sobota, 12 marca 2022

13 - Jego kobieta

 

Rozdział 13

Jego kobieta

Maggie

 

 

 

Następnego dnia rano

David poszedł do pracy o piątej trzydzieści rano.

Spędził noc w moim łóżku, nawet nie narzekając na to, że jest za małe i za nisko, chociaż dla mnie było oczywiste, że musiało mu to przeszkadzać.

Taki duży mężczyzna.

A moje łóżko było dostosowane do mnie, małej.

Poprzedniego dnia nasz czuły i delikatny pocałunek zamienił się w mocno zaangażowaną sesję całowania się z języczkiem i gorących pieszczot, co nas doprowadziło do rozebrania nas.

Przez nas wzajemnie.

Ciesząc się, że znowu miałam go tak bardzo blisko siebie brałam wszystko, co mi dawał, żeby mieć go jeszcze bliżej i wydawało mi się, że (ku mojej radości) on pragnie tego samego.

A po tym, co powiedziała Eva, myślałam bardziej o tym, żeby przekonać Davida, że mogę mu coś dać, niż o tym ile ja mogę stracić.

Kiedy byliśmy na mojej kanapie nadzy i pocałowałam go już wszędzie, gdzie mogłam podczas rozbierania (co nie oznaczało, że nie miałam ochoty na więcej, ale miałam ochotę na… więcej) i David mnie również całował wszędzie, usiadł obok mnie, a ja siedziałam na swoich łydkach, kolanami na siedzisku kanapy i chciałam go więcej.

Bliżej.

Ja byłam całkiem przemoczona, bardzo podniecona i spragniona go.

On był dyszący, gorący, twardy i drgający i wyglądało, jakby pragnął mnie.

Więc się odważyłam.

Przerzuciłam prawą nogę przez oba jego kolana i poczułam, jak jego owłosione nogi rozgrzewają skórę po delikatnej, wewnętrznej stronie moich ud.

Oparłam obie dłonie o jego twardy brzuch i spojrzałam w dół.

Podniosłam się na jego kolanach, sięgnęłam prawą dłonią między nas i naprowadziłam jego czubek na swoje wejście.

Aż zadrżałam.

Był tuż - tuż, blisko mnie, dostępny, mój

Zanim jednak zaczął się zagłębiać, David szepnął Gumka i, starając się mnie nie zrzucić z siebie, przekręcił się, by sięgnąć do swoich spodni, które porzuciliśmy wraz z moimi spodniami i innymi ubraniami na podłodze obok kanapy.

Podał mi do rąk wydobytą z nich paczuszkę.

Pierwszy raz w życiu trzymałam w ręku nierozpieczętowaną prezerwatywę.

Obróciłam ją w palcach.

Folijka miała kształt kwadratu, była srebrna, z kolorowym wzorem i miała na brzegu ząbki.

Złapałam ją palcami obu rąk i pociągnęłam delikatnie.

Wyślizgnęła mi się z palców.

Zagryzłam wargi, spojrzałam niepewnie na Davida i spróbowałam jeszcze raz, mocniej trzymając ją paznokciami.

Udało mi się ją rozedrzeć, ale prezerwatywa wysunęła się ze środka na brzuch Davida.

Spojrzałam mu w oczy, zobaczyłam, że błyszczą od śmiechu, ale złapał gumkę i podał mi ją.

Była zrolowana na brzegach i śliska.

Przesunęłam się ponownie na koniec jego kolan i ujęłam penisa jedną ręką, a drugą przyłożyłam do niego prezerwatywę.

- Tak, żeby dała się rozwijać - mruknął do mnie David, więc wiedziałam, że się temu przygląda.

Jego głos był schrypnięty.

Przytrzymałam gumkę na jego czubku palcami obu rąk i zaczęłam rozwijać, przesuwając opuszkami palców po coraz twardszym i grubszym kutasie.

Lubiłam na niego patrzeć, uwielbiałam go dotykać i całować, ale kochałam mieć go w sobie, więc nie ociągałam się, żeby dostać to ostatnie.

David ujął go u podstawy, palcami drugiej ręki owinął go i poruszył gumką, jakby ją rozwijał do końca, a potem podniósł go i spojrzał na mnie, kładąc rękę na moim biodrze, naciskając opuszkami palców mój pośladek, więc wiedziałam, że mam wejść.

Wspięłam się i zaczęłam opadać.

Kiedy się we mnie zagłębiał otworzyłam usta z zachwytu.

Tak!

Miałam go całego w sobie.

Czułam go!

Przylgnęłam całym ciałem do gorącego, szorstkiego, twardego ciała Davida, objęłam jego ramiona swoimi i… zamarłam.

Nie wiedziałam, co mam robić dalej.

David to wyczuł, bo poruszył się.

Najpierw napiął swoje biodra, wbijając się głębiej we mnie, potem położył obie ręce na moich biodrach, a potem zaczął mną kierować.

Całował mnie, a ja sama przykładałam do niego wargi, wsuwałam język do jego ust, przyciskałam do niego głowę, więc może to ja jego całowałam.

Ściskając palcami moje biodra, kierował moimi ruchami w górę i w dół, a potem na boki, i do przodu i do tyłu, aż poczułam to.

Wiedziałam, kiedy było mi najlepiej, jaki ruch powodował, że mocniej czułam Davida w środku.

Wtedy zaczęłam sama się poruszać, podnosić się i opadać, podciągając się rękoma wczepionymi w oparcie kanapy za plecami Davida, a dłonie Davida rozjechały się po moim ciele.

Jedną wsunął w moje włosy na karku, by odchylać moją głowę i całować moje gardło i dekolt lub dla odmiany przyciągać ją i całować moje usta.

Drugą rozłożył płasko ma moim krzyżu, nie po to, by mną kierować, ale by czuć ruch mojego kręgosłupa, przez co ja też czułam go mocniej.

Fantastycznie.

Genialnie.

Inspirująco.

Wiedziałam, że on wie, że dla mnie to była forma najlepszego i najgłębszego przytulania się, bliskości i czułam, że to było też tym dla niego.

Więc nie spieszyliśmy się.

Jechałam na nim długo, niespiesznie, ale nadal głęboko i namiętnie, pocierając co chwilę łechtaczką o szorstkie włoski u jego podstawy lub uderzałam mocno, podrażniając łechtaczkę w inny sposób.

Aż nie mogłam dłużej nie spieszyć się, bo moja krew się rozgrzała i poczułam, po pchnięciach, jakie mi dawał, że dla Davida też nadszedł czas na przyspieszenie.

Więc przyspieszyłam.

Zrobiłam to jęcząc i wyginając głowę do tyłu, więc straciłam jego usta, a wkrótce potem zgubiłam rytm.

David go przejął.

Podniósł się ze mną w ramionach, wciąż z nim w środku, odwrócił się i położył mnie na kanapie.

Znalazł się między moimi nogami, więc owinęłam nimi jego biodra.

Ramionami owijałam jego ramiona.

I zaczął pompować mocno, gwałtownie i głęboko.

Cały czas patrząc w moje oczy.

Jego oczy były całkiem czarne.

I było to tak dobre, że myślałam, że nie może być lepsze, a potem stało się jeszcze lepsze.

Najlepsze.

Dyszałam.

Kiedy wspięłam się na sam szczyt, wypchnęłam biodra w jego stronę, by wziąć go jeszcze mocniej, głębiej i zacisnąć go tam.

Wygięłam się, by wtulić twarz w jego gardło i krzyczałam tam, kwiliłam i płakałam z rozkoszy tak długo, aż na koniec tego poczułam, że jego rozkosz i gwałtowniejsze ruchy przenikają przez moją ekstazę i podsycają ją.

Więc zaczęłam się wspinać na drugi szczyt.

I było jeszcze lepiej.

Jasno.

Tak cholernie jasno.

Kochałam to.

Potem leżeliśmy w swoich objęciach bez ruchu, uspokajając się, kiedy nasze oddechy mieszały się, bo David schylił się i zaczął mnie całować.

Trzymałam go rękoma za ramiona i nogami za biodra, a wewnątrz czułam go, nieco bardziej miękkiego, ale wciąż drgającego przy każdym moim ruchu.

Dystans między nami zniknął.

Byliśmy tylko my.

Najbliżej siebie, jak moglibyśmy być.

David miał pomysł na lepsze zbliżenie się i powiedział mi go.

- Musimy wymyślić coś, żebym mógł być bez prezerwatywy - mruknął w moje usta.

- Mogę zacząć brać pigułki - szepnęłam.

- Możesz? - zapytał mrucząc nadal w moje usta.

- Mogę. Już kiedyś brałam - przyznałam się i brałam, ale nie chciałam mówić o tym, bo to było z Curt’em.

David domyślił się i również o tym więcej nie mówił.

Pocałował mnie jeszcze raz.

Potem po prostu leżeliśmy.

Kilka chwil później łagodnie wyślizgnął się ze mnie, wyprostował moje nogi i położył się obok mnie tak, że leżałam plecami do oparcia kanapy.

Gładził mnie po żebrach, ramieniu i włosach.

- Muszę zadbać o moją kobietę - mruknął, kiedy upłynęła następna minuta - Ale najpierw muszę posprzątać.

Przeniknął mnie rozkoszny dreszcz i uśmiechnęłam się.

Jego kobieta.

Tak.

Dokładnie tym chciałam być.

David wstał, poszedł do łazienki, a ja podniosłam się i zaczęłam zbierać porozrzucane przez nas ubrania.

Porozwijałam wszystko i poskładałam, a potem położyłam wszystko na kanapie.

Założyłam majtki i koszulkę, kiedy David wrócił z łazienki.

Był nadal nagi.

Uwielbiałam patrzeć, jak szedł w moją stronę, taki pewien swojego ciała, męski, szeroki w barach i… wpatrzony we mnie.

Podszedł do kanapy, sięgnął po swoje slipy, a przy tym nachylił się nade mną, siedzącą przy ubraniach i wkładającą skarpetki i pocałował mnie w usta, które mu dałam bez wahania odchylając głowę, kiedy tylko zaczął się pochylać w moją stronę.

Skończyłam zakładać skarpetki i wstałam, żeby pójść do kuchni i zajrzeć do lodówki, by sprawdzić moje zapasy, ale nie miałam zbyt dużych nadziei na to, że udałoby mi się zrobić dla nas kolację z tego, co miałam w domu.

- Nie mam nic na kolację - oznajmiłam wyciągając głowę z lodówki.

Zobaczyłam, że David jest już całkiem ubrany i idzie w moją stronę.

- Mówiłem ci, że zadbam o moją kobietę - powiedział, kiedy dotarł do mnie - Pojedziemy do sklepu, nakupisz zapasów, jakich potrzebujesz, a dzisiaj na kolację zjemy pizzę.

- Okej - szepnęłam, bo przy tym objął mnie, przytulił do swojego ciała, więc musiałam odchylić się i patrzeć na niego do góry i to wszystko  bardzo mi się podobało.

- Ubierz się, Kruszynko - mruknął i dotknął ustami do moich ust w lekkim, ale czułym pocałunku.

Kruszynko.

 A potem puścił mnie, więc zachwiałam się lekko bez jego stabilnego podparcia, ale nie odsunął się, jakby chciał mnie wciąż asekurować.

- Mała… - powiedział do mnie David, kiedy się nie ruszyłam - idź się ubrać, ale pamiętaj, że idziemy do pizzerii.

- Okej - powtórzyłam, zebrałam się w sobie i ruszyłam, żeby się ubrać na kolację z Davidem w publicznym miejscu.

Naszą pierwszą kolację poza domem.

Nie wiedziałam, co powinnam na siebie włożyć.

Ostatecznie założyłam granatowe dżinsy i groszkowy, lekki sweterek, który miał niewielki dekolt w łódkę, rękawy ¾ ze ściągaczami długim do łokci, ale szerokie i marszczone przy ramionach oraz szeroki ściągacz w talii i na biodrach.

Włosy zostawiłam w swobodnie opadających falach.

David był ubrany w brązowy sweter z długim rękawem, a jego czekoladowe oczy, którymi ogarnął mnie, kiedy wyszłam ubrana z sypialni, były przez to jeszcze bardziej brązowe.

Wzięłam kurtkę, spakowałam torebkę i założyłam buty.

Wzięłam do ręki klucz, wyszliśmy, David zabrał mi klucz i zamknął za nami, a potem zeszliśmy na parking, by wsiąść do jego SUV’a.

Spędziliśmy poza moim mieszkaniem ponad dwie godziny, w tym jedną u niego w domu, jak się dowiedziałam po to, żeby David mógł spakować sobie torbę z rzeczami na noc.

Bo, jak to powiedział, Mała, wystarczająco długo spałem bez ciebie.

Kochałam to.

Wracając wstąpiliśmy do pizzerii, gdzie David koniecznie chciał zamówić taką pizzę, jaką ja lubiłam.

Wtedy dowiedziałam się, że David, podobnie jak ja, lubił dużo sera na pizzy, więc wzięliśmy jedną dużą, taką samą dla nas obojga: z pepperoni i ekstra dodatkiem sera.

David zjadł większość z niej.

Lubiłam patrzeć, jak je.

Potem wróciliśmy do mnie, mieliśmy swoją chwilę na bycie bardzo blisko siebie na moim łóżku, kiedy może David zadbał o to, by jego kobieta miała to, co lubiła, ale bez wątpienia sam też miał to, co lubił.

A potem poszliśmy spać.

I tu pojawił się problem.

A właściwie pojawiłby się, gdyby nie to, że David po prostu ułożył nas tak, że spałam na nim, albo prawie na nim, z policzkiem ponownie przytulonym do jego piersi.

Mnie było super wygodnie, ale martwiłam się o niego.

Musiałam zadbać o swojego mężczyznę.

Więc, kiedy zadzwonił budzik Davida i wstał, żeby iść do pracy (co za okropny pomysł, żeby pracować od rana w niedzielę, kiedy można by wykorzystać czas na inne formy aktywności), zaczęłam się zastanawiać, co mogłabym zrobić, żeby było mu u mnie wygodnie.

David tamto „bezpieczne” mieszkanie miał wynajęte do końca miesiąca, co było dwa dni temu.

Wyprowadzał się stamtąd bez pośpiechu, bo Dominik nadal nie znalazł nikogo chętnego na wynajem, co było trochę dziwne.

Mieszkanie po Eddiem stało puste zaledwie kilka dni, a wczoraj widziałam jakąś młodą kobietę, która tam się wprowadzała, zaczynając od malowania ścian i gromadzenia dużej ilości mebli.

A David w mieszkaniu po Alice miał duże łóżko.

Nie rozmawiałam z nim o tym, ale sądziłam, że moglibyśmy zastąpić moje spanie, które nie było prawdziwym łóżkiem, tamtym podwójnym, z wygodnym materacem.

Potrzebowałabym do niego pościeli, powłoczek, ale, co najważniejsze, potrzebowałabym usunięcia starego materaca i skrzyń.

Było bardzo wcześnie, a nasze zajęcia z poprzedniego dnie spowodowały, że nieco bolały mnie mięśnie, więc postanowiłam poleniuchować.

Słuchałam, jak David bierze prysznic, szykuje sobie śniadanie i kawę i… zasnęłam.

Więc ostatecznie wstałam dopiero kilka godzin później, o dziewiątej rano, kiedy go już dawno nie było i zrobiłam to z wyrzutami sumienia.

Zaczęłam od SMS’a Wstałam, kochanie, jakiego wysłałam do Davida.

Dostałam od niego Dzień dobry, śpiochu.

Pomimo, że był w pracy, tam daleko, nadal czułam jego bliskość, brak dystansu między nami.

Uśmiechnęłam się do swojego telefonu i poszłam do łazienki, pod prysznic, ubrałam się, a potem poszłam do kuchni, żeby zrobić sobie owsiankę.

Podczas jedzenia zdecydowałam, że poczekam na Davida z decyzją, co robimy z moim spaniem, a w ciągu tego dnia postanowiłam uporządkować bałagan, który zrobiłam w relacjach z moimi przyjaciółmi.

Najpierw sprzątnęłam kuchnię, a potem wzięłam do ręki telefon.

Zaczęłam od Magnusa.

Zadzwoniłam do niego i umówiłam się z nim na lunch.

Obiecałam, że mu wszystko opowiem.

Potem zadzwoniłam do Evy i umówiłam się z nią na kawę po lunchu.

Po prostu, żeby wypić kawę.

Ale sobie obiecałam, że opowiem jej również wszystko (może większość).

A potem zebrałam się i pojechałam do hospicjum, żeby popracować przy mamie, zabrać pranie, posprzątać i przekonać się, że obudzona nadal ma niewyparzony język.

*****

David

Wieczorem tego samego dnia

David podjechał na parking dla gości przy kompleksie z uśmiechem na ustach, bo po drodze odbył rozmowę z Jimmy’m przez telefon, którą właśnie zakończył.

Kiedy powiedział kumplowi w pracy, że już nie musi martwić się o niego i Maggie, Jimmy nie do końca zrozumiał jak bardzo nie musi się martwić.

Więc zdziwił się, że David jedzie w jego stronę, za nim, zamiast do swojego domu i zadzwonił do niego z samochodu, żeby o to zapytać.

I David musiał mu wytłumaczyć, gdzie spędza noce.

A raczej z kim.

A to przypomniało mu, jak pięknie wyglądała Maggie, kiedy rano wychodził do pracy.

Zostawił ją w łóżku, więc po śniadaniu wszedł do sypialni, żeby się z nią pożegnać, a ona spała tam leżąc na brzuchu, z włosami rozrzuconymi po poduszce i lekko posapując przez otwarte usta.

Słodko.

Miała nagie plecy przykryte tylko poniżej łopatek, więc przykucnął przy niej  i naciągnął ją wyżej, by nie zmarzła.

Gorąco jej ciała uderzyło go w palce i miał cholerną ochotę pocałować ją w ramię lub w policzek, ale nie chciał jej budzić.

Również po to, żeby jej nie budzić zabrał z miski, która stała na półce w przedpokoju zapasowy klucz do jej mieszkania i nim zamknął drzwi, kiedy wychodził.

Myśląc o tym, że musi lepiej zaopiekować się swoją kobietą, która najwyraźniej potrzebowała więcej snu, David wysiadł ze swojego Grand Cherokee, wyjął z tylnego siedzenia torbę z ubraniami z pracy, które wymagały prania i zamknął samochód.

Dopiero po tym wyciągnął z kieszeni telefon i wybrał numer Maggie.

- Hej, kochanie - odebrała łagodnym głosem po pierwszym sygnale, a David bardzo to lubił.

- Hej, mała - odpowiedział - idę na górę.

- Och, przepraszam - powiedziała - Ale ja jestem…

Wtedy David usłyszał, jak przez Maggie Alice mówi nie do niego Cześć Jimmy, więc już wiedział gdzie ona jest i skierował się w tamtą stronę.

- Już wychodzę - powiedziała znowu do niego - Byłam u Evy.

- Zaczekaj, już idę - odparł, ale ona już zdążyła się rozłączyć.

David rzucił się biegiem w stronę budynku, w którym mieszkali Jimmy i Eva, żeby uprzedzić jej wyjście od nich we wczesny mrok marcowego wieczoru.

- David - zawołała Maggie z zaskoczeniem, ale i radością na jego widok, kiedy spotkali się na chodniku kilka kroków od drzwi Jimmy’ego i Evy.

- Mała - warknął David - Nie poczekałaś.

- Och - zaczęła - to nic…

- Maggie - przerwał jej, kiedy wreszcie dotarł do niej i złapał ją w talii, by przyciągnąć do siebie - Jesteś moją kobietą?

- Taaaak - szepnęła i jednocześnie, pieprzyć go, jej oczy stały się ciepłe, łagodne, a jej ciało wtuliło się w niego i oparła obie dłonie o jego brzuch.

- Moja kobieta nie chodzi sama po zmroku - wyjaśnił, obejmując ją wolną ręką i przyciągając ją do siebie - A teraz pocałuj.

Dała mu to, czego zażądał, a potem odwrócił ich w nowym kierunku i poszli objęci ramionami w stronę jej mieszkania.

Po drodze Maggie przyznała się, że opowiedziała Evie i Alice o swoich, zakończonych już, problemach z Curt’em, ale nie wtajemniczyła ich, przynajmniej nie do końca, w to, co się działo między nią a Davidem.

Kiedy David zapytał dlaczego, Maggie odparła, że woli wtajemniczać kobiety pomału w swoje dramaty.

David nie był pewien, jak się z tym czuje.

- Wstydzisz się mnie? - spytał cicho.

- Nie! - Maggie zatrzymała się gwałtownie i pociągnęła go, by stanął twarzą do niej.

David w słabym świetle odległej latarni zobaczył strach na jej drobnej twarzyczce.

Pieprzyć go.

- David, jestem dumna z tego, że jestem twoją kobietą, a ty jesteś moim mężczyzną. Po prostu zbyt długo ukrywałam przed nimi wszystko i nie chcę m mówić wszystkiego na raz - mówiła.

Wyrzucała z siebie słowa, jakby przestraszyła się, że go skrzywdziła w jakikolwiek sposób, więc David poddał się.

Nie chciał jej denerwować.

Powinien jej zaufać.

Pokazała, że może dla niego zrobić bardzo dużo, nawet pokonać swoją nieśmiałość, więc on też powinien zrobić coś dla niej.

Dać jej chwilę ukojenia.

- Dobrze, mała - powiedział i schylił się, by pocałować krótko jej usta.

Dała mu to, ale potem przez resztę drogi była cicha i spięta, więc David miał wyrzuty sumienia, że tak w nią słabo wierzył.

Starał się ją uspokoić.

Powiedział jej o rozmowie z Jimmy’m i jego telefonie, kiedy jechał samochodem, ale to nic nie dało.

Więc zapytał o jej dzień.

Musiał zadawać wiele pytań, zanim się rozluźniła.

W domu zajęła się podgrzaniem kolacji, którą wcześniej dla nich zrobiła i opowiadała o innych wydarzeniach z jej dnia.

David przekonał się, że spędziła go pracowicie, co powinien wiedzieć, bo ciągle dostawał od niej SMS-y.

Spotkanie z Magnusem przebiegło o tyle inaczej, niż to z kobietami, że Magnus odbierał ją ze szpitala po porwaniu, więc wiedział o Curcie i jej wcześniejszych przeżyciach.

Powiedziała mu, że spotyka się z Davidem, ale z jej słów znowu wynikało, że nie powiedziała wszystkiego.

Dopiero wtedy David pomyślał sobie, że Maggie mogła nie wiedzieć, czym jest to wszystko.

Może nie do końca wyjaśnił jej, ile to znaczyło dla niego.

Chodząc po jej mieszkaniu i segregując swoje ubrania, zauważył rozebraną pościel z jej łóżka, jeśli tak można było w ogóle nazwać to legowisko, na którym sypiała.

- Mała - zapytał, wołając na nią z sypialni - Co do cholery?

Usłyszał, że szła do niego, więc stanął w drzwiach sypialni.

- Och - powiedziała - …zapomniałam. Miałam cię zapytać, czy wyniosłeś już tamto łóżko z mieszkania po Alice.

- Tak? - David uniósł pytająco brwi.

- Bo, widzisz… - wyjaśniała - moje spanie było za małe dla nas, a ty tam skończyłeś wynajem, więc może… cóż…

Zająknęła się.

David wyczuł, że nie była pewna, czy dobrze interpretowała jego wczorajszą deklarację o tym, że nie zamierzał już nigdy spać bez niej.

- Tak - powiedział jej wprost - Mam tam łóżko. Możemy je przenieść.

- Dobrze - rozjaśniła się - …chodź jeść.

- Tylko dodam, ponieważ możesz nie wiedzieć jak to działa… - zaczął David, żeby wyjaśnić sprawę do końca, ale poruszał się za nią, kiedy wychodził z sypialni - To, że jesteś moją kobietą oznacza również, że  nie nosisz rzeczy.

- Co? - spytała, patrząc na niego przez ramię, kiedy szła do kuchni.

- Nie nosisz rzeczy - powiedział David, zatrzymał siebie i ją, trzymając ją za łokieć i wskazał ręką na materac, który ściągnęła ze skrzyń, kiedy zdejmowała pościel - …żadnych toreb z zakupami z bagażnika, materaca, łóżka, krzeseł czy stołu. I nie wspinasz się, zwłaszcza sama, by zdejmować cokolwiek z wysokości.

Błysk zrozumienia pojawił się w jej oczach.

Zrozumiała, że rozmawiał z Filipem.

- Jak potrzebujesz coś zrobić, a mnie nie ma, dzwonisz i mówisz mi… - wyjaśniał dalej - a ja załatwiam pomoc, jeśli sam nie mogę być w okolicy. Jasne?

- Jasne - szepnęła i oczy jej zajaśniały w taki sposób, że wiedział, że jej się to podobało.

A ponieważ był tuż przy niej, więc owinął ją ramionami, a ona oparła się znowu o jego brzuch dłońmi, wtuliła się w jego ciało i patrzyła do góry, żeby widzieć jego oczy.

Więc zgiął kark, żeby ją pocałować.

*****

Ponad pół godziny później

Zaraz po kolacji David zadzwonił do Jimmy’ego i zapytał, czy może przyjść i pomóc mu z przeniesieniem łóżka do Maggie.

Zapukał również do Benji’ego i zapytał o to samo.

Więc informacja o tym, że David wprowadza się do Maggie obiegła bez wątpienia kompleks.

Chociaż Alek i Sam byli na randce, a Jimmy nie zamierzał nic powiedzieć Evie, więc możliwe było, że nadal o ich związku wiedziałaby niewielka grupka osób.

Davida to gówno obchodziło.

Przynieśli ramę do małej sypialni Maggie, skąd David sam wcześniej wyniósł tamte pieprzone skrzynie.

Wiązało się to z niewąską niespodzianką.

Okazało się, że w jednej ze skrzyń, pod materacem, Maggie miała skrytkę, w której trzymała dokumenty i aparat fotograficzny.

Kto by pomyślał.

Nieśmiała, skryta Maggie i tajemnicza skrytka pod materacem.

Skrzynie, jej mały materac i zwiniętą pościel David położył w salonie, a Maggie natychmiast zaczęła to sprzątać, składać i segregować.

Podobało mu się to, że, tak jak on, jego kobieta lubiła porządek.

Jego kobieta.

Lubił dźwięk tych słów.

Miał ochotę powtarzać je raz za razem.

Krzyczeć je.

Zanim przenieśli materac, przenieśli pościel, a Maggie od razu zajęła się składaniem jej i układaniem na kanapie.

Ustawili we trzech w sypialni ramę łóżka, położyli na niej materac, David podziękował facetom i, nie gadając wiele, rozeszli się.

Mieli u niego piwo.

Maggie pościeliła łóżko i zaczęła szykować sobie rzeczy na następny dzień do pracy, kiedy David wrócił do sypialni po pożegnaniu facetów i zamknięciu drzwi.

Byli sami, była niedziela wieczorem i mogli zacząć się przyzwyczajać wzajemnie do swojego rytmu.

- Hej, muszę pójść pod prysznic - powiedział David do Maggie.

Spojrzał na nią wyczekująco.

Obejrzała się, zassała i zagryzła obie wargi tak, jak to miała w zwyczaju, ale nie odezwała się i nie ruszyła w jego stronę.

- Mała - wezwał ją - …pod prysznic.

- Och - dopiero wtedy załapała, czego od niej oczekuje i ruszyła w jego stronę, ale w pewnej chwili skręciła do szafy.

Wyjęła stamtąd ręcznik i dopiero potem podeszła do Davida.

- Rano wycierałeś się moim - powiedziała mu - Jak będziemy tam razem, będziemy potrzebowali dwóch.

Tak, jego kobieta dbała o swojego mężczyznę.

Lubił to.

Pochylił się i pocałował ją.

Potem poszli razem pod prysznic, gdzie David nie mógł jej wziąć tak, jakby chciał, bo nie wziął ze sobą prezerwatywy, ale był kreatywny.

Pieścił ją, namydlając każdy fragment jej ciała, aż doszła i wcale nie doszła słabiej niż z jego kutasem w sobie.

Potem chciała mu się zrewanżować, więc pozwolił jej się pieścić, chociaż musiał jej pomóc, ale nadal to, jak doszedł nie było do bani, skoro Maggie patrzyła i jej się to podobało.

Kiedy skończyli się myć, wyszli owinięci ręcznikami i położyli się do łóżka, David cieszył się jak cholera, że Maggie nie zawahała się, położyła się na nim naga i przytuliła do niego całym ciałem.

Leżeli w łóżku, głaskał ją delikatnie i leniwie, kiedy przypomniał sobie jedną jej aktywność w ciągu dnia, o której nic nie powiedziała.

- Byłaś dzisiaj u mamy - bardziej stwierdził niż zapytał, skoro wiedział, że była bo napisała mu to w SMS-ie.

- Tak - odparła krótko - byłam.

- Było źle - stwierdził, skoro nic nie dodała.

- Była zbyt ożywiona - podsumowała Maggie i David wiedział, że było źle.

- Nie chcę, żebyś tam jeździła beze mnie - powiedział jej.

- David… - szepnęła łagodnie, unosząc się na przedramieniu, by na niego patrzeć - muszę tam jeździć. Potrzebują ode mnie pomocy przy myciu jej, przebieraniu, praniu i sprzątaniu.

- Nie powiedziałem, żebyś nie jeździła - uściślił David - Tylko, żebyś nie jeździła beze mnie.

Położyła się na jego klatce piersiowej i wymamrotała tam - Okej.

Pocałował czubek jej głowy, przytulając ją do siebie otwartą dłonią.

- Muszę dbać o swoją kobietę - mruknął.

Uśmiechnęła się do siebie i poczuł to jako delikatny, miły ruch jej policzka na swojej piersi.

Musiał robić to częściej.

Dawać jej uśmiech.

*****

Maggie

Leżałam na piersi Davida w jego dużym łóżku, które stało w mojej niedużej sypialni i uśmiechałam się do siebie.

Jego kobieta.

Wtedy nagle, niczym błyskawica, mój mózg przeszyło stare, niedobre wspomnienie.

Jesteś moja.

Spięłam się na sekundę, a potem na nowo się zrelaksowałam.

Potwór, który uważał mnie za swoją własność, nie żył, a mój wspaniały obrońca był ze mną i nie zamierzał odchodzić.

Przynajmniej na razie.

Z Davidem to samo słowo znaczyło całkowicie co innego.

Nie było to oznaczenie posiadania, własności, ale oznaczenie jego uwagi, skupienia całej siły, by o mnie dbać, bronić mnie.

Moja kobieta nie nosi rzeczy.

Moja kobieta nie chodzi sama po zmroku.

Muszę dbać o swoją kobietę.

Lubiłam to, jak nazywał mnie swoją kobietą, ale kiedy dotarło do mnie zrozumienie tej różnicy, polubiłam to jeszcze bardziej.

- Jedziesz jutro do hospicjum? - zapytał David cichym pomrukiem, który usłyszałam również w jego klatce piersiowej.

- Nie, jedna z synowych pani Brown tam będzie - odpowiedziałam i podniosłam się na przedramieniu, żeby móc na niego patrzeć.

- To może pojechalibyśmy do VAMC? - zapytał.

- Hmmm... - zająknęłam się - Po co?

- Po pierwsze, żeby się domeldować Timowi - wyjaśniał mi, jednocześnie przeczesując moje włosy palcami, co było bardzo przyjemne - A po drugie chciałem ci coś pokazać.

- Okej - szepnęłam, bo chciałam poznać więcej życia Davida.

Zarówno miejsc, w których bywał, jak i ludzi, których znał.

- Więc rano odwiozę cię do pracy… - zaczął - potem cię odbiorę i pojedziemy na kolację i do VAMC.

- David… - szepnęłam łagodnie - nie musisz mnie odwozić do pracy.

- Kruszynko… - mruknął - co ja powiedziałem?

- Co? - spytałam.

- Opiekuję się moją kobietą - wyjaśnił.

- David, ale ja pracuję, ty pracujesz i mamy dwa samochody - powiedziałam i wtedy przypomniałam sobie, że nie porozmawiałam z nim do tej pory o nowych oponach do mojego Wranglera, które, najwidoczniej, były jego sprawką.

- Tak mała - odparł - …pracujemy, ale ja jutro mam wolne. Co sześć dni mam dzień wolny. Więc po co mamy jechać dwoma samochodami, jeśli później będziemy razem jechali na kolację i do VAMC.

Och, tak, to było logiczne.

- Okej - powiedziałam - A mógłbyś mi powiedzieć jak to było z oponami do Wranglera?

David lekko spiął się przez chwilę i było widać, że go całkiem zaskoczyłam tym pytaniem.

Potem jednak zebrał się i znowu był zdecydowany i pewien siebie.

- Mała, powtórzę, opiekuję się swoją kobietą - odparł absurdalnie i postanowiłam mu to wytknąć.

- David, nie byłam wtedy twoją kobietą.

Na to stwierdzenie twarz Davida złagodniała, oczy zrobiły się ciepłe, a dłoń w moich włosach przyciągnęła moją twarz do jego.

- Owszem byłaś - szepnął.

Zmiana w jego twarzy już by wystarczyła, żebym zapomniała jak się oddycha, ale ten ton i te słowa, spowodowały, że całkiem otworzyłam usta.

Byłam jego już wtedy.

O Panie!

Milczałam przez dobre kilka minut, wpatrując się oszołomiona w jego czekoladowe oczy, a on mi na to pozwolił.

Potem przerwał milczenie, by dokończyć poprzednią myśl.

- A po wyjściu z VAMC pojedziemy do mnie do domu - powiedział - I moglibyśmy tam zanocować, jeśli spakujesz sobie torbę, żebyś miała ubrania i inne gówno, żeby spać u mnie.

- Okej - szepnęłam mało oryginalnie, bo nadal byłam nieco oszołomiona jego wcześniejszymi słowami.

- Maggie - mruknął czule - Nie musisz się zgadzać na wszystko, co mówię.

- Ale ja chcę - powiedziałam mu cicho - …chcę cię lepiej poznać, chcę dowiedzieć się gdzie spędzałeś czas i z kim, chcę spać z tobą w twoim domu, w twoim łóżku.

Wyrzuciłam to z siebie bez zastanowienia, ale naprawdę, naprawdę tego chciałam i chciałam, żeby o tym wiedział.

- Dobrze - mruknął David i podniósł głowę, by pocałować moje czoło.

- Tylko mówię - mruknął - wziąłem dzisiaj rano twój zapasowy klucz, żeby cię nie budzić. Jak będziesz u mnie, dam ci swój.

- Okej - znowu szepnęłam, bo znowu mnie oszołomił.

Tym razem były dwie rzeczy, które mi się bardzo podobały.

Pierwszą było to, że nie chciał mnie rano budzić, a drugą to, że chciał, żebym miała klucz do jego domu.

Obie wspaniałe.

Zaczęłam podejrzewać, że nie kocham tych wszystkich rzeczy.

Po prostu kochałam Davida.

- Dobrze, Kruszynko - wymamrotał - idź spać.

- Noc, David - szepnęłam jeszcze do niego, a potem z powrotem ułożyłam się na jego klatce piersiowej.

- Noc, Maggie - odszepnął.


 

3 komentarze: