmiech Maggie, jaki pojawił się na jej twarzy na jego widok, zrekompensował to wkurzenie.

- Rico - przywitał się z szefem Maggie i podał mu rękę, bo tamten zaczął wysuwać swoją.

- Dzień dobry, David - powiedział pan D’angelo.

- Cześć, mała - mruknął David i pochylił się do Maggie, która natychmiast i bez chwili zawahania dała mu usta do pocałunku, ale zaczerwieniła się przy tym i zerknęła skosem na swojego szefa.

- Cześć - szepnęła do niego, kiedy jego usta nie zdążyły się od niej odsunąć, więc poczuł jej oddech na nich niczym słodką obietnicę.

Wyprostował się i skierował ich w stronę parkingu.

- Jedziemy na kolację - powiedział do Rico, który stał nadal nieruchomo na brzegu chodnika i David miał nieodparte wrażenie, że próbował nie poskakiwać z ekscytacji jak nastolatka.

Racja.

Gówno.

Pożegnali się skinieniami głowy i David zabrał Maggie do swojego SUV’a, pomógł jej wejść, sam wsiadł i zapięli się pasami, kiedy odwrócił się do niej.

- Mała - zaczął - …lubisz steki?

- Hmmm - zawahała się - Tak.

- Więc jedziemy do Christopher’s Prime Tavern & Grill - powiedział jej.

- Okej - mruknęła krótko i David już po tym wiedział, że nigdy w życiu nie słyszała o tym miejscu.

Zaczął podejrzewać, że w ogóle nie słyszała o żadnym miejscu i nie była nigdzie na kolacji w Salt Lake City lub gdziekolwiek indziej.

Wyjeżdżając z parkingu włączył listę kontaktów na komputerze, do którego miał podłączony swój telefon.

- Tak? - usłyszał zamiast powitania.

- Tu David - przedstawił się - Strzała, masz dla mnie stolik na dwie osoby?

- Oczy, kurwa, brachu, sto lat - w głośniku rozległ się krzyk jego kumpla.

- Strzała, nie jestem sam, a jesteś na głośniku - David ostrzegł Strzałę.

- Sorki, brachu - kumpel zreflektował się - …na kiedy ten stolik?

- Za dziesięć - rzucił David.

- Za piętnaście może być - zadeklarował Strzała, chociaż David wiedział, że nie tak łatwo zdobyć u niego rezerwację na bieżący tydzień.

- Okej - zakończył David - to widzimy się.

- Nara - zakończył tamten w roztargnieniu i David wiedział, że biegnie zdobywać dla niego stolik.

Pewne przyjaźnie kończą się, a inne przetrwają nawet, jeśli nie odzywałeś się do kumpla przez dziesięć lat.

David zerknął na Maggie.

Patrzyła przed siebie w milczeniu i David nie mógł wyczuć, co jej chodzi po głowie, ale czuł, że jej nastrój nie był zły.

Po prostu dziwny.

Jechali na miejsce w milczeniu, David zaparkował na zatłoczonym parkingu, wysiadł i przeszedł na stronę Maggie, by przekonać się, że czekała z wysiadaniem, aż on jej pomoże.

Podał jej rękę, oparła się na nim, a kiedy stanęła na ziemi, spojrzała do góry i zobaczył, że jej oczy są łagodne i ciepłe, jakby mu dziękowała za coś więcej, niż tylko za pomoc w wysiadaniu.

Lubił ten jej wygląd.

Musiał strać się o niego częściej.

Zamknął SUV’a, objął ją ramieniem i poprowadził do drzwi.

Pieprzony Strzała już czekał przy stanowisku hostessy.

Miał minę, która ustawiła go w myślach Davida w szeregu z facetami - swatami, który robił się coraz dłuższy.

David westchnął w duchu.

- Yo, stary - Strzała przywitał się i natychmiast zawrócił się do Maggie - Witam piękną panią.

- Yo. Maggie, poznaj Chrisa - David przedstawił, obejmując Maggie w tali i zwracając się lekko w jej stronę - Chris, Maggie.

- Dzień dobry - mruknęła Maggie i odsunęła się delikatnie od Davida, by wyciągnąć rękę do Strzały.

Tamten schwycił ją, podniósł wysoko, przycisnął do ust, a potem nakrył drugą ręką i tak trzymał.

David zauważył skrępowanie Maggie, ale chwilowo nie interweniował, chociaż się nieco spiął.

- Jesteśmy z Davidem starymi kolegami - zaczął Strzała, nie odrywając płonącego wzroku od Maggie - Ale nigdy nie widziałem go w towarzystwie kobiety, a na pewno nie takiej pięknej i dystyngowanej.

David zauważył, że Maggie próbuje wyciągnąć dłoń z uścisku tamtego i zaczerwieniła się.

- Strzała… - zaczął niskim głosem - Mógłbyś ją puścić?

- Stary, mówię, jak jest - odparł Strzała, ale na szczęście puścił rękę Maggie.

Ta przysunęła się bliżej do Davida i prawie wtuliła w jego bok.

Pieprzyć go.

Objął ją ochronnie ramieniem i przytulił do siebie.

Strzała natychmiast wszystko zauważył i podsumował szerokim uśmiechem.

Gówno.

- Zapraszam - powiedział, odwracając się w stronę sali - mam dla was świetny stolik.

Prowadząc ich między innymi klientami, siedzącymi przy ich kolacjach, co chwilę zwracał głowę do Davida i mówił.

- Co tam u ciebie, brachu? Co porabiasz?

- Okej - mruknął David - Pracuję w straży.

- A Filip? - dopytywał się Strzała i David miał wrażenie, że pożałuje swojej decyzji zabrania Maggie na kolację właśnie tu.

Strzała jednak nie czekał na odpowiedź.

- Wiesz Maggie - niespodziewanie zaczął z innej beczki - Odbyliśmy z chłopakami dwie tury.

- Tak? - szepnęła Maggie.

- Tak - potwierdził Chris - David jest najlepszy.

- Wiem - szepnęła Maggie bez najmniejszego wahania.

- Nie, naprawdę najlepszy w tym co robi - powiedział Strzała z naciskiem.

- Wiem - powiedziała Maggie nieco głośniej z takim samym naciskiem, patrząc z napięciem w oczy Chrisa i David poczuł, że jego wnętrzności rozgrzewa coś dobrego.

Spojrzał na nią z góry z czułością, a ona podniosła głowę i odwzajemniła to spojrzenie, a jej oczy przy tym się rozgrzały i złagodniały.

Strzała zamilkł.

Cholerne gówno.

Doszli do stolika i kumpel odsunął się nieco, ale nadal był wystarczająco blisko Davida, żeby wymamrotać:

- Nie wiem, skąd ona wie, ale widzę, że ci się pofarciło.

- Tak - mruknął David.

Uścisnęli sobie dłonie, David pomógł Maggie usiąść i sam zajął miejsce.

Podeszła kelnerka, którą Chris przedstawił jako Jill, dostali menu i Strzała odszedł, życząc im miłego wieczoru.

Wybrali napoje i dania i zamówili u kelnerki, która się szybko ponownie pojawiła przy ich stoliku, kiedy tylko odłożyli menu.

David zauważył, że Maggie jest cicha i spięta bardziej niż zwykle, więc, żeby ją trochę rozluźnić, zaczął ją wypytywać o jej dzień.

Okazało się, że Maggie miała dobre wieści, bo znalazła nową asystentkę, więc już będzie miała od tego dnia pomoc w pracy.

David rozumiał jej obawy.

Maggie przez nieoczekiwane wplątanie Barb w sytuację z Seamus’em, była ostrożna w pokładaniu zaufania w nowej współpracownicy.

Ale potrzebowała pomocy w pracy.

- A jak twój dzień - zapytała Maggie i David zastanowił się, czy chce wprowadzać ją w to w czasie kolacji.

- Mam coś nowego - zaczął z wahaniem, ale zobaczył, jak się spięła w reakcji na jego wahanie - Nie, Maggie… - wyciągnął do niej rękę - po prostu chciałbym o tym z tobą porozmawiać, poradzić się, a nie chcę tego robić podczas kolacji. Chciałbym, żebyśmy teraz mieli dobry czas bez ciężkich tematów.

Włożyła swoją dłoń w jego rękę, a po spojrzeniu, jakim go obdarzyła, dowiedział się, że dobrze zrobił.

Więc zjedli kolację rozmawiając o filmach, książkach, wycieczkach, które David odbył, a Maggie marzyła, żeby odbyć i o niczym trudnym, co mogłoby zepsuć nastój.

Wtedy David zauważył, że przez cały czas na zmianę mówili.

Prawdopodobne oboje mówili więcej niż kiedykolwiek w życiu.

Potem David zapłacił, pożegnał się ze Strzałą i umówił z nim na piwo (to znaczy na telefon, żeby umówić się na piwo), wyszli i skierowali się do jego Grand Cherokee.

Pojechali do VAMC.

Po drodze David zadzwonił do Tima i zapytał, czy znajdzie jakieś pięć minut na rozmowę z nimi obojgiem.

I dodał Tima do listy wkurzających go facetów - swatów.

Bo usłyszał w jego głosie radość, na jakiej okazywanie Tim nigdy nie pozwolił sobie wobec żadnego swojego pacjenta.

A znali się od lat.

Zaparkował koło VAMC starając się o miejsce parkingowe, które byłoby jak najbliżej wejścia do szpitala, bo Maggie tego dnia już dużo chodziła.

Wcześniej zaproponował jej, żeby wysiadła przy wejściu, a on zaparkuje i podejdzie do niej, ale nawet, jak jej oczy znowu zrobiły się takie ciepłe i łagodne, jak lubił, odmówiła, mówiąc, że nie chce stać tam bez niego sama.

On też nie lubił.

Więc ostatecznie przeszli razem przez parking, a ona była wtulona w jego bok i objęta jego ramieniem.

I tak samo przeszli przez recepcję i do windy, a potem korytarzem do świetlicy, w której mieli poczekać na Tima.

Po drodze zdjęli on kurtkę, a ona płaszcz i nieśli je na przedramionach.

Widziało ich kilka osób, które David znał, skoro bywał w tym szpitalu dwa lub trzy razy w tygodniu od wielu lat.

Ale miał to w dupie.

Pielęgniarki, lekarze, a nawet niektórzy pacjenci, uśmiechali się radośnie na ich widok i czasem machali do niego, a on kiwał głową i niektórych przedstawiał Maggie, która w czasie tej wędrówki coraz bardziej wtulała się w jego bok.

Jak wyczuł, a patrzył czasem w jej twarz, żeby to potwierdzić, nie chodziło o to, że się bała, ale była szczęśliwa.

I - pieprzyć go.

Wyglądała na szczęśliwą dlatego, że on to miał, tak licznych ludzi, którzy się do niego uśmiechali i pozdrawiali go.

Kiedy szli ostatnim korytarzem, David cicho wyjaśnił Maggie, że przychodził do tego szpitala, by pomagać jako wolontariusz w rozmowach z mężczyznami, którzy czasem byli pacjentami przewlekłymi lub powracającymi, co powodowało, że rodziny nie miały czasu, by ich odwiedzać.

Więc potrzebowali, żeby ktoś im poczytał, pograł z nimi lub porozmawiał.

A czasem po prostu pobył.

Jako towarzystwo.

I widział, że Maggie to się podobało, a na jej twarzy ciągle pojawiał się ten ciepły, łagodny wyraz, który on tak lubił.

W świetlicy przywitano ich gorąco, zwłaszcza, że Peter szukał kogoś, kto zagra z nim w szachy, a kilku facetów dyskutowało o polityce.

W rozmowy o polityce David nigdy się nie mieszał i wiedzieli o tym, ale wiedzieli też, że wyprowadziłby niektórych zbyt narwanych z agresywnego tonu, jeśli zaszłaby taka potrzeba.

 Tego dnia był z Maggie, więc faceci szybko zapomnieli o swojej dyskusji, a starali się ją zająć (zaimponować jej?) opowiadaniami o dalekich krajach, w których bywali, kiedy on usiadł do gry z Peterem.

Wcześniej zabrał od niej płaszcz i oba ich okrycia powiesił na wieszaku, który stał w kącie pomieszczenia.

Peter miał trzydzieści kilka lat, ale uraz głowy i utrata kończyn spowodowały, że był skazany na bardzo częste przebywanie w szpitalu na fizjoterapiach i rehabilitacjach.

Nie lubił, jak ktoś go żałował, ale nie lubił też przegrywać.

Maggie usiadła na poręczy jego fotela i, przysłuchując się jednym uchem opowiadaniom, przyglądała się grze.

Kiedy David wreszcie pozwolił Peterowi wygrać przy prawie pustej szachownicy, wyglądała na rozbawioną.

- Umie pani grać w szachy? - zagadnął ją Peter.

- Och, ja… - Speszyła się Maggie - Nie, nigdy nie grałam.

Kiedy David to usłyszał, nieco się zdziwił, ale zaraz pomyślał, że to mogłoby być arcyciekawe.

Jego Maggie była geniuszem matematycznym, z tego co wiedział, a gra w szachy jak najbardziej jest dla umysłów matematycznych.

- Proszę, niech pani siada - zaprosił Peter - Nauczę panią.

- Peter - ostrzegł David - Nie radzę.

- Boisz się, że ją ogram i nie będzie lubiła tego, że ją tu przyprowadziłeś? - zadziornie zagadnął Peter.

David nie powiedział więcej ani słowa, chociaż uśmiechnął się pod nosem.

Pomyślał - Peter sam się wystawia na odstrzał, więc niech ma.

Maggie usiadła naprzeciwko Petera po stronie białych, które ten łaskawie jej oddał bez losowania, jako debiutantce.

Wysłuchała krótkiego opisu zasad gry i zaczęli.

Faceci usłyszeli ton Davida, zobaczyli jego minę, więc ucichli i przyglądali się grze, kiedy do Davida od tyłu podszedł Tim.

Wymienili uścisk dłoni, ale nie odezwali się, tylko patrzyli na szachownicę.

Gra toczyła się dosyć szybko i gładko.

Ale kiedy Maggie wykonała swój czwarty ruch, spojrzała na Davida z przestrachem i zawołała Przepraszam.

David zamyślił się, więc nie wiedział, o co jej chodzi.

Dopiero kiedy faceci zaczęli się śmiać, a Peter zagapił się na szachownicę z otwartymi ustami, David to zauważył.

Maggie wygrała.

Dała mata Peterowi w czterech ruchach.

Podczas pierwszej gry.

Maggie zerwała się, podeszła do niego i, zawstydzona, schowała twarz w jego klatce piersiowej, a David zaczął się śmiać.

Na głos.

Wszyscy dookoła zamarli.

Ale David miał to w dupie.

Podobało mu się coś innego.

Maggie podniosła głowę i zapatrzyła się.

Przytulił Maggie mocno do swojego przodu i zawołał do Petera:

- Mogłem cię uprzedzić, ale nie byłoby takiej zabawy. Moja kobieta to cholerny geniusz matematyczny.

- David - wyszeptała Maggie i patrzyła na niego, jakby jego słowa ją zszokowały.

- To prawda, Kruszynko - powiedział do niej czule, opuszczając brodę, by na nią patrzeć - Jesteś genialna i nie tylko ja to zauważyłem.

- Uch… cześć Tim - wydukała cicho Maggie, prawdopodobnie, żeby zmienić temat.

- Przejdziemy do mnie? - spytał ich Tim, a Maggie delikatnie pociągnęła Davida, żeby to zrobić.

Najwyraźniej chciała szybko uciec od ciekawskich spojrzeń, więc jej na to pozwolił.

Kiedy weszli do gabinetu Tima, David nie śmiał się, ale był cholernie zadowolony, że mógł się pochwalić nią i jej zdolnościami.

Był z niej bardzo dumny.

- Widzę, że się dogadaliście - powiedział Tim, kiedy weszli do jego gabinetu, zamknął drzwi i usiedli w fotelach dookoła stolika z dzbankiem z wodą.

- Taaa - szepnął David, łagodnie patrząc na Maggie.

- Hmmm - mruknęła Maggie.

- Więc tak? - popchnął to Tim.

- Tak - mruknął David - trochę rozmawialiśmy.

- Trochę? - spytał Tim.

- Ja… - Maggie przerwała, speszona tym, że obaj na nią spojrzeli.

- Mów, Kruszynko - szepnął do niej David.

- Nadal nie rozumiem - Maggie przechyliła się w jego stronę i wyciągnęła do niego obie ręce.

David ujął je, żeby dodać jej odwagi, ale czekał na jej pytanie.

- Dlaczego nie widziałeś wcześniej, że ci, których zabijasz to potwory - wyjaśniła cichym głosem.

- Maggie - David spojrzał jej w oczy i zdecydował się to wyjaśnić - Pamiętasz jak ci opowiadałem o mojej babci?

Maggie skinęła głową.

- Babcia w czasie wojny straciła prawie całą rodzinę. A to była duża, zżyta rodzina. Więc potem wpajała mi cały czas, że każde życie jest ważne. Chociaż wtedy tego nie rozumiałem. Kiedy szedłem do wojska, jej najpoważniejszą obawą było to, że będę zabijał, chociaż tego również wtedy nie powiedziała. Zacząłem to rozumieć później, jak przegadaliśmy to z Timem.

- David - szepnęła Maggie, ściskając jego ręce.

- Tak - mruknął David - dopiero, kiedy mi powiedziałaś, jak ty to odczułaś, kiedy on ci groził…

David puścił dłonie Maggie i odwrócił się przodem do Tima, bo uznał, że muszą mu to wyjaśnić.

- Ten, który porwał Maggie już kiedyś ją skrzywdził - głos mu się obniżył, kiedy dodał - Bardzo. To był ten jej były chłopak. Uznawał ją za swoją własność. Nie pozwolił jej decydować o własnym życiu. Zranił ją. A kiedy zaczęliśmy się spotykać chciał ją skrzywdzić jeszcze bardziej. Groził…

David nie mógł tego wykrztusić, bo nagle narosła w nim agresja, którą musiał opanować, więc wciągnął powietrze i zacisnął zęby.

- Powiedział, że zrobi ze mnie pochodnię, spali mi włosy, a potem zgwałci mnie rozpalonym prętem - wyjaśniła Maggie Timowi cichym, ale spokojnym głosem.

David kolejny raz pomyślał o tym, jaka ona jest silna.

Znowu się do niej odwrócił.

- Jesteś taka silna - powiedział do niej niskim głosem - Silniejsza niż ja.

- David, to ty - powiedziała i wyciągnęła dłoń, by dotknąć jego brody - Jesteś wspaniały, bronisz mnie przed wszystkim.

David zamknął oczy i opuścił głowę, bo pomyślał, że nie obronił jej przed tym najważniejszym, przed czym chciał ją obronić.

A potem przypomniał sobie jej słowa o tym, jak była mu wdzięczna za zabicie potwora.

Zabił potwora, nie człowieka.

Powinien skupić się na tym i tylko na tym.

O reszcie porozmawiają w domu.

Więc podniósł głowę, otworzył oczy, by na nią spojrzeć i uśmiechnął się do niej, a wtedy zobaczył, że ona uśmiecha się do niego z ulgą.

- Okej - powiedział Tim - A o co chodziło z tymi szachami.

David wyprostował się i spojrzał na niego, a oczy mu błysnęła dumą.

- Maggie jest geniuszem matematycznym - powiedział do Tima.

- David - warknęła Maggie, najwyraźniej znowu sądząc, że z niej żartuje.

- Jesteś - zwrócił się do niej - To dlatego miałaś pełne stypendium do Skyline High, a potem następne do college’u.

- To był przypadek - mruknęła cicho Maggie.

- Maggie - powiedział Tim, patrząc na nią z wyraźnym zainteresowaniem - Skyline High nie daje stypendium przez przypadek.

- Tak, zwłaszcza, że musieli opłacić waszą przeprowadzkę z Wyoming i pierwszą pracę twojej mamy - dodał David.

- C-co? - Maggie zająknęła się - Skąd to wiesz?

- Większość mi powiedziałaś, a reszty się domyśliłem - powiedział David - To nie było trudne, zważywszy, to, że wiem, jaka była i jest twoja mama i to, gdzie mieszkaliście.

- Maggie - powiedział Tim, teraz był całkowicie pod wrażeniem - To naprawdę nie jest typowe. Musieli zauważyć twoje zdolności i bardzo chcieć cię mieć w swojej szkole, a późniejsze stypendium do college’u im udowodniło, że mieli rację.

- Ja… - Maggie nagle zerwała się, jakby nie mogła dłużej słuchać o sobie - Możemy już iść? - zwróciła się do Davida wysokim głosem.

David zareagował błyskawicznie.

Wstał, podszedł do niej, objął ją delikatnie i wymamrotał - Oczywiście, a potem zwrócił się do Tima z pożegnaniem.

- Myślę, że powinniśmy jeszcze kiedyś porozmawiać… - powiedział Tim do Maggie - o tym, że masz zbyt niskie poczucie swojej wartości.

Maggie spojrzała na niego prawie ze strachem.

David nie chciał już na nią naciskać.

- Zadzwonimy - rzucił do Tima i skierował Maggie do drzwi.

- Do widzenia - powiedział pewniejszym głosem Maggie, która natychmiast się wyraźnie uspokoiła.

- Cześć - rzucił David.

- Do zobaczenia - powiedział Tim.

Wyszli we dwójkę na korytarz, przeszli do świetlicy po swoje okrycia, pożegnali się krótko z pozostałymi tam facetami, a potem zeszli do recepcji.

Tam ubrali się i poszli do Cherokee.

*****

Maggie

Początkowo świrowałam ze zdenerwowania.

Wiedziałam, co David próbował zrobić.

Próbował mi pokazać, że byłam kimś lepszym niż byłam.

Jechaliśmy do niego do domu, a ja cały czas myślałam o tym, że David wymyślił to wszystko i próbował mnie zmusić do myślenia o sobie inaczej, niż myślałam.

A potem zaczęłam przypominać sobie wszystko, co David dla mnie zrobił.

Jak martwił się, że dużo tego dnia chodziłam, więc byłam zbyt zmęczona, by przejść kilka kroków więcej po parkingu przy szpitalu.

Jak chciał, żebym zjadła to, co lubiłam w ładnej restauracji, gdzie (nawet jeśli nie miałam doświadczenia, to nadal to wiedziałam) nie było łatwo dostać stolik bez rezerwacji.

Jak nie lubił, żebym chodziła gdziekolwiek sama, zwłaszcza po zmroku, nawet jeśli to było tylko kilka metrów do przejścia.

Jak martwił się tym, że bolało mnie, kiedy podnosiłam ręce, żeby go objąć.

O Panie!

Mogłabym tak wymieniać bez końca.

Więc nie zrobiłby tego specjalnie, a po prostu tak wyszło.

A on chciał mi pokazać, że myśli o mnie dobrze.

Zdecydowanie był moim żołnierzem.

Chronił mnie nawet przede mną samą.

Kiedy wjechaliśmy do garażu, poczekałam żeby David podszedł do mnie i pomógł mi wysiąść z Cherokee wprost w jego ramiona, wziął swoją torbę, do której rano spakowałam swoje rzeczy i poszliśmy do domu.

David szedł pierwszy i zapalał światła w kolejnych pomieszczeniach, pokazywał mi gdzie jest kuchnia, a gdzie łazienka.

Weszliśmy do sypialni i tam David zostawił torbę na podłodze.

Nie rozglądałam się.

Kiedy odwrócił się do mnie przodem, podeszłam do niego blisko i oparłam się o niego, zaciskając pięści na jego swetrze po bokach jego szerokiej klatki piersiowej pod pachami.

Wtuliłam policzek w jego pierś i tak po prostu trwałam, a on delikatnie objął mnie ramionami i na to pozwolił.

- Jesteś moim żołnierzem - wyszeptałam w końcu.

- Co? - wykrztusił i odsunął się lekko.

To miało dla niego inne znaczenie i pomyślałam, że z jego przeszłością mógł mnie źle zrozumieć, więc pospieszyłam, żeby mu wyjaśnić.

Oparłam obie dłonie płasko o jego brzuch, ale nie pozwoliłam mu odejść dalej.

- Dawno temu… - mówiłam cicho, patrząc na niego do góry - kiedy Eva poznała nas ze sobą, powiedziała mi, że dla niej piosenki są słowami, a nie tylko melodią. Miała taką jedną, która jej pomogła kiedy zamieszkała w nowym miejscu bez znajomych. Powiedziała mi wtedy, że ma jedną taką, która jest dla ciebie i dla mnie.

Odeszłam od Davida, który, odkąd zaczęłam mówić, pozostał unieruchomiony w miejscu, do mojej torebki, którą porzuciłam na łóżku, kiedy weszliśmy do sypialni i wyjęłam z niej telefon.

Znalazłam na mojej playliście, która nie była długa, piosenkę, którą dawno temu nagrałam bez nadziei, że zrozumiem jej przesłanie.

Teraz rozumiałam.

- Słuchaj - powiedziałam cicho do Davida, kiedy wróciłam, by znowu oprzeć się o niego.

Włączyłam ją i słuchaliśmy jej razem, chociaż dźwięk z mojego telefonu nie był najlepszy.

 Gdzie wszyscy ludzie odeszli?

Wystraszyli się gdy światła zgasły.

Przeprowadzę cię przez to delikatnie i powoli,

Kiedy świat wymyka się spod kontroli.

Zdobędę to, jeśli będziesz tego potrzebować,

Będę szukać, jeśli nie będziesz widzieć.

Będziesz spragniona, ja będę twoim deszczem,

Będziesz zraniona, ja zabiorę twój ból.

Kiedy będziesz się martwić, ja będę twoim żołnierzem.

Po pierwszy refrenie podniosłam oczy na Davida i szepnęłam do niego - Rozumiesz?

I słuchaliśmy dalej, a kiedy Gavin śpiewał znowu:

Będziesz spragniona, ja będę twoim deszczem,

Będziesz zraniona, ja zabiorę twój ból.

…powtarzałam za nim szeptem słowa, a potem zamilkłam, by wyszeptać znowu …będę twoim żołnierzem

Kiedy piosenka się skończyła, wyłączyłam odtwarzacz i spojrzałam z powrotem na Davida.

- Dziękuję, że próbujesz zabrać cały mój ból, że dbasz o mnie, o moją wygodę - powiedziałam cicho.

- Maggie - powiedział cicho David - To nie jest żaden problem, to nic wielkiego.

- Możliwe - powiedziałam mu - ale nadal sądzę, że jesteś moim żołnierzem. I moim bohaterem.

Wtedy David zrobił to, co robił zawsze, kiedy chciał mi pokazać, że to co robiłam lub mówiłam, miało dla niego bardzo duże znaczenie.

Pocałował mnie.

A potem zrobił to, na co, jak mi powiedział, miał ochotę już dawno temu, kiedy oglądał mnie w moich strojach do pracy.

Rozebrał mnie z niego.

A to, co się działo później, było tym, co oboje lubiliśmy robić.

 

5 komentarzy: