Rozdział 7
Maggie
Miesiąc później
Było
późno, więc miałam tylko kilka minut, by skończyć się szykować.
Powiesiłam
na drzwiach szafy wieszak z sukienką, którą miałam założyć na obiad świąteczny,
na który zaprosiła mnie Eva.
Nie
miałam ochoty pójść.
Nie
chciałam siedzieć przy stole z jej rodziną, kilkorgiem z naszych przyjaciół i
słuchać wspomnień tego, jak obchodzono Święta w ich rodzinach.
Minęły
cztery tygodnie bez Davida.
Niby
wiedziałam, dlaczego nie kontaktuje się ze mną, że jest gdzieś tam niedaleko,
ale nadal było mi smutno i czułam się bardzo samotna.
Znowu.
Różnica
polegała na tym, że wiedziałam, że robi to dla mnie, że może być przez to w
niebezpieczeństwie, więc zaciskałam zęby i żyłam.
Ja
nie byłam ważna, ale David chciał, musiał,
mnie obronić, więc żyłam.
Dzień
po dniu upływały na tych samych czynnościach.
Jeździłam
do pracy, pracowałam, robiłam zakupy i gotowałam.
Segregowałam
rzeczy, które stały w moim salonie w coraz mniej licznych pudłach, które
przynieśliśmy z Magnusem z mieszkania mojej mamy.
Większość
już wyrzuciłam.
Część
odłożyłam na później.
Magnus
był nadal w euforii swojego nowego związku i nie miał dla mnie czasu, co, jak
sądziłam, było dobre z tym wszystkim, co działo się wokół mnie i czego się
dowiedziałam.
Smutne
było to, że Magnus prawdopodobnie miał wkrótce wyprowadzić się do Idaho, gdzie
mieszkała rodzina jego partnera.
Rozstrzygali
jeszcze sprawy firmy Magnusa, mieszkania i innych rzeczy, ale sam fakt, że
mówili o tym, zasmucał mnie, bo Magnus był moim najstarszym przyjacielem.
Na
całe Boże Narodzenie wyjechali w tamte okolice, więc sądziłam, że podejmą
ostateczną decyzję.
W
dawnym mieszkaniu Evy i Jimmy’ego mieszkali Josh i Sandra, bardzo miła, młoda,
afroamerykańska para, która pracowała, odwiedzała rodzinę, mieszkającą w Salt
Lake City i była bardzo, bardzo cicha.
Więc
ich nie poznałam.
W
dawnym mieszkaniu Eddiego mieszkał jakiś samotny mężczyzna, ale wiedziałam, że
był biały, niższy od Davida i… to wszystko.
W
zimowych ubraniach, w kapturze lub czapce nasuniętej na oczy nie widziałam do
tej pory nawet jego twarzy.
Na
łóżku po pani Smith leżała inna pacjentka, chodząca i radząca sobie w
większości ze wszystkim, do której przyjeżdżali na zmianę synowie i synowe.
Umówiliśmy
się, że będziemy się zmieniać (chociaż protestowałam, bo przy mojej mamie było
więcej pracy, niż przy pani Lilly), więc mogłam tam jeździć co drugi dzień.
Mama
od dwóch tygodni dostawała morfinę, bo ból związany z rozwojem nowotworu
nasilił się tak bardzo, że były chwile, kiedy wyła.
Głośno.
Nie
powiedziała nic lekarzowi ani pielęgniarkom, ale obrzucała ich coraz grubszymi
i częstszymi wyzwiskami, więc się domyślili.
To
spowodowało, że częściej spała.
Więc
również jeżdżąc do niej miałam umysł wolny i mogłam wspominać moje jedyne
pocieszenie.
Godziny
spędzone miesiąc temu z Davidem.
W
Thanksgiving jedliśmy kolację i rozmawialiśmy o codziennych sprawach, jak para
znajomych, którzy nie widzieli się przez kilka tygodni.
Ale
w czasie tych dwóch godzin wymieniłam z nim więcej słów niż w czasie całej
naszej dotychczasowej znajomości.
Powiedział
mi (żartując z tego, chociaż mnie nie było do śmiechu), że jadali takie kolacje
w czasie różnych świąt z Jimmy’m, kiedy obaj byli samotni i kupowali właśnie
takiego indyka, jakiego on kupił dla mnie, więc miał wypróbowane różne opcje.
Opowiedziałam
mu o niedawnym spotkaniu z dziewczynami u Evy przy kawie i cieście, o naszej
rozmowie (ale nie wspomniałam mu o tym, że nie odzywałam się podczas tego
spotkania).
Pewno
i tak o tym wszystkim wiedział.
Powiedziałam
mu o Magnusie i jego nowym partnerze, jaka byłam szczęśliwa, że kogoś miał (ale
nie powiedziałam mu, że przez to prawie nie widywałam go i rzadko z nim
rozmawiałam).
Opowiedział
mi o jakiejś ich akcji, w czasie której wyciągali samochód z rowu, bo jechał
zbyt szybko i wypadł z drogi na śniegu.
Co
przypomniało mi to, że mój Jeep miał dziwnie nowe opony, ale nie powiedziałam
mu o tym, bo chciałam porozmawiać o tym z Evą.
Po
kolacji przeszliśmy do pokoju gościnnego Evy, bo David powiedział mi, że w
salonie nie powinniśmy zapalać światła.
Zabraliśmy
ze sobą wino, kawę i talerzyki z ciastem dyniowym i babeczkami orzechowymi,
które długo stały nietknięte na stoliku nocnym Evy.
Bo
tak się najadłam indykiem i ziemniakami, że David jadł potem z mojego talerza,
żartując, że będzie się turlał zamiast chodzić.
Podejrzewałam,
że jego idealnemu ciału nic nie będzie.
Nie
odezwałam się również na ten temat.
Nie
byłam pewna, jak się czułam z faktem, że znalazłam się z Davidem w pokoju, w
którym do usadzenia się na czas rozmowy było tylko jedno, wielkie i wyłożone
miękką pościelą, łóżko.
Ale
David nie pozwolił mi o tym zbyt wiele myśleć.
Ułożył
wszystkie poduszki razem na stertę, którą oparł o zagłówek, wszedł na łóżko i
usiadł tak, że oparł się plecami o te wszystkie poduszki, a potem skinął na
mnie ręką.
-
No, chodź, mała - powiedział, zachęcając, bym weszła za nim.
Wspięłam
się, a wtedy ułożył mnie tak, że byłam zwrócona do niego twarzą, a plecy
opierałam o jego zgięte w kolanach nogi.
Siedziałam
na lewym biodrze na kołdrze, a kolana ułożyłam wzdłuż jego lewego boku w stronę
zagłówka.
Objął
prawą ręką lewą stronę moich żeber wzdłuż talii tak, że jego dłoń wślizgnęła mi
się aż na łopatkę.
To
było niezwykle wygodne i miłe.
Podał
mi kubek z kawą, wziął swój i oboje ją popijaliśmy.
Siedzieliśmy
przez chwilę w milczeniu, patrząc sobie w oczy.
-
Więc spędzaliście z Jimmy’m święta razem jako single - zagadnęłam.
-
Tak - mruknął David z refleksją w głosie - Obaj straciliśmy całe rodziny, więc
byliśmy sami.
-
Straciłeś całą rodzinę? - zapytałam przejęta wizją samotnego Davida.
-
Moi rodzice zginęli w wypadku lotniczym, jak miałem dwa lata - powiedział mi
łagodnym tonem - Nie pamiętam ich. Wychowywali mnie babcia z dziadkiem. Nie
mieliśmy innej rodziny.
-
Och - mruknęłam cicho.
Zamyśliłam
się, bo brzmiało to tak, jakby miał jakąś rodzinę.
Przynajmniej
chyba miał jakieś dobre wspomnienia.
-
Opowiedz mi o swojej babci i dziadku - poprosiłam - Robiliście takie świąteczne
kolacje?
-
Tak - powiedział i uśmiechnął się ciepło - Babcia zawsze bardzo się starała,
bym miał dobre chwile. Nie byli zbyt religijni. Chodziło o tradycje, o wspólne
chwile. Przybieraliśmy we trójkę cały dom, ubieraliśmy choinkę, a babcia
gotowała i piekła smakołyki już tydzień wcześniej zarówno na Thanksgiving jak i
na Gwiazdkę.
Patrzyłam
na niego i moje myśli nagle zostały obezwładnione wyobrażeniem małego Davida
biegającego po domu jego dziadków z
ozdobami świątecznymi, może bombkami lub gwiazdami takimi, jak widywałam na
różnych filmach lub w sklepach.
Tak się cieszyłam, że to miał.
-
Babcia była bardzo mądra, cierpliwa i cicha - powiedział mi David i skupiłam
się ponownie na nim - Dziadek częściej się denerwował. Sprawiałem im dużo
problemów, bo byłem niesforny. W szkole ciągle wpadałem w kłopoty.
-
Naprawdę? - poczułam, że moje oczy stały się ogromne ze zdziwienia.
-
Naprawdę - mruknął z dziwnym uśmieszkiem na ustach.
Podobał
mi się taki (bardziej).
-
Jak miałem jakieś dziesięć lat… - opowiadał mi - dyrektor wezwał dziadka do
szkoły, bo bardzo narozrabiałem. Nie pamiętam, o co chodziło.
David
przerwał i zapatrzył się w moje ramię, więc wiedziałam, że jest myślami gdzieś
w przeszłości.
-
Pamiętam, że czekałem pod drzwiami gabinetu dyrektora, podczas, gdy oni
rozmawiali w środku - podjął swoje opowiadanie - W pewnym momencie dziadek
zaczął krzyczeć. Wołał, że za dużo straciłem, żeby on zabierał mi moją
osobowość, że nie będzie mnie ograniczał, skoro oni nie potrafią ukierunkować
mojego temperamentu i takie tam.
-
O Panie - westchnęłam.
Chciałam
odstawić swój kubek, ale musiałabym się wykręcić, więc David zabrał go po tym,
jak odstawił swój.
Potem,
kiedy się z powrotem usadziliśmy, położyłam dłoń na jego klatce piersiowej, a
David przykrył ją swoją i głaskał ją delikatnie w zamyśleniu.
-
Tak - David znowu na mnie spojrzał i się uśmiechnął - Od tego czasu dużo się
dla mnie zmieniło w szkole. Psycholog robił mi ciągle jakieś badania. Zapisali
mnie na zajęcia sportowe. Z każdego przedmiotu miałem propozycje zajęć, testy,
czułem się ciągle obserwowany.
David
przerwał na chwilę.
Dotknął
moich włosów lewą dłonią, którą potem znowu przykrył moją dłoń na jego piersi,
a prawą rękę przesunął na moich żebrach tak, że dotykał mojej skóry pod
swetrem.
Wciągnęłam
mocniej powietrze do płuc.
-
Okazało się, że jestem uzdolnionym biegaczem - wyjaśnił, jakby tego nie
zauważył - Nie byłem dobry w sportach zespołowych, ale byłem silny i szybki, a
potem także wytrzymały. Więc zacząłem trenować, a potem reprezentować szkołę w
zawodach lekkoatletycznych. Psycholog potem zaproponował mi w kolejnych latach
karierę wojskową.
-
Och - mruknęłam ze zrozumieniem (jak mi się wydawało).
-
A jak ty zostałaś księgową? - zapytał.
-
Och, ja… - wciągnęłam powietrze, bo nie byłam zbyt pewna tego, czy chcę mu
mówić o moim życiu.
A
potem się zdecydowałam.
Dać
mu siebie.
Przynajmniej
trochę.
-
Moja babcia zawsze mi dawała do rozwiązania zagadki matematyczne - zaczęłam i
spojrzałam na swoją rękę, pod którą czułam bicie jego serca - Właściwie wtedy
to nie wyglądało jak zagadki matematyczne. Bardziej, jak żarty i zabawa. Ale
teraz je rozpoznaję.
Spojrzałam
w jego ciepłe, czekoladowe oczy i mówiłam to, czego nie mówiłam nigdy nikomu.
-
Wiesz takie Dwie ośmiornice wybrały się
na zakupy. Jednak w sklepie z butami nikt nie mógł policzyć ile będzie potrzeba
bucików. Może wiesz ile bucików musiały kupić? - uśmiechnęłam się w myślach
na wspomnienie miny babci, kiedy odpowiedziałam na to pytanie 16 zaraz po tym,
jak skończyła mówić - Sprawiła, że polubiłam liczenie. Potem kupowała mi ładne
bruliony i ołówki, żebym pisała sobie różne działania, kiedy byłoby mi smutno.
W ten sposób nauczyłam się zajmować swoje myśli liczeniem, jak było źle.
Przerwałam,
bo nie chciałam w to się z nim zagłębiać.
Nie
zapytał.
Na
szczęście.
-
Potem w szkole nauczyciel zauważył moje upodobania i wysłał mnie na konkurs,
który wygrałam. - pociągnęłam to jednym tchem - Mieszkaliśmy wtedy w Wyoming.
Babcia umarła, kiedy miałam siedem lat. Więc, jak wygrałam ten konkurs na
etapie stanowym, a potem jeszcze jakiś taki w sudoku, to zjawił się taki pan z Skyline
High i zaproponował mi pełne stypendium.
Przerwałam.
-
Tak? - David patrzył na mnie zasłuchany, więc się speszyłam i odwróciłam wzrok -
Mów, Kruszynko, proszę.
Spojrzałam
na niego i zatrzymałam oddech.
Bo
w ten sposób odkryłam, że, jeśli powie na mnie Kruszynko, nie jestem w stanie mu niczego odmówić.
Niczego.
Bardzo
to lubiłam.
-
Przeprowadziłyśmy się z mamą do Salt Lake City - powiedziałam potem cicho, ale szybko
i znowu nie patrząc na niego - A potem wygrałam jeszcze jakiś konkurs, miałam
program w telewizji lokalnej, więc dostałam kolejne stypendium i skończyłam
college.
Urwałam.
David
nic nie powiedział.
Odważyłam
się nieśmiało podnieść na niego wzrok i złapałam jego gorące spojrzenie
skierowane w moje oczy.
O
Panie!
-
Jak się cieszę, że miałaś taką wspaniałą babcię - powiedział David, jakby
myślał o czymś innym.
-
Tak, ja też - mruknęłam przez ciepło, które otoczyło moje serce.
Miałam
tym zajęte myśli, więc nie zauważyłam, że David przesunął rękę z mojej dłoni z
powrotem w moje włosy na boku głowy, a potem na kark pod nimi.
Przyciągnął
mnie do siebie, a ja nie broniłam się, bo nagle dotarło do mnie, że chcę go pocałować.
Bardzo.
Przybliżył
mnie do siebie, przechylił mi głowę, a potem poczułam jego usta na swoich.
Rozchyliłam
wargi, wysunęłam czubek języka i posmakowałam go.
Panie,
jak ja lubiłam jego smak.
Przyciągnął
mnie mocniej i drugą rękę przesunął pod moim swetrem na moje plecy, więc
poczułam jego gorącą dłoń na skórze.
Jednocześnie
wsunął język do moich ust i to było jeszcze lepsze.
Otworzyłam
szerzej i odważniej usta, wygięłam się i wysunęłam piersi w jego stronę, i
przeciągnęłam rękę na jego kark.
Nie
wiedziałam skąd wiedziałam, co mam robić.
Nie
całowałam się tak nigdy z nikim.
Curt,
który był moim pierwszym (i jedynym) kochankiem, nie lubił się całować.
Przyciskał
krótko wargi do moich ust i zawsze miał je zamknięte.
Nie
wiedziałam, co robię dobrze lub źle, bo nigdy nie miałam żadnej siostry,
przyjaciółki, żadnej bliskiej kobiety, z którą mogłabym o tym porozmawiać.
Więc
teraz, z Davidem, od pieszczoty jego języka wewnątrz moich ust zrobiło mi się
jednocześnie słabo, gorąco, a wszystkie mięśnie napięły mi się z chęci ucieczki
i rzucenia się na niego jednocześnie.
A
na dodatek tak wspaniale było czuć jego krótkie, gęste włosy wnętrzem dłoni i
bicie jego serca pod drugą ręką.
David
całował mnie, jakby nie mógł się nasycić.
Jakbym
była źródłem, z którego musiał pić, żeby utrzymać się przy życiu.
Odsunęłam
się na kilka centymetrów i jęknęłam - David
- a jednocześnie spojrzałam mu z bliska w oczy.
Momentalnie
puścił mnie i odsunął się.
-
Zrobiłem ci krzywdę? - zapytał z niepokojem.
-
Nie - mruknęłam zawstydzona - ja…
Pomyślałam,
że mogę mu powiedzieć.
On
nigdy, przenigdy nie zrobi mi
krzywdy, nie przekroczy granicy, którą mu narzucę, nawet jeśli jej nie
wyjaśnię.
Był
taki dobry i chronił mnie.
-
Lubię to - wyjaśniłam cicho.
-
Dobrze - powiedział i uśmiechnął się ciepło, a potem przyciągnął mnie z
powrotem do siebie.
Całowaliśmy
się przez dłuższą chwilę, jego dłoń pieściła skórę moich żeber i pleców, a moja
jego kark i włosy.
Jednak
nic więcej nie zaszło.
A
ja poczułam jednocześnie ulgę, bo bałam się, że moglibyśmy pójść dalej, a ja
nie pozwoliłabym mu się rozebrać i mógłby się do mnie zrazić, i rozczarowanie,
bo miałam straszną ochotę na coś
więcej, chociaż nie do końca wiedziałam na ile
więcej.
Przyciskał
potem jeszcze moją głowę do swojego serca, a ja to robiłam bardzo chętnie, bo
starałam się zapamiętać dźwięk bicia jego serca na długie chwile, kiedy nie
będę miała go koło siebie.
A
wiedziałam, że takie chwile nadejdą.
A
potem musiałam wyjść.
Stałam
już całkowicie ubrana w drzwiach prowadzących na tyły apartamentu Evy i
Jimmy’ego, kiedy David przyciągnął mnie do siebie.
-
Tak nie lubię tego, że musisz iść sama - mruknął do moich włosów.
Wciągnęłam
powietrze do płuc, przytrzymałam je chwilę i wypuściłam.
Też
tego nie lubiłam.
Ale
musiałam być silna.
Dla
niego, żeby się o mnie nie martwił.
-
Mam dzisiaj później dyżur przy monitorach, to cię jeszcze zobaczę - dodał, a ja
poczułam taką radość, że znowu się do niego uśmiechnęłam.
Dotarłam
do mieszkania bez przeszkód, dokładnie odwrotnie wykonując wszystkie te czynności,
co przedtem.
Na
moim telewizorze Sean Gullette opowiadał jeszcze o swoich odczuciach związanych
z odtwarzaniem postaci Max’a Cohen’a.
Po
cichu przeszłam do sypialni, umyłam zęby w mojej łazience i przybrałam się w
piżamę, a potem wzięłam poduszkę i kołdrę i przeszłam na kanapę.
I
znowu tam szybko zasnęłam myśląc o tym, że David był blisko mnie.
A
potem odszedł.
Powoli,
stopniowo odsuwał się przez nie odzywanie się, nie dawanie mi znaku, że o mnie
myśli i pamięta.
Nie
rozpadałam się.
Znikałam.
Kiedy
tydzień temu Eva zaprosiła mnie na obiad w Święta początkowo chciałam odmówić,
ale nie miałam argumentu, żeby tam nie pójść.
Potem
znalazłam argument, ale był śmieszny.
Nie
miałam w co się ubrać.
Więc
pojechałam do butiku do Aleka i Sama.
Sama.
Ponieważ
wiedziałam, że wyjeżdżają na Święta, więc tam zawiozłam im w prezencie na
Gwiazdkę małego słonia z terakoty, pomalowanego na jaskrawe kolory i złocenia,
o którym Eva powiedziała mi, że będzie pasował do ich mieszkania.
Alek
zachwycił się nim, ale od razu przyznał, że mają podobnego.
Zrobił
to, mówiąc - Indy będzie miał towarzysza, nie będzie już samotny.
Więc
nie czułam się całkiem, jak głuptas.
W
butiku Alek od razu wiedział o co mi chodzi, kiedy powiedziałam o zaproszeniu i,
kiedy ponownie czekałam w przebieralni, znalazł mi nie tylko sukienkę, ale
również buty.
Na
szczęście tym razem nie zmuszał mnie do przyjmowania „prezentów”, więc nie czułam
się winna tego, że do nich pojechałam.
Bardzo
podobało mi się to, że miał takie fantastyczne wyczucie mojego gustu, potrzeb, a
jednocześnie mogłam mu zaufać jeśli chodziło o podpowiadanie fasonu i kolorów.
Znalazł
mi dwie sukienki, ale polecił jedną, o której powiedział w zaufaniu, że ma inną
z tego modelu na zapleczu.
-
Jeśli będzie pasowała, kochanie - szeptał mi na ucho z przejęciem, bo w butiku
była jeszcze jedna klientka - …to tamta jest przeceniona, bo ma drobną skazę.
Nawet nie zauważysz, a kosztuje połowę tego.
Sukienka
była podobna do prostego, długiego za kolana, prążkowanego swetra z długimi
rękawami w pięknym kolorze szaro błękitnym, z błyszczącą nitką.
Z
przodu była pod samą szyję, a z tyłu miała trójkątny dekolt, opadający prawie do
łopatek.
Była
śliczna.
Spojrzałam
na cenę, więc wiedziałam, że nie powinnam jej kupować.
Ale
jeśli Alek naprawdę miałby przecenioną…
Buty
też były ładne (czarne botki nad kostki na niewielkim koturnie, który był
zaskakująco wygodny), ale zrezygnowałam z nich.
Wystarczyłyby
mi moje.
Więc
teraz stałam w bieliźnie i rajstopach przed sukienką, której nie będę
potrzebowała więcej niż ten jeden raz, uczesana absurdalnie starannie w ten sam
sposób, a jaki uczesał mnie fryzjer na ślub Evy i Jimmy’ego, ze świeżo
zapakowanym prezentem w ręce.
Odłożyłam
paczkę.
Wsunęłam
sukienkę od dołu przez biodra i na ramiona, włożyłam do niej swój szeroki,
czarny, skórzany pasek ze srebrną, ozdobną, szeroką klamrą i wzięłam paczkę z
powrotem do ręki.
Przeszłam
do salonu, by dokończyć pakować moją torebkę.
Potem
założyłam botki, płaszcz, czapkę i szalik, zebrałam swoje rzeczy do ręki i
wyszłam za drzwi.
Akurat
ze swoich drzwi wychodzili Sonija i Benji.
Zamknęłam
drzwi na klucz.
-
Hej, Maggie, wesołych Świąt! - Sonija jak zwykle rzuciła się do mnie z
nadmierna energią - Też idziesz do Evy i Jimmy’ego?
-
Hej - spokojniej zawtórował jej Benji.
-
Hej - odparłam, oddając uścisk Soniji - Tak, Wesołych Świąt.
-
Co tam masz? - zapytała, wskazując na paczkę w mojej ręce.
-
Och - odparłam i machnęłam drugą ręką lekceważąco - Taki drobiazg. Prezent dla
Evy.
-
Och, to cudownie - krzyknęła Sonija i nie zwracając uwagi na to, że nie mówię
nic więcej i nie dając dojść do słowa Benij’emu, poprowadziła mnie w stronę
schodów cały czas mówiąc.
Poszliśmy
przez nasz parking, na drugą stronę drogi i na parking Evy i Jimmy’ego, a wtedy
zobaczyłam Grand Cherokee Davida zaparkowanego przed ich drzwiami.
I
dlatego, gdyby Sonija mnie nie trzymała kurczowo przez cały czas i nie paplała
bez przerwy, chyba bym uciekła.
Ale
nie uciekłam i zebrałam wszystkie swoje siły, by to przetrwać.
*****
David
David
był zły na siebie o to, że dał się namówić.
Musieli
pozostawać z Maggie w ukryciu, a to w obecności ich najbliższych przyjaciół nie
byłoby łatwe.
Ale
dał się namówić, bo tęsknił.
Chociaż
bardziej był sfrustrowany brakiem postępów w śledztwie.
Facet
był nieuchwytny.
Kiedy
zajechał do Evy i Jimmy’ego było pięć minut przed umówionym czasem, ale zadzwonił,
Jimmy go wpuścił i przeszli obaj do salonu.
Eva
szalała w kuchni, nerwowo wbiegając do salonu, by się przywitać, rozkazując Mattowi
przygotować stół (który był już przygotowany).
David
dowiedział się od Jimmy’ego, że Alek i Sam wyjechali gdzieś do rodziny, więc
ich nie będzie.
Rozmawiał
wcześniej przez telefon z Benji’m, który nadal razem z nimi obserwował salon Maggie
i poprosił go o przyprowadzenie jej, żeby nie szła sama.
Mieli
wyjść z Soniją ze swojego mieszkania tak, żeby spotkać ją niby przypadkiem na
galerii.
Nie
lubił reporterów, bo bywali zwykle wścibscy i zdobywali sławę nie bacząc na
szkody, jakie wyrządzali w życiu innych.
Benji
był inny.
Dzięki,
kurwa, Chrystusowi.
Usłyszał
dzwonek do drzwi, obaj z Jimmy’m się podnieśli i wiedział, że to oni, kiedy Eva
wypadła z kuchni.
-
David - rzuciła do niego - Zajmij się Maggie. Weź od niej płaszcz wprowadź ją,
dobrze?
Gówno.
Tego
się obawiał.
Eva
bawiła się w swatkę.
Tak.
To
nie będzie łatwe dla żadnego z nich.
Poszedł
do drzwi i zobaczył jej smutny wzrok na sobie, zanim opuściła oczy i zaczęła
się rozbierać.
Zdjęła
rękawiczki i czapkę, odłożyła je na półkę pod lustrem, gdzie wcześniej położyła
torebkę i jakąś paczkę, a potem zaczęła zdejmować płaszcz.
Pierś
zacisnęła mu się na widok jej smutku.
Miesiąc
temu miał ją w tym domu przytuloną do jego ciała, uśmiechniętą i zrelaksowaną.
Śmiała
się.
A
teraz…
Złapał
jej płaszcz, by pomóc jej zdjąć go z ramion i prawie zamarł.
Kurwa.
Palce
jego obu dłoni przesunęły się po jej nagiej skórze i jego kutas stwardniał i
szarpnął się natychmiast, jak u gówniarza.
Jej
sukienka była, jak zawsze, z przodu pod samą szyję i David już wiedział
dlaczego, ale z tyłu miała dekolt sięgający między jej łopatki.
Kuszący.
Sukienka
również opinała jej piersi i biodra tak, że z trudem powstrzymał się przed
schwyceniem jej w ramiona, zaciśnięciem jej włosów na karku w pięści, jak prymitywny
zaborca i przyciśnięciem jej ust do swoich.
Kiedy
się odwróciła do niego przodem i nieśmiało podniosła wzrok do jego oczu,
wiedział, że to poczuła.
Że
zesztywniał i jego oddech stał się niewłaściwy.
Musiał
się uspokoić.
Zabrała
torebkę i paczkę i poszła do salonu, a on wziął trzy głębokie oddechy, zanim
podążył za nią.
Witali
się tam wszyscy ze wszystkimi, bo dołączyli do nich również Mick i Dora, syn i
synowa Evy, którzy wcześniej szykowali się w swoim pokoju (był nim pokój
gościnny, który nasuwał Davidowi miłe wspomnienia).
-
Maggie, kochanie - usłyszał głos Evy, która zdążyła się już głośno przywitać z
Soniją i Benji’m - Jak cudownie, że mogłaś przyjść do nas.
-
Tak, cześć - powiedziała cicho Maggie.
-
Ja też się cieszę - dodała sekundę później, ale nie brzmiała, jakby się
cieszyła.
-
Eva - David usłyszał głos Soniji - Przepraszamy, ale nie zostaniemy na
obiedzie, musimy dojechać na kolację do Cheyenne w Wyoming, do przyjaciół.
-
Tak - dodał Benji, patrząc krótko na Davida - Wstąpiliśmy tylko, by złożyć wam
życzenia i zaraz ruszamy w drogę.
Gówno.
Więc
mieli być na obiedzie tylko w siedem osób.
To
będzie jeszcze trudniejsze, niż się spodziewał.
Zauważył
minę Maggie, która odwróciła lekko głowę, patrząc w podłogę i wiedział, że
pomyślała to samo.
Usiedli
wszyscy w ósemkę (Matt biegał co chwilę na górę do swojego pokoju) na fotelach
i kanapie, rozmawiali przez chwilę o wszystkim i niczym i to pozwoliło Maggie
ochłonąć, co David przyjął z ulgą.
Potem
Sonija i Benji zaczęli się zbierać, a David poszedł za nimi do przedpokoju, by
uścisnąć znacząco w podziękowaniu dłoń faceta, który zaopiekował się Maggie.
Kiedy
wrócił do salonu zobaczył, że Eva już zdążyła zadziałać i usiadła tak, że nie
miał innego wyboru, jak tylko usiąść koło Maggie na kanapie.
Gówno.
Siedzieli
oboje sztywno wyprostowani i David spostrzegł lub może bardziej wyczuł dłoń
Maggie leżącą na siedzeniu kanapy przy jego udzie.
Położył
obok niej swoją rękę.
-
Eva - zaczął - Jimmy mówił, że przed Świętami obchodzicie Wigilię z uroczystą
kolacją. Jak to wygląda?
Zapytał,
ale nie był zainteresowany.
Patrząc
Evę poruszał palcami tak, że muskał palce Maggie i to skupiało jego całą uwagę,
więc nie słuchał obszernej i barwnej odpowiedzi Evy.
Dotyk
ich palców zajmował również Maggie, ale ona opuściła głowę, rozchyliła usta i
oddychała ciężko, więc przestał poruszać palcami, by jej nie denerwować, tylko
zostawił swoją dłoń blisko jej ręki na siedzisku kanapy.
-
Maggie - nagle zawołała Eva - Muszę rozpakować twój prezent. Naprawdę nie
musiałaś nam nic przynosić. My nie mamy nic dla ciebie.
-
Eva - zaczęła Maggie, niestety, zabierając swoją rękę - To w podziękowaniu za
twoją przyjaźń i nowe opony do mojego Wranglera.
Zaskoczenie
spowodowało, że David nie zdążył nad tym zapanować i zesztywniał, a Maggie
odwróciła do niego głowę, spojrzała na niego ze zdziwieniem i zmarszczyła brwi.
-
Ja nie wiem… - zaczęła Eva, a potem przeniosła wzrok z Maggie na Davida - Och -
szepnęła i zamilkła.
Wstała,
jak to ona zwykle, energicznie, i szybko poszła do komody po paczkę, którą
dostała od Maggie i tam odstawiła.
Przyniosła
ją na fotel, na którym siedziała i dopiero wtedy David przyjrzał się pakunkowi.
Nie
był mały, ale też nie za duży.
Płaski.
Jak
trzydziestocalowy monitor.
Sądząc
z tego, jak Eva go trzymała, lekki.
Zawinięty
był w szary papier pakowny i obwiązany sznurkiem.
Po
zdjęciu pierwszej warstwy papieru Eva się zawahała.
-
Maggie - powiedziała prawie bez tchu - Tu jest napisane Dla Maggie, mojego Kociątka.
-
Tak - powiedziała Maggie - Przepraszam, nie zauważyłam. To moje.
-
Maggie - zająknęła się Eva - Nie mogę tego przyjąć.
-
Eva - zaczęła Maggie - ja…
Wtedy
David spostrzegł, że Maggie również mocno przeżywa rozstanie z tym czymś i
pomyślał, że to od jej babci.
Jedna
z jej pamiątek.
Przestraszył
się, że Eva to przyjmie.
Wstał
i podszedł do stolika, na którym Eva położyła pakunek do rozwinięcia i zaczął
zdejmować resztę papieru.
Ich
oczom pokazał się nieoprawiony w ramę obraz pręgowanego kotka zwiniętego w
kłębek do spania.
David
spojrzał na Maggie i zobaczył, że nie patrzyła na to, a jej zęby były mocno
zaciśnięte.
-
Ale… - Eva jąkała się - Maggie, czy ty wiesz, ile to jest warte?
-
Co? - głowa Maggie gwałtownie podskoczyła do góry z tym pytaniem, a David
spojrzał na Evę i zmarszczył brwi.
-
To Renoir - wyjaśniała Eva, najwidoczniej całkiem oszołomiona - Tu jest
sygnatura.
Palcem
wskazała na róg obrazu i David spojrzał tam.
Faktycznie.
-
To na pewno nie jest oryginał - lekceważąco stwierdziła Maggie - mojej babci
nie byłoby…
Urwała,
bo właśnie wskazała wszystkim, że to była
jej pamiątka po babci.
Eva
wyprostowała się, odłożyła obraz i podeszła do Maggie, usiadła przy niej na
miejscu, na którym wcześniej siedział David i objęła ją ramionami.
-
Kochanie - powiedziała do jej ucha - Nie mogę cię pozbawiać takiej pamiątki.
Jeśli chcesz mi coś dać to bądź szczęśliwa. To dla mnie będzie najlepszy
prezent.
Spojrzała
przy tym na Davida, który odwrócił wzrok i zajął się obrazem.
Jimmy
podszedł do niego razem z Mickiem, synem Evy.
-
Myślę, że można by to gdzieś wycenić i sprawdzić autentyczność - mruknął Mick -
…może w jakimś domu aukcyjnym mają specjalistę.
David
wziął obraz do ręki i odwrócił.
Wtedy
poczuł coś dziwnego.
Jakby
w środku coś się przesuwało.
-
Tam coś jest - mruknął do Jimmy’ego.
-
Przyniosę nóż - rzucił Jimmy i poszedł.
-
Nie - krzyknęła Maggie i zerwała się na równe nogi.
-
Mała - powiedział do niej David - Nie zniszczymy tego.
Spojrzała
na niego i zatrzymała się w pół kroku.
Ufała
mu i widział to w jej oczach, ale było w nich coś jeszcze i dopiero wtedy
zauważył, że powiedział do niej mała.
Nie
było to Kruszynko, jej ulubione, co
zauważył już wiele razy, ale jednak, nie zachował ostrożności.
Kurwa.
Na
szczęście nikt nic nie spostrzegł, bo wszyscy byli przejęci tym, co mogło kryć się
w obrazie.
Z
tyłu na ramę był naklejony brązowy papier, który na rogach nieco odstawał.
David
wziął nóż, który przyniósł Jimmy i delikatnie zaczął podważać go z jednej
strony, wyczuwając momentalnie, że został on przyklejony zwykłym klejem do
papieru, który z upływem lat kruszył się i łatwo odchodził.
Wszyscy
milczeli.
Wystarczyło
kilka ruchów noża i róg papieru odskoczył wystarczającej na długości, by David
mógł zajrzeć do środka.
Kiedy
odwrócił obraz tą stroną do dołu, w jego dłoń, dotykającą rozcięcia uderzył
mniejszy pakunek.
Dokumenty?
List?
David
wsunął przez szczelinę dwa palce i złapał to.
Wyciągnął
je ostrożnie, żeby nie nic uszkodzić, a potem delikatnie odłożył obraz na pusty
stolik do kawy, który stał obok niego.
Trzymał
w dłoni długą pożółkłą kopertę niezbyt wypchaną jakimiś miękkimi kartkami i
patrzył na nią jakieś dwie sekundy.
Było
na niej napisane tylko jedno słowo: Maggie.
Spojrzał
szybko na nią i dostrzegł bladość na jej szczupłej, ślicznej twarzy, ale
zdecydowanie wyciągnęła do niego rękę.
-
Maggie… - zaczął, ale nic nie powiedział, bo mu przerwała.
-
Schowam to do torebki - powiedziała, a jej głos był dziwny i David pomyślał, że
chciałaby uciec i zostać sama z listem od swojej kochanej babci - Później
przeczytam.
-
Dobrze, kochanie - powiedziała do niej Eva delikatnym, cichym głosem i David
spojrzał na nią.
Jej
twarz wyrażała współczucie i zrozumienie.
Tak.
Eva
była mądra i zauważała i kojarzyła więcej niż ktokolwiek przypuszczałby po jej
czasem trzpiotowatym zachowaniu.
-
Myślę, Dora - zwróciła się Eva do swojej synowej - …że powinnyśmy podawać
obiad. Już wszystko jest gotowe.
Maggie
poszła do swojej torebki, by schować list, kobiety poszły w stronę kuchni, a
mężczyźni zostali pochyleni nad obrazem.
-
Co za historia - mruknął Mick.
-
Taaa - David nie powiedział, co o tym sądzi.
-
Mogę się zająć wyceną tego, jeśli chcesz - Jimmy spojrzał na Davida.
-
Zatrzymaj to… - powiedział David półgłosem - ale nie spiesz się. Może dopiero w
styczniu zanieś to do wyceny.
-
Okej - mruknął Jimmy, a Mick, rozsądnie, o nic nie zapytał.
Jimmy
schował obraz do kąta za komodą bez dalszych pytań, bo wiedział, że David
chroni przed czymś Maggie i wiedział, że spotykali się czasem w ukryciu tak, by
Eva o tym nie wiedziała.
Jego
żona bowiem kompletnie nie umiała kłamać.
Poszli
we trzech do jadalni, gdzie Maggie dołączyła już do Evy i Dory i we trzy podawały
półmiski na stół.
Matt
przybiegł ze swojego pokoju i usiadł z nimi przy stole, więc nakładali sobie na
talerze i rozmawiali o różnych sprawach, jak duża rodzina.
David
to lubił i widział po zachowaniu Maggie, że jej też to się podobało.
Jedynym
problemem było to, że Eva wyznaczyła im miejsca obok siebie, więc znowu czuł
jej ciepło obok siebie, a kiedy sięgała coś ze stołu, czasem również fragmenty
skóry na jej plecach.
Maggie
nie tego wiedziała, ale ta cholerna sukienka była częściowo jego prezentem dla
niej.
Gwiazdką.
Kiedy
Alek zadzwonił do niego, że Maggie przyszła na zakupy do butiku, David
natychmiast powiedział mu swoją propozycję, że zapłaci połowę ceny za sukienkę,
a Alek powie Maggie, że była przeceniona.
Alek
był zachwycony (i zapewne dlatego zadzwonił).
David
chciał, żeby kupiła sobie coś ładnego.
I
kupiła coś bardzo ładnego, a na
dodatek cholernie seksownego.
David
był pewien, że Alek wybrał tę sukienkę i tak namówił Maggie na kupno, że
myślała, że to był jej wybór.
Nie
żałował tego podstępu.
Wyglądała
przepięknie.
Rozmawiali
o jedzeniu, o gotowaniu, o pogodzie, o planach na Sylwestra, bo Eva znowu
namówiła Dominika na sąsiedzką imprezę.
Po
obiedzie przeszli do salonu, dostali kawę i nadal rozmawiali.
Maggie
odzywała się więcej niż zwykle, nawet uśmiechnęła się kilka razy.
Tak.
David
miał powody do zadowolenia.
Dostał
swoją Gwiazdkę.
Kiedy
upłynęła kolejna godzina, Maggie zaczęła się zbierać do wyjścia i David poczuł
na sobie uporczywy wzrok Evy.
Westchnął
w duchu, ale powiedział na głos - Odprowadzę cię.
-
Nie trzeba - odparła Maggie - Zostań jeszcze.
-
Może oboje zostaniecie - zaproponowała Eva.
-
Nie, dziękuję - powiedziała Maggie, ale nie dodała żadnej wymówki, czy
wyjaśnienia.
David
zdziwił się, że nawet nie powiedziała, że musi jechać do mamy.
Może
nie musiała, a wiedział, że nie lubiła kłamać bez potrzeby.
Więc
wstała, a on wstał z nią.
Przyjacielska
przysługa.
Mężczyzna
nie pozwala kobiecie chodzić samej.
Cokolwiek.
Musiał
z nią iść.
Na
szczęście.
W
korytarzyku znalazł sią znowu za nią, kiedy pomagał jej włożyć płaszcz i miał
okazję musnąć czubkami palców jej skórę na plecach.
Zadrżała.
Rozkosz.
Nie
mógł pochylić się i pocałować jej tam.
Tortura.
Gówno.
Wymamrotali
oboje swoje pożegnania do wszystkich, uściskali kilka dłoni, wyszli za drzwi i
skierowali się w stronę kompleksu.
-
Jak się masz, Maggie? - zapytał ją David tak, jakby dopiero na dworze zaczynali
właściwą rozmowę.
-
Dobrze - szepnęła, ale coś dziwnego zabrzmiało w jej głosie, czego nie mógł
wyczuć.
-
Tęskniłem - przyznał.
-
David - mruknęła, jakby z bólem.
Nic
nie mówiła, więc David przyjął to za wskazówkę, że woli z nim pomilczeć.
-
Mała - poprosił, bo pragnął chociażby takiej bliskości, która mogła być
usprawiedliwiona jego konserwatywnym wychowaniem - …daj mi rękę.
Podała
mu dłoń, a on położył ją na swoim przedramieniu, otulając swoją dłonią i
prowadził ją tak, nie odzywając się więcej, aż pod jej drzwi.
Kiedy
tam dotarli, puścił ją, by mogła wyjąć klucz z torebki.
Otworzyła
je, odwróciła się do niego i podniosła głowę.
Tak
bardzo chciał ją pocałować.
Oblizał
wargi koniuszkiem języka, a ona zrobiła to samo, patrząc półprzymkniętymi
oczyma na jego usta.
O,
tak, też tego chciała.
Poczekają.
Muszą.
Jeszcze
trochę.
-
Do widzenia Maggie - powiedział delikatnie.
-
Do widzenia David - odpowiedziała.
Odwrócił
się i poszedł do schodów, sprawdzając jeszcze przez ramię, czy weszła w swoje
drzwi.
Zaczął
schodzić, kiedy usłyszał, jak zamykała je na klucz.
Wyciągnął
swój telefon.
-
Yo - przywitał się - Na miejscu.
-
Yo - usłyszał - widzę, jest okej.
Nie
żegnając się odsunął telefon od ucha i rozłączył się.
A
potem poszedł do swojego SUV’a i pojechał do domu.
Tak
cholernie pustego.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń❤
OdpowiedzUsuń