Rozdział 9
Maggie
Tydzień później
Siedziałam
za swoim biurkiem i wprowadzałam dane do arkusza kalkulacyjnego, które przesłał
nam klient, by zrobić jego rozliczenie za ubiegły rok.
Mechaniczne
zadanie, które mogłam zrobić w pamięci, ale musiało być udowodnione i zapisane w
komputerze, jako wykonana praca.
Zadzwonił
mój stacjonarny telefon biurowy, którego używaliśmy głównie do rozmów
wewnętrznych.
-
Magdalene O’shea - przedstawiłam się, chociaż ten, kto dzwonił i tak musiał
wiedzieć, że to ja.
-
Maggie - usłyszałam głos mojego szefa - poproszę cię do mnie.
Dziwne,
nie przywitał się.
-
Natychmiast - powiedziałam i podniosłam się z fotela, poprawiając automatycznie
spódnicę na biodrach.
W
ciągu ostatnich dni codziennie spędzałam godzinę lub dwie z Davidem w wynajętym
przez niego mieszkaniu.
Starałam
się o tym nie myśleć, przynajmniej nie w pracy.
W
hospicjum, w którym w tym tygodniu bywałam krótko, bo mama nie wymagała wiele
pomocy, więc pojawiałam się tam głównie, by zabrać pościel i ubrania do
wyprania (czasem ją przebierałam, ale nie musiałam jej karmić), również nie
myślałam o Davidzie.
Kochałam
nasze chwile z Davidem w tamtym mieszkaniu, nawet jeśli miałyby trwać tylko do
momentu, kiedy David złapie Curt’a i przejdzie dalej, do następnego zadania.
Starałam
się wziąć jak najwięcej, by mieć co pamiętać.
Chociaż
być może robiłam błąd, bo mogło potem bardziej boleć.
Ale
ja byłam przyzwyczajona do bólu.
Wyszłam
ze swojego biura, mechanicznie zabierając po drodze swój telefon i wsuwając
GPS, który ładował się przy komputerze, na plecach za szeroki pasek mojej
szarej spódnicy.
Nawet,
jeśli nie miałam zamiaru opuszczać biura, to David czuł się spokojniejszy,
jeśli nosiłam go przy sobie, więc to robiłam.
Przeszłam
obok Barb, która pracowała w boksie naprzeciwko moich drzwi, na komputerze przy
swoim biurku.
Uśmiechnęłam
się do niej i jeszcze raz ogarnęłam wzrokiem pluszaki, kartki z serduszkami,
plastikowe kwiatki i inne śmieci, którymi chłopak Barb starał się zapewnić ją o
swoim uczuciu.
Nie
powiedziałam jej, że to są tylko nic nie znaczące, łatwe do wymazania gesty, a
uczucie wyraża się przez coś ważniejszego.
Poczułam
się stara i doświadczona w porównaniu z nią.
Poszłam
do biura szefa, nie zwracając na zwykłe, zaciekawione spojrzenia pracowników w
dużej sali, przeszłam obok biurka asystentki szefa, Annie, mamrocząc do niej -
Wzywał mnie.
Kiwnęła
głową w moją stronę, ale nic nie powiedziała.
Zapukałam,
usłyszałam zaproszenie i weszłam.
-
Wzywał mnie pan - powiedziałam do szefa.
-
Tak, Maggie - powiedział pan D’angelo, wstając nerwowo zza biurka.
Podszedł
do drzwi, które zostawiłam otwarte i zamknął je.
-
Proszę spocznij - powiedział surowo jak nigdy i wskazał mi ręką fotel, który
stał przed biurkiem.
Zaczęłam
się denerwować.
-
Maggie - zaczął pan D’angelo - Jak wiesz, po tym co się stało rok temu,
zacząłem wyrywkowo sprawdzać rozliczenia finansowe całego biura.
Przerwał
i patrzył na mnie przez chwilę, a ja patrzyłam na niego, nie wiedząc, do czego
zmierza.
-
Tak? - zapytałam, kiedy nadal milczał.
-
Chcę ci coś pokazać - stwierdził i podał mi wydrukowane arkusze.
Spojrzałam
na nie, potem przeczytałam je dokładniej, potem przejrzałam ponownie niektóre
rubryki i westchnęłam, odkładając je na biurko.
-
Tu jest błąd - wskazałam palcem na dwie kolumny.
Pan
D’angelo patrzył na mnie bez słowa.
-
Ja… - zawahałam się i zmarszczyłam brwi, bo kompletnie nie wiedziałam o co mu
chodzi.
Wzięłam
papiery jeszcze raz do ręki i przeczytałam tym razem nagłówek, który
stwierdzał, że rozliczenie dotyczyło mojego
klienta.
Pracownicy
w biurze zajmowali się kilkoma klientami każdy, a ja sprawdzałam i sygnowałam
ich rozliczenia.
Ja
miałam tylko trzech klientów, którzy wnosili bardzo dużo pieniędzy, ich
rozliczenia były skomplikowane, a pan D’angelo potwierdzał moje rozliczenia.
-
Nie wiem, jak to się stało - szepnęłam z oszołomieniem.
-
Maggie - powiedział pan D’angelo - po tamtej sprawie z Teresą tylko do ciebie
zawsze miałem całkowite zaufanie. Gdybyś wtedy mi nie pomogła, byłbym
skompromitowany.
-
Ja… - zaczęłam ponownie.
-
Nie - pan D’angelo stanowczo mi przerwał - Nie chcę w to wnikać. Jeden błąd,
masz wiele na głowie. Ja rozumiem.
-
Przepraszam panie D’angelo - zaczęłam głośniej - Ale nie mogę pozwolić na to,
żeby myślał pan, że mogę się znowu pomylić. Jest pan najlepszym szefem, jakiego
miałam i chcę zasłużyć na pana zaufanie.
Pan
D’angelo uniósł nieco głowę, a na jego twarzy pojawił się ciepły, łagodny
wyraz, którego nie chciałam zgłębiać.
-
Proszę mi pozwolić to przeanalizować - mówiłam dalej - Mam na pamięci
przenośnej kopie tych arkuszy i mogę je sprawdzić jeszcze raz.
-
Dobrze - pan D’angelo zgodził się natychmiast - przynieś to tutaj, zaraz się
tym zajmiemy.
-
Nie chcę panu przeszkadzać… - powiedziałam mniej pewnie.
Nie
chciałam mu sprawiać problemu.
-
Nie, Maggie - odparł - Chciałbym ci pokazać, że ci ufam. To musi być błąd w
systemie, albo coś innego…
-
Dobrze - zgodziłam się, bo im szybciej byśmy się za to zabrali, tym szybciej skończylibyśmy.
Wstałam,
odwróciłam się do drzwi i tylko jeszcze odwróciłam głowę, by powiedzieć Zaraz wracam i poszłam do drzwi.
Wróciłam
szybkim krokiem (jak nigdy nie chodziłam po biurze) do swojego gabinetu, nie
zwracając uwagi na zaniepokojone spojrzenie Barb, mojej asystentki, otworzyłam
swój sejf, do którego jak dotąd nie dałam nikomu szyfru i wyjęłam z niego dużą przenośną
pamięć.
Rok
temu nauczyłam się dokumentować każdy etap mojej pracy.
W
domu codziennie wieczorem robiłam zdjęcie mojej tablicy z równaniami (aparatem,
który trzymałam w skrytce pod materacem), a w pracy codziennie po południu
zgrywałam dane ze swojego komputera.
Nauczyli
mnie tego Curt i Teresa.
Każde
z nich na swój sposób, a żaden nie był miły.
Zamknęłam
z powrotem sejf i wyszłam ze swojego gabinetu.
-
Będę pracowała przez jakiś czas u szefa. Gdyby ktoś mnie potrzebował, zadzwoń
tam lub go do mnie przyślij - powiedziałam po drodze do Barb.
Poszłam
do szefa, który przez ten czas przeorganizował swój gabinet, więc przy jego
biurku stały teraz dwa fotele obok siebie, zwrócone przodem do monitora
komputera.
Podłączyłam
pamięć do jego komputera i zaczęłam przeszukiwać archiwalne pliki, aby znaleźć
odpowiedni arkusz.
Byliśmy
tym zajęci ponad godzinę.
Porównywaliśmy,
drukowaliśmy, sprawdzaliśmy.
Kiedy
znaleźliśmy to, nie mogliśmy uwierzyć, więc przenieśliśmy się do mojego
gabinetu, do mojego komputera i pracowaliśmy nad tym przez kolejną godzinę.
Potem
wróciliśmy do gabinetu szefa i zastanawialiśmy się nad tym, kto mógł tak
postąpić.
Potem
dyskutowaliśmy, co powinniśmy z tym zrobić.
Potem
poprosiłam do nas Barb i, wspierana przez pana D’angelo, zadałam jej kilka
pytań.
Odpowiedziała
na wszystkie, chociaż była bardzo przestraszona.
Ostatnim
pytaniem było to, kim jest jej nowy chłopak.
A,
kiedy go opisała, czy ma jego zdjęcie.
Przeraziłam
się.
A
potem, podczas gdy pan D’angelo został z Barb w jego gabinecie, poszłam sama do
swojego gabinetu, by wziąć mój bezpieczny telefon z torebki.
By
poszukać jedynej pomocy, jaką mogłam dostać.
*****
David
David
był z Jimmy’m i Billy’m i, w czasie jednej z nielicznych chwil odpoczynku w
remizie, wycierali ich wóz po myciu, kiedy zadzwonił jego telefon.
Wyciągnął
go z tylnej kieszeni i spojrzał przepraszająco na Jimmy’ego, po czym spojrzał
na ekran i jednocześnie ucieszył się i zdenerwował.
Ucieszył
się, bo dzwoniła Maggie.
Zdenerwował
się, bo dzwoniła Maggie.
Kurwa.
To,
jak bardzo chciał z nią porozmawiać, przesłaniał fakt, że nigdy do niego nie
dzwoniła, bo było to niebezpieczne.
Wiedziała
to, więc jeśli mimo to dzwoniła, musiało się coś stać.
Odebrał.
-
Mała - powiedział ściszonym głosem.
Jimmy
obejrzał się na niego i zmarszczył brwi.
Wiedział.
-
David - również mówiła ściszonym głosem - gdzie jesteś?
Gówno.
-
Maggie - warknął - co się dzieje?
Zawahała
się i wiedział, że to dlatego, że martwi się, że mu przeszkadza lub inne gówno,
ale myślała o nim.
-
Maggie - mruknął - Mów, przecież wiem, że nie dzwoniłabyś, gdyby…
Pozwolił,
żeby to zawisło, bo wiedział, że ona wiedziała o co mu chodziło.
Wiedziała.
-
David, ja… - zaczęła znowu - potrzebuję cię.
Znał
ją na tyle, że wiedział, że się nie bała.
Nadal
była zdenerwowana.
Kurwa!
-
Coś się właśnie stało u mnie w pracy - mówiła szybko cicho, ale zdecydowanie -
Myślę, że Barb, moja asystentka, spotyka się z Curt’em.
Kurwa!
-
Co?! - wypchnął zduszonym głosem.
Jimmy
obejrzał się na niego niespokojnie, więc odszedł nieco dalej.
-
Cóż… - znowu się zawahała - Oczywiście nie ma żadnych zdjęć, ale opisała go i
wszystko się zgadza, a ja…
Przerwał
jej.
-
Okej, będziemy tam za jakieś dziesięć, może piętnaście minut. Jest po piątej.
Kończycie już?
-
Tak - potwierdziła natychmiast - Myślę, że niektórzy już wychodzą. Mam ich
zatrzymać?
-
Nie - rozkazał - Niech wyjdą wszyscy, którzy mają wyjść. Im więcej tym lepiej.
Nie dawaj nic po sobie znać. Zawiadom tylko ochronę, że wejdziemy tylnym
wejściem, tam, gdzie się spotkaliśmy. Napiszę.
-
Dobrze, David - powiedziała łagodnie, a jemu pierś zacisnęła się na myśl, że
ona znowu musi to przeżywać.
-
Na razie, Kruszynko - mruknął.
-
Na razie David - odpowiedziała.
Rozłączyli
się i David nie zwlekał z wybraniem kolejnego numeru, by zebrać grupę, która
mogła mu pomóc sobie z tym poradzić.
Dla
Maggie.
Po
rozmowach skierował się do Jimmy’ego, ale kumpel już był gotowy dać mu to, o co
David nie zdążył poprosić.
Wsparcie.
-
Jedź - powiedział, kiedy tylko go zobaczył - My się tu wszystkim zajmiemy. I
tak zaraz koniec zmiany. Poradzimy sobie. Powiadomię Oli’ego, co się stało.
Oliwier
był ich kapitanem, bardziej doświadczonym, nieco starszym, ale przede wszystkim
wiele rozumiejącym.
Bardzo
pomógł Jimmy’emu podczas jego gównoburzy z Evą.
David
wiedział, że będzie go wspierał w jego problemach, jeśli na takie natrafi on
lub jego kobieta.
Więc
nie ociągał się.
-
Dzięki - mruknął i wystartował, wołając przez przestrzeń - Yo.
Siedząc
w swoim SUV’ie David nie zastanawiał się co do cholery się stało, bo za mało wiedział
o tym gównie.
Myślał
o tym, co powiedziała Eva dwa dni wcześniej.
Eva
była niezwykle przenikliwa i dobrze znała ludzką psychikę.
Wiedziała
też jakie gówniane życie miała Maggie (ogólnie) i przejmowała się zawsze
wszystkimi.
Dlatego
nie było niczym dziwnym, że, kiedy go dorwała dwa dni temu, jak poszedł
obejrzeć mecz z Jimmy’m, powiedziała mu, co o tym sądzi.
Stał
koło kanapy i zdejmował wszystko z jednego ze stolików do kawy, by miała gdzie
postawić talerze, kiedy to się stało.
-
David - zaczęła cichym głosem, odstawiając na stolik dużą pizzę, którą
przyniosła, kiedy Jimmy poszedł po piwo do lodówki - Nie poddawaj się. Walcz o
Maggie.
-
Eva - zaczął sugerując tonem, że to nie jej sprawa - Jak sama będzie chciała,
to w to wejdzie.
-
Nie - powiedziała stanowczo Eva, a jego to zaskoczyło, jak cholera - Nie
wejdzie.
Złapała
jego przedramię i ścisnęła delikatnie, patrząc mu prosto w oczy.
-
Ona myśli o sobie bardzo źle… -
szepnęła - …i uważa, że ty jesteś wspaniały. Dlatego nie wejdzie w to, a
przynajmniej nie całym sercem. Nawet jeśli będzie ją to bolało, zostawi sobie
możliwość ucieczki.
Nie
rozmawiali więcej, bo Jimmy wrócił z kuchni i Eva się wycofała.
Zostawiła
ich samych z meczem i pizzą.
David
zaczął po tym myśleć.
Maggie
przychodziła do niego, pieprzyła się z nim, przytulała i zostawała tak długo,
jak on uważał za słuszne.
Nigdy
nie narzekała, że musi wyjść, że spotykają się ukradkiem, że nie może go mieć
całego, ale też nie dawała mu siebie całej.
Nie
rozmawiali.
Nie
znał jej rodziny i nie wiedział, co było z jej ojcem, z dziadkiem, jak związała
się z Seamus’em.
Nic.
Gdyby
nie usłyszał przypadkiem jaka popieprzona jest jej matka, o niej też by nic nie
wiedział.
Kiedy
dojechał na parking przy biurze Maggie, Filip i Tracker już tam czekali, a
agent miał w ręku teczki, o które prosił David.
David
wyciągnął telefon i napisał Jesteśmy.
Minutę
później drzwi ewakuacyjne, które były otwierane tylko od środka, uchyliły się, a
kiedy David podszedł do nich, zobaczył stojącą
w nich Maggie.
David
ruszył pierwszy.
-
Hej, mała - powiedział - wejdźmy, to powiem ci kto to.
-
Hej - przywitała go ciepło i łagodnie, patrząc prosto w jego oczy - Tak,
chodźmy.
Była
opanowana.
Miała
wszystko pod kontrolą.
Nie.
Nie
była ani trochę krucha.
David
zaczął podejrzewać, że wręcz była zrobiona ze stali.
Pieprzona
hartowana stal.
Zamknęła
za nimi drzwi i odwróciła się do niego, a on przedstawił szybko swoich
towarzyszy.
-
Maggie, to jest agent specjalny Tracker, a to mój kumpel, Filip.
Skinęła
im głową, zaszczycając ich tylko przelotnym spojrzeniem.
-
Witam - rzuciła krótko, po czym poznał, że jednak była zdenerwowana i ruszyła
pierwsza po schodach na górę, a David szedł bezpośrednio za nią.
Czuł
jej owocowy zapach, a oczy zjeżdżały mu na jej tyłek w czarnej spódnicy, która
opinała go niezwykle kusząco.
Jak
zwykle do pracy, miała na sobie kremową bluzkę, którą zapięła pod szyję i
zawiązała na luźną kokardę, a włosy spięła w duży kok na karku.
To
było szalenie seksowne i pasowało do niej.
Ale
też to były tortury, bo nie mógł jej pocałować, a nawet dotknąć, a co dopiero
wsunąć dłoń po nodze w górę lub palce między guziki bluzki.
Skupił
się na nowym problemie, żeby o tym nie myśleć, ale wolałby nie iść tuż za nią
po schodach.
Tylko
że wtedy szedłby za nią któryś z tych pierdolonych facetów.
Nie
powinien o tym myśleć.
Przeszli
przez pustą, cichą i prawie ciemną przestrzeń biurową, którą David ogarnął
automatycznie zauważając wyludnione boksy z biurkami, na których stały ciemne
monitory i inne gówno, a obcasy Maggie stukały szybko i rytmicznie w podłogę.
Dwa,
trzy uderzenia na jeden jego krok.
A
potem stanęła przed drzwiami, na których napis głosił Federico D’angelo, dyrektor, złapała prawą dłonią za klamkę i
spojrzała tą swoją niebieskością do góry wprost w jego oczy.
Skinął
głową.
Zapukała
i od razu nacisnęła klamkę.
Kiedy
wchodzili, do ich uszu dotarł zrozpaczony głos kobiety.
-
Panie D’angelo, proszę. Niech pan złoży skargę i ja mogę stanąć przed sądem,
oddam wszystkie pieniądze, ale niech mi pan pozwoli już wyjść z pracy.
Ich
oczom ukazał się szef Maggie, siedzący za swoim biurkiem i podnoszący się na
ich powitanie.
Naprzeciwko
niego siedziała młoda, ciemnowłosa, szczupła kobieta z rozpaczą malującą się na
twarzy.
-
Dzień dobry - powiedział agent Tracker wchodząc jako ostatni do gabinetu i
podchodząc wprost do kobiety - agent specjalny Wiliam Tracker.
Przedstawił
się kobiecie, ale patrzył na pana D’angelo.
-
Federico D’angelo - przedstawił się tamten - jestem przełożonym pani Magdalene
O’shea.
Tracker
skinął głową i spojrzał w dół.
Kobieta
się nie odezwała.
-
To Barbara Gullible, asystentka pani O’shea - przedstawił pan D’angelo.
-
To panowie David Lichtwitz i Filip Lifer, którzy mi pomagają w pewnym śledztwie
- wyjaśniał Tracker.
Maggie
dziwnie szarpnęła głową w jego stronę i David pomyślał, że chyba nigdy nie
powiedział jej, jak się nazywa.
Ale
nie odezwała się i nie spojrzała na niego.
-
Pani Gullible, nie interesują nas pani nadużycia, aczkolwiek są naganne - mówił
Tracker cicho do Barb, nie odrywając od niej oczu - Chcemy tylko się spotkać z
pani chłopakiem.
-
Ja… - zaczęła Barb i przełknęła ślinę - On nic nie zrobił.
-
Barb… - wtrąciła się Maggie - powiedziałaś nam, że to był jego pomysł, żeby
oszukać naszego klienta i zdobyć pieniądze z jego podatków.
- Nie!
- zawołała wręcz piskliwie Barb - To ja. To wszystko to był mój pomysł.
-
Pani Gullible… - przerwał Tracker - zacznijmy od początku. Proszę spojrzeć na
to i powiedzieć, czy chodzi o tego mężczyznę.
Wyciągnął
zdjęcia z pierwszej teczki i podał je siedzącej między nimi młodej kobiecie.
Ta
wzięła je w trzęsące się ręce i wyraz jej twarzy momentalnie się zmienił.
Tak,
to był on.
-
Nie - powiedziała bardzo szybko - To nie on.
Za
szybko.
-
Proszę nie kłamać - stwierdził Tracker - Nie umie pani.
Jej
spojrzenie biegało między nimi.
-
Ja… - kobieta zająknęła się - Jerry nic nie zrobił. On jest dobry.
-
Po pierwsze nie ma na imię Jerry, tylko Seamus. Seamus Mcmalony. - powiedział
jej Tracker nadal cichym, zdecydowanym głosem - A po drugie on stanowczo nie jest dobry.
Zabrał
od niej zdjęcia i schował je z powrotem do tej samej teczki, podczas gdy
kobieta patrzyła na Maggie ze strachem.
David
bał się, że Tracker wyjmie zdjęcia z drugiej teczki i Maggie będzie musiała
przeżywać na nowo swoje tortury.
-
Pani Gullible - podjął Tracker i odzyskał uwagę wszystkich zgromadzonych -
Teraz, gdzie on teraz jest?
Barb
zacisnęła usta.
Maggie
również.
David
wiedział, że Maggie zobaczyła tamte zdjęcia i, że zauważyła, że dużo z nich
było z wcześniejszych lat, wiele lat wstecz, ale jedno było z ich galerii, prawie
sprzed jej drzwi.
Nic
nie powiedziała i nie zareagowała na to.
-
Pani Gullible - Tracker zmienił ton na sugestywny - To pani nie pomoże. Chroni
pani groźnego przestępcę, terrorystę.
Barb
nie odpowiadała i wyglądała, jakby miała zacząć płakać.
Wyglądało
na to, że miała nadzieję, że nie straci chłopaka.
David
zauważył, że Maggie zbliżyła się do niej.
Nie
zatrzymał jej, chociaż każda komórka jego ciała domagała się od niego jakiejś
reakcji, by ją bronić.
Tracker
odsunął się odrobinę, dając jej przestrzeń do działania.
Mądrze.
Tylko
Maggie mogła sobie z tym poradzić.
-
Barb - Maggie przykucnęła przy swojej asystentce - Co on ci powiedział? Że cię
kocha? Że jesteś jedyna? Że wcześniej kobiety tylko go oszukiwały i
wykorzystywały? Że jesteś radością jego życia?
Każde
pytanie powodowało, że Barb prostowała się, a wyraz jej twarzy tak się
zmieniał, że David zaczął żałować, ale nie jej.
Maggie.
Bo
najwidoczniej tamten powiedział to wszystko do niej.
Zanim
ją pobił i podpalił.
-
Tak - wyrzuciła z siebie tamta słowa płaczliwie, jakby z desperacją - On mnie
kocha.
-
Barb - powiedziała cicho Maggie - On mnie też to powiedział.
-
Co? - zachłysnęła się Barb.
-
Był moim chłopakiem - mówiła Maggie - mieszkaliśmy razem. On mieszkał u mnie. Potem
mówił, że jestem jego.
Barb
szarpnęła głową.
-
Tobie też to powiedział? - zapytała cicho Maggie.
Tamta
przytaknęła powoli.
-
Właśnie - mruknęła Maggie i też kiwnęła głową.
-
Tylko że później to zmieniło znaczenie - mówiła cicho - Nie byłam jego kobietą. Byłam jego własnością, rzeczą.
Niewolnicą. Nie miałam prawa mieć własnych myśli, własnej woli.
David
pomyślał, że żołądek nie może mu się mocniej ścisnąć, bo do jego ust trafi cała
żółć, jaka nagromadziła się w przełyku i paliła go coraz mocniej.
Kurwa!
Miał
ochotę zabić skurwysyna.
-
Kiedy chciałam, żeby się wyprowadził… - kontynuowała Maggie - …wściekł się. Mój
przyjaciel miał mi pomóc, więc spakowałam rzeczy Curt’a, bo tak mi się
przedstawił.
Maggie
się wyprostowała i, patrząc prosto w jego oczy, zaczęła rozwiązywać kokardę pod
szyją i rozpinać bluzkę.
David
zrezygnował ze swojego zwykłego niereagowania, szarpnął się i powiedział
bezgłośnie - Maggie, nie…
Ale
Maggie kolejny raz zamierzała mu pokazać, jak bardzo była silna.
Twarda.
Pokręciła
lekko głową i odwróciła się do Barb.
-
Kiedy wrócił do mojego mieszkania i zobaczył te spakowane rzeczy pobił mnie do
nieprzytomności, a potem związał - opowiadała Maggie cichym głosem całkowicie wypranym
z emocji - Jak tylko odzyskałam przytomność, spostrzegłam, że pozbawił mnie całej
góry ubrania. A potem, żeby dać mi lekcję, że to jedynie on może ze mną zerwać,
a nie ja z nim i żeby mnie nauczyć, że nie ma na całym bożym Świecie nic
ważniejszego niż on… - Maggie rozchyliła lekko bluzkę, a tamta aż wciągnęła
powietrze na ten widok - …spalił na mnie moje notatki, rozwiązania równania,
które robiłam codziennie, kartka po kartce, mocząc je w nafcie, żeby się ładniej paliły, robiąc zdjęcia i śmiejąc
się.
-
Panno Maggie - jęknęła Barb.
-
Więc nie mów, że to dobry człowiek - zakończyła szeptem Maggie.
Wyglądało,
jakby nagle wyczerpała wszystkie swoje siły, jakby miała upaść, więc David
znalazł się przy niej po dwóch długich krokach.
Wziął
ją w ramiona, przycisnął do swojej piersi i trzymał tak, kiedy ona się o niego
opierała, słuchając jednocześnie, jak Tracker dowiaduje się od Barb, że
Jerry/Curt/Seamus miał czekać na nią, jak codziennie, po pracy - co wyjaśniało
jego doskonałe poinformowanie i zdenerwowanie Barb - na parkingu przed biurem
(więc natychmiast powiadomił swoich ludzi, żeby obstawili parking), a Filip
dowiaduje się gdzie mieszkała ta laska (i natychmiast dzwoni po swoich ludzi,
by przeszukali lokal).
Był
przekonany, że to wszystko już było za późno.
Sukinsyn
nawiał.
Ale
zawsze można było mieć nadzieję.
Po
krótkiej chwili Maggie wyprostowała się w jego ramionach, odsunęła się lekko i zapięła
bluzkę, a potem oboje patrzyli, jak Tracker, Filip i Barb wychodzą z gabinetu,
żeby zejść schodami do wyjścia ewakuacyjnego na tylny parking.
Rzucili
tylko krótkie słowa pożegnania.
David
czuł, jak między nim a Maggie powstaje dystans.
Coś,
czego nie lubił i nie rozumiał.
Kiedy
zostali we trójkę z szefem Maggie, ten wyglądał na zmartwionego.
-
Pójdę po swoją torebkę - powiedziała Maggie, odeszła od niego i skierowała do
drzwi - Zaraz wrócę.
-
Dobrze - mruknął do niej David i podszedł do drzwi, żeby patrzeć, jak ona idzie
przez przestrzeń ich biura.
-
Nie miałem pojęcia - wyszeptał Rico.
David
odwrócił do niego głowę.
-
Ponad rok temu Maggie nie było w pracy przez cały miesiąc… - starszy pan cichym
głosem zaczął swoje opowiadanie, patrząc w stronę, w którą udała się Maggie -
Główną księgową była wtedy Teresa, nie jest teraz ważne, jak się nazywała.
Ważne jest to, że była leniwa i źle się odnosiła do ludzi. To drugie zauważyłem
miesiąc wcześniej. Może dwa, ale myślałem, że była dobra w tym, co robiła, więc
przymykałem oko.
-
Chociaż robiłem źle, bo wiedziałem, jak traktowała Maggie - wymamrotał, jakby
do siebie.
Przerwał
na chwilę i spojrzał prosto na Davida
-
Był koniec roku, a to dla nas jest zawsze bardzo napięty okres w pracy… -
podjął - Maggie nie było, a tamta nagle nie dawała rady wykonać wszystkiego, co
robiła wcześniej. A na dodatek zrobiła kilka tak poważnych błędów, że mogliśmy
całkiem stracić reputację, nie mówiąc o mnóstwie pieniędzy. Potem nadszedł
styczeń i nie było wiele lepiej.
Westchnął
ciężko.
-
Wtedy Maggie wróciła - skinął głową w jej stronę - Zaczęła przychodzić do pracy
w tych bluzkach pod samą szyję. Zaraz następnego dnia po powrocie przyszła do
mnie przepraszając, że tak późno oddaje wykonaną podobno wcześniej pracę
Teresy, ale nie wiedziała, że tamta oddała to godzinę przed nią. Okazało się,
że jej arkusze różnią się rozliczeniem od arkuszy Teresy. Teresa pomyliła się
na prawie pół miliona dolarów na niekorzyść klienta. Zauważyłem to podpisując
je. Na szczęście, w porę przed ich oddaniem.
-
David - podszedł bliżej - Kocham ją jak córkę, której nie mam. Uratowała mnie,
ale to nie dlatego. Jest mądra, miła, dobra i zawsze myśli o innych.
-
Wiem, Rico - mruknął do niego David.
-
Opiekuj się nią - zakończył Rico - Ona cię potrzebuje.
-
Spiskujecie? - usłyszeli łagodny głos Maggie z bardzo bliska.
-
Nie, mała - mruknął David.
Odwrócił
się do niej i zobaczył, że jest ubrana w swój puchaty płaszcz, czapkę i szalik,
wyprostowana i pogodna.
Kurwa.
Oto
był.
Dowód.
Zrobiona
ze stali.
Pieprzona
hartowana stal.
Wszystko
się wali, życie ją kopie, a ona prostuje się i idzie dalej.
Tak.
Jego
pastereczka nie jest krucha.
Poradzi
sobie ze wszystkim.
*****
Maggie
Leżałam
częściowo na Davidzie po tym, jak się kochaliśmy.
Kochaliśmy
się.
To
było niespieszne, delikatne i czułe.
Pieściłam
go i on pieścił mnie.
Całował
mnie i ja całowałam jego.
A
potem wsunął się we mnie i pieścił mnie od środka powoli i długo, aż wybuchłam
w rozkoszy, która dała mi go więcej, a potem przyspieszył i wziął swoją
rozkosz.
Nie
wiem na czym to polegało, ale z nim za każdym razem miałam orgazm, o jakim
kiedyś tylko słyszałam gdzieś przypadkiem i jakiego nigdy nie spodziewałam się mieć.
A
potem przytulił mnie i leżałam patrząc na swój palec, leniwie przeczesujący
włosy na jego klatce piersiowej.
Bardzo
mi się podobały jego włosy.
Te
na głowie miał krótkie i miękkie, ale przez takie obcięcie łaskoczące moją
dłoń, kiedy przesuwałam ją po jego czaszce, badając jej idealny kształt.
Broda
i wąsy były szorstkie, ale na tyle długie, że nie drapały mnie, tylko układały
się wzdłuż jego ostro zarysowanej żuchwy.
Lubiłam
przeczesywać je paznokciami, aby ułożyły się pod nimi w wyraźniejsze linie.
Włosy
na piersi miał proste i niezbyt gęste, ale czarne i wyraźne, co pozwalało mi na
przeczesywanie ich i leniwą zabawę po seksie, albo przytulenie policzkiem bez
dyskomfortu włosów łaskoczących w nos.
To
rozleniwienie i odprężenie spowodowało, że zrobiłam głupstwo.
-
Opowiedz mi o swojej babci - poprosiłam i natychmiast się spięłam.
Wiedziałam,
że nie powinnam pytać, że nie powinnam bardziej się do niego zbliżać, bo będzie
bardziej bolało, kiedy zdecyduje się pójść dalej.
Dawał
mi tyle, ile dawał i powinnam być szczęśliwa, że mam aż tyle.
Nie
prosić o więcej.
Ale
mi to dał.
-
Moja babcia była Żydówką, a dziadek Niemcem - wyznał.
Nie
zrozumiałam tego.
-
Kiedy zaraz po liceum postanowiłem zaciągnąć się do wojska i powiedziałem im o
tym… - opowiadał cichym, spokojnym głosem - babcia bardzo się zdenerwowała i
zaczęła płakać. Wtedy się dowiedziałem.
Słuchałam
w napięciu, bo wtedy zrozumiałam, że to coś bardzo ważnego.
-
Moi dziadkowie w latach trzydziestych ubiegłego wieku żyli w Europie, w
Niemczech - wyjaśniał David - Kiedy w trzydziestym trzecim zrobiło się tam
bardzo źle dla Żydów, jej rodzina kazała im emigrować do Stanów. Rodzina mojego
dziadka wyklęła go, kiedy zaręczył się z babcią, bo pogardzała nią, a on miał
wtedy tylko dwadzieścia lat, ale ją bardzo kochał i nie chcieli żyć bez siebie.
Kiedy zrobiło się źle, tata mojej babci uznał, że może być niebezpiecznie, więc
rodzina babci, która go przyjęła do swojego grona, zebrała tyle pieniędzy, ile
mogła, żeby oni we dwójkę przenieśli się do Stanów na stałe z niewieloma
rzeczami po szybkim ślubie przed cadykiem.
Przerwał,
spojrzał na mnie opuszczając brodę i, kiedy skinęłam głową, że rozumiem, podjął
opowiadanie.
-
Kiedy po Europie przetoczyła się Druga Wojna Światowa, większość rodziny mojej
babci zginęła, a pojedyncze osoby przeżyły cudem, po ucieczce z Europy. Wtedy to
mój dziadek podjął decyzję o sądowej zmianie ich nazwiska na nazwisko babci -
mówił - Więc, kiedy poszedłem do wojska, babcia przestraszyła się. Bała się o
mnie.
Nie
powiedział nic więcej, a ja nie chciałam już pytać.
Pomyślałam,
że powinnam być silniejsza, nie pytać i trwać po prostu w tym, co mamy.
Przyjmować
jeden dzień na raz i nie oczekiwać więcej.
Więc
leżałam na jego szerokiej klatce piersiowej, słuchając bicia jego serca i nie
myślałam o tym, że ktoś tak wspaniały, jak David przyjął mnie do swojego życia
na chwilę, pomimo moich słabości i mojego życia pogrążonego w śmieciach.
Nie
musiał wiedzieć więcej o moim życiu.
Wystarczyło,
że dowiedział się tego dnia, jak bardzo byłam głupia, że dałam się oszukać
Curt’owi.
Nie
chciałam mu mówić o mojej mamie i o tacie.
Więc
nie powinnam go o nic pytać, bo to oznaczało dzielenie się, a ja nie miałam
czym się dzielić.
Nie
miałam nic dobrego.
Nic
tak dobrego, jak on.
I
nigdy nie będę miała tego na dłużej.
Leżałam
na nim, by mieć to na chwilę.
A
potem musieliśmy wstać i ubrać się.
Musiałam
wrócić do mojego mieszkania, żeby ten, ktokolwiek mnie podsłuchiwał, wiedział,
że jestem sama w domu.
Tylko
nie wiedziałam, czy to dobrze.
Ale,
żegnając Davida, odwróciłam się i uśmiechnęłam do niego, stojącego na schodach
i czekającego aż otworzę swoje drzwi, żeby wiedział, że wszystko jest w
porządku.
Jak
zawsze.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziekuje❤ Ile bedzie rozdzialow? 😉
OdpowiedzUsuńchyba 20
Usuń😉❤
OdpowiedzUsuń❤️
OdpowiedzUsuń