wtorek, 15 marca 2022

17 - Testament

 

Rozdział 17

Testament

Maggie

 

 

 

Cztery dni później

Wychodziłam z pracy, więc wysłałam do Davida SMS’a:

Wychodzę, kochanie

I natychmiast dostałam odpowiedź:

Czekam, mała

Czekał.

Stało się to naszym rytuałem, który przerywały tylko te dni, kiedy David był w pracy na dzień.

Tak, jak dzień wcześniej.

Obserwowałam go, starałam się go zająć, angażowałam go we wszystkie moje czynności.

Odwoził mnie do pracy i odbierał mnie.

Był ze mną w hospicjum.

Byliśmy na zakupach.

Poprzedni wieczór spędziliśmy w jego domu, więc gotował kolację dla nas obojga w swojej kuchni.

Zrobił zapiekankę z mielonym mięsem, która była tak smaczna, że zamówiłam sobie powtórkę przy najbliższej okazji.

Ucieszył się.

A potem odwiózł mnie do domu.

I noc spędziłam sama w moim łóżku, bo David pracował.

Byłam niespokojna i miałam ochotę wysyłać mu co chwilę SMS-y.

Zapewniać go, że myślę o nim.

Nie zrobiłam tego, bo był w pracy i martwiłby się tym, że ja nie śpię.

Kiedy rano przyjechał do mnie, przywitałam go jeszcze bardziej gorąco i z większą radością niż zwykle.

Rzuciłam się na niego tak namiętnie, jak zrobiłam to za pierwszym razem, po mojej pierwszej nocy, kiedy czekałam na niego, kiedy rozwiązałam zagadkę.

Ale najważniejsze było to, że na dzisiaj byliśmy oboje umówieni w VAMC na rozmowę z Timem.

Byliśmy tam kilka razy, ale tylko w świetlicy.

Od czasu mojej naprawdę przypadkowej wygranej w szachy w Peterem, ten nie chciał ze mną grać.

Grał z nim David, a ja rozmawiałam z mężczyznami głównie o polityce.

Interesowałam się polityką, bo zawsze była ściśle związana z gospodarką i wiedziałam, że będę musiała ją śledzić, jeśli zechciałabym kiedyś zdać GSRE.

A zbierający się w świetlicy mężczyźni siedzieli w polityce po uszy, bo większość z nich brała udział w wojnach, które były efektem rozgrywek politycznych lub finansowych.

Nie przyznałam się im do tego, że chcę być maklerem.

Nie wydawało mi się, żeby mogli zrozumieć ambicję spróbowania pokonania rachunku prawdopodobieństwa, a maklerzy raczej byli postrzegani jako chciwi naciągacze.

Nie zamierzałam się tłumaczyć, ale i tak to marzenie nie było realne.

Dzisiaj nie mieliśmy mieć czasu na rozmowy, czy gry.

Tim od razu, po moich wstępnych zapowiedziach, przeznaczył dla nas, na rozmowę z nami, pełną godzinę.

Denerwowałam się.

Widziałam, że David również.

Wymyśliłam sobie, co chcę powiedzieć i uznałam, że przede wszystkim muszę Davidowi powiedzieć, że się martwiłam.

Mogłam mu to powiedzieć wcześniej, ale nie chciałam, żeby mi przerywał.

A przy Timie nigdy by tego nie zrobił.

Chciałam też go wysłuchać.

Ale najbardziej ze wszystkiego chciałam poprosić Tima o radę.

Co mogłabym zrobić w przyszłości, bo wiedziałam, że tego typu sytuacje się powtórzą.

Bałam się tego.

*****

David

Godzinę później

David widział, że Maggie była spięta, kiedy Tim przyszedł ich zaprosić do siebie na rozmowę.

Mógł jej sam powiedzieć, że nie miała się czym denerwować, ale sam też chciał porozmawiać z Timem.

Maggie dotarła do Davida dużo łatwiej niż Tim.

Niż ktokolwiek inny i kiedykolwiek indziej.

David to wiedział.

To, jak naskoczyła na tamtą sukę, jak stanęła w jego obronie i sprowadziła ją do parteru, było zajebiste.

Przypomniała mu to, o czym Tim mówił mu wielokrotnie.

Że należy najpierw porozmawiać, dowiedzieć się wszystkiego, a dopiero potem wyciągać wnioski.

Kiedy pierwszy raz usłyszał tamtą sukę wrzeszczącą, że jest mordercą, trafiło to do niego, bo tak o sobie myślał.

Nie zaczekał, aż Filip wyciągnie akta faceta, aż się dowie, co właściwie działo się w tej rodzinie.

Dlaczego negocjacje nie miały szansy na powodzenie.

Maggie to zrobiła.

Więc, kiedy weszli do gabinetu Tima i usiedli, poprosił ją, by mógł powiedzieć pierwszy to, co miał do powiedzenia.

Dała mu to.

Mówił długo, ale najpierw powiedział wszystko to, co powinien był powiedzieć jej już w drodze z Denver, a potem to, co powinien był powiedzieć, jak zadzwonił do niego Taylor.

Dopiero potem wszystko to, co siedziało mu w głowie po zadaniu i jakie błędy popełnił, kiedy usłyszał tamtą sukę.

Patrzył, jak twarz Maggie się rozjaśnia, jak usta układały się w uśmiech, jak łagodniała i wręcz rozpływała się ze szczęścia.

A potem musiał ją zdenerwować.

Więc powiedział Timowi, jaka była wspaniała, jak stanęła w jego obronie, jak zajmowała się nim na co dzień.

Wiedział, że nie lubiła słuchać o sobie, ale musiała wiedzieć, jaka jest fantastyczna i że on to docenia.

Powiedział jej, że jest najlepsza.

Kiedy przestał mówić, Maggie nie miała nic do powiedzenia.

A potem, z ciepłym wyrazem twarzy, który David tak kochał, łagodnym, cichym głosem tylko krótko podsumowała, że się martwiła.

David mówił tak dużo, jak jeszcze nigdy w życiu.

I po raz pierwszy odkąd się znali zdarzyło się, że Tim nie miał kompletnie nic do powiedzenia.

Ani słowa.

David uznał to za wskazówkę, że przekazał mu to, co chciał przekazać.

Że z tym całym gównem sobie poradził z pomocą Maggie.

I że zawsze sobie poradzi z jej pomocą.

Kiedy Maggie zapytała, czy może porozmawiać z Timem sam na sam, David się spiął, ale potem pomyślał, że to dla niej było bardzo trudne.

Więc jej to dał, żeby Tim jej to ułatwił.

Wierzył w niego i wierzył Maggie.

Dlatego właśnie na koniec tego spotkania, po prostu poszedł do świetlicy, a oni zostali porozmawiać.

Krótko.

David nie zdążył rozsiąść się w świetlicy, bo faceci napadli go z pytaniami gdzie jest Maggie i kiedy przyjdzie, kiedy dołączyła do nich.

Nie wiedział, co faceci szykowali, ale widział, że coś knuli.

Nie zdążył zareagować, kiedy jeden z nich podszedł do Maggie, wchodzącej do sali z uśmiechem na ustach i zaprosił ją do ich stolika.

David poszedł w tamtym kierunku, chociaż Peter już go niecierpliwie wołał i rozstawiał szachownicę.

- Co jest grane? - spytał, żeby nie wkręcili jej w coś, czym by się spięła.

Miała dobry wieczór i David chciał, żeby tak zostało.

- Mamy taki pomysł na konkurs - zaczął Caleb, jeden z częstszych bywalców szpitala i świetlicy.

- Cal - zaczął David - nie sądzę…

Tym razem przerwała mu Maggie, która odwróciła do niego roześmiane oczy i machnęła ręką.

- Nie martw się, kochanie - mruknęła przy tym - Będzie dobrze.

Usiadł na poręczy fotela, który zajęła, kiedy Cal dał jej do ręki kartkę i jakimiś kratkami i ołówek.

Patrzyła na to uważnie.

- Co to? - spytał David i zmarszczył brwi.

- Nic takiego - mruknął do niego ktoś z tyłu.

- Mhm - mruknął inny.

- Maggie - zaczął Cal - tu masz sudoku i ołówek. Będę mierzył czas.

Usiadł i wyciągnął telefon, na którym coś uruchamiał przez kilka sekund, patrząc pilnie w ekran.

- Już - powiedział Maggie.

- Co? - spytał Cal.

- Rozwiązałam - powiedział Maggie i szybko wypełniła kratki.

Cal zamrugał szybko i popatrzył zdezorientowany do tyłu, gdzie stali inni faceci z pootwieranymi ustami.

- O co chodzi? - zapytał go David i poczuł, jak ogarnia go śmiech na sam widok ich min.

- Ja… - zaczął Cal - nie zdążyłem…

- Założyliśmy się - mruknął za jego plecami inny facet.

- Ale nikt nie wygrał - dodał z satysfakcją w głosie jeszcze jeden.

- Byłem najbliżej - warknął Cal.

- O co się założyliście - zapytał David, przechylił się, objął Maggie, która patrzyła na nich szeroko otwartymi oczami i bardzo starał się nie śmiać.

Jeszcze.

- Bo mieliśmy zmierzyć czas - tłumaczył się Cal z głupią miną - postawiłem piątaka na to, że Maggie rozwiąże to sudoku w pięć minut, a inni stawiali na dziesięć i dłużej. A ona tylko spojrzała…

David ryknął śmiechem.

Po prostu nie wytrzymał.

Do tego stopnia jej nie doceniali, nawet po tym, jak powiedział im, że jego Maggie jest geniuszem.

Poczuł, że Maggie obok niego przekręca się w fotelu, klęka na nim i obejmuje jego szyję.

Zobaczył przez swój śmiech, który zamienił się w chichot, jej szczęśliwe oczy bardzo blisko swoich i wiedział, że podobało jej się to, że się śmiał.

Chryste, jaka ona była piękna.

Szczęśliwa, że on jest szczęśliwy, była jeszcze piękniejsza niż zwykle.

Wiedział, że, jak długo będzie ją miał, żadne demony nie będą go nawiedzały ani we śnie, ani na jawie.

Pocałował ją.

Chciał, żeby ona też to wiedziała.

I miał nadzieję, że właśnie ją o tym zapewnił.

*****

Maggie

Kiedy zapytałam Tima, co mam robić, jeśli taka sytuacja, jak po ostatniej akcji, by się powtórzyła, Tim powiedział mi:

- Maggie, sam nie wymyśliłbym nic lepszego, niż to, co właśnie robisz.

- Tim, ale ja nie robię nic takiego - szepnęłam.

- Maggie… - powiedział do mnie bardzo łagodnie - kochasz go i to jest najlepsze, co mogłabyś zrobić.

Zamknęłam oczy, bo, tak, kochałam Davida.

Ale jeszcze mu tego nie powiedziałam.

Nigdy nie powiedziałam tego nikomu.

Nawet mojej babci, bo byłam wtedy za mała.

Nawet Magnusowi, bo za dużo razem przeżyliśmy.

Nie byłam pewna, czy wiem jak to się mówi, czy ja to potrafię powiedzieć.

Pożegnałam się z Timem i poszłam do świetlicy, a tam napadli mnie mężczyźni, którzy czekali na mnie z sudoku.

Nie wiedzieli, że byłam mistrzynią sudoku.

Szczery, głośny i swobodny śmiech Davida, który po tym usłyszeliśmy, był dla mnie najwyższą nagrodą.

Wreszcie mogłam uwierzyć (chociaż jeszcze nieśmiało), że jestem w stanie pomóc mojemu mężczyźnie tylko będąc z nim.

Kochając go.

*****

Następnego dnia po południu

Wychodziłam z biura.

Poprzedniego dnia David zabrał mnie na kolację do Bricks Corner, podobno ulubionej restauracji Evy i Jimmy’ego.

Owszem, smakowało mi tam wszystko (jadłam farfalle z pecorino, a David mięsne lasagne), ale jednak nie przepadałam za przyprawami kuchni włoskiej.

Pomyślałam, że David chciał mi pokazać jak najwięcej różnych miejsc w Salt Lake City.

Nie miałam nic przeciwko temu.

Ale lubiłam steki.

Noc spędziliśmy w domu Davida.

Uwielbiałam jego dom i pokazywałam mu to przy każdej okazji.

Lubiłam spać w jego łóżku.

Prawdę mówiąc, lubiłam spędzać z nim czas wszędzie i spać z nim w każdym łóżku.

Ale nie byłam przyzwyczajona do wyjeżdżania do pracy z jego domu.

To było coś nowego.

Eva i Jimmy mieli tego dnia wrócić do domu po tygodniowej wyprawie na plażę w Santa Cruz, dokąd zabrali Matta i Berta w ramach ferii zimowych.

Następnego dnia David miał jechać do pracy na szóstą rano, a potem mieliśmy wrócić do mnie.

To znaczy, ja miałam pojechać do swojego mieszkania po pracy, a David miał do mnie dołączyć, kiedy by skończył.

W pracy było nieco spokojniej, bo przeszliśmy gorący okres rozliczeń rocznych, ale nadal było sporo pracy.

Dlatego, kiedy zadzwonił do mnie agent Tracker z prośbą o spotkanie, umówiłam się z nim na popołudnie następnego dnia.

Powiedziałam, że pojadę do niego zaraz po pracy, kiedy Davida jeszcze nie będzie w domu.

Miałam odebrać od niego torbę z rzeczami, które przywieźliśmy z Denver, bo powiedział mi, że zbadał je i są „czyste”, nie związane w żaden sposób z żadnym znanym przestępstwem.

Musiałam przyznać, że mi ulżyło.

Agent Tracker dodał przy tym coś dziwnego.

Podobno między dokumentami, które mu przekazałam był testament.

Jakim cudem go przegapiłam?

Myślałam o tym resztę swojego dnia w pracy.

Potem wyszłam, jak zwykle poprzedzając opuszczenie biura SMS’em do Davida Wychodzę, kochanie i po jego odpowiedzi Czekam, mała.

Czekał.

Mieliśmy pojechać razem do Evy i Jimmy’ego a potem pójść do mnie.

Zadzwoniłam wcześniej do Evy i zapytałam, czy mogę przyjść, nie mówiąc jej, że przyjdziemy razem, ale David chyba powiedział Jimmy’emu.

Denerwowałam się, bo w ten sposób mieliśmy powiedzieć Evie, że jesteśmy razem.

Miałam nadzieję, że się nie obrazi, że tak długo ją zwodziłam, a może nawet okłamywałam.

Jechaliśmy SUV’em Davida w milczeniu.

David chyba wyczuł moją niepewność, bo nie zmuszał mnie do rozmowy, nie pytał o nic, a tylko trzymał moją dłoń w swojej.

Wspierająco.

Wysiedliśmy przed domem Evy i Jimmy’ego, po tym, jak David wysadził mnie, jak zwykle, w swoje ramiona.

Była połowa marca i w ciągu dnia zwykle było ciepło, ale wieczory jeszcze nadal bywały chłodne.

Miałam na sobie zwykłą ołówkową spódnicę do pracy, błękitną bluzkę z krótkim rękawkiem i cienki płaszczyk.

Przez to wszystko czułam gorące dłonie Davida obejmujące mnie w talii.

Oparłam dłonie na jego przedramionach, podniosłam głowę, żeby spojrzeć w jego oczy i uśmiechnęłam się, a wtedy zobaczyłam, że uśmiecha się z ulgą.

Denerwował się moim zdenerwowaniem.

O Panie!

Jak ja go kochałam.

Zamknął SUV’a, wziął moją rękę, położył ją sobie na przedramieniu tak, jak wtedy, kiedy prowadził mnie do domu z obiadu w Święta u Evy i Jimmy’ego i przykrył ją tam swoją dłonią.

Blisko i troskliwie.

Podeszliśmy do drzwi i David zadzwonił.

I stał bardzo blisko mnie, kiedy Jimmy nam otworzył.

Uśmiechnął się na nasz widok.

Weszliśmy do przedpokoju i przywitaliśmy się, kiedy usłyszałam wołanie Evy - Czy to Maggie?

I, kiedy Jimmy to potwierdził, Eva prawie przybiegła do nas, jak się wydawało, z kuchni.

Potem zamarła w pół kroku, kiedy nas zobaczyła.

David akurat pomagał mi zdjąć płaszczyk i byłam pewna, że Eva zauważyła mój wzrok, kiedy mu za to dziękowałam.

Więc Eva cała wręcz rozbłysła radością i uniosła ręce do ust, a potem w jej oczach zalśniły łzy.

Eva często płakała.

Zarówno z radości, jak i ze smutku.

Ale teraz byłam szczęśliwa, że mogliśmy jej to dać.

Bardzo się nami martwiła, przejmowała się tym, że jesteśmy samotni.

Wyciągnęła do mnie ręce, złapała za moje i wciągnęła mnie wgłąb mieszkania, uśmiechając się jak szalona.

- Wchodźcie - zawołała - Zapraszam. David chodź, usiądźcie tu, razem.

Wskazała nam kanapę, żebyśmy usiedli razem, usiadła naprzeciwko w fotelu, ale potem od razu zerwała się i klasnęła w dłonie.

- Maggie, kochanie - zawołała - Jesteś prosto po pracy! Na pewno jesteś głodna. Jimmy, idę do kuchni naszykować kolację, przyprowadzisz ich za pięć minut.

Nie zdążyliśmy zareagować, nic powiedzieć, kiedy pobiegła w stronę kuchni, a Jimmy patrzył za nią z uśmiechem, ale trochę zrezygnowany.

- Sorki, stary - powiedział do Davida - Jak się na coś uprze…

- Tak, wiem - wymruczał David i spojrzał na mnie znacząco, ale widziałam, że również się uśmiechał.

- Pójdę do niej - szepnęłam i wstałam, ale David złapał mnie za rękę, więc odwróciłam się do niego.

Przyciągnął mnie do siebie, a potem złapał prawą dłonią za mój kark i przyciągnął moją głowę, więc wiedziałam czego chce.

Musnęłam jego usta swoimi i spojrzałam z uśmiechem w jego ciepłe, czekoladowe oczy.

A potem puścił mnie i poszłam do kuchni, zerkając tylko bokiem na Jimmy’ego, który patrzył na mnie ciepło i wcale nie kpiąco (czego się obawiałam).

Kiedy dotarłam do Evy, miała uruchomione kuchenki i mikrofalówkę, a ekspres rozgrzewał się na kawę.

Na blacie stały talerze i leżały naszykowane sztućce i stały dwie szklanki.

- Eva - zaczęłam - nie rób sobie…

- Och - zawołała na mój widok - Dobrze, że jesteś. Mam kurczaka w sosie curry i ryż. Zrobiłam za dużo. Czy ty i David lubicie kurczaka?

Odwróciła się do mnie, ale nie wydawała się być zainteresowana moją odpowiedzią.

Wyglądała podnieconą tym, że ma gości.

Szczęśliwą z tego powodu.

- Lubimy, kochanie - powiedziałam do niej cicho i odeszłam bliżej.

Złapałam ją za ramię i odwróciła się do mnie, a potem wpadłyśmy sobie w ramiona.

- Jestem taka szczęśliwa z waszego powodu - szepnęła, puściła mnie, spojrzała mi głęboko w oczy, trzymając mnie za ramiona i puściła mnie.

- Opowiedz mi wszystko. Natychmiast - zażądała - …kiedy, …jak. Tak mnie zaskoczyliście!

- Eva - powiedziałam - przepraszam cię, że ci nie powiedziałam od razu.

Obejrzała się na mnie znad ryżu, który odcedzała nad zlewem z wody, kiedy wyjęła torebki z garnka.

- To znaczy kiedy? - spytała zaintrygowana.

- Zaczęło się… - zawahałam się, bo nie byłam pewna, czy chcę jej powiedzieć całą prawdę.

Trochę było zawstydzające, że ciągnęłam to tak długo.

- Zaczęło się dawno, a w Sylwestra na poważnie - przyznałam - …ale, pamiętasz co ci mówiłam o moim byłym chłopaku - przerwałam, a Eva pokiwała głową - Więc, to przez niego musieliśmy się ukrywać, a potem, jak on mnie porwał, David był tym, który mnie uratował.

- Och, kochanie - Eva prawie upuściła patelnię z kurczakiem - to cudownie.

Niekoniecznie, wiedząc, jak potem David to wszystko przeżywał, ale z drugiej strony, miała rację.

To było cudowne.

Uśmiechnęłam się.

Rozłożyłam talerze na blacie i zaczęłam nakładać na nie ryż.

- Matt nie będzie jadł z nami? - zapytałam, kiedy okazało się, że są tam tylko cztery talerze.

- Nie, jest u Berta - odparła Eva - Alice go później przywiezie, bo Eddie ma jakąś sprawę.

Eddie był detektywem, co oznaczało, że czasem bywał wzywany do spraw w środku posiłku lub w środku nocy.

Pomyślałam, że Alice mogła to przeżywać tak, jak ja przeżywałam, kiedy David został wezwany tuż po naszej podróży do Denver.

Tylko może Eddie mógł jej powiedzieć chociaż tyle, że jedzie do pracy.

- Nałóż dużo dla Davida i Jimmy’ego, ile chcesz dla siebie, a ja zjem tylko odrobinę - powiedziała Eva podchodząc z patelnią.

- Nie jesteś głodna? - spytałam ją.

- Nie przyzwyczaiłam się do waszych późnych kolacji - odpowiedziała mi, a ja się trochę zdziwiłam, bo mieszkała w Stanach od ponad roku i świetnie sobie radziła ze wszystkim.

Prawdę mówiąc, wyglądała kwitnąco.

Opaliła się.

Miałam nawet wrażenie, że przytyła.

Kiedy odstawiałam garnek po ryżu do zlewu, nałożyła kurczaka na talerze Jimmy’ego i swój, a potem ja wzięłam z uśmiechem od niej patelnię i powiedziałam - Ja to zrobię - żeby nałożyć Davidowi i sobie.

Eva przez ten czas wyjęła z mikrofalówki pojemnik z warzywami.

- Gotowane na parze, ale z wczoraj - powiedziała do mnie, pokazując to, co miała w pojemniku.

- Tak, poproszę - powiedziałam jej i patrzyłam, jak nakłada dla mnie i dla Davida, a potem odrobinę dla Jimmy’ego i dużo dla siebie.

Zauważyłam, że Jimmy dostał trochę ryżu, bardzo dużo mięsa z niewielką ilością sosu i odrobinę warzyw.

Pomyślałam, że powinnam zacząć zawracać uwagę na to, ile je David i co lubi, bo do tej pory po prostu zauważyłam, że je dużo.

- Dla Davida kawa - stwierdziła nagle Eva - …a dla ciebie?

Odwróciła się do mnie, a ja się zawahałam, bo powinnam jeszcze tego dnia pojechać do hospicjum.

- Również kawa, dziękuję - odpowiedziałam i ze zdziwieniem spostrzegłam, że Eva marszczy nos, jakby jej było niedobrze.

Wiedziałam, że lubiła kawę, a do tego całkiem mocną.

- Źle się czujesz? - spytałam, ale już się uśmiechała.

- Nie - machnęła ręką lekceważąco - wszystko w porządku.

Trochę się zmartwiłam, bo Eva była raczej delikatna, pomimo jej energii i pogody ducha.

Jej choroba sprzed kilku miesięcy, jej nagły wyjazd… cóż, wszystko było zrozumiałe, jeśli wziąć pod uwagę to, co przeżyła.

Ale właśnie wrócili z wakacji, więc może źle się czuła po podróży.

Zabrałyśmy talerze na stół do jadalni, a Eva po drodze krzyknęła - Kolacja! - w stronę salonu, gdzie nadal siedzieli mężczyźni.

Od razu wstali.

Wróciłam do kuchni po sztućce i szklankę coli dla Jimmy’ego (jak powiedziała mi Eva), a Eva po kawę dla mnie i dla Davida.

Okazało się, że Eva piła wodę.

Zaskoczyła mnie.

Kiedy już usiedliśmy, zaczęliśmy rozmawiać, to znaczy Eva wypytywała mnie i Davida, więc głownie mówiliśmy my we dwójkę na zmianę.

Pod koniec kolacji, kiedy dopijaliśmy kawę, przyznałam Davidowi, że rozmawiałam przez telefon z agentem Tracker’em.

- Kiedy? - zapytał zaskoczony, ale nie był zły, że nie powiedziałam mu wcześniej.

Na szczęście.

- Uch… dzisiaj w pracy - odparłam - zadzwonił z informacją, że wszystko w porządku z tymi rzeczami od babci.

David wiedział, o co chodziło, kiedy powiedziałam Wszystko w porządku, więc nie pytał o to, a ja dodałam więcej szczegółów.

Wiedziałam, że zapyta mnie o to później.

- Jutro po pracy mam pojechać do niego i odebrać tę torbę, którą u niego zostawiłam do sprawdzenia - kiedy to powiedziałam, uświadomiłam sobie, że David nie wiedział, że agent Tracker wziął ode mnie torbę z rzeczami, które przywieźliśmy z Denver.

Stało się to wtedy, kiedy miał swoje sprawy, a ja później o tym nie wspomniałam.

Hmmm.

Coś niedobrego przemknęło przez jego twarz i wiedziałam, że domyślił się, kiedy to wszystko się stało, a także, że mu się to nie podobało.

Ale nic nie powiedział.

- Wolałbym, żebyś poczekała, aż ja wrócę z pracy - powiedział mi - …i pojedziemy razem.

- Okej, kochanie - zgodziłam się.

Na razie.

Nie przyznałam się, że umówiłam się z agentem Tracker’em na piątą piętnaście, bo miejsce naszego spotkania było po drodze z mojej pracy do domu.

Pomyślałam wtedy, że sama to załatwię, a z Davidem porozmawiam później, po wszystkim.

- I, wiesz… - dodałam, żeby go zagadać - podobno tam był załączony testament mojego dziadka.

- Co? - spytał z zaskoczeniem David, więc moja taktyka zadziałała.

- Jeszcze nie wiem, co to oznacza - powiedziałam do wszystkich - ale dziadek prawdopodobnie zapisał wszystko babci, a babcia nie żyje, więc wszystko odziedziczyła moja mama.

- Potrzebujesz adwokata - oświadczyła Eva i spojrzałam na nią ze zdziwieniem.

Nie pomyślałam o tym.

- No… - zająknęłam się - może…

- Zaufaj mi - powiedziała Eva stanowczo, kładąc prawą dłoń płasko na stole, żeby podkreślić swoje słowa - Potrzebujesz.

Patrzyłam na nią przez sekundę lub dwie.

- Mała - zawołał David - Eva ma rację.

Odwróciłam głowę w jego stronę.

- Tak - szepnęłam.

- Dam ci wizytówkę mojego - powiedziała Eva i wstała od stołu.

Wstaliśmy z nią, a ja od razu poszłam za nią do salonu.

Mężczyźni zostali i zarejestrowałam mimochodem, że zabrali się do zdejmowania naczyń ze stołu.

Minęła już szósta i musiałam się pospieszyć, żeby iść do domu, przebrać się i pojechać do hospicjum.

Dlatego wzięłam od Evy wizytówkę adwokata, wysłuchałam jej instrukcji, uściskałam ją, pożegnaliśmy się i wyszliśmy.

Mimo, że do mojego kompleksu było bardzo blisko, wsiedliśmy do Grand Cherokee Davida, że by przestawić go na tamtejszy parking dla gości.

David zaparkował, poczekałam, aż przejdzie dookoła maski i znowu wysiadłam wprost w jego ramiona.

Uwielbiałam to tak bardzo, że mogłam czekać, żeby mi otworzył za każdym razem, kiedy jechaliśmy razem.

Stałam tam blisko niego, patrzyłam w jego czekoladowe oczy i wiedziałam, że on lubi to równie mocno.

Schylił się, pocałował mnie, a potem zamknął swojego SUV’a i ręka w rękę poszliśmy do mojego mieszkania.

 Kiedy weszliśmy byłam zamyślona planowaniem reszty wieczoru.

- Muszę się czegoś napić - mruknął David - Ten sos był piekielnie pikantny.

- Ja też się napiję - odmruknęłam i poszłam za nim do kuchni.

David otworzył lodówkę i wyciągnął piwo.

- Podaj mi colę - poprosiłam go.

Otworzył ponownie lodówkę i wyjął dla mnie puszkę coli.

- Ty nie pijesz piwa - stwierdził, ale to trochę było pytanie.

- Nie - odparłam, otwierając colę.

- Dlaczego? - spytał David.

- Cóż… - zaczęłam i wciągnęłam powietrze - pamiętasz, jak opowiadałam ci o dniu, kiedy odszedł mój tata?

David skinął głową i pociągnął łyk piwa.

- Już wcześniej uważałam, że piwo śmierdzi - zaczęłam, ale zerkałam na niego, żeby sprawdzić, czy go to nie dotknęło, bo pamiętałam reakcję Curt’a na to, jak powiedziałam mu to samo - …a tego dnia musiałam wytrzeć z podłogi kałużę rozlanego piwa i sprzątnąć szkło z rozbitej butelki.

Curt’owi tego nie powiedziałam, bo nie obchodziło go to, dlaczego byłam taka, jaka byłam.

Miało mu być wygodnie i już.

- Już tak nie uważam - szybko ciągnęłam dalej, żeby to wyjaśnić Davidowi - nie przeszkadza mi. Ale nie lubię pić piwa.

- A próbowałaś? - spytał David, ale widziałam w tym czystą ciekawość, a nie chęć przekonania mnie do tego napitku.

- Hmmm… nie - przyznałam cicho.

- Więc kupujesz je specjalnie dla mnie? - zapytał David i coś błysnęło w jego oczach.

Coś dobrego, ciepłego i radosnego.

- Taaaak - szepnęłam na ten widok i odwróciłam się przodem do niego, a on zbliżył się do mnie, odstawiając po drodze butelkę, a następnie objął mnie w talii jedną ręką, a drugą wsunął mi we włosy, które nadal miałam spięte w kok.

Schylił się do mnie i pocałował mnie, wsuwając język między moje wargi.

Poczułam smak i wiedziałam, że to piwo, ale nie był zły.

Właściwie, od Davida był on bardzo dobry.

Kiedy David się trochę odsunął, spojrzałam na niego i lekko dyszałam.

- Może powinnam spróbować piwa - szepnęłam do Davida.

Zobaczyłam, że jego oczy się uśmiechają, a potem nic nie widziałam, bo znowu był bardzo blisko i mnie całował.

Poczułam, że wysuwa mi z włosów spinki, odkłada je na blat, a potem przeczesuje włosy palcami, więc więcej spinek spadło na podłogę.

Moje włosy uwolniły się i opadły mi lawiną na plecy.

Trzymałam dłonie na brzuchu Davida i przesunęłam je na jego żebra, a potem otoczyłam go tam i objęłam jego plecy.

Nie powiedziałam mu, że nie mogę unieść rąk.

Całował mnie, ale kiedy stało się bardzo gorąco, odsunął się o krok i schylił tak, jak zrobił to już kilka razy, podcinając moje nogi w kolanach jedną ręką, a drugą podtrzymując moje plecy.

Pisnęłam, ale ze śmiechem.

Zaniósł mnie na kanapę, ale nie położył mnie tam.

Usiadł, postawił mnie naprzeciwko siebie i złapał mnie w biodrach tak, że obie jego ręce znalazły się na zapięciu mojej spódnicy.

Usłyszałam, jak rozpina suwak, a potem poczułam, że spódnica zsuwa się z moich bioder coraz niżej, aż opadła na podłogę.

David złapał ją jedną ręką, a drugą mnie podtrzymał za łokieć.

- Wyjdź z niej - mruknął.

Wyszłam, a on odrzucił ją na kanapę obok siebie.

Wsunął nos między guziki mojej bluzki.

Puściłam jego ramiona i zaczęłam rozpinać górne guziki.

- Ja to zrobię - mruknął, kiedy zobaczył co robię, więc opuściłam obie dłonie na jego ramiona.

Patrzyłam w jego gorące, czarne z pożądania oczy i dyszałam.

David się nie spieszył.

Rozbierał mnie bardzo, bardzo wolno.

Chuchał przy tym delikatnie na mój brzuch, a potem na piersi przez stanik.

Kiedy wreszcie pozbawił mnie bluzki i biustonosza, zgiął się i dmuchnął w moje majtki.

Byłam gotowa, mokra i drżąca z pragnienia, więc jedyne co mogłam zrobić to wygiąć biodra w jego stronę i zajęczeć.

- Chcesz tego? - zapytał David ochrypłym głosem.

- Tak - jęknęłam.

- Czego chcesz? - zapytał David.

- Proszę… - jęczałam - chcę ciebie. Daj mi siebie, kochanie.

Zerwał się, zdjął spodnie i slipy tak szybko, że w moim oszołomieniu tego nie zauważyłam i usiadł z powrotem.

- To weź to - powiedział.

Więc wzięłam.

Wspięłam się na jego kolana, usiadłam na nim okrakiem, wsunęłam go w swoją gorącą, pulsującą wilgoć i zaczęłam jechać.

Po pierwszy uderzeniu w dół wygięłam się i ponownie zajęczałam, ale potem jechałam bez przerw, szybko i gwałtownie zdobywając to, czego pragnęłam.

Czego potrzebowałam.

Co mógł mi dać tylko David w chwili naszej bliskości.

Nie zajęło dużo czasu, kiedy to osiągnęłam.

Jak zwykle niezwykle.

Spektakularnie.

A kiedy jeszcze dochodziłam, David poderwał się ze mną na sobie, kiedy ignorując przeszywający mnie ból, trzymałam się jego ramion i rzucił mnie na kanapę, żeby odnaleźć to, czego on potrzebował.

Leżeliśmy potem przytuleni, David częściowo na mnie, na kanapie i uspokajaliśmy nasze oddechy.

A potem David mi udowodnił, że zwraca uwagę.

- Boli cię - wyszeptał, przeciągając nosem po mojej bliźnie w połączeniu lewego ramienia i piersi.

- Hmmm - mruknęłam, ale nie powinnam niczego przed nim ukrywać, więc przyznałam - Skończyły mi się tabletki.

- Maggie - mruknął jakby z bólem - czemu nic nie powiedziałaś?

- Mam je z izb przyjęć szpitali - powiedziałam mu - Ostatnio nie miałam czasu pójść do żadnej.

- Dlaczego… - zaczął David, ale mu przerwałam.

- Nie byłam u lekarza, bo musiałabym opowiadać skąd ten ból, pokazać blizny, opowiedzieć, co mi się przydarzyło. Bałam się tego.

- Maggie - powiedział mi coś, o czym już myślałam - Naprawimy to. Pójdziemy do tego szpitala, który odwiedziliśmy przy tej sprawie z dzieciakiem.

- To kosztuje, David - szepnęłam.

- Damy radę - powiedział i pogłaskał bok mojej głowy.

- Tak - mruknęłam - Jeszcze ten testament dziadka.

- Tak - powiedział David zamyślony, ale nie dodał nic więcej na ten temat.

A potem wstał, wyciągnął do mnie rękę i stwierdził - Miałaś jechać do hospicjum, więc lepiej się umyj i zbierajmy się.

Wstałam, schylił się, by musnąć moje usta, a potem puścił mnie z jednym słowem - Idź.

Więc poszłam.

 

4 komentarze: