czwartek, 10 marca 2022

11 - Sama

 na usilne (?) prośby, chociaż może trochę nie dopracowany - zamieszczam


Rozdział 11

Sama

David

 

 

 

Szósta po południu.

David wpatrywał się przez chwilę w ekran swojego telefonu na tę cholerną buźkę z serduszkiem i uśmiechnął się do niej.

Ostatnie dni były dobre.

Bardzo dobre.

Miał wrażenie, że wreszcie się przebił do Maggie.

Rozmowa nadal nie była ich najmocniejszą stroną, ale komunikowali się na inne sposoby i to też nie było do bani.

Te SMS-y co chwilę dawały mu uczucie połączenia, przybliżały ją do niego nawet, jeśli zaczęły się po prostu od informacji, że jest bezpieczna.

Już przestały być tylko tym.

A seks…

Seks był fantastyczny i stawał się coraz lepszy.

Maggie miała ochotę na uczenie się, a to, w jaki sposób to robiła, powodował, że David miał ochotę cały czas ją pieprzyć.

Kurwa.

Taka jak jest cholernie niedoświadczona, a kiedy wzięła do ręki jego kutasa, od razu zechciała go spróbować.

Kiedy poczuł jej język na nim, przestraszył się, że się spuści na jej twarz i ją przestraszy.

Więc uśmiechał się na widok pieprzonej emotikonki.

Uśmiechał się.

Natychmiast po tym, jak schował telefon do kieszeni, zabrzmiał spersonalizowany sygnał alarmu, uruchomionego przez przycisk paniki Maggie.

Alarmu, którego miało nie być.

Gówno.

Maggie była w niebezpieczeństwie.

Właśnie wyszedł z pracy, wyprzedzając wszystkich kumpli, bo spieszył się, żeby się z nią spotkać i szedł na parking za remizą, do swojego Grand Cherokee, ale na ten dźwięk rzucił się do niego biegiem i po drodze wyjął z powrotem telefon, by zadzwonić.

Już przy samochodzie wybrał kciukiem numer, wcisnął dzwoń i czekał na rozmowę jeden sygnał.

- Mów - warknął do Filipa bez powitania.

- Jadą 15 na północ - rzucił kumpel, który też odebrał sygnał, więc już był zajęty namierzaniem sygnału z GPS’a Maggie.

Obaj nie tracili czasu na przerzucanie się gównem.

Znali swoją robotę.

Rozłączyli się.

David wsiadł, podłączył swój telefon przez bluetooth do komputera w swoim SUV’ie, odpalił silnik i wyjechał z ich parkingu, by skierować się najkrótszą drogą na autostradę nr 15.

Wiedział, że ten sam pieprzony alarm odebrał Tracker.

Oczekiwał, że podjął już cholerne działania.

Nie mylił się.

Jego telefon zabrzmiał przychodzącą rozmową, więc się połączył.

- Mów - rzucił.

- SWAT wie - rzucił Tracker przez głośnik SUV’a Davida - już się mobilizują. Wiedzą gdzie.

- Jadę - powiedział David.

- Sam nic nie rób - powiedział Tracker.

- Jasne - zakończył David i rozłączył się w cholerę, nie słuchając tego, co zaczął mówić tamten.

Nie potrzebował pieprzonej dyskusji o tym, jak prowadzić misję.

Nie był amatorem.

Ale to nie oznaczało, że zrobi coś, co mogłoby narazić Maggie.

Albo, że cholernie nic nie zrobi.

Kurwa, kurwa, kurwa.

Maggie.

Wystarczająco dużo gówna już przeżyła.

Jechał autostradą znacznie przekraczając pieprzony limit prędkości i zaklinając swoje szczęście, żeby nie natknąć się na pieprzony patrol.

Musiałby ich wymijać.

Niepotrzebna cholerna strata czasu.

Zadzwonił jego telefon, a ponieważ to był Filip, David odebrał.

- Mów - rzucił.

- Wjechał do North Salt Lake, zjechał na Orchard - meldował Filip - Jak daleko jesteś?

- Pięć minut - warknął David, chociaż pomyślał, że może być wcześniej.

- Racja - mruknął Filip, cholernie sądząc tak samo.

- Czekamy na pieprzony SWAT? - zapytał Filip, kiedy David się nie odzywał.

- Zobaczy się - David cały czas warczał, wściekły, że to się stało.

- Stary, przepraszam - niezwyczajnie zaczął Filip i David skupił się na tym, co mówi - Pilnował jej Kid, zagapił się, nie zauważył, jak wyszła.

- Racja - mruknął David, bo nie było nic więcej do powiedzenia.

Gówniarz musiał się nauczyć, ale David wolałby, żeby nie uczył się cholernym kosztem Maggie.

- Nara - skończył Filip.

- Tak - skończył David i rozłączyli się.

David usłyszał szum i zauważył lecący w oddali pieprzony helikopter, więc wiedział, że cholerny Tracker działa.

Miał nadzieję, że nie spieprzy gówna, chociaż facet nie wyglądał na takiego, który pieprzy rzeczy.

Ale pieprzony SWAT czasami pieprzył.

Na autostradzie był codzienny cholernie natężony ruch.

Musiał się pospieszyć.

Więc spieszył się w cholerę.

*****

Maggie

Ocknęłam się zdezorientowana, w obcym miejscu, leżąc na wznak na czymś twardym.

Nie wiedziałam ile czasu upłynęło.

Nie mogłam się ruszać, ale nie dlatego, że byłam związana, ale po prostu moje mięśnie nie pracowały.

I strasznie mnie bolały.

Potraktował mnie paralizatorem.

Czułam więzy na nadgarstkach i kostkach u nóg, słyszałam ruch koło mnie, ale nie byłam w stanie nawet drgnąć.

Było mi przeraźliwie zimno.

Otworzyłam oczy.

Zamrugałam.

Curt/Seamus chodził niespiesznie po pokoju z nijakimi, zaniedbanymi i brudnymi ścianami i przygotowywał coś, od czego serce zaczęło mi walić w piersi, a żołądek podjechał mi do gardła.

Butelkę z olejem lub ropą i pudełko zapałek.

Spojrzał w moją stronę, odwracając do mnie lekko samą głowę i odstawiając gdzieś trzymane w ręce rzeczy.

- Obudziłaś się głupia dziwko - stwierdził tonem swobodnej konwersacji, od którego ścierpła mi skóra.

Bawił się.

Uważał, że ma dużo czasu.

O Panie!

Nagle pomyślałam David mnie znajdzie.

Musiałam dać mu czas, żeby mnie uratował, żeby do mnie dotarł.

Nawet, jeśli przycisk paniki nie zadziałał, to nie wysłałam mu SMS’a o tym, że dotarłam do domu, więc niedługo zacznie mnie szukać.

David!!! - krzyczałam w myślach.

Curt stanął za moją głową i wtedy pomyślałam, że leżę na stole, bo jego biodra były na tej samej wysokości co ja.

Poczułam, że rozczesuje palcami moje włosy, a potem zaczął je splatać w warkocz.

Ścierpła mi skóra.

- Nie wystarczyła ci jedna nauczka, więc dzisiaj czas na porządniejszą lekcję, kretynko - mówił przy tym jakbyśmy odbywali przyjacielską pogawędkę na temat ulubionych przypraw do kanapek - Dekolt mogłaś zasłaniać, ale spalonej głowy nie schowasz tak łatwo.

O Panie!

- Zrobię z ciebie świecę, albo może raczej pochodnię - opowiadał tym tonem, jakby przedstawiał mi wizję artystyczną, która powinna mnie zachwycić - Ludzka pochodnia. Jeszcze takiej nie robiłem. To będą świetne zdjęcia. Ty sama, na tym stole, te włosy nad tobą płonące jasno.

Poczułam, jak zaczyna mnie ogarniać panika.

Przełknęłam ślinę.

Musiałam się skupić.

- Curt… - powiedziałam, starając się brzmieć ulegle i łagodnie - zrobiłam wszystko co chciałeś.

Pociągnął mocniej moje włosy.

- Milcz, idiotko - warknął nagle - Nie jestem głupi. Nie ukrywaliście się aż tak dobrze z tym twoim żydkiem.

Co?

- Ja, nie… - zaczęłam, ale mi przerwał.

- Nie kłam - uderzył mnie w twarz płaską dłonią - Zerżnął cię. Kiedy wychodziłaś wczoraj od niego, śledziłem cię, więc widziałem to, bo poprzedniej nocy nie było cię słychać.

Widział?

Od tego uderzenia zakręciło mi się w głowie, chociaż nie było mocne.

Wiedziałam, że może mocniej bić.

Odetchnęłam kilka razy, żeby odgonić oszołomienie.

- Co? Ale ja… - spróbowałam ponownie.

- Powiedziałem morda w kubeł, głupia żydowska dziwko - Curt zaczął się denerwować, a nie chciałam tego.

Zacisnęłam zęby.

Więc może nie powinnam nic mówić.

Może moją jedyną szansą było milczenie.

Nie wiedziałam, co mogłabym zrobić, czym odwrócić jego uwagę.

Potem zdecydowałam się na coś jeszcze.

- Barb… - zaczęłam i zatrzymałam się.

Może to był błąd?

- Tamta mała kurewka była tylko narzędziem do celu - powiedział pogardliwie - Rżnięcie jej było przykrym obowiązkiem, chociaż ty też byłaś w tym beznadziejna.

Cóż, powiedzmy, że seks z Curt’em był dla mnie przykrym obowiązkiem.

Robiłam wtedy wszystko, co mogłam, by go zatrzymać.

Imponowało mi to, że się mną zainteresował.

Więc karmiłam go, płaciłam za niego, prałam mu i prasowałam i nigdy nie odezwałam się słowem na temat bałaganu, jak czasem robił.

Sprzątałam to bez słowa.

I oddawałam mu się.

Po seksie z Davidem, byciu z Davidem miałam inne pojęcie dobrego, ale nigdy w życiu nie powiedziałabym tego Curt’owi.

Curt dokończył zaplatanie moich włosów w warkocz, pociągnął je, poczułam, że ułożył je płasko na stole za mną i przeszedł na bok, żeby spojrzeć mi w twarz.

Schylił się i patrzył mi prosto w oczy.

Bałam się coraz bardziej.

Chwycił moje policzki jedną dłonią między kciukiem a palcem wskazującym, potrząsnął moją głową, a potem klepnął mnie niezbyt mocno.

- Dziwię się, że tamten skurwiel wyjebał cię, a potem wracał po więcej. Coś od ciebie chciał, prawda. - wrócił do tego przerażającego tonu niby swobodnej konwersacji - Ale jak zerżnę cię rozpalonym prętem, z nikim już się nie będziesz kurwiła, chyba, że dupą.

Zemdliło mnie.

Zamknęłam oczy i wstrzymałam oddech.

Ale potem otworzyłam oczy, bo wolałam go widzieć.

Zauważył moją reakcję, zaśmiał się szyderczo wyginając usta, wyprostował się, odwrócił ode mnie i poszedł w drugi koniec pokoju.

Nie widziałam, co robił.

Usłyszałam trzask zapalarki, charakterystyczny huk uruchamianej kuchenki gazowej i poczułam zapach gazu.

O Panie!

Jeśli nikt mnie nie może uratować to…

Chciałam, marzyłam o tym, żeby ktoś mnie zabił, zanim Curt zacznie swoją chorą zabawę.

Wiedziałam, że mój ból, cierpienie innych, nie tylko moje, bawiło go, a może nawet podniecało.

Poprzednio śmiał się przez cały czas, kiedy krzyczałam z bólu.

Czekałam, żeby ktoś przyszedł.

Jednak nikogo nie było.

Tylko Curt chodził po pokoju.

Byłam z nim sama.

Wtedy podszedł do mnie i przed oczami przesunął mi metalowy pręt.

- Popatrz… - powiedział prawie radośnie - tym cię wypieprzę, ale nie martw się, nie zimnym - zaśmiał się - Najpierw się trochę rozgrzeje.

Znowu odszedł, a ja z przerażenia zaczęłam dygotać i błagać w myślach David, proszę przyjdź, przyjdź, PRZYJDŹ.

Usłyszałam, jak Curt wracał do mnie, kiedy poczułam, że mogę ruszać palcami u nóg i dłońmi.

Ból mięśni się zmniejszył.

Nadal byłam przywiązana i nie mogłabym uciec.

Zobaczyłam go tuż nade mną, kiedy nagle coś rozbiło szybę w oknie, Curt’owi ironiczny uśmiech zamarł na ustach, na czole pojawiła się plama, a z tyłu jego głowy rozbryzg rozrzucił krew na ścianę za nim.

Nie zdążyłam nawet krzyknąć.

A natychmiast potem wszystko stało się jednocześnie.

Do pokoju wpadło kilka osób, ktoś podszedł szybko do mnie i przeciął mi więzy, kuchenka ucichła, a na koniec usłyszałam Misja zakończona powodzeniem.

Przeniknęła mnie porażająca ulga.

Nie byłam sama.

*****

David

David leżał na skałach pokrytych topniejącym śniegiem na brzuchu na obranej przez siebie pozycji na niezbyt odległym od domu stoku, który był słabo porośnięty roślinnością.

Filip podał mu dokładne namiary jeszcze w czasie drogi.

A potem kolejny raz połączył się, żeby poinformować go, że SWAT jest już na miejscu akurat wtedy, kiedy David dojeżdżał.

Wyskoczył z SUV’a wtedy, kiedy się wypakowywali ze swojego wozu.

Ktoś chciał go zatrzymać z ręką na jego piersi, ale jedno spojrzenie Davida wystarczyło, że by tamten się wycofał.

David nawet nie zwolnił.

Byli to ludzie, którzy rozpoznawali swoich.

Filip podszedł do niego w tej samej chwili, co Tracker.

- Lichtwitz, nie wtrącaj się - powiedział Tracker.

- Mów - rzucił krótko David do Filipa, nie zwracając najmniejszej uwagi na ton groźby w głosie tamtego.

Wtedy zobaczył, kto dowodzi i punkt łączności, więc ominął Tracker’a i poszedł w tamtym kierunku.

Filip podążył za nim.

- Mamy problem - David usłyszał te słowa i nie lubił ich.

Powiedział to jeden z ekipy, która miała wykonać zadanie do ich oczywistego, łatwego do identyfikacji dowódcy.

Gówno.

- Czego? - zapytał Davida ktoś z boku.

- Jaki problem? - zapytał jednocześnie David.

- A ty to…? - zapytał dowódca.

Tracker stanął przy Davidzie.

- David Lichtwitz - przedstawił Tracker - Jest związany z kobietą, weteran, eks Marines. Pomagał mi namierzyć Mcmalony razem z Filipem Lifer’em - Tracker machnął ręką w stronę Filipa, a potem odwrócił się - David to major Daniel Taylor.

- Racja - mruknął dowódca, ogarnął ich wzrokiem, ocenił szybko i był na tyle inteligentny, że postanowił wprowadzić ich w misję - Mamy punkt, z którego widać okna, ale nie mamy snajpera. Nasz miał… awarię. A tamten coś kombinuje.

Gówno.

Filip zwrócił się przodem do Davida, podniósł brwi w wiele znaczącym geście, ale ten nie był zdecydowany.

Nie mógł tego znowu zrobić.

Zacisnął zęby tak mocno, że zabolała go szczęka.

Wycofał się z tego gówna wiele lat temu i miał ku temu bardzo dobre cholerne powody, które Filip znał.

 - Nie macie kogoś… - zaczął David.

- Jest Młody, ale on jest młody - wyjaśnił dowódca - niedoświadczony. I musi dotrzeć, a nie mamy czasu.

Kurwa.

Kolejny niedoświadczony pieprzony gówniarz.

Mógł się uczyć, ale nie musiał tego cholernie robić, kiedy to Maggie była w niebezpieczeństwie.

Była tam sama z popierdolonym skurwielem.

Cholera.

Zdecydował się, ale zrobił to zwracając się do Filipa.

Tylko jemu ufał.

- Zrobię to - mruknął i zobaczył błysk w oczach kumpla, a obok siebie poczuł nadzwyczajne poruszenie i atmosfera stała się naelektryzowana.

Tracker szepnął coś do Taylora.

- Potrzebuję łączność - rzucił David do Filipa.

Filip natychmiast podszedł do pieprzonego punktu, w którym był jeden z cholernych facetów z oddziału ze sprzętem, którego mogli potrzebować.

- Czego potrzebujesz? - spytał rzeczowo Davida major.

- Macie MRAD? - spytał David, wiedząc, że mają.

Nawet, jeśli nie, to on cholernie poradziłby sobie z pieprzonym M107 lub jakimkolwiek innym gównem.

Taylor skinął głową na kogoś za jego plecami i David poczuł, że ktoś tam się szybko porusza.

- Potrzebuję kombinezon zimowy - dodał David, chociaż cholernie uznał to za oczywiste.

Ktoś inny zaprowadził go do ich pieprzonego wozu bojowego i wręczył cholerny kombinezon.

Nie było czasu na jakiekolwiek wahanie.

David zdjął swoją kurtkę i spodnie.

Kiedy przebierał się, sprawdzał pieprzony karabinek, a zwłaszcza cholerny celownik, podszedł do niego Filip z pieprzonymi urządzeniami komunikacji i podłączył mu słuchawkę do ucha i mini mikrofon do hełmu.

Pracowali szybko, sprawnie i w milczeniu tak, jak robili to setki razy przez dwie tury misji, które odbyli razem.

Zespół przyglądał się, podawał sprzęt, pomagał i nie komentował.

Dobrze.

Cholerny Tracker rozmawiał cicho z majorem.

- …czytałem akta… - David i Filip usłyszeli fragment rozmowy i spojrzeli na siebie - …razem… Syria…

Racja.

Oczywiście, że sprawdził ich akta.

Nie było zaskakujące nawet to, że przy jego cholernie długim śledztwie dotyczącym popieprzonego terrorysty, które tak cholernie długo nie dawało efektów, miał dostęp do ich cholernych akt, które normalnie, dla przeciętnego pieprzonego gliniarza były utajnione.

David był kompletnie ubrany, uzbrojony i doposażony, ale nadal niezbyt pewien siebie.

Nie lubił pracować z bronią, której nie wypróbował.

Cholerne gówno.

Kiedy go podwieźli swoim wozem na zbliżone do pozycji miejsce, z daleka wskazali mu, który to był dom i powiedzieli którego okna miał szukać.

Wspiął się na stok.

Sam znalazł dogodną pozycję.

- Sprawdzam - wymamrotał, by sprawdzić łączność.

- Głośno i wyraźnie - odpowiedział Filip.

- Głośno i wyraźnie - odpowiedział David.

- Gotowi - zakończył Filip.

David spojrzał przez celownik i  znalazł wskazane przez wprowadzających okno, które, cholerne dzięki Chrystusowi, nie miało żadnych zasłon ani rolet.

Dom wyglądał na niezamieszkany.

Pokój był prawie pusty i obejmował otwartą kuchnię i jadalnię.

David widział gołe ściany i niewiele więcej.

Nie było widać nikogo poza popierdolcem.

Seamus chodził po pokoju, mówił coś raczej spokojnie, nie gestykulował, ale najwyraźniej coś szykował.

David skupił się, przekalkulował i zobaczył, że ma tylko jedną szansę.

- Na pozycji - mruknął do mikrofonu.

- Strzelaj, kiedy tylko będziesz gotów - usłyszał Filipa.

David nie widział Maggie.

Ale Seamus pochylał się nad czymś, więc musiała tam leżeć.

Mówił ze złością.

Gówno.

Zamachnął się ręką i David zacisnął oczy.

Pierdolony skurwiel uderzył ją.

Kiedy zobaczył, że tamten podchodzi z metalowym prętem, David zaczął uspakajać swój oddech, żeby oddać jeden czysty, celny strzał.

Nie mógł chybić.

Wdech i wydech.

Miał.

Tylko.

Jeden.

Strzał.

Jedną… szansę.

Patrzył przez celownik, jak tamten uśmiecha się, wykrzywiając usta w paskudny sposób, kiedy nacisnął spust.

W czole tamtego pocisk wybił dziurę, a za jego plecami było widać rozbryzg krwi.

David nie patrzył dłużej.

Zerwał się.

Zarzucił karabinek na ramię, paskiem na skos przez pierś i zbiegał po stoku do czekającego w dole wozu.

Skupił się na dostaniu się do Maggie.

Już w pojeździe usłyszał Misja zakończona powodzeniem.

Dobrze.

*****

Maggie

Dwie godziny później

Siedziałam sama na stole do badań w szpitalu dla weteranów VAMC, gdzie przywiózł mnie agent Tracker, który dał mi swoją wizytówkę i odjechał.

Byłam zdezorientowana i zmęczona.

Lekarz skończył mnie badać, ale stwierdził, że musi mi zrobić jeszcze jakiś test, więc czekałam na pielęgniarkę, która miał mi pobrać krew.

Curt uderzył mnie tak, że nawet nie miałam pękniętej wargi.

Efekt potraktowania paralizatorem całkiem ustąpił.

Kiedy byłam rozwiązana i siedziałam owinięta w koc na stole w tamtym pokoju, wpadł do niego David i miałam wrażenie, że wszystko będzie dobrze, że wszystko toczy się dokładnie tak, jak powinno.

Właściwie.

Uratował mnie.

Więc rozluźniłam się i zaczęłam uśmiechać.

David spojrzał na pokój, obejrzał mnie z daleka, a potem… wyszedł.

Ktoś mi powiedział, że musiał się przebrać.

Faktycznie był w białym wojskowym kombinezonie i hełmie, a przez ramię miał przewieszoną broń.

Zaczęłam czekać.

Ale David nie odezwał się do mnie i nie wrócił.

Ani tam, ani w szpitalu.

Nie przyszedł do mnie.

Musiałam poradzić sobie sama.

Więc, kiedy dostałam swój telefon, zadzwoniłam po Magnusa, a on powiedział, że przyjedzie po mnie, żeby mnie odwieźć do domu.

Lekarz oglądał mnie, spojrzał na moje blizny, zacisnął zęby, ale nic nie powiedział, a potem podał mi jakiś środek uspokajający w zastrzyku, chociaż mówiłam mu, że tego nie potrzebuję.

Stwierdził, że reakcja, szok pourazowy, może przyjść później.

Pewnie miał rację, ale ja już to przeżywałam, więc wiedziałam, jak reaguje mój organizm, jak ja reaguję.

Tak.

Znałam to.

Pielęgniarka szybko weszła i pobierała mi krew, uśmiechając się przy tym delikatnie i zapewniająco, a potem natychmiast wyszła, mówiąc mi tylko, że mogę się ubrać.

Więc się ubrałam.

Curt nie zniszczył moich ubrań.

Nic mi nie podarł, nie spalił, nie poplamił olejem.

Inaczej niż poprzednio.

Po prostu, kiedy byłam nieprzytomna, zdjął mi kurtkę i buty, czapkę i szalik i wszystko odłożył na krzesło przy drzwiach.

Nawet nie poplamiły się krwią.

To było coś, o co mnie wszyscy wypytywali.

Krew.

Jakby martwili się o mnie.

Że leżałam tam, kiedy Curt padł trupem z rozwaloną czaszką.

O Panie!

Jakbym mogła martwić się lub przejmować, że ten potwór został zabity.

Jedyną rzeczą, którą czułam była ulga, nawet jeśli czyniło to mnie złą osobą, która nie żałowała czyjegoś życia.

Według mnie to nie był ktoś.

Przejmowałam się tylko tym, że Davida nie było blisko mnie i nikt nie mówił mi, co się z nim dzieje.

A ja, przez to, że mieliśmy za sobą te wszystkie dni sekretów, naszego ukrywania się, nie pytałam.

Wałkowałam to tylko w mojej głowie.

Byłam całkiem ubrana i siedziałam w pustawej szpitalnej poczekalni, bo kazali mi zgłosić się po przepustkę do wyjścia, kiedy ktoś po mnie przyjedzie, kiedy wbiegł tam Magnus.

Podbiegł prosto do mnie, usiadł na sąsiednim wolnym  krzesełku i objął mnie bardzo delikatnie, jakbym była ze szkła.

Magnus.

Oddałam mu uścisk.

- Hej, piękna - szepnął.

- Hej, Magnus - odparłam, starając się przepchnąć tę gulę, która zatykała mi gardło - Zabierz mnie do domu.

- Okej - powiedział i podniósł się, a ja wstałam razem z nim, żebyśmy mogli pójść do recepcji po zgodę na moje wyjście.

Poszłam za nim, zabierając po drodze swoje rzeczy, które miałam na innym krzesełku.

Założyłam kurtkę, ale nie zapinałam jej, a czapkę i szalik wepchnęłam do kieszeni, kiedy wyczułam nadal będący w niej GPS z przyciskiem paniki, który dostałam od Davida.

Miałam również nadal w torebce telefon od niego, a w moim domu była kamerka, przez która mnie pilnowali.

Tak.

David przyjdzie po to i wtedy porozmawiamy.

Powiem mu, że mnie uratował, podziękuję mu, powiem mu, że chcę się z nim spotykać, może umówimy się na pizzę.

Poczułam przypływ nadziei.

Lekarz pojawił się na chwilę, powiedział Magnusowi, że jestem okej, że mam się wyspać i zgłosić, jeśli będę miała jakieś niepokojące objawy.

Nie powiedział jakie.

Dał mi również wizytówkę psychologa, do którego powinnam się zgłosić, by porozmawiać o swoich przeżyciach.

Nie wiedziałam po co.

Żyłam z tym już tak długo.

Ale przytaknęłam.

Poszliśmy do złotego Tucson’a Magnusa, który był zaparkowany na parkingu niedaleko szpitala, a Magnus, jak to Magnus, już po drodze zaczął się mnie dopytywać, co się właściwie stało.

Nawet jak nie chciałam, a bardzo nie chciałam, musiałam mu trochę powiedzieć.

Był moim przyjacielem już od bardzo dawna, a ja ukrywałam przed nim bardzo dużo i ostatnio coraz więcej.

Tak.

Nie byłam dobrą przyjaciółką.

Ale znowu nie zamierzałam powiedzieć mu ani słowa o Davidzie.

Obszernie opowiedziałam mu za to o Curcie, że wrócił i mnie prześladował.

O mojej współpracy z FBI, nawet jeśli nie wspomniałam, że to nie ja współpracowałam.

O Barb, jej związku z Curt’em i sprzeniewierzeniu pieniędzy klienta.

I o moich kłopotach w pracy, spowodowanych brakiem asystentki.

Magnus poczuł wyrzuty sumienia (i powiedział mi o tym), że mnie zostawił samą z tym wszystkim, a ja czułam wyrzuty sumienia, że nie mówię mu wszystkiego (i nie powiedziałam mu nic na ten temat).

Ale to bolało.

Podwójnie.

Bo prawie skłamałam Magnusowi.

I…

Bo nie wiedziałam, dlaczego David się do mnie nie odzywał, dlaczego nie przyszedł po mnie i nie było go przy moim boku.

Nie rozumiałam tego.

Nadal miałam nadzieję, że miał wiele do wyjaśniania w sprawie Curt’a/Seamus’a FBI i jeszcze komuś, bo przecież - potwór czy nie - tamten został zabity, a po zabiciu kogoś zawsze trzeba składać wiele wyjaśnień.

Że po prostu David potrzebuje jednego czy dwóch dni na poukładanie wszystkiego.

Że potem przyjdzie i to wyjaśni.

Ale bardzo, bardzo chciałam być w domu, jeśli zechciałby się ze mną spotkać, więc, kiedy Magnus zaproponował mi, żebym zatrzymała się u nich na kilka dni, odmówiłam i podziękowałam.

Nie chciałam być piątym kołem u wozu dla nich.

Chciałam być u siebie, dla mnie.

Więc Magnus zawiózł mnie swoim Tucson’em do mojego mieszkania, wszedł ze mną po schodach pod same drzwi, pożegnał mnie w progu mojego mieszkania, kiedy otworzyłam je z klucza i odjechał.

A ja zostałam sama.

 


 

5 komentarzy: