Rozdział 20
David
Miesiąc później
David
stał za Maggie, która siedziała na krześle w sali, gdzie odbywało się przyjęcie
po ślubie Alice i Eddiego.
Maggie
miała na kolanach Marię, a o jej bok był oparty Matt i wszyscy wpatrywali się w
Evę i Jimmy’ego, którzy kołysali się na parkiecie do piosenki Love song w wykonaniu Adele.
Jimmy mówił w ten sposób swojej żonie Zawsze cię będę kochał.
David
pomyślał, że mężczyźni będący na tej sali w tym dniu mówili swoim kobietom na
różne sposoby, że je kochają.
Przypomniał
sobie, jak stał za Maggie w ławce w kościele patrząc na Alice i Eddiego,
składających sobie przysięgę małżeńską przy ołtarzu.
Jimmy
stał dwie ławki bliżej ołtarza z Marią na ręku, a jej różowa, tiulowa
spódniczka prawie całkowicie zakrywała mu ramię.
Jimmy
nie był wpatrzony, jak wszyscy, w składającą przysięgę parę, ale w swoją żonę,
która była główną druhną.
A
Eddie patrzył wyłącznie na Alice.
David
pomyślał, że może również powinien swojej kobiecie powiedzieć, że ją kocha
słowami piosenki tak, jak ona powiedziała to jemu.
Ale
miał jej do powiedzenia coś ważniejszego.
Musiałby
tylko trochę poszperać w Internecie.
Kiedy
o tym myślał, obok ich stolika przykucnął fotograf, który robił zdjęcie za
zdjęciem parze tańczącej samotnie na parkiecie.
Fotograf
odwrócił się do Maggie.
-
Uwielbiam robić zdjęcia takim szczęśliwym parom. Kobiety w ciąży jaśnieją i
zdjęcia są jakby podświetlone - powiedział, a oni popatrzyli po sobie ze
zdumieniem.
W ciąży?
Wtedy
David zauważył, że Alice zagryzła wargę, a Eddie odwrócił wzrok.
Coś
wiedzieli.
Kiedy
taniec się skończył i Jimmy z Evą wrócili przytuleni do stolika, Sonija napadła
na Evę.
Posadziła
ją na krześle między kobietami.
-
Kiedy zamierzaliście nam powiedzieć? - zapytała.
Eva
rozchyliła usta i spojrzała na Alice, a wtedy David uśmiechnął się krzywo pod
nosem.
Jeśli
zamierzali się kryć, to stanowczo Jimmy wcześniej powinien ją przeszkolić w tym
kierunku, bo jego kobieta w ogóle nie umiała kłamać.
-
Mieliśmy wam powiedzieć - zaczął
Jimmy, stając za krzesłem Evy i kładąc jej rękę na ramieniu - ale dopiero, jak
będzie później, żeby nie było żalu, jakby…
-
Nawet nie kończ - szepnęła Maggie i David spojrzał na nią.
Miała
łzy w oczach (niebywałe), ale uśmiechała się szczęśliwie.
Jego
kobieta cieszyła się szczęściem przyjaciółki.
Podeszła,
pochyliła się i przytuliła Evę, która nadal siedziała na krześle i szepnęła jej
do ucha - Tak się cieszę.
David
podszedł do Jimmy’ego i uścisnął mu dłoń bez słowa, bo słowa nie były tu
potrzebne.
Wszystkie
kobiety zaczęły przytulać Evę, a mężczyźni klepali Jimmy’ego po ramieniu i
ściskali mu dłoń, aż wtrącił się w to Matt.
Kiedy
Eva i Jimmy tłumaczyli Mattowi i Marii, co znaczy nowina, którą się właśnie
podzielili, David spojrzał na Maggie.
Kochał
ją, a ona kochała jego.
Powiedziała
mu to tylko piosenką, ale David był cierpliwy.
Poczeka
jeszcze trochę, aż Maggie będzie gotowa otworzyć się i powiedzieć mu to wprost,
własnymi słowami.
A
tego dnia chciał jej powiedzieć piosenką coś trochę innego, co było dla nich obojga
równie ważne i dlatego właśnie, kiedy ponownie wszyscy siedzieli przy stołach i
Maggie rozmawiała z Evą, David odszedł do bocznego korytarza i uruchomił
Internet w swoim telefonie.
Po
krótkim poszukiwaniu podszedł do DJ’a i poprosił o zapowiedź.
-
Mam jeszcze jedną prośbę - DJ ogłosił przez mikrofon wkrótce po tym, jak David
wrócił do stolika - Od Davida dla Maggie, piosenka w wykonaniu Lenny’ego
Kravitz’a.
Maggie
spojrzała na Davida, który stał już nad nią z wyciągniętą ręką.
Podała
mu ją z uśmiechem i nawet bez sekundy wahania.
Kiedy
wstała i przeszli na parkiet, David objął ją jedną ręką w pasie, a drugą przyciskał
do piersi jej lewą dłoń.
-
Uprzedzam, że ja nie tańczę - szepnął w jej włosy.
-
To co my tu robimy? - odszepnęła i odchyliła głowę, by z uśmiechem spojrzeć w
jego oczy, kiedy trzymała drugą rękę na jego ramieniu i czubkami palców muskała
mu szyję nad kołnierzykiem.
Nie
bolało ją to, że podnosiła rękę tak wysoko i David był bardzo zadowolony,
widząc taki efekt jej kuracji.
-
Pokołyszemy się trochę i posłuchamy - mruknął i przyciągnął ją blisko siebie,
aby oparła głowę o jego pierś.
I
słuchali, kołysząc się w miejscu[1]
Sprawiasz,
że moje życie jest pełne
Sprawiasz, że czuję
taką słodycz
Och,
Ja należę do ciebie
Należę
do ciebie
I
ty, ty
Ty należysz także
do mnie
Ale
pod koniec piosenki rytm się wzmógł i David uśmiechnął się szeroko, odepchnął
Maggie lekko od siebie, a potem, patrząc w jej roześmiane oczy, uniósł jej rękę
w swojej dłoni wysoko nad jej głową, zakręcił nią, oparł dłoń o jej ramię i
zakręcił nią w drugą stronę.
Pisnęła
cicho, ale poddała się jego prowadzeniu, całkowicie ufając temu, że David ją
złapie, jeśli miałaby upaść.
Ufała
mu.
Jego
Maggie.
*****
Maggie
Byłam
szczęśliwa.
Widziałam
również po Davidzie, że i on jest szczęśliwy.
Nigdy
nie sądziłabym, że zdecyduje się na tak publiczne wyznanie uczuć, jak zrobił tą
piosenką.
Ale
zrobił to.
Powiedział
mi przy wszystkich, że jest mój.
Jednocześnie
powiedział, że ja jestem jego.
Kiedy
tańczyliśmy, kiedy stał przy mnie, kiedy obejmował mnie w talii, właściwie cały
czas, czułam jego bliskość, jego ciepło.
Czułam
swoje ciało tak, jakbym była naga.
Podniecająco.
Byłam
ubrana w cienką, jedwabną sukienkę, którą wybrał dla mnie Alek.
To,
że była bardzo obcisła, tylko do połowy uda i z głębokim rozcięciem z tyłu, nie
przeszkadzało mi, bo podobała się Davidowi.
Była
w pięknym odcieniu jasnego błękitu, nie miała rękawów, a dekolt miała
zasłonięty delikatną, białą koronką, haftowaną w kwiaty, uformowaną w stójkę
nad pięknie podkreślającym moje piersi stanikiem, którym było usztywnienie, ale
wbudowane tylko z przodu od spodu piersi.
Kiedy
poszłam po nią do butiku, Alek zaczął wybierać mi sukienkę, martwiąc się moimi
bliznami, więc mu pokazałam, jak wyglądały.
Zachwycił
się, ale bardziej wzruszył.
Opowiedziałam
im (Alekowi i Samowi) dość obszernie o mojej terapii, o wsparciu Davida i o
tym, jak żyjemy razem, a oni okazywali tak głośno radość, że się zawstydziłam.
Ale
szczęśliwie.
Sukienka,
którą znalazł mi Alek, wymagała drobnych poprawek, ale za to idealnie
przylegała do krzywizn mojego ciała.
Aż
za bardzo idealnie.
Nie
mogłam pod nią mieć bielizny, bo się odznaczała.
Chłopaki
namówili mnie z tego wszystkiego jeszcze na srebrną torebkę i srebrne sandałki
na wysokich (bardzo wysokich)
szpilkach, które pasowały do sukienki, mówiąc mi, że David je pokocha (słowa Aleka).
Te
słowa się spełniły.
Sam
i Alek poradzili mi ćwiczyć codziennie chodzenie na wysokich obcasach po domu,
co David pokochał jeszcze bardziej.
Kochał
mnie w nich, a dokładniej pieprzył mnie
w nich kilka razy, w tym raz od tyłu, a innym razem trzymając moje nogi wysoko
na swoich ramionach.
Te
sandałki były niebiańskie.
Kiedy
staliśmy w kościele, a on stał tuż za mną, z ręką na mojej talii, czułam jego
siłę, wsparcie jego ciała, ciepło jego dłoni przez cienki materiał i bardziej
niż kiedykolwiek czułam różnicę.
Jesteś moja.
Te
słowa już nigdy więcej nie będą dla mnie wyrazem czegoś złego.
Mój
mężczyzna zawsze opiekował się mną na różne sposoby, dogadzał mi, kochał mnie.
Pilnował
godzin odwiedzin u lekarza.
Dbał,
żebym miała zajęte myśli i nie pamiętała o bólu.
Zabierał
mnie do restauracji lub gotował dla mnie, kiedy nie pracował, a ja wracałam z
pracy po piątej.
Zostawiał
mi dużo swobody w podejmowaniu decyzji dotyczących domu, pracy i moich
pieniędzy.
Wspierał
mnie.
*****
David
Kilka godzin
później
Kiedy
wjeżdżali jego SUV’em do garażu David wiedział jedno.
Wiedział,
co zrobi z Maggie, kiedy wreszcie będzie ją miał w domu w tej cholernej
sukience, która kosztowała go godziny tortur.
Pomagał
Maggie w domu przed wyjściem zapinać ją na suwak na plecach, więc doskonale
wiedział, że jego kobieta nie miała na sobie majtek.
Do
tego te cholernie seksowne szpilki.
Za
każdym razem, kiedy ją dotykał, odbierał to, jak oparzenie nagiej skóry, tym
bardziej, że Maggie reagowała na niego, jakby podniecała się coraz bardziej.
Gorąco.
Zanim
wyszli z imprezy wypiła kilka piw, a zrobiła to pierwszy raz w życiu, więc miał
tej nocy swoją kobietę bardzo podnieconą i lekko ubzdryngoloną.
Wrócili
po północy, David wjechał jak zwykle do garażu, a Maggie jak zwykle czekała na
swoim miejscu, żeby otworzył jej drzwi i pomógł jej wysiąść.
Weszli
do ich domu przyklejeni do siebie.
A
potem było już tylko coraz bardziej gorąco.
David
zaczął realizować swój plan tuż za progiem, co oznaczało, że następnego dnia
Maggie chodziła po całym domu i poszukiwała swoich rzeczy.
Torebkę
znalazła w pomieszczeniu gospodarczym.
Sukienkę
na blacie w kuchni.
Sandałki
w salonie przy kanapie.
*****
Maggie
Dwa tygodnie
później
Tydzień
temu Dominik urządził grilla na rocznicę otwarcia terenów zielonych przy naszym
kompleksie mieszkalnym i zostaliśmy zaproszeni wszyscy!
Była
Eva z Jimmy’m, Mattem i Marią.
Przyjechali
Alice, Eddie i Bert.
Przybyli
koledzy Davida z pracy i ich żony, czy też kobiety.
Przyszła
również ta nowa lokatorka z mieszkania po Eddie’m, więc wszyscy mieliśmy okazję
ją lepiej poznać (była już na spotkaniu u Evy i na ślubie Alice, ale nie
rozmawiałyśmy, bo Alice była ważniejsza).
Ja
poznałam ją trochę już wcześniej.
Eva,
Alek i Sam trochę lepiej.
Nowa
miała na imię Sophie i była bardzo ładna.
Była
wysoka, zgrabna, wysportowana, miała długie czarne włosy i oliwkową cerę, która
wskazywała na domieszkę krwi włoskiej.
Widziałam,
jak Eva obserwowała jej kłótnię z Alex’em, kumplem z pracy Davida i Jimmy’ego,
ale nie skomentowała tego.
Ze
starych mieszkańców w kompleksie mieszkali już tylko Alek z Samem i Sonija z
Benji’m.
Siedzieliśmy
i rozmawialiśmy w grupie dziewczyn, a ja muszę przyznać, że dużo się śmiałam.
Następnej
nocy David został wezwany.
Tym
razem, kiedy zadzwonili po niego, był ze mną w łóżku.
Spaliśmy.
Wstał,
żeby porozmawiać przez swój telefon w innym pokoju, ale ja, oczywiście,
obudziłam się.
Przyszedł
do sypialni i powiedział mi, że musi jechać.
Tym
razem nie krył przede mną tego, że chodziło o Taylora (majora Taylora, czyli SWAT).
Zostałam
w łóżku, ale nie zasnęłam, dopóki David nie wrócił, a zrobił to dosyć szybko,
bo po dwóch godzinach.
Nie
zajęło mu to całej nocy, jak poprzednio (jak to mi opowiadał).
Kiedy
wrócił, nie wstałam, tylko czekałam w łóżku, aż się rozebrał, rzucając ubranie
na podłogę, co było dla niego niezwykłe.
Nie
powiedział mi, o co chodziło, ale od razu wszedł pod kołdrę i przycisnął mnie
do siebie, jakby potrzebował mojej bliskości.
Mojego
wsparcia.
Po
poprzednim kryzysie Tim mówił mi, żeby robiła to, co zwykle robiłam.
Że
robię dobrze.
Ale
ta sytuacja była inna, więc leżałam na Davidzie w naszym łóżku i bardzo się
denerwowałam.
Mój
mężczyzna potrzebował ukojenia, a ja nie wiedziałam, jak mu je dać.
Następnego
dnia i przez kolejne dni David cały czas chodził spięty, lekko poddenerwowany,
chociaż bardzo dobrze się z tym krył.
Nie
przede mną.
Obserwowałam
go i martwiłam się.
Aż
do teraz.
Z
okazji 4 lipca przyjechaliśmy do domu, a właściwie ogrodu Evy i Jimmy’ego,
którzy urządzili przyjęcie z grillem i fajerwerki.
Upiekłam
dla Evy ciasto i zawieźliśmy zgrzewkę piwa, podobnie jak wszyscy, bo chcieliśmy
ją odciążyć, żeby nie pracowała zbyt dużo w szóstym miesiącu ciąży, a poza tym
nie miała jeszcze wyposażonej kuchni (to była kolejna rzecz, nad którą
pracowaliśmy z Alice, Soniją i Jimmy’m).
Eva
trochę się denerwowała z powodu tego remontu, bo Jimmy przejął się tym, że w
jej wieku ciąża może być niebezpieczna i nie pozwolił jej uczestniczyć w
malowaniu, kuciu, murowaniu, kładzeniu kafelków i innych takich rzeczach, które
poprzednio robiła sama.
Lekarz
kazał Evie odpoczywać, ale ona, oczywiście, nie chciała zwolnić.
Uwielbiała
wciąż mieć wokół siebie tłum bliskich im ludzi, więc organizowała przyjęcia w
swoim ogrodzie.
W
noc poprzedzającą to przyjęcie znowu wezwali Davida.
Tym
razem nie chciałam, żeby jechał.
Nie
odezwałam się.
Kiedy
był już przygotowany i wychodził z domu, było na tyle wcześnie, że sprzątałam
jeszcze kuchnię po kolacji, którą zjedliśmy w domu.
Uprzedził
mnie, że to Taylor, więc wiedziałam, czego się spodziewać, ale starałam się być
pogodna, kiedy podszedł do mnie po pożegnalny pocałunek.
Wspięłam
się na palce bosych stóp i dałam mu usta, a potem pogłaskałam jego policzek i
spojrzałam mu w oczy.
Tak.
Miałam
rację.
Znowu
pojawił się w nich ten ponury wyraz.
Więc,
kiedy David pojechał, nie mogłam sobie znaleźć miejsca i nie mogłam się
odprężyć.
Włączyłam
komputer, żeby poczytać o najnowszych wydarzeniach w Internecie, ale nie mogłam
się skupić.
Przeszłam
na kanapę i włączyłam wiadomości lokalne w telewizorze, bo nie mogłam się
zdecydować na żaden film.
Nie
mogłam usiedzieć w miejscu, więc zaczęłam chodzić po mieszkaniu, w tym sortować
rzeczy do prania, które okazało się niepotrzebne.
Przebrałam
się wreszcie w koszulkę Davida (jak ubierałam się do snu, kiedy Davida miało
nie być w nocy w domu) i majtki, kiedy coś w wiadomościach przykuło moją uwagę.
O
Panie!
Szanowni państwo,
to jest coś niewyobrażalnego - mówiła przejętym głosem prezenterka, za
którą było widać budynek Uniwersytetu
Utah - kilkanaście osób jest zakładnikami
trzech uzbrojonych mężczyzn, którzy nie mają żadnych żądań. Prawdopodobną
przyczyną ich wtargnięcia z bronią na aulę, na której odbywał się wykład, były
niepowodzenia szkolne jednego z nich. Mamy informację, że tuż przed
zablokowaniem drzwi do auli, uciekło z niej kilkanaście osób, a co najmniej
jedna została zabita…
Podeszłam
do kanapy, stanęłam tam, chwyciłam pilota i zwiększyłam głośność, wpatrując się
w ekran szeroko otwartymi oczami.
Nagle
za plecami prezenterki zrobiło się zamieszanie, kilka osób zaczęło krzyczeć,
ktoś zaczął płakać.
Proszę poczekać,
zaraz dowiemy się, co się stało..
Prezenterka
podeszła bliżej jednej z uciekających kobiet i podetknęła jej mikrofon pod
usta.
Dał
się słyszeć bełkot przerażenia - Strzały,
słyszałam strzały.
Prezenterka
skinęła ręką na kamerzystę i najwyraźniej pociągnęła go w kierunku wozów
policyjnych.
Zobaczyłam
wóz z napisem SWAT za kolejnym z nich.
Proszę mi
powiedzieć co się dzieje - zażądała od jednego z policjantów, którzy kordonem
otaczali wejście do budynku.
Proszę się nie
zbliżać -
usłyszałam jako jedyny komentarz.
O, właśnie ktoś
wychodzi z budynku. Proszę państwa, postaram się zbliżyć do jednej z tych osób… - mówiła z
przejęciem prezenterka.
Było
widać, jak kamerzysta biegnie za nią.
Następny
kadr pokazał zbliżenie na twarz zapłakanej, potarganej, młodej dziewczyny, której
plecy jeden z policjantów okrył kocem termicznym i przekazywał ją pod opiekę
ratownikom medycznym.
Prezenterka
odepchnęła ratownika bokiem i szturmem wciągnęła dziewczynę przed kamerę.
Co tam się stało?
Czy może nam pani powiedzieć, co właściwie zaszło?
On… - dziewczyna
jąkała się, a jej głos był roztrzęsiony - on
chciał… nas… pozabijać. A potem nagle upadł. Ja… ja nie wiem… nie wiem kto, ale
ktoś nam pomógł. Uratował nas.
Nie
słuchałam dłużej, tylko złapałam za swój telefon i napisałam do Filipa:
Czy
to David?
To na U?
Nie
oczekiwałam, że mi szybko odpowie, skoro prawdopodobnie był z Davidem, ale już
po minucie dostałam:
Tak
Nie
wiedziałam jeszcze wtedy, jak miałabym wykorzystać tę informację, by wspierać
mojego mężczyznę.
Wiedziałam
tylko, że odczułam to do głębi mojego serca.
David
był nie tylko moim bohaterem.
Uratował nas.
Słowa
tej dziewczyny, która nawet nie wiedziała, kto ją uratował i jaką cenę za to
płacił, zapadły mi głęboko w duszę i chciałam, żeby usłyszeli je wszyscy i żeby
wszyscy wiedzieli, że to David.
Znałam
tylko jedną osobę, która mogła mi pomóc sobie z tym poradzić i tą osobą była
Alice.
Jej
mąż był policjantem, który również,
chociaż w inny sposób, ratował życie innych osób.
Przeżywała
to prawdopodobnie równie często, jak ja będę musiała to przeżywać, jeśli David
zdecyduje się kontynuować współpracę ze SWAT.
Wybrałam
jej numer, ale zawahałam się.
Było
późno.
Odebrała,
zanim zdążyłam się rozłączyć.
-
Hej, Maggie - przywitała się.
-
Hej, Alice - zaczęłam z wahaniem - Ja… przepraszam, że tak późno, ale mam
takie… pytanie.
-
Tak? - spytała Alice i usłyszałam, że przechodziła w inne miejsce.
Była
natychmiast gotowa porozmawiać ze mną, cokolwiek ważnego właśnie wtedy robiła
ze swoją rodziną.
O
Panie!
Nie
doceniałam tego, jak fantastycznie było mieć przyjaciółki.
-
Wiesz, chodzi o Davida… - zaczęłam, a potem - A właściwie o Eddiego… - nie
wiedziałam jak to ująć.
-
Potrzebujesz rady w sprawie postępowania ze swoim facetem? - spytała mnie
wprost.
Tak.
Nie
doceniałam tego.
Nie
wnikając w szczegóły, ogólnikowo wprowadziłam ją w mój problem, a właściwie tylko
trochę powiedziałam jej, co się działo.
-
Maggie - zaczęła w końcu delikatnie i ostrożnie - Z tego, co wiem, co słyszę od
ciebie, chodzi ci o to, jak masz powiedzieć swojemu mężczyźnie, że to, co robi
jest dobre. Że jest bohaterem.
Kiedy
to powiedziała, zabrzmiało to nagle śmiesznie prosto.
-
Tak - westchnęłam z radością.
-
To mu właśnie tak to powiedz - doradziła, a mnie dosłownie zatkało z
oszołomienia.
Właśnie tak mu to
powiedz.
Takie
proste.
Milczałam
przez wystarczająco długo, żeby Alice w końcu spytała - Skończyłyśmy?
-
Tak, dzięki - wypchnęłam i słuchałam przez telefon, jak rzuciła mi krótkie - To
pa, do jutra - i rozłączyła się.
Musiałam
po prostu powiedzieć to Davidowi.
Nie
tylko to, że był bohaterem.
Dlatego
właśnie nie spałam, kiedy David wrócił do domu godzinę później i wszedł do
sypialni po cichu, jakby nie chciał mnie obudzić.
-
Nie śpię kochanie - szepnęłam i przekręciłam się na wznak, żeby sięgnąć do
lampki nocnej, która stała po mojej stronie łóżka na stoliku nocnym.
David
powoli zdejmował ubranie, rzucał je ponownie bez ładu na podłogę i nie
uśmiechał się.
Wyglądał
na wyczerpanego.
Przygnębionego
i zamkniętego w sobie.
Tworzył
między nami ten sam dystans, który był między nami już wcześniej i nie lubiłam go.
Musiałam
to powstrzymać.
David
poszedł do łazienki, zrobił swoje i usłyszałam, jak mył zęby.
Potem
wrócił, wszedł do łóżka i zgasiłam światło, żeby ułożyć się na nim tak, jak
zawsze to robiłam.
Przycisnął
mnie do swojego boku i pocałował czubek moich włosów.
Leżałam
tak przez chwilę, patrzyłam przed siebie w ciemność i głaskałam delikatnie
włosy na jego klatce piersiowej.
Wreszcie
zebrałam się na odwagę.
-
Kocham cię, David - szepnęłam.
Poczułam,
że się spiął, opuścił rękę, którą dotychczas trzymał dłonią przyciśniętą do
swojego czoła i przykrył nią moją rękę.
Leżałam
nieruchomo, nie wiedząc, czy dobrze zrobiłam.
Zwykle
po jego powrocie z akcji czekałam, żeby złe myśli opuściły go i by miał siłę,
żeby być dla mnie pogodnym i spokojnym.
Nie
tym razem.
Tym
razem to ja miałam mu dać siłę.
Byłam
jego i miałam mu dawać wsparcie.
Ale
być może robiłam to źle, albo za wcześnie.
Nie
wiedziałam.
Poczułam,
jak powoli się przekręcił w ciemności, więc wkrótce zawisł nade mną, oparty
jednym przedramieniem o poduszkę z boku mojej głowy.
Czubkami
palców delikatnie dotykał włosów na mojej skroni.
-
Powtórz to - mruknął do mnie, a jego głos był tak nabrzmiały od emocji, że
zabrakło mi tchu.
Patrzyłam
w półmroku wprost w jego ciemne oczy i oddychałam płytko przez uchylone usta.
-
Kocham cię, David - szepnęłam ponownie, tym razem wprost do niego.
Nagle
pochylił się i mnie pocałował.
Zaborczo,
gwałtownie i namiętnie.
Oddawałam
mu pocałunek trzymając się mocno jego karku i wijąc się pod jego gorącym, dużym
ciałem.
Odsunął
się odrobinę i szepnął tak blisko mnie, że czułam jego oddech, kiedy to
wypchnął.
-
Kocham cię, Kruszynko.
Zamrugałam
gwałtownie, kiedy poczułam, jak wszelki dystans między nami wyparowuje, a David
bierze w posiadanie moje ciało tak, jak już miał moje serce i duszę.
Jestem twoja - pomyślałam, ale
nie miałam szansy mu tego powiedzieć.
Jeszcze
nie.
Będę
miała jeszcze niejedną okazję.
W
tym momencie nie musiałam mu tego mówić.
Po
prostu mu to dałam.
Do
końca.
Kiedy
następnego dnia pojechaliśmy na grilla do Evy, rozmawialiśmy ze wszystkimi
swobodnie i wesoło.
David
co chwilę podchodził do mnie i przyciągał mnie do siebie.
Czasami,
kiedy tylko po prostu przechodził obok, całował moje włosy, gładził moją talię,
albo kładł rękę na moim ramieniu.
Nie
protestowałam.
Sama
też opierałam się o niego, kiedy staliśmy wśród przyjaciół i rozmawialiśmy
nawet z różnymi osobami.
Pocierałam
nosem o jego ramię, żeby spojrzał mi w oczy, a wtedy uśmiechałam się do niego.
A
kiedy byliśmy daleko od siebie, szukaliśmy się wzrokiem i przesyłaliśmy do
siebie uśmiechy na odległość.
W
pewnej chwili znalazłam się w kręgu kobiet i poczułam, że Alice
ciągnie mnie za rękę, kiedy pochylała się w moją stronę.
-
I jak poszło wczoraj między tobą a Davidem? - spytała półgłosem, a Eva i Sonija
spojrzały zaciekawione.
-
Jak dla mnie, wszystko wygląda kwitnąco - wymamrotała Eva, pochylając się nad
stołem niby po kawałek upieczonego na grillu chleba.
-
O co chodziło? - spytała Sonija.
-
Słyszeliście to co wczoraj wydarzyło się na U? - spytałam je.
Przytaknęły,
ale żadna się nie odezwała.
-
Cóż… - zawahałam się - To ściśle tajne, ale… To David - szepnęłam.
-
Co? - wydusiła z siebie Eva.
-
Mogłabyś udawać, że rozmawiamy o pieluszkach, albo czymś takim? - poprosiłam ją,
ale patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami i wiedziałam, że to nierealne.
Ja
może nie lubiłam kłamać, ale Eva nie
umiała kłamać.
W
ogóle.
Alice
przejęła inicjatywę, nieco głośniej zwracając się do Evy - Możesz mi podać ten
talerz?
Eva
automatycznie odwróciła się, sięgnęła po talerz z upieczonymi na grillu stekami,
stojący po jej drugiej stronie i podała go Alice.
-
Dzięki - mruknęła Alice - Sonija podaj mi ketchup, proszę.
Dopiero
wtedy zauważyłam, że Sonija też zamarła i wpatrywała się we mnie z otwartymi
ustami.
Może
powinnam była zaciągnąć Alice gdzieś na bok i nic nie mówić pozostałym dwóm.
-
Mów, o co chodzi - mruknęła do mnie Alice.
-
David wykonuje czasem misje dla SWAT - wyjaśniłam cicho, a Eva i Sonija wciągnęły
gwałtownie powietrze - …i przeżywa to.
Alice
patrzyła na mnie uważnie i widziałam, że przez jej twarz przeniknęło
zrozumienie i… współczucie.
Zrozumiała
moje obawy z poprzedniego wieczoru.
-
Jak wraca z takiej misji - zaczęła bardzo cicho - przede wszystkim o nic go nie
wypytuj.
-
Wiem - szepnęłam.
-
Zajmuj się nim, daj mu jeść, naszykuj mu ubranie, przytul się do niego, jeśli
ci na to pozwoli - ciągnęła dalej Alice.
O
Panie!
Wiedziałam
to i robiłam to instynktownie, ale dotarło do mnie, że Alice przeżywa coś
podobnego z Eddiem od miesięcy.
Skinęłam
jej głową.
Wyciągnęłam
do niej rękę, a ona wyciągnęła swoją i uścisnęłyśmy się.
-
Jeśli chcesz - powiedziała jeszcze - to poznam cię z żonami innych gliniarzy.
Mają coś w rodzaju grupy wsparcia.
-
Dzięki - szepnęłam.
Nie
mogłyśmy dłużej rozmawiać, bo zobaczyłam naszych mężczyzn zbliżających się do
naszego stolika.
Byliśmy
jeszcze godzinę lub dwie u Evy i Jimmy’ego.
Na
koniec, kiedy już było ciemno, mężczyźni urządzili pokaz fajerwerków dla
dzieciaków.
A
potem wróciliśmy do domu.
*****
Miesiąc później
Jimmy
zorganizował przyjęcie z okazji pierwszej rocznicy ślubu jego i Evy, na które
wynajął salę, catering i DJ’a.
Podczas
organizowania tego, od początku do końca, pomagałyśmy mu wszystkie trzy Alice,
Sonija i ja.
Alice
mogła nam najwięcej podpowiedzieć, na co trzeba zwrócić uwagę, bo Jimmy
koniecznie chciał, żeby to wyglądało, jak prawdziwe przyjęcie po dużym ślubie,
a ona takie miała.
Niespodzianka
obejmowała tajemnicę przed Alekiem do ostatniej chwili, czyli do rozesłania
zaproszeń, więc się trochę na nas obraził.
Na
szczęście tylko trochę, bo Alice powiedziała mu, że bez jego pomocy nie jest w
stanie przybrać sali i dobrać kwiatów.
Więc
poczuł się potrzebny.
Powiedziałyśmy
mu, że musi podstępem dopasować sukienkę dla Evy.
A
potem wszystkie poszłyśmy do ich butiku po sukienki dla każdej z nas i porady
co do dodatków i włosów i powiedziałyśmy mu, że bez niego sobie nie poradzimy.
Po
rozmowie z Davidem dowiedziałam się, że Jimmy i Mick, syn Evy, zanieśli mojego Śpiącego Kotka Renoira do wyceny i
renowacji, więc dowiedzieli się, że jest autentyczny.
Eva
odmówiła jego przyjęcia, więc sądziła, że go zabrałam od razu po tamtej
pamiętnej Gwiazdce.
David
ostatnio przywiózł go do domu i zrobił mi dodatkową niespodziankę.
Oprawił
go i pokazał mi miejsce w salonie, gdzie chciał go powiesić.
Oczywiście,
że też tego chciałam.
To
była moja ukochana pamiątka.
Przypomnienie,
że byłam babci Kociątkiem.
Kiedy
wyjął go z papieru, prawie się popłakałam ze wzruszenia (prawie) i rzuciłam się
mu na szyję, by mu podziękować.
Więc
pokazał mi, jak to zrobić i rozkazami, które chętnie wykonywałam, powiedział mi,
jak się mogę mu odwdzięczyć.
Jak
na odwdzięczanie się miałam stanowczo za dużo przyjemności.
Myślałam
o tym, że raczej David mi dał coś pysznego, zamiast wziąć coś dla siebie, ale
wydawał się całkiem zadowolony z tego, co wtedy zjadłam (a może wypiłam).
Po
tym, jak miałam „kotka” w naszym salonie, zapragnęłam dać Evie i Jimmy’emu na
rocznicę ślubu coś innego z mojej kolekcji obrazów.
Rozmawiałam
o moim pragnieniu z Davidem i zgodził się ze mną bardzo chętnie, ale nie pomógł
mi, bo nie wskazał ani jednego z obrazów.
Po
prostu łagodnie się uśmiechnął i mnie pocałował.
Więc
wybrałam sama, skoro i tak była tą, która najczęściej decydowała o kolorystyce
pomieszczeń, bo Eva powiedziała mi, że dla Jimmy’ego żółty to tylko żółty i nie
odróżnia od ciepłego odcienia od zimnego.
Wybrałam
Nenufary Claude’a Moneta.
Pasowały
do ich białego, oficjalnego salonu.
Działo
się dużo więcej przez te tygodnie.
Wydałam
sporo pieniędzy z tej gotówki, którą zostawiła mi babcia, więc postanowiłam niedługo
sprzedać jakiś obraz i część akcji.
Gotówkę
wydaliśmy na samochód, na moją kurację i lekarza, no i, oczywiście,
potrzebowałam adwokata.
Kupiłam
też komputer.
Na
renowację domu David nie pozwolił mi wydawać moich pieniędzy, tylko dawał mi
swoje albo jeździł ze mną i płacił (głównie po tym, jak się zorientował, że
zapłaciłam za renowację biurka jego dziadka i ile zapłaciłam).
Moja
kuracja powodująca zmniejszenie blizn skończyła się tym, co uznawałam za
sukces.
Miałam
w dekolcie jasne plamy i smugi, ale nic mnie nie ciągnęło, ani nie bolało, a
wygląd zdecydowanie się poprawił.
Nie
krępowałam się przy noszeniu koszulek z dekoltem (chociaż i tak nie lubiłam
dużego), a tym bardziej podczas noszenia kostiumu przy basenie.
Wydałam
też trochę pieniędzy na moje marzenia o GSRE.
Znalazłam
kurs, dowiedziałam się ile wynosi wpisowe na egzamin, miałam komputer, żeby
zacząć się uczyć.
David
ciągle mnie wspierał, więc kiedy powiedziałam, że może już czas na ruszenie z
tymi planami, przytaknął mi.
A
na przyjęcie Evy i Jimmy’ego kupiłam sobie kolejną sukienkę.
Zauważyłam,
że David lubił niespodzianki, jakie były związane z moimi wizytami w butiku
Aleka i Sama, więc robiłam to częściej.
Nie
tylko z okazji kolejnych przyjęć i innych imprez.
Ostatnio
nawet kupiłam trochę seksownej bielizny nocnej.
Kilka
dni temu weszłam do naszej łazienki, kiedy David przystrzygał sobie włosy i
brodę maszynką.
Miałam
ochotę to obejrzeć już tak dawno temu, od samego początku naszego bycia razem,
ale nigdy nie zrealizowałam tego marzenia.
Była
to sobota, David wrócił z pracy o szóstej trzydzieści rano i zdążył się trochę
przespać, zanim wstaliśmy i zjedliśmy śniadanie.
Po
śniadaniu poszedł do łazienki, a ja dopiero po pewnym czasie się zorientowałam,
że warczy tam maszynką.
Byłam
tylko w mojej nowej, satynowej koszulce i ścieliłam nasze łóżko, więc
zostawiłam to i poszłam do niego.
Nie
przerwał, tylko uśmiechnął się do mnie w lustrze.
Weszłam
na zamknięty sedes, który był blisko niego, żeby lepiej to widzieć.
David
spojrzał na mnie bokiem, ale nie przerwał.
-
Zdejmij koszulkę - mruknął cicho do mnie, odsuwając na sekundę maszynkę od
swojej brody.
Przeszedł
mnie rozkoszny dreszcz, zagryzłam obie wargi, ale natychmiast wykonałam
polecenie.
Odwrócił
się do mnie przodem, spojrzał na moją cipkę i dotknął mnie tam.
-
Ostrzygę cię - oznajmił, a ja natychmiast zrobiłam się mokra.
Nigdy
o tym nie pomyślałam.
Dotykając
mnie delikatnie (tak cholernie
delikatnie) palcami jednej ręki, przesuwał maszynką, którą trzymał w drugiej
dłoni po moim ciele.
Czułam
drżenie maszynki na skórze, opierałam się ręką o kafelki nad sedesem i
patrzyłam na Davida szeroko otwartymi oczami, dysząc coraz mocniej i mocniej.
-
Postaw jedną nogę tutaj - mruknął David w pewnej chwili i wskazał półkę
wyłożoną kafelkami, którą tworzyła zabudowa spłuczki.
Podtrzymywał
mnie, żebym nie straciła równowagi, kiedy wykonywałam to polecenie.
Przyciął
mi resztę włosków, a potem strzepnął pozostałe, wyłączył maszynkę i odłożył ją
na półkę.
-
Pod prysznic - rozkazał, a ja zeszłam z sedesu na trzęsących się nogach i
wykonałam polecenie.
Mogę
tylko powiedzieć, że David też się podniecił tym, że był moim fryzjerem.
Więc
pod prysznicem wziął mnie od tyłu, pieszcząc palcami świeżo obnażoną łechtaczkę,
a potem oboje wspięliśmy się na nasze szczyty i zrobiliśmy to szybko, głośno i spektakularnie.
Potem
rozmawiałam z przyjaciółkami i dowiedziałam się, że nawet Eva przystrzyga sobie
tam włoski (sama) i wszystkie na
dodatek depilują sobie okolice, którą nazywały bikini.
Więc
kolejnym moim zakupem był depilator.
David
to docenił.
Alek
postanowił, że wszystkie pięć (z Dorą, synową Evy i Janet, jej przyjaciółką), na
przyjęciu po-ślubnym, które nie było po ślubie, więc nie było druhen, będziemy
miały sukienki o tym samym kroju, ale w różnych kolorach.
Ja
miałam kobaltową, Alice butelkowo zieloną, Sonija pudrowo różową, Janet
czerwoną, a Dora limonkową.
Sukienki
były z takiego lejącego się materiału, który w cudowny sposób przyklejał się do
ciała, podkreślając nasze kształty.
Miały
całkiem odkryte plecy, a ich przód trzymał się na szyi, owijając się wokół niej,
a na piersi rozchylając w postaci dwóch trójkątów, między którymi dekolt sięgał
prawie do pępka.
Były
rozszerzające się do dołu i długie do połowy łydek, ale miały rozcięcie
sięgające prawie do biodra, więc podczas chodzenia trzeba było uważać, żeby spódnica
się nie rozchylała nadmiernie.
Umówiłyśmy
się z dziewczynami, ze włożymy pod spód majtki w kolorze sukienki.
Ale
Alek autorytatywnie stwierdził, że mają być cieliste.
Postanowiłam
założyć do tej sukienki moje srebrne sandałki na szpilce i wziąć srebrną
torebkę.
Kiedy
pokazałam się Davidowi w kuchni, kompletnie ubrana do wyjścia na przyjęcie,
przyciągnął mnie do siebie, schylając się i wsuwając dłoń w rozcięcie tak, że
objął dłonią mój tyłek.
Czubki
palców wsunął w dół do moich majtek, a potem między pośladki.
Moje
nogi nagle rozjechały się i bez wątpienia upadłabym na podłogę, gdyby David
mnie nie trzymał.
Podniósł
mnie, trzymając dłońmi pod tyłkiem i podsadził na blat kuchenny, który był
dokładnie za moimi plecami.
Ręce
przesunął na moje uda, a potem na nagie plecy.
Siedziałam
z rozchylonymi kolanami, a David stał między nimi i mnie namiętnie całował.
A
potem odsunął się tylko na tyle, żeby oprzeć czoło o moje i trwać tak przez
trzy sekundy, zanim wyszeptał do mnie:
-
Wyjdziesz za mnie?
Zamarłam.
David
odsunął się jeszcze bardziej, sięgnął do tylnej kieszeni swoich dżinsów i wyjął
z niej pierścionek.
Był
piękny, złoty, klasyczny, z owalnym rubinem otoczonym drobnymi diamencikami.
-
To pierścionek po mojej mamie - powiedział David niskim głosem, patrząc mi
prosto w oczy, kiedy zerknęłam na pierścionek, a potem patrzyłam w jego -
Proszę, Maggie, wyjdź za mnie za mąż.
Poczułam,
że oczy mnie zapiekły, więc zamrugałam gwałtownie, a potem położyłam obie
dłonie na jego przedramionach, by utrzymać równowagę.
-
Dobrze - powiedziałam.
-
Tak? - spytał David z radością w głosie.
-
Tak - odparłam.
A
wtedy David złapał mnie rękoma pod żebra i musiałam owinąć swoje ramiona wokół
jego ramion, żeby trzymać go mocno, kiedy pocałował mnie mocno, ale krótko z
zamkniętymi ustami.
Następnie
puścił mnie i przesunął rękę bez pierścionka do mojego lewego nadgarstka, a
pierścionek na czubek palca serdecznego.
Wsunął
mi go i zaparło mi dech w piersi z wrażenia.
A
potem poczułam rozczarowanie.
Pierścionek
był za luźny.
-
Tak myślałem - mruknął David - Masz takie drobne paluszki.
-
Nie szkodzi - powiedziałam, chociaż trochę szkodziło, bo miałam nadzieję na podzielenie
się tym ze wszystkimi dziewczynami na przyjęciu Evy.
-
Nawet lepiej - powiedziałam, kiedy ochłonęłam z pierwszego rozczarowania - Nie
powinnam zabierać dzisiejszego dnia Evie, a wszyscy chcieliby go obejrzeć.
Te
słowa dały mi następny mocny i namiętny pocałunek Davida.
Mój
mężczyzna mnie kochał.
Kilka
dni wcześniej pokazałam Davidowi materiały, które zebrałam po ich akcji na
Uniwersytecie Utah.
Szperałam
długo i wyszukałam wszystko, co mogłam z wypowiedziami osób uratowanych z
tamtej auli.
Uratował nas.
To
przesłanie powtarzało się raz za razem.
Powiedziałam
Davidowi, ile to znaczyło dla mnie, że mój mężczyzna był bohaterem dla tylu
osób.
Zobaczyłam
wtedy, ile to znaczyło dla niego.
Dlatego
podczas jego oświadczyn nie musiałam wiele mówić.
Wystarczyło,
że powiedziałam - Jestem twoja.
A
potem poszliśmy na przyjęcie.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń❤Dziekuje
OdpowiedzUsuń❤️
OdpowiedzUsuń