środa, 9 marca 2022

9 - Ze stali

 

Rozdział 9

Ze stali

Maggie

 

 

 

Tydzień później

Siedziałam za swoim biurkiem i wprowadzałam dane do arkusza kalkulacyjnego, które przesłał nam klient, by zrobić jego rozliczenie za ubiegły rok.

Mechaniczne zadanie, które mogłam zrobić w pamięci, ale musiało być udowodnione i zapisane w komputerze, jako wykonana praca.

Zadzwonił mój stacjonarny telefon biurowy, którego używaliśmy głównie do rozmów wewnętrznych.

- Magdalene O’shea - przedstawiłam się, chociaż ten, kto dzwonił i tak musiał wiedzieć, że to ja.

- Maggie - usłyszałam głos mojego szefa - poproszę cię do mnie.

Dziwne, nie przywitał się.

- Natychmiast - powiedziałam i podniosłam się z fotela, poprawiając automatycznie spódnicę na biodrach.

W ciągu ostatnich dni codziennie spędzałam godzinę lub dwie z Davidem w wynajętym przez niego mieszkaniu.

Starałam się o tym nie myśleć, przynajmniej nie w pracy.

W hospicjum, w którym w tym tygodniu bywałam krótko, bo mama nie wymagała wiele pomocy, więc pojawiałam się tam głównie, by zabrać pościel i ubrania do wyprania (czasem ją przebierałam, ale nie musiałam jej karmić), również nie myślałam o Davidzie.

Kochałam nasze chwile z Davidem w tamtym mieszkaniu, nawet jeśli miałyby trwać tylko do momentu, kiedy David złapie Curt’a i przejdzie dalej, do następnego zadania.

Starałam się wziąć jak najwięcej, by mieć co pamiętać.

Chociaż być może robiłam błąd, bo mogło potem bardziej boleć.

Ale ja byłam przyzwyczajona do bólu.

Wyszłam ze swojego biura, mechanicznie zabierając po drodze swój telefon i wsuwając GPS, który ładował się przy komputerze, na plecach za szeroki pasek mojej szarej spódnicy.

Nawet, jeśli nie miałam zamiaru opuszczać biura, to David czuł się spokojniejszy, jeśli nosiłam go przy sobie, więc to robiłam.

Przeszłam obok Barb, która pracowała w boksie naprzeciwko moich drzwi, na komputerze przy swoim biurku.

Uśmiechnęłam się do niej i jeszcze raz ogarnęłam wzrokiem pluszaki, kartki z serduszkami, plastikowe kwiatki i inne śmieci, którymi chłopak Barb starał się zapewnić ją o swoim uczuciu.

Nie powiedziałam jej, że to są tylko nic nie znaczące, łatwe do wymazania gesty, a uczucie wyraża się przez coś ważniejszego.

Poczułam się stara i doświadczona w porównaniu z nią.

Poszłam do biura szefa, nie zwracając na zwykłe, zaciekawione spojrzenia pracowników w dużej sali, przeszłam obok biurka asystentki szefa, Annie, mamrocząc do niej - Wzywał mnie.

Kiwnęła głową w moją stronę, ale nic nie powiedziała.

Zapukałam, usłyszałam zaproszenie i weszłam.

- Wzywał mnie pan - powiedziałam do szefa.

- Tak, Maggie - powiedział pan D’angelo, wstając nerwowo zza biurka.

Podszedł do drzwi, które zostawiłam otwarte i zamknął je.

- Proszę spocznij - powiedział surowo jak nigdy i wskazał mi ręką fotel, który stał przed biurkiem.

Zaczęłam się denerwować.

- Maggie - zaczął pan D’angelo - Jak wiesz, po tym co się stało rok temu, zacząłem wyrywkowo sprawdzać rozliczenia finansowe całego biura.

Przerwał i patrzył na mnie przez chwilę, a ja patrzyłam na niego, nie wiedząc, do czego zmierza.

- Tak? - zapytałam, kiedy nadal milczał.

- Chcę ci coś pokazać - stwierdził i podał mi wydrukowane arkusze.

Spojrzałam na nie, potem przeczytałam je dokładniej, potem przejrzałam ponownie niektóre rubryki i westchnęłam, odkładając je na biurko.

- Tu jest błąd - wskazałam palcem na dwie kolumny.

Pan D’angelo patrzył na mnie bez słowa.

- Ja… - zawahałam się i zmarszczyłam brwi, bo kompletnie nie wiedziałam o co mu chodzi.

Wzięłam papiery jeszcze raz do ręki i przeczytałam tym razem nagłówek, który stwierdzał, że rozliczenie dotyczyło mojego klienta.

Pracownicy w biurze zajmowali się kilkoma klientami każdy, a ja sprawdzałam i sygnowałam ich rozliczenia.

Ja miałam tylko trzech klientów, którzy wnosili bardzo dużo pieniędzy, ich rozliczenia były skomplikowane, a pan D’angelo potwierdzał moje rozliczenia.

- Nie wiem, jak to się stało - szepnęłam z oszołomieniem.

- Maggie - powiedział pan D’angelo - po tamtej sprawie z Teresą tylko do ciebie zawsze miałem całkowite zaufanie. Gdybyś wtedy mi nie pomogła, byłbym skompromitowany.

- Ja… - zaczęłam ponownie.

- Nie - pan D’angelo stanowczo mi przerwał - Nie chcę w to wnikać. Jeden błąd, masz wiele na głowie. Ja rozumiem.

- Przepraszam panie D’angelo - zaczęłam głośniej - Ale nie mogę pozwolić na to, żeby myślał pan, że mogę się znowu pomylić. Jest pan najlepszym szefem, jakiego miałam i chcę zasłużyć na pana zaufanie.

Pan D’angelo uniósł nieco głowę, a na jego twarzy pojawił się ciepły, łagodny wyraz, którego nie chciałam zgłębiać.

- Proszę mi pozwolić to przeanalizować - mówiłam dalej - Mam na pamięci przenośnej kopie tych arkuszy i mogę je sprawdzić jeszcze raz.

- Dobrze - pan D’angelo zgodził się natychmiast - przynieś to tutaj, zaraz się tym zajmiemy.

- Nie chcę panu przeszkadzać… - powiedziałam mniej pewnie.

Nie chciałam mu sprawiać problemu.

- Nie, Maggie - odparł - Chciałbym ci pokazać, że ci ufam. To musi być błąd w systemie, albo coś innego…

- Dobrze - zgodziłam się, bo im szybciej byśmy się za to zabrali, tym szybciej skończylibyśmy.

Wstałam, odwróciłam się do drzwi i tylko jeszcze odwróciłam głowę, by powiedzieć Zaraz wracam i poszłam do drzwi.

Wróciłam szybkim krokiem (jak nigdy nie chodziłam po biurze) do swojego gabinetu, nie zwracając uwagi na zaniepokojone spojrzenie Barb, mojej asystentki, otworzyłam swój sejf, do którego jak dotąd nie dałam nikomu szyfru i wyjęłam z niego dużą przenośną pamięć.

Rok temu nauczyłam się dokumentować każdy etap mojej pracy.

W domu codziennie wieczorem robiłam zdjęcie mojej tablicy z równaniami (aparatem, który trzymałam w skrytce pod materacem), a w pracy codziennie po południu zgrywałam dane ze swojego komputera.

Nauczyli mnie tego Curt i Teresa.

Każde z nich na swój sposób, a żaden nie był miły.

Zamknęłam z powrotem sejf i wyszłam ze swojego gabinetu.

- Będę pracowała przez jakiś czas u szefa. Gdyby ktoś mnie potrzebował, zadzwoń tam lub go do mnie przyślij - powiedziałam po drodze do Barb.

Poszłam do szefa, który przez ten czas przeorganizował swój gabinet, więc przy jego biurku stały teraz dwa fotele obok siebie, zwrócone przodem do monitora komputera.

Podłączyłam pamięć do jego komputera i zaczęłam przeszukiwać archiwalne pliki, aby znaleźć odpowiedni arkusz.

Byliśmy tym zajęci ponad godzinę.

Porównywaliśmy, drukowaliśmy, sprawdzaliśmy.

Kiedy znaleźliśmy to, nie mogliśmy uwierzyć, więc przenieśliśmy się do mojego gabinetu, do mojego komputera i pracowaliśmy nad tym przez kolejną godzinę.

Potem wróciliśmy do gabinetu szefa i zastanawialiśmy się nad tym, kto mógł tak postąpić.

Potem dyskutowaliśmy, co powinniśmy z tym zrobić.

Potem poprosiłam do nas Barb i, wspierana przez pana D’angelo, zadałam jej kilka pytań.

Odpowiedziała na wszystkie, chociaż była bardzo przestraszona.

Ostatnim pytaniem było to, kim jest jej nowy chłopak.

A, kiedy go opisała, czy ma jego zdjęcie.

Przeraziłam się.

A potem, podczas gdy pan D’angelo został z Barb w jego gabinecie, poszłam sama do swojego gabinetu, by wziąć mój bezpieczny telefon z torebki.

By poszukać jedynej pomocy, jaką mogłam dostać.

*****

David

David był z Jimmy’m i Billy’m i, w czasie jednej z nielicznych chwil odpoczynku w remizie, wycierali ich wóz po myciu, kiedy zadzwonił jego telefon.

Wyciągnął go z tylnej kieszeni i spojrzał przepraszająco na Jimmy’ego, po czym spojrzał na ekran i jednocześnie ucieszył się i zdenerwował.

Ucieszył się, bo dzwoniła Maggie.

Zdenerwował się, bo dzwoniła Maggie.

Kurwa.

To, jak bardzo chciał z nią porozmawiać, przesłaniał fakt, że nigdy do niego nie dzwoniła, bo było to niebezpieczne.

Wiedziała to, więc jeśli mimo to dzwoniła, musiało się coś stać.

Odebrał.

- Mała - powiedział ściszonym głosem.

Jimmy obejrzał się na niego i zmarszczył brwi.

Wiedział.

- David - również mówiła ściszonym głosem - gdzie jesteś?

Gówno.

- Maggie - warknął - co się dzieje?

Zawahała się i wiedział, że to dlatego, że martwi się, że mu przeszkadza lub inne gówno, ale myślała o nim.

- Maggie - mruknął - Mów, przecież wiem, że nie dzwoniłabyś, gdyby…

Pozwolił, żeby to zawisło, bo wiedział, że ona wiedziała o co mu chodziło.

Wiedziała.

- David, ja… - zaczęła znowu - potrzebuję cię.

Znał ją na tyle, że wiedział, że się nie bała.

Nadal była zdenerwowana.

Kurwa!

- Coś się właśnie stało u mnie w pracy - mówiła szybko cicho, ale zdecydowanie - Myślę, że Barb, moja asystentka, spotyka się z Curt’em.

Kurwa!

- Co?! - wypchnął zduszonym głosem.

Jimmy obejrzał się na niego niespokojnie, więc odszedł nieco dalej.

- Cóż… - znowu się zawahała - Oczywiście nie ma żadnych zdjęć, ale opisała go i wszystko się zgadza, a ja…

Przerwał jej.

- Okej, będziemy tam za jakieś dziesięć, może piętnaście minut. Jest po piątej. Kończycie już?

- Tak - potwierdziła natychmiast - Myślę, że niektórzy już wychodzą. Mam ich zatrzymać?

- Nie - rozkazał - Niech wyjdą wszyscy, którzy mają wyjść. Im więcej tym lepiej. Nie dawaj nic po sobie znać. Zawiadom tylko ochronę, że wejdziemy tylnym wejściem, tam, gdzie się spotkaliśmy. Napiszę.

- Dobrze, David - powiedziała łagodnie, a jemu pierś zacisnęła się na myśl, że ona znowu musi to przeżywać.

- Na razie, Kruszynko - mruknął.

- Na razie David - odpowiedziała.

Rozłączyli się i David nie zwlekał z wybraniem kolejnego numeru, by zebrać grupę, która mogła mu pomóc sobie z tym poradzić.

Dla Maggie.

Po rozmowach skierował się do Jimmy’ego, ale kumpel już był gotowy dać mu to, o co David nie zdążył poprosić.

Wsparcie.

- Jedź - powiedział, kiedy tylko go zobaczył - My się tu wszystkim zajmiemy. I tak zaraz koniec zmiany. Poradzimy sobie. Powiadomię Oli’ego, co się stało.

Oliwier był ich kapitanem, bardziej doświadczonym, nieco starszym, ale przede wszystkim wiele rozumiejącym.

Bardzo pomógł Jimmy’emu podczas jego gównoburzy z Evą.

David wiedział, że będzie go wspierał w jego problemach, jeśli na takie natrafi on lub jego kobieta.

Więc nie ociągał się.

- Dzięki - mruknął i wystartował, wołając przez przestrzeń - Yo.

Siedząc w swoim SUV’ie David nie zastanawiał się co do cholery się stało, bo za mało wiedział o tym gównie.

Myślał o tym, co powiedziała Eva dwa dni wcześniej.

Eva była niezwykle przenikliwa i dobrze znała ludzką psychikę.

Wiedziała też jakie gówniane życie miała Maggie (ogólnie) i przejmowała się zawsze wszystkimi.

Dlatego nie było niczym dziwnym, że, kiedy go dorwała dwa dni temu, jak poszedł obejrzeć mecz z Jimmy’m, powiedziała mu, co o tym sądzi.

Stał koło kanapy i zdejmował wszystko z jednego ze stolików do kawy, by miała gdzie postawić talerze, kiedy to się stało.

- David - zaczęła cichym głosem, odstawiając na stolik dużą pizzę, którą przyniosła, kiedy Jimmy poszedł po piwo do lodówki - Nie poddawaj się. Walcz o Maggie.

- Eva - zaczął sugerując tonem, że to nie jej sprawa - Jak sama będzie chciała, to w to wejdzie.

- Nie - powiedziała stanowczo Eva, a jego to zaskoczyło, jak cholera - Nie wejdzie.

Złapała jego przedramię i ścisnęła delikatnie, patrząc mu prosto w oczy.

- Ona myśli o sobie bardzo źle… - szepnęła - …i uważa, że ty jesteś wspaniały. Dlatego nie wejdzie w to, a przynajmniej nie całym sercem. Nawet jeśli będzie ją to bolało, zostawi sobie możliwość ucieczki.

Nie rozmawiali więcej, bo Jimmy wrócił z kuchni i Eva się wycofała.

Zostawiła ich samych z meczem i pizzą.

David zaczął po tym myśleć.

Maggie przychodziła do niego, pieprzyła się z nim, przytulała i zostawała tak długo, jak on uważał za słuszne.

Nigdy nie narzekała, że musi wyjść, że spotykają się ukradkiem, że nie może go mieć całego, ale też nie dawała mu siebie całej.

Nie rozmawiali.

Nie znał jej rodziny i nie wiedział, co było z jej ojcem, z dziadkiem, jak związała się z Seamus’em.

Nic.

Gdyby nie usłyszał przypadkiem jaka popieprzona jest jej matka, o niej też by nic nie wiedział.

Kiedy dojechał na parking przy biurze Maggie, Filip i Tracker już tam czekali, a agent miał w ręku teczki, o które prosił David.

David wyciągnął telefon i napisał Jesteśmy.

Minutę później drzwi ewakuacyjne, które były otwierane tylko od środka, uchyliły się, a kiedy David podszedł do nich, zobaczył  stojącą w nich Maggie.

David ruszył pierwszy.

- Hej, mała - powiedział - wejdźmy, to powiem ci kto to.

- Hej - przywitała go ciepło i łagodnie, patrząc prosto w jego oczy - Tak, chodźmy.

Była opanowana.

Miała wszystko pod kontrolą.

Nie.

Nie była ani trochę krucha.

David zaczął podejrzewać, że wręcz była zrobiona ze stali.

Pieprzona hartowana stal.

Zamknęła za nimi drzwi i odwróciła się do niego, a on przedstawił szybko swoich towarzyszy.

- Maggie, to jest agent specjalny Tracker, a to mój kumpel, Filip.

Skinęła im głową, zaszczycając ich tylko przelotnym spojrzeniem.

- Witam - rzuciła krótko, po czym poznał, że jednak była zdenerwowana i ruszyła pierwsza po schodach na górę, a David szedł bezpośrednio za nią.

Czuł jej owocowy zapach, a oczy zjeżdżały mu na jej tyłek w czarnej spódnicy, która opinała go niezwykle kusząco.

Jak zwykle do pracy, miała na sobie kremową bluzkę, którą zapięła pod szyję i zawiązała na luźną kokardę, a włosy spięła w duży kok na karku.

To było szalenie seksowne i pasowało do niej.

Ale też to były tortury, bo nie mógł jej pocałować, a nawet dotknąć, a co dopiero wsunąć dłoń po nodze w górę lub palce między guziki bluzki.

Skupił się na nowym problemie, żeby o tym nie myśleć, ale wolałby nie iść tuż za nią po schodach.

Tylko że wtedy szedłby za nią któryś z tych pierdolonych facetów.

Nie powinien o tym myśleć.

Przeszli przez pustą, cichą i prawie ciemną przestrzeń biurową, którą David ogarnął automatycznie zauważając wyludnione boksy z biurkami, na których stały ciemne monitory i inne gówno, a obcasy Maggie stukały szybko i rytmicznie w podłogę.

Dwa, trzy uderzenia na jeden jego krok.

A potem stanęła przed drzwiami, na których napis głosił Federico D’angelo, dyrektor, złapała prawą dłonią za klamkę i spojrzała tą swoją niebieskością do góry wprost w jego oczy.

Skinął głową.

Zapukała i od razu nacisnęła klamkę.

Kiedy wchodzili, do ich uszu dotarł zrozpaczony głos kobiety.

- Panie D’angelo, proszę. Niech pan złoży skargę i ja mogę stanąć przed sądem, oddam wszystkie pieniądze, ale niech mi pan pozwoli już wyjść z pracy.

Ich oczom ukazał się szef Maggie, siedzący za swoim biurkiem i podnoszący się na ich powitanie.

Naprzeciwko niego siedziała młoda, ciemnowłosa, szczupła kobieta z rozpaczą malującą się na twarzy.

- Dzień dobry - powiedział agent Tracker wchodząc jako ostatni do gabinetu i podchodząc wprost do kobiety - agent specjalny Wiliam Tracker.

Przedstawił się kobiecie, ale patrzył na pana D’angelo.

- Federico D’angelo - przedstawił się tamten - jestem przełożonym pani Magdalene O’shea.

Tracker skinął głową i spojrzał w dół.

Kobieta się nie odezwała.

- To Barbara Gullible, asystentka pani O’shea - przedstawił pan D’angelo.

- To panowie David Lichtwitz i Filip Lifer, którzy mi pomagają w pewnym śledztwie - wyjaśniał Tracker.

Maggie dziwnie szarpnęła głową w jego stronę i David pomyślał, że chyba nigdy nie powiedział jej, jak się nazywa.

Ale nie odezwała się i nie spojrzała na niego.

- Pani Gullible, nie interesują nas pani nadużycia, aczkolwiek są naganne - mówił Tracker cicho do Barb, nie odrywając od niej oczu - Chcemy tylko się spotkać z pani chłopakiem.

- Ja… - zaczęła Barb i przełknęła ślinę - On nic nie zrobił.

- Barb… - wtrąciła się Maggie - powiedziałaś nam, że to był jego pomysł, żeby oszukać naszego klienta i zdobyć pieniądze z jego podatków.

 - Nie! - zawołała wręcz piskliwie Barb - To ja. To wszystko to był mój pomysł.

- Pani Gullible… - przerwał Tracker - zacznijmy od początku. Proszę spojrzeć na to i powiedzieć, czy chodzi o tego mężczyznę.

Wyciągnął zdjęcia z pierwszej teczki i podał je siedzącej między nimi młodej kobiecie.

Ta wzięła je w trzęsące się ręce i wyraz jej twarzy momentalnie się zmienił.

Tak, to był on.

- Nie - powiedziała bardzo szybko - To nie on.

Za szybko.

- Proszę nie kłamać - stwierdził Tracker - Nie umie pani.

Jej spojrzenie biegało między nimi.

- Ja… - kobieta zająknęła się - Jerry nic nie zrobił. On jest dobry.

- Po pierwsze nie ma na imię Jerry, tylko Seamus. Seamus Mcmalony. - powiedział jej Tracker nadal cichym, zdecydowanym głosem - A po drugie on stanowczo nie jest dobry.

Zabrał od niej zdjęcia i schował je z powrotem do tej samej teczki, podczas gdy kobieta patrzyła na Maggie ze strachem.

David bał się, że Tracker wyjmie zdjęcia z drugiej teczki i Maggie będzie musiała przeżywać na nowo swoje tortury.

- Pani Gullible - podjął Tracker i odzyskał uwagę wszystkich zgromadzonych - Teraz, gdzie on teraz jest?

Barb zacisnęła usta.

Maggie również.

David wiedział, że Maggie zobaczyła tamte zdjęcia i, że zauważyła, że dużo z nich było z wcześniejszych lat, wiele lat wstecz, ale jedno było z ich galerii, prawie sprzed jej drzwi.

Nic nie powiedziała i nie zareagowała na to.

- Pani Gullible - Tracker zmienił ton na sugestywny - To pani nie pomoże. Chroni pani groźnego przestępcę, terrorystę.

Barb nie odpowiadała i wyglądała, jakby miała zacząć płakać.

Wyglądało na to, że miała nadzieję, że nie straci chłopaka.

David zauważył, że Maggie zbliżyła się do niej.

Nie zatrzymał jej, chociaż każda komórka jego ciała domagała się od niego jakiejś reakcji, by ją bronić.

Tracker odsunął się odrobinę, dając jej przestrzeń do działania.

Mądrze.

Tylko Maggie mogła sobie z tym poradzić.

- Barb - Maggie przykucnęła przy swojej asystentce - Co on ci powiedział? Że cię kocha? Że jesteś jedyna? Że wcześniej kobiety tylko go oszukiwały i wykorzystywały? Że jesteś radością jego życia?

Każde pytanie powodowało, że Barb prostowała się, a wyraz jej twarzy tak się zmieniał, że David zaczął żałować, ale nie jej.

Maggie.

Bo najwidoczniej tamten powiedział to wszystko do niej.

Zanim ją pobił i podpalił.

- Tak - wyrzuciła z siebie tamta słowa płaczliwie, jakby z desperacją - On mnie kocha.

- Barb - powiedziała cicho Maggie - On mnie też to powiedział.

- Co? - zachłysnęła się Barb.

- Był moim chłopakiem - mówiła Maggie - mieszkaliśmy razem. On mieszkał u mnie. Potem mówił, że jestem jego.

Barb szarpnęła głową.

- Tobie też to powiedział? - zapytała cicho Maggie.

Tamta przytaknęła powoli.

- Właśnie - mruknęła Maggie i też kiwnęła głową.

- Tylko że później to zmieniło znaczenie - mówiła cicho  - Nie byłam jego kobietą. Byłam jego własnością, rzeczą. Niewolnicą. Nie miałam prawa mieć własnych myśli, własnej woli.

David pomyślał, że żołądek nie może mu się mocniej ścisnąć, bo do jego ust trafi cała żółć, jaka nagromadziła się w przełyku i paliła go coraz mocniej.

Kurwa!

Miał ochotę zabić skurwysyna.

- Kiedy chciałam, żeby się wyprowadził… - kontynuowała Maggie - …wściekł się. Mój przyjaciel miał mi pomóc, więc spakowałam rzeczy Curt’a, bo tak mi się przedstawił.

Maggie się wyprostowała i, patrząc prosto w jego oczy, zaczęła rozwiązywać kokardę pod szyją i rozpinać bluzkę.

David zrezygnował ze swojego zwykłego niereagowania, szarpnął się i powiedział bezgłośnie - Maggie, nie…

Ale Maggie kolejny raz zamierzała mu pokazać, jak bardzo była silna.

Twarda.

Pokręciła lekko głową i odwróciła się do Barb.

- Kiedy wrócił do mojego mieszkania i zobaczył te spakowane rzeczy pobił mnie do nieprzytomności, a potem związał - opowiadała Maggie cichym głosem całkowicie wypranym z emocji - Jak tylko odzyskałam przytomność, spostrzegłam, że pozbawił mnie całej góry ubrania. A potem, żeby dać mi lekcję, że to jedynie on może ze mną zerwać, a nie ja z nim i żeby mnie nauczyć, że nie ma na całym bożym Świecie nic ważniejszego niż on… - Maggie rozchyliła lekko bluzkę, a tamta aż wciągnęła powietrze na ten widok - …spalił na mnie moje notatki, rozwiązania równania, które robiłam codziennie, kartka po kartce, mocząc je w nafcie, żeby się ładniej paliły, robiąc zdjęcia i śmiejąc się.

- Panno Maggie - jęknęła Barb.

- Więc nie mów, że to dobry człowiek - zakończyła szeptem Maggie.

Wyglądało, jakby nagle wyczerpała wszystkie swoje siły, jakby miała upaść, więc David znalazł się przy niej po dwóch długich krokach.

Wziął ją w ramiona, przycisnął do swojej piersi i trzymał tak, kiedy ona się o niego opierała, słuchając jednocześnie, jak Tracker dowiaduje się od Barb, że Jerry/Curt/Seamus miał czekać na nią, jak codziennie, po pracy - co wyjaśniało jego doskonałe poinformowanie i zdenerwowanie Barb - na parkingu przed biurem (więc natychmiast powiadomił swoich ludzi, żeby obstawili parking), a Filip dowiaduje się gdzie mieszkała ta laska (i natychmiast dzwoni po swoich ludzi, by przeszukali lokal).

Był przekonany, że to wszystko już było za późno.

Sukinsyn nawiał.

Ale zawsze można było mieć nadzieję.

Po krótkiej chwili Maggie wyprostowała się w jego ramionach, odsunęła się lekko i zapięła bluzkę, a potem oboje patrzyli, jak Tracker, Filip i Barb wychodzą z gabinetu, żeby zejść schodami do wyjścia ewakuacyjnego na tylny parking.

Rzucili tylko krótkie słowa pożegnania.

David czuł, jak między nim a Maggie powstaje dystans.

Coś, czego nie lubił i nie rozumiał.

Kiedy zostali we trójkę z szefem Maggie, ten wyglądał na zmartwionego.

- Pójdę po swoją torebkę - powiedziała Maggie, odeszła od niego i skierowała do drzwi - Zaraz wrócę.

- Dobrze - mruknął do niej David i podszedł do drzwi, żeby patrzeć, jak ona idzie przez przestrzeń ich biura.

- Nie miałem pojęcia - wyszeptał Rico.

David odwrócił do niego głowę.

- Ponad rok temu Maggie nie było w pracy przez cały miesiąc… - starszy pan cichym głosem zaczął swoje opowiadanie, patrząc w stronę, w którą udała się Maggie - Główną księgową była wtedy Teresa, nie jest teraz ważne, jak się nazywała. Ważne jest to, że była leniwa i źle się odnosiła do ludzi. To drugie zauważyłem miesiąc wcześniej. Może dwa, ale myślałem, że była dobra w tym, co robiła, więc przymykałem oko.

- Chociaż robiłem źle, bo wiedziałem, jak traktowała Maggie - wymamrotał, jakby do siebie.

Przerwał na chwilę i spojrzał prosto na Davida

- Był koniec roku, a to dla nas jest zawsze bardzo napięty okres w pracy… - podjął - Maggie nie było, a tamta nagle nie dawała rady wykonać wszystkiego, co robiła wcześniej. A na dodatek zrobiła kilka tak poważnych błędów, że mogliśmy całkiem stracić reputację, nie mówiąc o mnóstwie pieniędzy. Potem nadszedł styczeń i nie było wiele lepiej.

Westchnął ciężko.

- Wtedy Maggie wróciła - skinął głową w jej stronę - Zaczęła przychodzić do pracy w tych bluzkach pod samą szyję. Zaraz następnego dnia po powrocie przyszła do mnie przepraszając, że tak późno oddaje wykonaną podobno wcześniej pracę Teresy, ale nie wiedziała, że tamta oddała to godzinę przed nią. Okazało się, że jej arkusze różnią się rozliczeniem od arkuszy Teresy. Teresa pomyliła się na prawie pół miliona dolarów na niekorzyść klienta. Zauważyłem to podpisując je. Na szczęście, w porę przed ich oddaniem.

- David - podszedł bliżej - Kocham ją jak córkę, której nie mam. Uratowała mnie, ale to nie dlatego. Jest mądra, miła, dobra i zawsze myśli o innych.

- Wiem, Rico - mruknął do niego David.

- Opiekuj się nią - zakończył Rico - Ona cię potrzebuje.

- Spiskujecie? - usłyszeli łagodny głos Maggie z bardzo bliska.

- Nie, mała - mruknął David.

Odwrócił się do niej i zobaczył, że jest ubrana w swój puchaty płaszcz, czapkę i szalik, wyprostowana i pogodna.

Kurwa.

Oto był.

Dowód.

Zrobiona ze stali.

Pieprzona hartowana stal.

Wszystko się wali, życie ją kopie, a ona prostuje się i idzie dalej.

Tak.

Jego pastereczka nie jest krucha.

Poradzi sobie ze wszystkim.

*****

Maggie

Leżałam częściowo na Davidzie po tym, jak się kochaliśmy.

Kochaliśmy się.

To było niespieszne, delikatne i czułe.

Pieściłam go i on pieścił mnie.

Całował mnie i ja całowałam jego.

A potem wsunął się we mnie i pieścił mnie od środka powoli i długo, aż wybuchłam w rozkoszy, która dała mi go więcej, a potem przyspieszył i wziął swoją rozkosz.

Nie wiem na czym to polegało, ale z nim za każdym razem miałam orgazm, o jakim kiedyś tylko słyszałam gdzieś przypadkiem i jakiego nigdy nie spodziewałam się mieć.

A potem przytulił mnie i leżałam patrząc na swój palec, leniwie przeczesujący włosy na jego klatce piersiowej.

Bardzo mi się podobały jego włosy.

Te na głowie miał krótkie i miękkie, ale przez takie obcięcie łaskoczące moją dłoń, kiedy przesuwałam ją po jego czaszce, badając jej idealny kształt.

Broda i wąsy były szorstkie, ale na tyle długie, że nie drapały mnie, tylko układały się wzdłuż jego ostro zarysowanej żuchwy.

Lubiłam przeczesywać je paznokciami, aby ułożyły się pod nimi w wyraźniejsze linie.

Włosy na piersi miał proste i niezbyt gęste, ale czarne i wyraźne, co pozwalało mi na przeczesywanie ich i leniwą zabawę po seksie, albo przytulenie policzkiem bez dyskomfortu włosów łaskoczących w nos.

To rozleniwienie i odprężenie spowodowało, że zrobiłam głupstwo.

- Opowiedz mi o swojej babci - poprosiłam i natychmiast się spięłam.

Wiedziałam, że nie powinnam pytać, że nie powinnam bardziej się do niego zbliżać, bo będzie bardziej bolało, kiedy zdecyduje się pójść dalej.

Dawał mi tyle, ile dawał i powinnam być szczęśliwa, że mam aż tyle.

Nie prosić o więcej.

Ale mi to dał.

- Moja babcia była Żydówką, a dziadek Niemcem - wyznał.

Nie zrozumiałam tego.

- Kiedy zaraz po liceum postanowiłem zaciągnąć się do wojska i powiedziałem im o tym… - opowiadał cichym, spokojnym głosem - babcia bardzo się zdenerwowała i zaczęła płakać. Wtedy się dowiedziałem.

Słuchałam w napięciu, bo wtedy zrozumiałam, że to coś bardzo ważnego.

- Moi dziadkowie w latach trzydziestych ubiegłego wieku żyli w Europie, w Niemczech - wyjaśniał David - Kiedy w trzydziestym trzecim zrobiło się tam bardzo źle dla Żydów, jej rodzina kazała im emigrować do Stanów. Rodzina mojego dziadka wyklęła go, kiedy zaręczył się z babcią, bo pogardzała nią, a on miał wtedy tylko dwadzieścia lat, ale ją bardzo kochał i nie chcieli żyć bez siebie. Kiedy zrobiło się źle, tata mojej babci uznał, że może być niebezpiecznie, więc rodzina babci, która go przyjęła do swojego grona, zebrała tyle pieniędzy, ile mogła, żeby oni we dwójkę przenieśli się do Stanów na stałe z niewieloma rzeczami po szybkim ślubie przed cadykiem.

Przerwał, spojrzał na mnie opuszczając brodę i, kiedy skinęłam głową, że rozumiem, podjął opowiadanie.

- Kiedy po Europie przetoczyła się Druga Wojna Światowa, większość rodziny mojej babci zginęła, a pojedyncze osoby przeżyły cudem, po ucieczce z Europy. Wtedy to mój dziadek podjął decyzję o sądowej zmianie ich nazwiska na nazwisko babci - mówił - Więc, kiedy poszedłem do wojska, babcia przestraszyła się. Bała się o mnie.

Nie powiedział nic więcej, a ja nie chciałam już pytać.

Pomyślałam, że powinnam być silniejsza, nie pytać i trwać po prostu w tym, co mamy.

Przyjmować jeden dzień na raz i nie oczekiwać więcej.

Więc leżałam na jego szerokiej klatce piersiowej, słuchając bicia jego serca i nie myślałam o tym, że ktoś tak wspaniały, jak David przyjął mnie do swojego życia na chwilę, pomimo moich słabości i mojego życia pogrążonego w śmieciach.

Nie musiał wiedzieć więcej o moim życiu.

Wystarczyło, że dowiedział się tego dnia, jak bardzo byłam głupia, że dałam się oszukać Curt’owi.

Nie chciałam mu mówić o mojej mamie i o tacie.

Więc nie powinnam go o nic pytać, bo to oznaczało dzielenie się, a ja nie miałam czym się dzielić.

Nie miałam nic dobrego.

Nic tak dobrego, jak on.

I nigdy nie będę miała tego na dłużej.

Leżałam na nim, by mieć to na chwilę.

A potem musieliśmy wstać i ubrać się.

Musiałam wrócić do mojego mieszkania, żeby ten, ktokolwiek mnie podsłuchiwał, wiedział, że jestem sama w domu.

Tylko nie wiedziałam, czy to dobrze.

Ale, żegnając Davida, odwróciłam się i uśmiechnęłam do niego, stojącego na schodach i czekającego aż otworzę swoje drzwi, żeby wiedział, że wszystko jest w porządku.

Jak zawsze.

6 komentarzy: