Rozdział 14
Maggie
Następnego dnia
rano
David
obudził mnie pół godziny wcześniej, niż zadzwonił mój budzik, ale zrobił to
przypadkiem.
Widziałam,
po tym, w jaki sposób szedł w stronę łazienki, że miał nadzieję, że mnie nie
obudził.
Nie
poruszałam się, obserwując jego super umięśnione plecy i twardy tyłek,
znikające w drzwiach na korytarz, a potem jego cień w światle dochodzącym z
łazienki.
Wiedziałam
jedno.
Życie
dało mi najlepsze, co mogłam mieć.
Wtedy
przypomniałam sobie, że David chciał, żebym spędziła u niego tę noc, więc
musiałam spakować torbę z potrzebnymi mi rzeczami.
Nie
miałam pojęcia, jak to zrobić, bo nigdy nie nocowałam poza domem (z wyjątkiem
tych nocy, które spędziłam u Magnusa, ale wtedy to on spakował po prostu
wszystkie moje rzeczy i wyprowadził mnie z mojego mieszkania, od Curt’a).
Rzeczy,
które David poprzedniego dnia przyniósł z pracy i zostawił u mnie po spędzeniu
u mnie tych dwóch nocy, były już wyprane, wysuszone, złożyłam je i schowałam na
półkę do mojej szafy.
Zapomniałam
mu o tym powiedzieć.
Nie
zapytałam go, czy tak powinnam zrobić, ale skoro on dbał o mnie, jako o swoją
kobietę, ja chciałam dbać o niego, jako o swojego mężczyznę.
Sądziłam,
że tak to powinno działać.
Kiedy
wracał z łazienki leżałam na brzuchu, nieco bokiem, patrzyłam w jego stronę i
podobał mi się ten widok, a wiedziałam, że moja twarz to odzwierciedla, kiedy
na jego twarzy pojawił się uśmiech.
Nie
zarozumiały lub triumfalny.
Łagodny
i zadowolony, jakby jemu też podobało się to, co widział.
Kiedy
dotarł do brzegu łóżka, oparł się o nie jednym kolanem i pociągnął za kołdrę
tak, że zsunęła się z mojego ciała.
Odwróciłam
się na wznak.
Opierając
się jedną ręką o materac, drugą przesunął od moich bioder w stronę kolana
wzdłuż mojej lewej nogi, naciskając ją lekko, więc się odsunęła.
Wszedł
między moje nogi i uklęknął tam, sięgnął obydwiema dłońmi do mojego brzucha i
przeciągnął po nim w górę, aż mógł objąć palcami moje piersi.
Wygięłam
kręgosłup w jego stronę i jęknęłam, tak miłe było to uczucie.
Potem
poczułam jego brodę sunącą tym samym śladem, gdzie były wcześniej jego kciuki i
wbiłam tył głowy w poduszkę, bo to było jeszcze milsze.
Uwielbiałam
pieszczotę jego brody na mojej skórze.
Przesunął
obie ręce pod moje łopatki, więc wygięłam swoje ramiona, by objąć jego i
pochyliłam głowę w jego stronę, by położyć usta na jego krótkich włosach, kiedy
całował mój dekolt.
Wodził
delikatnie językiem i wargami po moich bliznach, a ja trochę się spięłam, bo
lubiłam to uczucie, ale wciąż pamiętałam jakie są brzydkie.
Wtedy
David przesunął swoje usta (i brodę) na moją szyję, a potem policzek i wreszcie
pocałował moje usta.
Mokro,
głęboko, namiętnie i bardzo wolno.
Odsunął
się odrobinę, spojrzał mi w oczy i dopiero wtedy wyszeptał:
-
Dzień dobry, kotku.
-
Dzień doby, kochanie - odszepnęłam, zobaczyłam, że jego oczy się uśmiechają i
przesunęłam dłoń na jego brodaty policzek.
Ale
mogę powiedzieć z całą pewnością, że dzień dopiero wtedy zaczął być dobry, bo
David stwardniał i wykorzystał to, żeby być znowu bardzo, bardzo blisko mnie.
Kiedy
osiągnęłam swój szczyt, który wcale nie był niżej, ani krócej niż poprzednie, a
David osiągnął swój, leżał na mnie, oparty na przedramieniu, z głową obok
mojej, owinięty moimi kończynami i oddychał ciężko.
Wtedy
stwierdziłam, że dobrze, że poprzedniego dnia umówiłam się na wizytę do
lekarza, bo nie lubiłam tego, że musiał wstawać i „sprzątać” po naszym
zbliżeniu.
Powiedziałam
mu to.
Zauważyłam
i odnotowałam sobie w pamięci, że muszę to robić częściej (mówić mu różne
rzeczy), bo jego twarz złagodniała i przyznał mi, że też nie lubi mnie wtedy
zostawiać.
Po
pierwsze lubiłam sposób, w jaki łagodniała jego twarz, a po drugie mogliśmy
znaleźć więcej rzeczy, które lubiliśmy tak samo.
Potem,
niestety, musiałam zacząć się szykować do pracy.
Zaczęłam
od tego, co było raczej przyjemne (bardzo
przyjemne), czyli od prysznica z Davidem.
Po
naszym wspólnym umyciu się i umyciu przeze mnie głowy, czemu David przyglądał
się, jakby go to fascynowało, on wyszedł pierwszy i poszedł prosto do kuchni,
żeby zrobić nam owsiankę na śniadanie (jeszcze jedna rzecz, którą lubiliśmy tak
samo, chociaż ja wolałam bardziej słodką), a ja zostałam z łazience, żeby wysuszyć
włosy i spiąć je w kok do pracy.
Potem
poszłam do sypialni, żeby się ubrać, a w tym czasie David wrócił do łazienki,
żeby, jak mi powiedział, wyrównać swoje włosy maszynką.
Przyznam,
że miałam ochotę mu towarzyszyć, żeby się przyglądać i bardzo żałowałam, że nie
miałam na to czasu.
Założyłam
rajstopy, spódnicę i bluzkę, a potem buty, kiedy zauważyłam, że, wybita z
codziennego rytmu, nie poprawiłam pościeli na łóżku.
Więc
zabrałam się za to.
Potem
jeszcze wybrałam ubrania, jakie mogłabym zabrać do Davida, żeby mieć co na
siebie założyć następnego dnia do pracy.
Całkowicie
ubrana do pracy - tego dnia w czarną spódnicę i szarą bluzkę, które David już
widział - przeszłam do kuchni, żeby zjeść owsiankę i wypić kawę, które
przyszykował dla mnie David.
Kochałam
to.
Zaczynanie
dnia we dwójkę, kręcąc się po mieszkaniu i mijając się co chwilę, przygotowując
sobie śniadanie i wymieniając się w łazience, sprzątając po sobie i podając
sobie przybory.
Razem.
Myślałam
o tym, kiedy jadłam śniadanie i uśmiechnęłam się na widok Davida, który szedł
na śniadanie z łazienki, więc bezwiednie, automatycznie, sięgnęłam do szafki
nad zlewem po moje środki przeciwbólowe, zapominając, że David o nich nie
wiedział.
Wysypałam
jedną tabletkę na rękę, zakręciłam buteleczkę, połknęłam tabletkę i popiłam
kawą, kiedy do mnie dotarł.
-
Co to? - spytał, a ja zesztywniałam.
David,
nie czekając na moją odpowiedź, wziął buteleczkę do ręki.
-
Zytram - przeczytał z naklejki.
-
Tramadol… - szepnęłam do niego wyjaśniająco - przeciwbólowy, o powolnym
uwalnianiu. Biorę co dwanaście godzin.
-
Maggie - David zmarszczył brwi - Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?
-
Nie było kiedy… - zaczęłam słabo, nie patrząc mu w oczy - To nic takiego… -
dodałam jeszcze słabiej.
Odruchowo
położyłam przy tym czubki palców nad lewą piersią, bo urywany wdech, jaki
wciągnęłam przypomniał mojej podświadomości, po co brałam moje leki.
David
odstawił buteleczkę, objął moją twarz oburącz pod szczęką i uniósł ją do góry,
żebym patrzyła w jego oczy.
-
Nie przeszkadzają mi twoje blizny. Nie znam cię bez nich, ale jeśli cię bolą… -
zaczął, bardzo trafnie zgadując, co mnie bolało i dlaczego - może powinniśmy
znaleźć lekarza i pomóc ci.
-
Boli mnie właściwie tylko jedna - szeptałam do niego - i tylko jeśli podnoszę
lewą rękę…
-
Chryste… - po bólu, jaki usłyszałam w jego głosi zrozumiałam, że David
natychmiast wiedział, o czym mówiłam - więc za każdym razem, jak mnie obejmujesz.
-
David… - powiedziałam cicho, czując jak moja twarz łagodnieje - lubię cię
obejmować. To nie jest takie straszne, przyzwyczaiłam się.
-
Chciałbym zabrać od ciebie każdy ból - teraz była jego kolej na szeptanie.
Nie
wiedział o tym, ale właśnie wtedy zacytował wers z piosenki, o której mówiła mi
Eva.
Pół
roku wcześniej, kiedy przedstawiła mi Davida, namawiała mnie do poznania go
bliżej, a zrobiła to opowiadając, że piosenka pomogła jej zebrać siły do
przetrwania w nowym miejscu.
Była
to Fire Gavin’a DeGraw, która mówiła
o rozwijaniu pasji, zaangażowaniu i przyjaźni.
Eva
powiedział mi wtedy, że David byłby moim żołnierzem.
Jak
w piosence Soldier[1]
Gavin’a DeGraw, David kiedy będę
spragniona, będzie moim deszczem, jak zostanę zraniona, on zabierze mój ból.
Nie
powiedziałam mu o tym.
Oparłam
się dłońmi o jego brzuch i spojrzałam na niego tak, że pochylił się i mnie
pocałował.
Jak
zawsze.
Ale
musieliśmy się zbierać, musiałam jechać do pracy, więc nie rozmawialiśmy więcej
na ten temat, tylko sprzątaliśmy wspólnie po naszym śniadaniu, a potem
włożyliśmy kurtki, zabrałam torebkę, David wyciągnął swój klucz do moich drzwi
i wyszliśmy.
Podczas
jazdy zwykle nie rozmawialiśmy za wiele, ale tego dnia David chciał coś
powiedzieć.
Coś,
co uważał za ważne.
-
Założę się - zaczął cichym głosem - że wszyscy wasi klienci chcą, żebyś to ty obsługiwała
ich rachunki.
Odwróciłam
się do niego ze zdziwieniem.
-
Cóż - odparłam - mamy sporo klientów z dużym majątkiem, więc ich rozliczenia
bywają skomplikowane.
-
Chodzi mi o to, że lubią z tobą się spotkać osobiście.
-
Ummm - zająknęłam się, bo bywały
sytuacje, że niektórych ustaleń można było dokonać telefonicznie, a klient i
tak zjawiał się w moim gabinecie na rozmowę.
Jeden
nawet próbował zaprosić mnie na rozmowę poza biurem, w kawiarni.
-
Maggie - stwierdził David - To jak wyglądasz, to jedno. I zapewniam cię, że nie
jestem jedynym, który chciałby się dostać pod te bluzki i spódniczki. Chodzi mi
również o to, że jesteś najlepsza w branży.
-
David - powiedziałam, starając się brzmieć uspokajająco - To słodkie, co
mówisz, ale to absurd.
-
Nie sądzę - mruknął David - jeszcze o tym porozmawiamy, geniuszu.
Oczywiście,
żartował sobie ze mnie.
-
Lubię to, jak sobie żartujesz, ale… - zaczęłam.
-
Maggie - przerwał mi stanowczo - Nie żartuję.
Wciągnęłam
gwałtownie powietrze do płuc na jego zdecydowany ton, ale nic więcej nie
powiedziałam.
Najwidoczniej
chciał coś udowodnić, a ja wolałam nie mówić o mnie.
Resztę
drogi przejechaliśmy w milczeniu.
*****
David
Osiem i pół
godziny później
David
siedział w swoim SUV’ie na parkingu przed pracą Maggie i czekał, aż ona wyjdzie
z biura.
Tego
dnia spotkał się z Filipem w ich stałym miejscu po tym, jak kumpel przysłał mu
SMS’a z informacją o potrzebie spotkania.
To,
co Filip miała mu do przekazania mógł odebrać jako dobrą rzecz, ale było to
trochę złe.
Dobrą
częścią było to, że major Daniel Taylor zauważył i docenił umiejętności Davida.
Skontaktował
się z agentem Tracker’em i poprosił go o dane kontaktowe do Davida, ale ten
wiedział, że David nigdy nie pracowałby bez Filipa.
Więc
skontaktował się najpierw z nim.
Oferta
dotyczyła włączenia Davida do zespołu SWAT, którym kierował Taylor, a właściwie
stałej pracy Davida dla SWAT.
David
to natychmiast odrzucił, a Filip to przewidział i uprzedził majora.
Po
wstępnej rozmowie z Filipem Taylor zaproponował inny układ, a mianowicie to,
żeby David pomagał jego ekipie w nagłych przypadkach, kiedy negocjacje
zawodziły.
Takich,
jak ten z Maggie.
David
nadal się wahał.
Złą
częścią byłoby to, że miałby czasem to, czego tak nie lubił, co wpłynęło na
jego psychikę, sny, postrzeganie siebie,
jako złego.
Zabijałby
ludzi.
Nigdy
tego nie miał, ale czuł, że Maggie mogłaby mu pomóc w podjęciu decyzji, więc
postanowił najpierw to z nią przedyskutować.
Nie
powiedział o tym Filipowi wprost, ale stwierdził, że się zastanowi.
A
potem, podczas omawiania ich form kontaktu i czasu dojazdu do Filipa,
powiedział mu, że od teraz będzie nocował w swoim domu tylko czasami, bo często
będzie sypiał u Maggie.
A
Filip, szaleńczo, zareagował, jakby to była jego osobista wygrana.
Albo
coś, nad czym długo i ciężko pracował.
Myśląc
o tym David westchnął ciężko w duchu, kręcąc lekko głową nad reakcjami swoich
kumpli.
Wczoraj
Jimmy, dzisiaj Filip.
Kiedy
o tym myślał i lekko uśmiechnął się do siebie, jego telefon zadźwięczał
wiadomością.
Wychodzę, kochanie
Uśmiechnął
się szerzej i odpisał
Czekam, mała
Po
czym wysiadł ze swojego Grand Cherokee, żeby czekać na nią na chodniku przy
wejściu do biura.
Tuż
przy drzwiach stał firmowy ochroniarz, który od razu kiwnął Davidowi głową na
powitanie, bo rozpoznał go z jego wcześniejszych wizyt.
Maggie
wychodziła właśnie z budynku w towarzystwie Rico, który uśmiechnął się tak
promiennie na widok Davida, że ten dodał go do listy wkurzających go facetów -
swatów.
Szczęśliwy
uśmiech Maggie, jaki pojawił się na jej twarzy na jego widok, zrekompensował to
wkurzenie.
-
Rico - przywitał się z szefem Maggie i podał mu rękę, bo tamten zaczął wysuwać
swoją.
-
Dzień dobry, David - powiedział pan D’angelo.
-
Cześć, mała - mruknął David i pochylił się do Maggie, która natychmiast i bez
chwili zawahania dała mu usta do pocałunku, ale zaczerwieniła się przy tym i
zerknęła skosem na swojego szefa.
-
Cześć - szepnęła do niego, kiedy jego usta nie zdążyły się od niej odsunąć,
więc poczuł jej oddech na nich niczym słodką obietnicę.
Wyprostował
się i skierował ich w stronę parkingu.
-
Jedziemy na kolację - powiedział do Rico, który stał nadal nieruchomo na brzegu
chodnika i David miał nieodparte wrażenie, że próbował nie poskakiwać z ekscytacji
jak nastolatka.
Racja.
Gówno.
Pożegnali
się skinieniami głowy i David zabrał Maggie do swojego SUV’a, pomógł jej wejść,
sam wsiadł i zapięli się pasami, kiedy odwrócił się do niej.
-
Mała - zaczął - …lubisz steki?
-
Hmmm - zawahała się - Tak.
-
Więc jedziemy do Christopher’s Prime Tavern & Grill - powiedział jej.
-
Okej - mruknęła krótko i David już po tym wiedział, że nigdy w życiu nie
słyszała o tym miejscu.
Zaczął
podejrzewać, że w ogóle nie słyszała o żadnym miejscu i nie była nigdzie na
kolacji w Salt Lake City lub gdziekolwiek indziej.
Wyjeżdżając
z parkingu włączył listę kontaktów na komputerze, do którego miał podłączony
swój telefon.
-
Tak? - usłyszał zamiast powitania.
-
Tu David - przedstawił się - Strzała, masz dla mnie stolik na dwie osoby?
-
Oczy, kurwa, brachu, sto lat - w głośniku rozległ się krzyk jego kumpla.
-
Strzała, nie jestem sam, a jesteś na głośniku - David ostrzegł Strzałę.
-
Sorki, brachu - kumpel zreflektował się - …na kiedy ten stolik?
-
Za dziesięć - rzucił David.
-
Za piętnaście może być - zadeklarował Strzała, chociaż David wiedział, że nie
tak łatwo zdobyć u niego rezerwację na bieżący tydzień.
-
Okej - zakończył David - to widzimy się.
-
Nara - zakończył tamten w roztargnieniu i David wiedział, że biegnie zdobywać
dla niego stolik.
Pewne
przyjaźnie kończą się, a inne przetrwają nawet, jeśli nie odzywałeś się do
kumpla przez dziesięć lat.
David
zerknął na Maggie.
Patrzyła
przed siebie w milczeniu i David nie mógł wyczuć, co jej chodzi po głowie, ale
czuł, że jej nastrój nie był zły.
Po
prostu dziwny.
Jechali
na miejsce w milczeniu, David zaparkował na zatłoczonym parkingu, wysiadł i
przeszedł na stronę Maggie, by przekonać się, że czekała z wysiadaniem, aż on
jej pomoże.
Podał
jej rękę, oparła się na nim, a kiedy stanęła na ziemi, spojrzała do góry i
zobaczył, że jej oczy są łagodne i ciepłe, jakby mu dziękowała za coś więcej,
niż tylko za pomoc w wysiadaniu.
Lubił
ten jej wygląd.
Musiał
strać się o niego częściej.
Zamknął
SUV’a, objął ją ramieniem i poprowadził do drzwi.
Pieprzony
Strzała już czekał przy stanowisku hostessy.
Miał
minę, która ustawiła go w myślach Davida w szeregu z facetami - swatami, który
robił się coraz dłuższy.
David
westchnął w duchu.
-
Yo, stary - Strzała przywitał się i natychmiast zawrócił się do Maggie - Witam
piękną panią.
-
Yo. Maggie, poznaj Chrisa - David przedstawił, obejmując Maggie w tali i
zwracając się lekko w jej stronę - Chris, Maggie.
-
Dzień dobry - mruknęła Maggie i odsunęła się delikatnie od Davida, by wyciągnąć
rękę do Strzały.
Tamten
schwycił ją, podniósł wysoko, przycisnął do ust, a potem nakrył drugą ręką i
tak trzymał.
David
zauważył skrępowanie Maggie, ale chwilowo nie interweniował, chociaż się nieco
spiął.
-
Jesteśmy z Davidem starymi kolegami - zaczął Strzała, nie odrywając płonącego
wzroku od Maggie - Ale nigdy nie widziałem go w towarzystwie kobiety, a na
pewno nie takiej pięknej i dystyngowanej.
David
zauważył, że Maggie próbuje wyciągnąć dłoń z uścisku tamtego i zaczerwieniła
się.
-
Strzała… - zaczął niskim głosem - Mógłbyś ją puścić?
-
Stary, mówię, jak jest - odparł Strzała, ale na szczęście puścił rękę Maggie.
Ta
przysunęła się bliżej do Davida i prawie wtuliła w jego bok.
Pieprzyć
go.
Objął
ją ochronnie ramieniem i przytulił do siebie.
Strzała
natychmiast wszystko zauważył i podsumował szerokim uśmiechem.
Gówno.
-
Zapraszam - powiedział, odwracając się w stronę sali - mam dla was świetny
stolik.
Prowadząc
ich między innymi klientami, siedzącymi przy ich kolacjach, co chwilę zwracał
głowę do Davida i mówił.
-
Co tam u ciebie, brachu? Co porabiasz?
-
Okej - mruknął David - Pracuję w straży.
-
A Filip? - dopytywał się Strzała i David miał wrażenie, że pożałuje swojej
decyzji zabrania Maggie na kolację właśnie tu.
Strzała
jednak nie czekał na odpowiedź.
-
Wiesz Maggie - niespodziewanie zaczął z innej beczki - Odbyliśmy z chłopakami
dwie tury.
-
Tak? - szepnęła Maggie.
-
Tak - potwierdził Chris - David jest najlepszy.
-
Wiem - szepnęła Maggie bez najmniejszego wahania.
-
Nie, naprawdę najlepszy w tym co robi
- powiedział Strzała z naciskiem.
-
Wiem - powiedziała Maggie nieco
głośniej z takim samym naciskiem, patrząc z napięciem w oczy Chrisa i David
poczuł, że jego wnętrzności rozgrzewa coś dobrego.
Spojrzał
na nią z góry z czułością, a ona podniosła głowę i odwzajemniła to spojrzenie,
a jej oczy przy tym się rozgrzały i złagodniały.
Strzała
zamilkł.
Cholerne
gówno.
Doszli
do stolika i kumpel odsunął się nieco, ale nadal był wystarczająco blisko
Davida, żeby wymamrotać:
-
Nie wiem, skąd ona wie, ale widzę, że ci się pofarciło.
-
Tak - mruknął David.
Uścisnęli
sobie dłonie, David pomógł Maggie usiąść i sam zajął miejsce.
Podeszła
kelnerka, którą Chris przedstawił jako Jill, dostali menu i Strzała odszedł,
życząc im miłego wieczoru.
Wybrali
napoje i dania i zamówili u kelnerki, która się szybko ponownie pojawiła przy
ich stoliku, kiedy tylko odłożyli menu.
David
zauważył, że Maggie jest cicha i spięta bardziej niż zwykle, więc, żeby ją
trochę rozluźnić, zaczął ją wypytywać o jej dzień.
Okazało
się, że Maggie miała dobre wieści, bo znalazła nową asystentkę, więc już będzie
miała od tego dnia pomoc w pracy.
David
rozumiał jej obawy.
Maggie
przez nieoczekiwane wplątanie Barb w sytuację z Seamus’em, była ostrożna w
pokładaniu zaufania w nowej współpracownicy.
Ale
potrzebowała pomocy w pracy.
-
A jak twój dzień - zapytała Maggie i David zastanowił się, czy chce wprowadzać
ją w to w czasie kolacji.
-
Mam coś nowego - zaczął z wahaniem, ale zobaczył, jak się spięła w reakcji na
jego wahanie - Nie, Maggie… - wyciągnął do niej rękę - po prostu chciałbym o
tym z tobą porozmawiać, poradzić się, a nie chcę tego robić podczas kolacji.
Chciałbym, żebyśmy teraz mieli dobry czas bez ciężkich tematów.
Włożyła
swoją dłoń w jego rękę, a po spojrzeniu, jakim go obdarzyła, dowiedział się, że
dobrze zrobił.
Więc
zjedli kolację rozmawiając o filmach, książkach, wycieczkach, które David
odbył, a Maggie marzyła, żeby odbyć i o niczym trudnym, co mogłoby zepsuć
nastój.
Wtedy
David zauważył, że przez cały czas na zmianę mówili.
Prawdopodobne
oboje mówili więcej niż kiedykolwiek w życiu.
Potem
David zapłacił, pożegnał się ze Strzałą i umówił z nim na piwo (to znaczy na
telefon, żeby umówić się na piwo), wyszli i skierowali się do jego Grand
Cherokee.
Pojechali
do VAMC.
Po
drodze David zadzwonił do Tima i zapytał, czy znajdzie jakieś pięć minut na
rozmowę z nimi obojgiem.
I
dodał Tima do listy wkurzających go facetów - swatów.
Bo
usłyszał w jego głosie radość, na jakiej okazywanie Tim nigdy nie pozwolił
sobie wobec żadnego swojego pacjenta.
A
znali się od lat.
Zaparkował
koło VAMC starając się o miejsce parkingowe, które byłoby jak najbliżej wejścia
do szpitala, bo Maggie tego dnia już dużo chodziła.
Wcześniej
zaproponował jej, żeby wysiadła przy wejściu, a on zaparkuje i podejdzie do
niej, ale nawet, jak jej oczy znowu zrobiły się takie ciepłe i łagodne, jak
lubił, odmówiła, mówiąc, że nie chce stać tam bez niego sama.
On
też nie lubił.
Więc
ostatecznie przeszli razem przez parking, a ona była wtulona w jego bok i
objęta jego ramieniem.
I
tak samo przeszli przez recepcję i do windy, a potem korytarzem do świetlicy, w
której mieli poczekać na Tima.
Po
drodze zdjęli on kurtkę, a ona płaszcz i nieśli je na przedramionach.
Widziało
ich kilka osób, które David znał, skoro bywał w tym szpitalu dwa lub trzy razy
w tygodniu od wielu lat.
Ale
miał to w dupie.
Pielęgniarki,
lekarze, a nawet niektórzy pacjenci, uśmiechali się radośnie na ich widok i
czasem machali do niego, a on kiwał głową i niektórych przedstawiał Maggie,
która w czasie tej wędrówki coraz bardziej wtulała się w jego bok.
Jak
wyczuł, a patrzył czasem w jej twarz, żeby to potwierdzić, nie chodziło o to,
że się bała, ale była szczęśliwa.
I
- pieprzyć go.
Wyglądała
na szczęśliwą dlatego, że on to miał, tak licznych ludzi, którzy się do niego
uśmiechali i pozdrawiali go.
Kiedy
szli ostatnim korytarzem, David cicho wyjaśnił Maggie, że przychodził do tego
szpitala, by pomagać jako wolontariusz w rozmowach z mężczyznami, którzy czasem
byli pacjentami przewlekłymi lub powracającymi, co powodowało, że rodziny nie
miały czasu, by ich odwiedzać.
Więc
potrzebowali, żeby ktoś im poczytał, pograł z nimi lub porozmawiał.
A
czasem po prostu pobył.
Jako
towarzystwo.
I
widział, że Maggie to się podobało, a na jej twarzy ciągle pojawiał się ten
ciepły, łagodny wyraz, który on tak lubił.
W
świetlicy przywitano ich gorąco, zwłaszcza, że Peter szukał kogoś, kto zagra z
nim w szachy, a kilku facetów dyskutowało o polityce.
W
rozmowy o polityce David nigdy się nie mieszał i wiedzieli o tym, ale wiedzieli
też, że wyprowadziłby niektórych zbyt narwanych z agresywnego tonu, jeśli
zaszłaby taka potrzeba.
Tego dnia był z Maggie, więc faceci szybko
zapomnieli o swojej dyskusji, a starali się ją zająć (zaimponować jej?) opowiadaniami
o dalekich krajach, w których bywali, kiedy on usiadł do gry z Peterem.
Wcześniej
zabrał od niej płaszcz i oba ich okrycia powiesił na wieszaku, który stał w kącie
pomieszczenia.
Peter
miał trzydzieści kilka lat, ale uraz głowy i utrata kończyn spowodowały, że był
skazany na bardzo częste przebywanie w szpitalu na fizjoterapiach i
rehabilitacjach.
Nie
lubił, jak ktoś go żałował, ale nie lubił też przegrywać.
Maggie
usiadła na poręczy jego fotela i, przysłuchując się jednym uchem opowiadaniom,
przyglądała się grze.
Kiedy
David wreszcie pozwolił Peterowi wygrać przy prawie pustej szachownicy,
wyglądała na rozbawioną.
-
Umie pani grać w szachy? - zagadnął ją Peter.
-
Och, ja… - Speszyła się Maggie - Nie, nigdy nie grałam.
Kiedy
David to usłyszał, nieco się zdziwił, ale zaraz pomyślał, że to mogłoby być arcyciekawe.
Jego
Maggie była geniuszem matematycznym, z tego co wiedział, a gra w szachy jak
najbardziej jest dla umysłów matematycznych.
-
Proszę, niech pani siada - zaprosił Peter - Nauczę panią.
-
Peter - ostrzegł David - Nie radzę.
-
Boisz się, że ją ogram i nie będzie lubiła tego, że ją tu przyprowadziłeś? -
zadziornie zagadnął Peter.
David
nie powiedział więcej ani słowa, chociaż uśmiechnął się pod nosem.
Pomyślał
- Peter sam się wystawia na odstrzał,
więc niech ma.
Maggie
usiadła naprzeciwko Petera po stronie białych, które ten łaskawie jej oddał bez
losowania, jako debiutantce.
Wysłuchała
krótkiego opisu zasad gry i zaczęli.
Faceci
usłyszeli ton Davida, zobaczyli jego minę, więc ucichli i przyglądali się grze,
kiedy do Davida od tyłu podszedł Tim.
Wymienili
uścisk dłoni, ale nie odezwali się, tylko patrzyli na szachownicę.
Gra
toczyła się dosyć szybko i gładko.
Ale
kiedy Maggie wykonała swój czwarty ruch, spojrzała na Davida z przestrachem i
zawołała Przepraszam.
David
zamyślił się, więc nie wiedział, o co jej chodzi.
Dopiero
kiedy faceci zaczęli się śmiać, a Peter zagapił się na szachownicę z otwartymi
ustami, David to zauważył.
Maggie
wygrała.
Dała
mata Peterowi w czterech ruchach.
Podczas
pierwszej gry.
Maggie
zerwała się, podeszła do niego i, zawstydzona, schowała twarz w jego klatce
piersiowej, a David zaczął się śmiać.
Na
głos.
Wszyscy
dookoła zamarli.
Ale
David miał to w dupie.
Podobało
mu się coś innego.
Maggie
podniosła głowę i zapatrzyła się.
Przytulił
Maggie mocno do swojego przodu i zawołał do Petera:
-
Mogłem cię uprzedzić, ale nie byłoby takiej zabawy. Moja kobieta to cholerny
geniusz matematyczny.
-
David - wyszeptała Maggie i patrzyła na niego, jakby jego słowa ją zszokowały.
-
To prawda, Kruszynko - powiedział do niej czule, opuszczając brodę, by na nią
patrzeć - Jesteś genialna i nie tylko ja to zauważyłem.
-
Uch… cześć Tim - wydukała cicho Maggie, prawdopodobnie, żeby zmienić temat.
-
Przejdziemy do mnie? - spytał ich Tim, a Maggie delikatnie pociągnęła Davida,
żeby to zrobić.
Najwyraźniej
chciała szybko uciec od ciekawskich spojrzeń, więc jej na to pozwolił.
Kiedy
weszli do gabinetu Tima, David nie śmiał się, ale był cholernie zadowolony, że
mógł się pochwalić nią i jej zdolnościami.
Był
z niej bardzo dumny.
-
Widzę, że się dogadaliście - powiedział Tim, kiedy weszli do jego gabinetu, zamknął
drzwi i usiedli w fotelach dookoła stolika z dzbankiem z wodą.
-
Taaa - szepnął David, łagodnie patrząc na Maggie.
-
Hmmm - mruknęła Maggie.
-
Więc tak? - popchnął to Tim.
-
Tak - mruknął David - trochę rozmawialiśmy.
-
Trochę? - spytał Tim.
-
Ja… - Maggie przerwała, speszona tym, że obaj na nią spojrzeli.
-
Mów, Kruszynko - szepnął do niej David.
-
Nadal nie rozumiem - Maggie przechyliła się w jego stronę i wyciągnęła do niego
obie ręce.
David
ujął je, żeby dodać jej odwagi, ale czekał na jej pytanie.
-
Dlaczego nie widziałeś wcześniej, że ci, których zabijasz to potwory -
wyjaśniła cichym głosem.
-
Maggie - David spojrzał jej w oczy i zdecydował się to wyjaśnić - Pamiętasz jak
ci opowiadałem o mojej babci?
Maggie
skinęła głową.
-
Babcia w czasie wojny straciła prawie całą rodzinę. A to była duża, zżyta
rodzina. Więc potem wpajała mi cały czas, że każde życie jest ważne. Chociaż
wtedy tego nie rozumiałem. Kiedy szedłem do wojska, jej najpoważniejszą obawą
było to, że będę zabijał, chociaż tego również wtedy nie powiedziała. Zacząłem
to rozumieć później, jak przegadaliśmy to z Timem.
-
David - szepnęła Maggie, ściskając jego ręce.
-
Tak - mruknął David - dopiero, kiedy mi powiedziałaś, jak ty to odczułaś, kiedy
on ci groził…
David
puścił dłonie Maggie i odwrócił się przodem do Tima, bo uznał, że muszą mu to
wyjaśnić.
-
Ten, który porwał Maggie już kiedyś ją skrzywdził - głos mu się obniżył, kiedy
dodał - Bardzo. To był ten jej były
chłopak. Uznawał ją za swoją własność. Nie pozwolił jej decydować o własnym
życiu. Zranił ją. A kiedy zaczęliśmy się spotykać chciał ją skrzywdzić jeszcze
bardziej. Groził…
David
nie mógł tego wykrztusić, bo nagle narosła w nim agresja, którą musiał opanować,
więc wciągnął powietrze i zacisnął zęby.
-
Powiedział, że zrobi ze mnie pochodnię, spali mi włosy, a potem zgwałci mnie
rozpalonym prętem - wyjaśniła Maggie Timowi cichym, ale spokojnym głosem.
David
kolejny raz pomyślał o tym, jaka ona jest silna.
Znowu
się do niej odwrócił.
-
Jesteś taka silna - powiedział do niej niskim głosem - Silniejsza niż ja.
-
David, to ty - powiedziała i wyciągnęła dłoń, by dotknąć jego brody - Jesteś
wspaniały, bronisz mnie przed wszystkim.
David
zamknął oczy i opuścił głowę, bo pomyślał, że nie obronił jej przed tym
najważniejszym, przed czym chciał ją obronić.
A
potem przypomniał sobie jej słowa o tym, jak była mu wdzięczna za zabicie
potwora.
Zabił
potwora, nie człowieka.
Powinien
skupić się na tym i tylko na tym.
O
reszcie porozmawiają w domu.
Więc
podniósł głowę, otworzył oczy, by na nią spojrzeć i uśmiechnął się do niej, a
wtedy zobaczył, że ona uśmiecha się do niego z ulgą.
-
Okej - powiedział Tim - A o co chodziło z tymi szachami.
David
wyprostował się i spojrzał na niego, a oczy mu błysnęła dumą.
-
Maggie jest geniuszem matematycznym - powiedział do Tima.
-
David - warknęła Maggie, najwyraźniej znowu sądząc, że z niej żartuje.
-
Jesteś - zwrócił się do niej - To dlatego miałaś pełne stypendium do Skyline
High, a potem następne do college’u.
-
To był przypadek - mruknęła cicho Maggie.
-
Maggie - powiedział Tim, patrząc na nią z wyraźnym zainteresowaniem - Skyline
High nie daje stypendium przez przypadek.
-
Tak, zwłaszcza, że musieli opłacić waszą przeprowadzkę z Wyoming i pierwszą
pracę twojej mamy - dodał David.
-
C-co? - Maggie zająknęła się - Skąd to wiesz?
-
Większość mi powiedziałaś, a reszty się domyśliłem - powiedział David - To nie
było trudne, zważywszy, to, że wiem, jaka była i jest twoja mama i to, gdzie
mieszkaliście.
-
Maggie - powiedział Tim, teraz był całkowicie pod wrażeniem - To naprawdę nie
jest typowe. Musieli zauważyć twoje zdolności i bardzo chcieć cię mieć w swojej szkole, a późniejsze stypendium do
college’u im udowodniło, że mieli rację.
-
Ja… - Maggie nagle zerwała się, jakby nie mogła dłużej słuchać o sobie - Możemy
już iść? - zwróciła się do Davida wysokim głosem.
David
zareagował błyskawicznie.
Wstał,
podszedł do niej, objął ją delikatnie i wymamrotał - Oczywiście, a potem zwrócił się do Tima z pożegnaniem.
-
Myślę, że powinniśmy jeszcze kiedyś porozmawiać… - powiedział Tim do Maggie - o
tym, że masz zbyt niskie poczucie swojej wartości.
Maggie
spojrzała na niego prawie ze strachem.
David
nie chciał już na nią naciskać.
-
Zadzwonimy - rzucił do Tima i skierował Maggie do drzwi.
-
Do widzenia - powiedział pewniejszym głosem Maggie, która natychmiast się wyraźnie
uspokoiła.
-
Cześć - rzucił David.
-
Do zobaczenia - powiedział Tim.
Wyszli
we dwójkę na korytarz, przeszli do świetlicy po swoje okrycia, pożegnali się
krótko z pozostałymi tam facetami, a potem zeszli do recepcji.
Tam
ubrali się i poszli do Cherokee.
*****
Maggie
Początkowo
świrowałam ze zdenerwowania.
Wiedziałam,
co David próbował zrobić.
Próbował
mi pokazać, że byłam kimś lepszym niż byłam.
Jechaliśmy
do niego do domu, a ja cały czas myślałam o tym, że David wymyślił to wszystko
i próbował mnie zmusić do myślenia o sobie inaczej, niż myślałam.
A
potem zaczęłam przypominać sobie wszystko, co David dla mnie zrobił.
Jak
martwił się, że dużo tego dnia chodziłam, więc byłam zbyt zmęczona, by przejść
kilka kroków więcej po parkingu przy szpitalu.
Jak
chciał, żebym zjadła to, co lubiłam w ładnej restauracji, gdzie (nawet jeśli
nie miałam doświadczenia, to nadal to wiedziałam) nie było łatwo dostać stolik
bez rezerwacji.
Jak
nie lubił, żebym chodziła gdziekolwiek sama, zwłaszcza po zmroku, nawet jeśli
to było tylko kilka metrów do przejścia.
Jak
martwił się tym, że bolało mnie, kiedy podnosiłam ręce, żeby go objąć.
O
Panie!
Mogłabym
tak wymieniać bez końca.
Więc
nie zrobiłby tego specjalnie, a po prostu tak wyszło.
A
on chciał mi pokazać, że myśli o mnie dobrze.
Zdecydowanie
był moim żołnierzem.
Chronił
mnie nawet przede mną samą.
Kiedy
wjechaliśmy do garażu, poczekałam żeby David podszedł do mnie i pomógł mi
wysiąść z Cherokee wprost w jego ramiona, wziął swoją torbę, do której rano spakowałam
swoje rzeczy i poszliśmy do domu.
David
szedł pierwszy i zapalał światła w kolejnych pomieszczeniach, pokazywał mi
gdzie jest kuchnia, a gdzie łazienka.
Weszliśmy
do sypialni i tam David zostawił torbę na podłodze.
Nie
rozglądałam się.
Kiedy
odwrócił się do mnie przodem, podeszłam do niego blisko i oparłam się o niego,
zaciskając pięści na jego swetrze po bokach jego szerokiej klatki piersiowej
pod pachami.
Wtuliłam
policzek w jego pierś i tak po prostu trwałam, a on delikatnie objął mnie
ramionami i na to pozwolił.
-
Jesteś moim żołnierzem - wyszeptałam w końcu.
-
Co? - wykrztusił i odsunął się lekko.
To
miało dla niego inne znaczenie i pomyślałam, że z jego przeszłością mógł mnie
źle zrozumieć, więc pospieszyłam, żeby mu wyjaśnić.
Oparłam
obie dłonie płasko o jego brzuch, ale nie pozwoliłam mu odejść dalej.
-
Dawno temu… - mówiłam cicho, patrząc na niego do góry - kiedy Eva poznała nas
ze sobą, powiedziała mi, że dla niej piosenki są słowami, a nie tylko melodią.
Miała taką jedną, która jej pomogła kiedy zamieszkała w nowym miejscu bez
znajomych. Powiedziała mi wtedy, że ma jedną taką, która jest dla ciebie i dla
mnie.
Odeszłam
od Davida, który, odkąd zaczęłam mówić, pozostał unieruchomiony w miejscu, do
mojej torebki, którą porzuciłam na łóżku, kiedy weszliśmy do sypialni i wyjęłam
z niej telefon.
Znalazłam
na mojej playliście, która nie była długa, piosenkę, którą dawno temu nagrałam
bez nadziei, że zrozumiem jej przesłanie.
Teraz
rozumiałam.
-
Słuchaj - powiedziałam cicho do Davida, kiedy wróciłam, by znowu oprzeć się o
niego.
Włączyłam
ją i słuchaliśmy jej razem, chociaż dźwięk z mojego telefonu nie był najlepszy.
Gdzie
wszyscy ludzie odeszli?
Wystraszyli się
gdy światła zgasły.
Przeprowadzę cię
przez to delikatnie i powoli,
Kiedy świat wymyka
się spod kontroli.
…
Zdobędę to, jeśli
będziesz tego potrzebować,
Będę szukać, jeśli
nie będziesz widzieć.
Będziesz
spragniona, ja będę twoim deszczem,
Będziesz zraniona,
ja zabiorę twój ból.
…
Kiedy będziesz się
martwić, ja będę twoim żołnierzem.
Po
pierwszy refrenie podniosłam oczy na Davida i szepnęłam do niego - Rozumiesz?
I
słuchaliśmy dalej, a kiedy Gavin śpiewał znowu:
Będziesz
spragniona, ja będę twoim deszczem,
Będziesz zraniona,
ja zabiorę twój ból.
…powtarzałam
za nim szeptem słowa, a potem zamilkłam, by wyszeptać znowu …będę twoim żołnierzem
Kiedy
piosenka się skończyła, wyłączyłam odtwarzacz i spojrzałam z powrotem na
Davida.
-
Dziękuję, że próbujesz zabrać cały mój ból, że dbasz o mnie, o moją wygodę -
powiedziałam cicho.
-
Maggie - powiedział cicho David - To nie jest żaden problem, to nic wielkiego.
-
Możliwe - powiedziałam mu - ale nadal sądzę, że jesteś moim żołnierzem. I moim
bohaterem.
Wtedy
David zrobił to, co robił zawsze, kiedy chciał mi pokazać, że to co robiłam lub
mówiłam, miało dla niego bardzo duże znaczenie.
Pocałował
mnie.
A
potem zrobił to, na co, jak mi powiedział, miał ochotę już dawno temu, kiedy
oglądał mnie w moich strojach do pracy.
Rozebrał
mnie z niego.
A
to, co się działo później, było tym, co oboje lubiliśmy robić.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziekuje❤
OdpowiedzUsuń