Rozdział 17
Maggie
Cztery dni później
Wychodziłam
z pracy, więc wysłałam do Davida SMS’a:
Wychodzę, kochanie
I
natychmiast dostałam odpowiedź:
Czekam, mała
Czekał.
Stało
się to naszym rytuałem, który przerywały tylko te dni, kiedy David był w pracy
na dzień.
Tak,
jak dzień wcześniej.
Obserwowałam
go, starałam się go zająć, angażowałam go we wszystkie moje czynności.
Odwoził
mnie do pracy i odbierał mnie.
Był
ze mną w hospicjum.
Byliśmy
na zakupach.
Poprzedni
wieczór spędziliśmy w jego domu, więc gotował kolację dla nas obojga w swojej
kuchni.
Zrobił
zapiekankę z mielonym mięsem, która była tak smaczna, że zamówiłam sobie
powtórkę przy najbliższej okazji.
Ucieszył
się.
A
potem odwiózł mnie do domu.
I
noc spędziłam sama w moim łóżku, bo David pracował.
Byłam
niespokojna i miałam ochotę wysyłać mu co chwilę SMS-y.
Zapewniać
go, że myślę o nim.
Nie
zrobiłam tego, bo był w pracy i martwiłby się tym, że ja nie śpię.
Kiedy
rano przyjechał do mnie, przywitałam go jeszcze bardziej gorąco i z większą
radością niż zwykle.
Rzuciłam
się na niego tak namiętnie, jak zrobiłam to za pierwszym razem, po mojej
pierwszej nocy, kiedy czekałam na niego, kiedy rozwiązałam zagadkę.
Ale
najważniejsze było to, że na dzisiaj byliśmy oboje umówieni w VAMC na rozmowę z
Timem.
Byliśmy
tam kilka razy, ale tylko w świetlicy.
Od
czasu mojej naprawdę przypadkowej wygranej w szachy w Peterem, ten nie chciał
ze mną grać.
Grał
z nim David, a ja rozmawiałam z mężczyznami głównie o polityce.
Interesowałam
się polityką, bo zawsze była ściśle związana z gospodarką i wiedziałam, że będę
musiała ją śledzić, jeśli zechciałabym kiedyś zdać GSRE.
A
zbierający się w świetlicy mężczyźni siedzieli w polityce po uszy, bo większość
z nich brała udział w wojnach, które były efektem rozgrywek politycznych lub
finansowych.
Nie
przyznałam się im do tego, że chcę być maklerem.
Nie
wydawało mi się, żeby mogli zrozumieć ambicję spróbowania pokonania rachunku
prawdopodobieństwa, a maklerzy raczej byli postrzegani jako chciwi naciągacze.
Nie
zamierzałam się tłumaczyć, ale i tak to marzenie nie było realne.
Dzisiaj
nie mieliśmy mieć czasu na rozmowy, czy gry.
Tim
od razu, po moich wstępnych zapowiedziach, przeznaczył dla nas, na rozmowę z
nami, pełną godzinę.
Denerwowałam
się.
Widziałam,
że David również.
Wymyśliłam
sobie, co chcę powiedzieć i uznałam, że przede wszystkim muszę Davidowi
powiedzieć, że się martwiłam.
Mogłam
mu to powiedzieć wcześniej, ale nie chciałam, żeby mi przerywał.
A
przy Timie nigdy by tego nie zrobił.
Chciałam
też go wysłuchać.
Ale
najbardziej ze wszystkiego chciałam poprosić Tima o radę.
Co
mogłabym zrobić w przyszłości, bo wiedziałam, że tego typu sytuacje się
powtórzą.
Bałam
się tego.
*****
David
Godzinę później
David
widział, że Maggie była spięta, kiedy Tim przyszedł ich zaprosić do siebie na
rozmowę.
Mógł
jej sam powiedzieć, że nie miała się czym denerwować, ale sam też chciał
porozmawiać z Timem.
Maggie
dotarła do Davida dużo łatwiej niż Tim.
Niż
ktokolwiek inny i kiedykolwiek indziej.
David
to wiedział.
To,
jak naskoczyła na tamtą sukę, jak stanęła w jego obronie i sprowadziła ją do
parteru, było zajebiste.
Przypomniała
mu to, o czym Tim mówił mu wielokrotnie.
Że
należy najpierw porozmawiać, dowiedzieć się wszystkiego, a dopiero potem
wyciągać wnioski.
Kiedy
pierwszy raz usłyszał tamtą sukę wrzeszczącą, że jest mordercą, trafiło to do
niego, bo tak o sobie myślał.
Nie
zaczekał, aż Filip wyciągnie akta faceta, aż się dowie, co właściwie działo się
w tej rodzinie.
Dlaczego
negocjacje nie miały szansy na powodzenie.
Maggie
to zrobiła.
Więc,
kiedy weszli do gabinetu Tima i usiedli, poprosił ją, by mógł powiedzieć
pierwszy to, co miał do powiedzenia.
Dała
mu to.
Mówił
długo, ale najpierw powiedział wszystko to, co powinien był powiedzieć jej już
w drodze z Denver, a potem to, co powinien był powiedzieć, jak zadzwonił do
niego Taylor.
Dopiero
potem wszystko to, co siedziało mu w głowie po zadaniu i jakie błędy popełnił,
kiedy usłyszał tamtą sukę.
Patrzył,
jak twarz Maggie się rozjaśnia, jak usta układały się w uśmiech, jak łagodniała
i wręcz rozpływała się ze szczęścia.
A
potem musiał ją zdenerwować.
Więc
powiedział Timowi, jaka była wspaniała, jak stanęła w jego obronie, jak
zajmowała się nim na co dzień.
Wiedział,
że nie lubiła słuchać o sobie, ale musiała
wiedzieć, jaka jest fantastyczna i że on to docenia.
Powiedział
jej, że jest najlepsza.
Kiedy
przestał mówić, Maggie nie miała nic do powiedzenia.
A
potem, z ciepłym wyrazem twarzy, który David tak kochał, łagodnym, cichym
głosem tylko krótko podsumowała, że się martwiła.
David
mówił tak dużo, jak jeszcze nigdy w życiu.
I
po raz pierwszy odkąd się znali zdarzyło się, że Tim nie miał kompletnie nic do
powiedzenia.
Ani
słowa.
David
uznał to za wskazówkę, że przekazał mu to, co chciał przekazać.
Że
z tym całym gównem sobie poradził z pomocą Maggie.
I
że zawsze sobie poradzi z jej pomocą.
Kiedy
Maggie zapytała, czy może porozmawiać z Timem sam na sam, David się spiął, ale
potem pomyślał, że to dla niej było bardzo trudne.
Więc
jej to dał, żeby Tim jej to ułatwił.
Wierzył
w niego i wierzył Maggie.
Dlatego
właśnie na koniec tego spotkania, po prostu poszedł do świetlicy, a oni zostali
porozmawiać.
Krótko.
David
nie zdążył rozsiąść się w świetlicy, bo faceci napadli go z pytaniami gdzie
jest Maggie i kiedy przyjdzie, kiedy dołączyła do nich.
Nie
wiedział, co faceci szykowali, ale widział, że coś knuli.
Nie
zdążył zareagować, kiedy jeden z nich podszedł do Maggie, wchodzącej do sali z
uśmiechem na ustach i zaprosił ją do ich stolika.
David
poszedł w tamtym kierunku, chociaż Peter już go niecierpliwie wołał i
rozstawiał szachownicę.
-
Co jest grane? - spytał, żeby nie wkręcili jej w coś, czym by się spięła.
Miała
dobry wieczór i David chciał, żeby tak zostało.
-
Mamy taki pomysł na konkurs - zaczął Caleb, jeden z częstszych bywalców
szpitala i świetlicy.
-
Cal - zaczął David - nie sądzę…
Tym
razem przerwała mu Maggie, która odwróciła do niego roześmiane oczy i machnęła
ręką.
-
Nie martw się, kochanie - mruknęła przy tym - Będzie dobrze.
Usiadł
na poręczy fotela, który zajęła, kiedy Cal dał jej do ręki kartkę i jakimiś
kratkami i ołówek.
Patrzyła
na to uważnie.
-
Co to? - spytał David i zmarszczył brwi.
-
Nic takiego - mruknął do niego ktoś z tyłu.
-
Mhm - mruknął inny.
-
Maggie - zaczął Cal - tu masz sudoku i ołówek. Będę mierzył czas.
Usiadł
i wyciągnął telefon, na którym coś uruchamiał przez kilka sekund, patrząc
pilnie w ekran.
-
Już - powiedział Maggie.
-
Co? - spytał Cal.
-
Rozwiązałam - powiedział Maggie i szybko wypełniła kratki.
Cal
zamrugał szybko i popatrzył zdezorientowany do tyłu, gdzie stali inni faceci z
pootwieranymi ustami.
-
O co chodzi? - zapytał go David i poczuł, jak ogarnia go śmiech na sam widok
ich min.
-
Ja… - zaczął Cal - nie zdążyłem…
-
Założyliśmy się - mruknął za jego plecami inny facet.
-
Ale nikt nie wygrał - dodał z satysfakcją w głosie jeszcze jeden.
-
Byłem najbliżej - warknął Cal.
-
O co się założyliście - zapytał David, przechylił się, objął Maggie, która
patrzyła na nich szeroko otwartymi oczami i bardzo
starał się nie śmiać.
Jeszcze.
-
Bo mieliśmy zmierzyć czas - tłumaczył się Cal z głupią miną - postawiłem
piątaka na to, że Maggie rozwiąże to sudoku w pięć minut, a inni stawiali na
dziesięć i dłużej. A ona tylko spojrzała…
David
ryknął śmiechem.
Po
prostu nie wytrzymał.
Do
tego stopnia jej nie doceniali, nawet po tym, jak powiedział im, że jego Maggie
jest geniuszem.
Poczuł,
że Maggie obok niego przekręca się w fotelu, klęka na nim i obejmuje jego
szyję.
Zobaczył
przez swój śmiech, który zamienił się w chichot, jej szczęśliwe oczy bardzo
blisko swoich i wiedział, że podobało jej się to, że się śmiał.
Chryste,
jaka ona była piękna.
Szczęśliwa,
że on jest szczęśliwy, była jeszcze piękniejsza niż zwykle.
Wiedział,
że, jak długo będzie ją miał, żadne demony nie będą go nawiedzały ani we śnie,
ani na jawie.
Pocałował
ją.
Chciał,
żeby ona też to wiedziała.
I
miał nadzieję, że właśnie ją o tym zapewnił.
*****
Maggie
Kiedy
zapytałam Tima, co mam robić, jeśli taka sytuacja, jak po ostatniej akcji, by
się powtórzyła, Tim powiedział mi:
-
Maggie, sam nie wymyśliłbym nic lepszego, niż to, co właśnie robisz.
-
Tim, ale ja nie robię nic takiego - szepnęłam.
-
Maggie… - powiedział do mnie bardzo łagodnie - kochasz go i to jest najlepsze,
co mogłabyś zrobić.
Zamknęłam
oczy, bo, tak, kochałam Davida.
Ale
jeszcze mu tego nie powiedziałam.
Nigdy
nie powiedziałam tego nikomu.
Nawet
mojej babci, bo byłam wtedy za mała.
Nawet
Magnusowi, bo za dużo razem przeżyliśmy.
Nie
byłam pewna, czy wiem jak to się
mówi, czy ja to potrafię powiedzieć.
Pożegnałam
się z Timem i poszłam do świetlicy, a tam napadli mnie mężczyźni, którzy
czekali na mnie z sudoku.
Nie
wiedzieli, że byłam mistrzynią sudoku.
Szczery,
głośny i swobodny śmiech Davida, który po tym usłyszeliśmy, był dla mnie
najwyższą nagrodą.
Wreszcie
mogłam uwierzyć (chociaż jeszcze nieśmiało), że jestem w stanie pomóc mojemu
mężczyźnie tylko będąc z nim.
Kochając
go.
*****
Następnego dnia po
południu
Wychodziłam
z biura.
Poprzedniego
dnia David zabrał mnie na kolację do Bricks Corner, podobno ulubionej
restauracji Evy i Jimmy’ego.
Owszem,
smakowało mi tam wszystko (jadłam farfalle z pecorino, a David mięsne lasagne),
ale jednak nie przepadałam za przyprawami kuchni włoskiej.
Pomyślałam,
że David chciał mi pokazać jak najwięcej różnych miejsc w Salt Lake City.
Nie
miałam nic przeciwko temu.
Ale
lubiłam steki.
Noc
spędziliśmy w domu Davida.
Uwielbiałam
jego dom i pokazywałam mu to przy każdej okazji.
Lubiłam
spać w jego łóżku.
Prawdę
mówiąc, lubiłam spędzać z nim czas wszędzie i spać z nim w każdym łóżku.
Ale
nie byłam przyzwyczajona do wyjeżdżania do pracy z jego domu.
To
było coś nowego.
Eva
i Jimmy mieli tego dnia wrócić do domu po tygodniowej wyprawie na plażę w Santa
Cruz, dokąd zabrali Matta i Berta w ramach ferii zimowych.
Następnego
dnia David miał jechać do pracy na szóstą rano, a potem mieliśmy wrócić do mnie.
To
znaczy, ja miałam pojechać do swojego mieszkania po pracy, a David miał do mnie
dołączyć, kiedy by skończył.
W
pracy było nieco spokojniej, bo przeszliśmy gorący okres rozliczeń rocznych,
ale nadal było sporo pracy.
Dlatego,
kiedy zadzwonił do mnie agent Tracker z prośbą o spotkanie, umówiłam się z nim
na popołudnie następnego dnia.
Powiedziałam,
że pojadę do niego zaraz po pracy, kiedy Davida jeszcze nie będzie w domu.
Miałam
odebrać od niego torbę z rzeczami, które przywieźliśmy z Denver, bo powiedział
mi, że zbadał je i są „czyste”, nie związane w żaden sposób z żadnym znanym
przestępstwem.
Musiałam
przyznać, że mi ulżyło.
Agent
Tracker dodał przy tym coś dziwnego.
Podobno
między dokumentami, które mu przekazałam był testament.
Jakim
cudem go przegapiłam?
Myślałam
o tym resztę swojego dnia w pracy.
Potem
wyszłam, jak zwykle poprzedzając opuszczenie biura SMS’em do Davida Wychodzę, kochanie i po jego odpowiedzi Czekam, mała.
Czekał.
Mieliśmy
pojechać razem do Evy i Jimmy’ego a potem pójść do mnie.
Zadzwoniłam
wcześniej do Evy i zapytałam, czy mogę przyjść, nie mówiąc jej, że przyjdziemy
razem, ale David chyba powiedział Jimmy’emu.
Denerwowałam
się, bo w ten sposób mieliśmy powiedzieć Evie, że jesteśmy razem.
Miałam
nadzieję, że się nie obrazi, że tak długo ją zwodziłam, a może nawet
okłamywałam.
Jechaliśmy
SUV’em Davida w milczeniu.
David
chyba wyczuł moją niepewność, bo nie zmuszał mnie do rozmowy, nie pytał o nic,
a tylko trzymał moją dłoń w swojej.
Wspierająco.
Wysiedliśmy
przed domem Evy i Jimmy’ego, po tym, jak David wysadził mnie, jak zwykle, w
swoje ramiona.
Była
połowa marca i w ciągu dnia zwykle było ciepło, ale wieczory jeszcze nadal bywały
chłodne.
Miałam
na sobie zwykłą ołówkową spódnicę do pracy, błękitną bluzkę z krótkim rękawkiem
i cienki płaszczyk.
Przez
to wszystko czułam gorące dłonie Davida obejmujące mnie w talii.
Oparłam
dłonie na jego przedramionach, podniosłam głowę, żeby spojrzeć w jego oczy i
uśmiechnęłam się, a wtedy zobaczyłam, że uśmiecha się z ulgą.
Denerwował
się moim zdenerwowaniem.
O
Panie!
Jak
ja go kochałam.
Zamknął
SUV’a, wziął moją rękę, położył ją sobie na przedramieniu tak, jak wtedy, kiedy
prowadził mnie do domu z obiadu w Święta u Evy i Jimmy’ego i przykrył ją tam
swoją dłonią.
Blisko
i troskliwie.
Podeszliśmy
do drzwi i David zadzwonił.
I
stał bardzo blisko mnie, kiedy Jimmy
nam otworzył.
Uśmiechnął
się na nasz widok.
Weszliśmy
do przedpokoju i przywitaliśmy się, kiedy usłyszałam wołanie Evy - Czy to
Maggie?
I,
kiedy Jimmy to potwierdził, Eva prawie przybiegła do nas, jak się wydawało, z
kuchni.
Potem
zamarła w pół kroku, kiedy nas zobaczyła.
David
akurat pomagał mi zdjąć płaszczyk i byłam pewna, że Eva zauważyła mój wzrok,
kiedy mu za to dziękowałam.
Więc
Eva cała wręcz rozbłysła radością i uniosła ręce do ust, a potem w jej oczach
zalśniły łzy.
Eva
często płakała.
Zarówno
z radości, jak i ze smutku.
Ale
teraz byłam szczęśliwa, że mogliśmy jej to dać.
Bardzo
się nami martwiła, przejmowała się tym, że jesteśmy samotni.
Wyciągnęła
do mnie ręce, złapała za moje i wciągnęła mnie wgłąb mieszkania, uśmiechając
się jak szalona.
-
Wchodźcie - zawołała - Zapraszam. David chodź, usiądźcie tu, razem.
Wskazała
nam kanapę, żebyśmy usiedli razem, usiadła naprzeciwko w fotelu, ale potem od
razu zerwała się i klasnęła w dłonie.
-
Maggie, kochanie - zawołała - Jesteś prosto po pracy! Na pewno jesteś głodna.
Jimmy, idę do kuchni naszykować kolację, przyprowadzisz ich za pięć minut.
Nie
zdążyliśmy zareagować, nic powiedzieć, kiedy pobiegła w stronę kuchni, a Jimmy
patrzył za nią z uśmiechem, ale trochę zrezygnowany.
-
Sorki, stary - powiedział do Davida - Jak się na coś uprze…
-
Tak, wiem - wymruczał David i spojrzał na mnie znacząco, ale widziałam, że
również się uśmiechał.
-
Pójdę do niej - szepnęłam i wstałam, ale David złapał mnie za rękę, więc
odwróciłam się do niego.
Przyciągnął
mnie do siebie, a potem złapał prawą dłonią za mój kark i przyciągnął moją
głowę, więc wiedziałam czego chce.
Musnęłam
jego usta swoimi i spojrzałam z uśmiechem w jego ciepłe, czekoladowe oczy.
A
potem puścił mnie i poszłam do kuchni, zerkając tylko bokiem na Jimmy’ego,
który patrzył na mnie ciepło i wcale nie kpiąco (czego się obawiałam).
Kiedy
dotarłam do Evy, miała uruchomione kuchenki i mikrofalówkę, a ekspres
rozgrzewał się na kawę.
Na
blacie stały talerze i leżały naszykowane sztućce i stały dwie szklanki.
-
Eva - zaczęłam - nie rób sobie…
-
Och - zawołała na mój widok - Dobrze, że jesteś. Mam kurczaka w sosie curry i
ryż. Zrobiłam za dużo. Czy ty i David lubicie kurczaka?
Odwróciła
się do mnie, ale nie wydawała się być zainteresowana moją odpowiedzią.
Wyglądała
podnieconą tym, że ma gości.
Szczęśliwą
z tego powodu.
-
Lubimy, kochanie - powiedziałam do niej cicho i odeszłam bliżej.
Złapałam
ją za ramię i odwróciła się do mnie, a potem wpadłyśmy sobie w ramiona.
-
Jestem taka szczęśliwa z waszego powodu - szepnęła, puściła mnie, spojrzała mi
głęboko w oczy, trzymając mnie za ramiona i puściła mnie.
-
Opowiedz mi wszystko. Natychmiast - zażądała
- …kiedy, …jak. Tak mnie zaskoczyliście!
-
Eva - powiedziałam - przepraszam cię, że ci nie powiedziałam od razu.
Obejrzała
się na mnie znad ryżu, który odcedzała nad zlewem z wody, kiedy wyjęła torebki
z garnka.
-
To znaczy kiedy? - spytała zaintrygowana.
-
Zaczęło się… - zawahałam się, bo nie byłam pewna, czy chcę jej powiedzieć całą prawdę.
Trochę
było zawstydzające, że ciągnęłam to tak długo.
-
Zaczęło się dawno, a w Sylwestra na poważnie - przyznałam - …ale, pamiętasz co
ci mówiłam o moim byłym chłopaku - przerwałam, a Eva pokiwała głową - Więc, to przez
niego musieliśmy się ukrywać, a potem, jak on mnie porwał, David był tym, który
mnie uratował.
-
Och, kochanie - Eva prawie upuściła patelnię z kurczakiem - to cudownie.
Niekoniecznie,
wiedząc, jak potem David to wszystko przeżywał, ale z drugiej strony, miała
rację.
To
było cudowne.
Uśmiechnęłam
się.
Rozłożyłam
talerze na blacie i zaczęłam nakładać na nie ryż.
-
Matt nie będzie jadł z nami? - zapytałam, kiedy okazało się, że są tam tylko
cztery talerze.
-
Nie, jest u Berta - odparła Eva - Alice go później przywiezie, bo Eddie ma
jakąś sprawę.
Eddie
był detektywem, co oznaczało, że czasem bywał wzywany do spraw w środku posiłku
lub w środku nocy.
Pomyślałam,
że Alice mogła to przeżywać tak, jak ja przeżywałam, kiedy David został wezwany
tuż po naszej podróży do Denver.
Tylko
może Eddie mógł jej powiedzieć
chociaż tyle, że jedzie do pracy.
-
Nałóż dużo dla Davida i Jimmy’ego, ile chcesz dla siebie, a ja zjem tylko
odrobinę - powiedziała Eva podchodząc z patelnią.
-
Nie jesteś głodna? - spytałam ją.
-
Nie przyzwyczaiłam się do waszych późnych kolacji - odpowiedziała mi, a ja się
trochę zdziwiłam, bo mieszkała w Stanach od ponad roku i świetnie sobie radziła
ze wszystkim.
Prawdę
mówiąc, wyglądała kwitnąco.
Opaliła
się.
Miałam
nawet wrażenie, że przytyła.
Kiedy
odstawiałam garnek po ryżu do zlewu, nałożyła kurczaka na talerze Jimmy’ego i
swój, a potem ja wzięłam z uśmiechem od niej patelnię i powiedziałam - Ja to
zrobię - żeby nałożyć Davidowi i sobie.
Eva
przez ten czas wyjęła z mikrofalówki pojemnik z warzywami.
-
Gotowane na parze, ale z wczoraj - powiedziała do mnie, pokazując to, co miała
w pojemniku.
-
Tak, poproszę - powiedziałam jej i patrzyłam, jak nakłada dla mnie i dla
Davida, a potem odrobinę dla Jimmy’ego i dużo dla siebie.
Zauważyłam,
że Jimmy dostał trochę ryżu, bardzo dużo mięsa z niewielką ilością sosu i
odrobinę warzyw.
Pomyślałam,
że powinnam zacząć zawracać uwagę na to, ile je David i co lubi, bo do tej pory
po prostu zauważyłam, że je dużo.
-
Dla Davida kawa - stwierdziła nagle Eva - …a dla ciebie?
Odwróciła
się do mnie, a ja się zawahałam, bo powinnam jeszcze tego dnia pojechać do
hospicjum.
-
Również kawa, dziękuję - odpowiedziałam i ze zdziwieniem spostrzegłam, że Eva
marszczy nos, jakby jej było niedobrze.
Wiedziałam,
że lubiła kawę, a do tego całkiem mocną.
-
Źle się czujesz? - spytałam, ale już się uśmiechała.
-
Nie - machnęła ręką lekceważąco - wszystko w porządku.
Trochę
się zmartwiłam, bo Eva była raczej delikatna, pomimo jej energii i pogody
ducha.
Jej
choroba sprzed kilku miesięcy, jej nagły wyjazd… cóż, wszystko było zrozumiałe,
jeśli wziąć pod uwagę to, co przeżyła.
Ale
właśnie wrócili z wakacji, więc może źle się czuła po podróży.
Zabrałyśmy
talerze na stół do jadalni, a Eva po drodze krzyknęła - Kolacja! - w stronę salonu, gdzie nadal siedzieli mężczyźni.
Od
razu wstali.
Wróciłam
do kuchni po sztućce i szklankę coli dla Jimmy’ego (jak powiedziała mi Eva), a
Eva po kawę dla mnie i dla Davida.
Okazało
się, że Eva piła wodę.
Zaskoczyła
mnie.
Kiedy
już usiedliśmy, zaczęliśmy rozmawiać, to znaczy Eva wypytywała mnie i Davida,
więc głownie mówiliśmy my we dwójkę na zmianę.
Pod
koniec kolacji, kiedy dopijaliśmy kawę, przyznałam Davidowi, że rozmawiałam
przez telefon z agentem Tracker’em.
-
Kiedy? - zapytał zaskoczony, ale nie był zły, że nie powiedziałam mu wcześniej.
Na
szczęście.
-
Uch… dzisiaj w pracy - odparłam - zadzwonił z informacją, że wszystko w
porządku z tymi rzeczami od babci.
David
wiedział, o co chodziło, kiedy powiedziałam Wszystko
w porządku, więc nie pytał o to, a ja dodałam więcej szczegółów.
Wiedziałam,
że zapyta mnie o to później.
-
Jutro po pracy mam pojechać do niego i odebrać tę torbę, którą u niego
zostawiłam do sprawdzenia - kiedy to powiedziałam, uświadomiłam sobie, że David
nie wiedział, że agent Tracker wziął ode mnie torbę z rzeczami, które
przywieźliśmy z Denver.
Stało
się to wtedy, kiedy miał swoje sprawy, a ja później o tym nie wspomniałam.
Hmmm.
Coś
niedobrego przemknęło przez jego twarz i wiedziałam, że domyślił się, kiedy to
wszystko się stało, a także, że mu się to nie podobało.
Ale
nic nie powiedział.
-
Wolałbym, żebyś poczekała, aż ja wrócę z pracy - powiedział mi - …i pojedziemy
razem.
-
Okej, kochanie - zgodziłam się.
Na
razie.
Nie
przyznałam się, że umówiłam się z agentem Tracker’em na piątą piętnaście, bo
miejsce naszego spotkania było po drodze z mojej pracy do domu.
Pomyślałam
wtedy, że sama to załatwię, a z Davidem porozmawiam później, po wszystkim.
-
I, wiesz… - dodałam, żeby go zagadać - podobno tam był załączony testament
mojego dziadka.
-
Co? - spytał z zaskoczeniem David, więc moja taktyka zadziałała.
-
Jeszcze nie wiem, co to oznacza - powiedziałam do wszystkich - ale dziadek
prawdopodobnie zapisał wszystko babci, a babcia nie żyje, więc wszystko
odziedziczyła moja mama.
-
Potrzebujesz adwokata - oświadczyła Eva i spojrzałam na nią ze zdziwieniem.
Nie
pomyślałam o tym.
-
No… - zająknęłam się - może…
-
Zaufaj mi - powiedziała Eva stanowczo, kładąc prawą dłoń płasko na stole, żeby
podkreślić swoje słowa - Potrzebujesz.
Patrzyłam
na nią przez sekundę lub dwie.
-
Mała - zawołał David - Eva ma rację.
Odwróciłam
głowę w jego stronę.
-
Tak - szepnęłam.
-
Dam ci wizytówkę mojego - powiedziała Eva i wstała od stołu.
Wstaliśmy
z nią, a ja od razu poszłam za nią do salonu.
Mężczyźni
zostali i zarejestrowałam mimochodem, że zabrali się do zdejmowania naczyń ze
stołu.
Minęła
już szósta i musiałam się pospieszyć, żeby iść do domu, przebrać się i pojechać
do hospicjum.
Dlatego
wzięłam od Evy wizytówkę adwokata, wysłuchałam jej instrukcji, uściskałam ją,
pożegnaliśmy się i wyszliśmy.
Mimo,
że do mojego kompleksu było bardzo blisko, wsiedliśmy do Grand Cherokee Davida,
że by przestawić go na tamtejszy parking dla gości.
David
zaparkował, poczekałam, aż przejdzie dookoła maski i znowu wysiadłam wprost w
jego ramiona.
Uwielbiałam
to tak bardzo, że mogłam czekać, żeby mi otworzył za każdym razem, kiedy
jechaliśmy razem.
Stałam
tam blisko niego, patrzyłam w jego czekoladowe oczy i wiedziałam, że on lubi to
równie mocno.
Schylił
się, pocałował mnie, a potem zamknął swojego SUV’a i ręka w rękę poszliśmy do
mojego mieszkania.
Kiedy weszliśmy byłam zamyślona planowaniem
reszty wieczoru.
-
Muszę się czegoś napić - mruknął David - Ten sos był piekielnie pikantny.
-
Ja też się napiję - odmruknęłam i poszłam za nim do kuchni.
David
otworzył lodówkę i wyciągnął piwo.
-
Podaj mi colę - poprosiłam go.
Otworzył
ponownie lodówkę i wyjął dla mnie puszkę coli.
-
Ty nie pijesz piwa - stwierdził, ale to trochę było pytanie.
-
Nie - odparłam, otwierając colę.
-
Dlaczego? - spytał David.
-
Cóż… - zaczęłam i wciągnęłam powietrze - pamiętasz, jak opowiadałam ci o dniu,
kiedy odszedł mój tata?
David
skinął głową i pociągnął łyk piwa.
-
Już wcześniej uważałam, że piwo śmierdzi - zaczęłam, ale zerkałam na niego,
żeby sprawdzić, czy go to nie dotknęło, bo pamiętałam reakcję Curt’a na to, jak
powiedziałam mu to samo - …a tego dnia musiałam wytrzeć z podłogi kałużę
rozlanego piwa i sprzątnąć szkło z rozbitej butelki.
Curt’owi
tego nie powiedziałam, bo nie obchodziło go to, dlaczego byłam taka, jaka
byłam.
Miało
mu być wygodnie i już.
-
Już tak nie uważam - szybko ciągnęłam dalej, żeby to wyjaśnić Davidowi - nie
przeszkadza mi. Ale nie lubię pić piwa.
-
A próbowałaś? - spytał David, ale widziałam w tym czystą ciekawość, a nie chęć
przekonania mnie do tego napitku.
-
Hmmm… nie - przyznałam cicho.
-
Więc kupujesz je specjalnie dla mnie? - zapytał David i coś błysnęło w jego
oczach.
Coś
dobrego, ciepłego i radosnego.
-
Taaaak - szepnęłam na ten widok i odwróciłam się przodem do niego, a on zbliżył
się do mnie, odstawiając po drodze butelkę, a następnie objął mnie w talii
jedną ręką, a drugą wsunął mi we włosy, które nadal miałam spięte w kok.
Schylił
się do mnie i pocałował mnie, wsuwając język między moje wargi.
Poczułam
smak i wiedziałam, że to piwo, ale nie był zły.
Właściwie,
od Davida był on bardzo dobry.
Kiedy
David się trochę odsunął, spojrzałam na niego i lekko dyszałam.
-
Może powinnam spróbować piwa - szepnęłam do Davida.
Zobaczyłam,
że jego oczy się uśmiechają, a potem nic nie widziałam, bo znowu był bardzo
blisko i mnie całował.
Poczułam,
że wysuwa mi z włosów spinki, odkłada je na blat, a potem przeczesuje włosy
palcami, więc więcej spinek spadło na podłogę.
Moje
włosy uwolniły się i opadły mi lawiną na plecy.
Trzymałam
dłonie na brzuchu Davida i przesunęłam je na jego żebra, a potem otoczyłam go
tam i objęłam jego plecy.
Nie
powiedziałam mu, że nie mogę unieść rąk.
Całował
mnie, ale kiedy stało się bardzo gorąco, odsunął się o krok i schylił tak, jak
zrobił to już kilka razy, podcinając moje nogi w kolanach jedną ręką, a drugą
podtrzymując moje plecy.
Pisnęłam,
ale ze śmiechem.
Zaniósł
mnie na kanapę, ale nie położył mnie tam.
Usiadł,
postawił mnie naprzeciwko siebie i złapał mnie w biodrach tak, że obie jego
ręce znalazły się na zapięciu mojej spódnicy.
Usłyszałam,
jak rozpina suwak, a potem poczułam, że spódnica zsuwa się z moich bioder coraz
niżej, aż opadła na podłogę.
David
złapał ją jedną ręką, a drugą mnie podtrzymał za łokieć.
-
Wyjdź z niej - mruknął.
Wyszłam,
a on odrzucił ją na kanapę obok siebie.
Wsunął
nos między guziki mojej bluzki.
Puściłam
jego ramiona i zaczęłam rozpinać górne guziki.
-
Ja to zrobię - mruknął, kiedy zobaczył co robię, więc opuściłam obie dłonie na
jego ramiona.
Patrzyłam
w jego gorące, czarne z pożądania oczy i dyszałam.
David
się nie spieszył.
Rozbierał
mnie bardzo, bardzo wolno.
Chuchał
przy tym delikatnie na mój brzuch, a potem na piersi przez stanik.
Kiedy
wreszcie pozbawił mnie bluzki i biustonosza, zgiął się i dmuchnął w moje
majtki.
Byłam
gotowa, mokra i drżąca z pragnienia, więc jedyne co mogłam zrobić to wygiąć
biodra w jego stronę i zajęczeć.
-
Chcesz tego? - zapytał David ochrypłym głosem.
-
Tak - jęknęłam.
-
Czego chcesz? - zapytał David.
-
Proszę… - jęczałam - chcę ciebie. Daj mi siebie, kochanie.
Zerwał
się, zdjął spodnie i slipy tak szybko, że w moim oszołomieniu tego nie
zauważyłam i usiadł z powrotem.
-
To weź to - powiedział.
Więc
wzięłam.
Wspięłam
się na jego kolana, usiadłam na nim okrakiem, wsunęłam go w swoją gorącą,
pulsującą wilgoć i zaczęłam jechać.
Po
pierwszy uderzeniu w dół wygięłam się i ponownie zajęczałam, ale potem jechałam
bez przerw, szybko i gwałtownie zdobywając to, czego pragnęłam.
Czego
potrzebowałam.
Co
mógł mi dać tylko David w chwili naszej bliskości.
Nie
zajęło dużo czasu, kiedy to osiągnęłam.
Jak
zwykle niezwykle.
Spektakularnie.
A
kiedy jeszcze dochodziłam, David poderwał się ze mną na sobie, kiedy ignorując
przeszywający mnie ból, trzymałam się jego ramion i rzucił mnie na kanapę, żeby
odnaleźć to, czego on potrzebował.
Leżeliśmy
potem przytuleni, David częściowo na mnie, na kanapie i uspokajaliśmy nasze
oddechy.
A
potem David mi udowodnił, że zwraca uwagę.
-
Boli cię - wyszeptał, przeciągając nosem po mojej bliźnie w połączeniu lewego ramienia
i piersi.
-
Hmmm - mruknęłam, ale nie powinnam niczego przed nim ukrywać, więc przyznałam -
Skończyły mi się tabletki.
-
Maggie - mruknął jakby z bólem - czemu nic nie powiedziałaś?
-
Mam je z izb przyjęć szpitali - powiedziałam mu - Ostatnio nie miałam czasu
pójść do żadnej.
-
Dlaczego… - zaczął David, ale mu przerwałam.
-
Nie byłam u lekarza, bo musiałabym opowiadać skąd ten ból, pokazać blizny, opowiedzieć,
co mi się przydarzyło. Bałam się tego.
-
Maggie - powiedział mi coś, o czym już myślałam - Naprawimy to. Pójdziemy do
tego szpitala, który odwiedziliśmy przy tej sprawie z dzieciakiem.
-
To kosztuje, David - szepnęłam.
-
Damy radę - powiedział i pogłaskał bok mojej głowy.
-
Tak - mruknęłam - Jeszcze ten testament dziadka.
-
Tak - powiedział David zamyślony, ale nie dodał nic więcej na ten temat.
A
potem wstał, wyciągnął do mnie rękę i stwierdził - Miałaś jechać do hospicjum,
więc lepiej się umyj i zbierajmy się.
Wstałam,
schylił się, by musnąć moje usta, a potem puścił mnie z jednym słowem - Idź.
Więc
poszłam.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziekuje😍
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń❤️
OdpowiedzUsuń