Rozdział 13
Maggie
Następnego dnia
rano
David
poszedł do pracy o piątej trzydzieści rano.
Spędził
noc w moim łóżku, nawet nie narzekając na to, że jest za małe i za nisko,
chociaż dla mnie było oczywiste, że musiało mu to przeszkadzać.
Taki
duży mężczyzna.
A
moje łóżko było dostosowane do mnie, małej.
Poprzedniego
dnia nasz czuły i delikatny pocałunek zamienił się w mocno zaangażowaną sesję
całowania się z języczkiem i gorących pieszczot, co nas doprowadziło do
rozebrania nas.
Przez
nas wzajemnie.
Ciesząc
się, że znowu miałam go tak bardzo blisko siebie brałam wszystko, co mi dawał,
żeby mieć go jeszcze bliżej i wydawało mi się, że (ku mojej radości) on pragnie
tego samego.
A
po tym, co powiedziała Eva, myślałam bardziej o tym, żeby przekonać Davida, że
mogę mu coś dać, niż o tym ile ja mogę stracić.
Kiedy
byliśmy na mojej kanapie nadzy i pocałowałam go już wszędzie, gdzie mogłam
podczas rozbierania (co nie oznaczało, że nie miałam ochoty na więcej, ale
miałam ochotę na… więcej) i David
mnie również całował wszędzie, usiadł
obok mnie, a ja siedziałam na swoich łydkach, kolanami na siedzisku kanapy i chciałam go więcej.
Bliżej.
Ja
byłam całkiem przemoczona, bardzo podniecona i spragniona go.
On
był dyszący, gorący, twardy i drgający i wyglądało, jakby pragnął mnie.
Więc
się odważyłam.
Przerzuciłam
prawą nogę przez oba jego kolana i poczułam, jak jego owłosione nogi
rozgrzewają skórę po delikatnej, wewnętrznej stronie moich ud.
Oparłam
obie dłonie o jego twardy brzuch i spojrzałam w dół.
Podniosłam
się na jego kolanach, sięgnęłam prawą dłonią między nas i naprowadziłam jego
czubek na swoje wejście.
Aż
zadrżałam.
Był
tuż - tuż, blisko mnie, dostępny, mój…
Zanim
jednak zaczął się zagłębiać, David szepnął Gumka
i, starając się mnie nie zrzucić z siebie, przekręcił się, by sięgnąć do swoich
spodni, które porzuciliśmy wraz z moimi spodniami i innymi ubraniami na
podłodze obok kanapy.
Podał
mi do rąk wydobytą z nich paczuszkę.
Pierwszy
raz w życiu trzymałam w ręku nierozpieczętowaną prezerwatywę.
Obróciłam
ją w palcach.
Folijka
miała kształt kwadratu, była srebrna, z kolorowym wzorem i miała na brzegu
ząbki.
Złapałam
ją palcami obu rąk i pociągnęłam delikatnie.
Wyślizgnęła
mi się z palców.
Zagryzłam
wargi, spojrzałam niepewnie na Davida i spróbowałam jeszcze raz, mocniej
trzymając ją paznokciami.
Udało
mi się ją rozedrzeć, ale prezerwatywa wysunęła się ze środka na brzuch Davida.
Spojrzałam
mu w oczy, zobaczyłam, że błyszczą od śmiechu, ale złapał gumkę i podał mi ją.
Była
zrolowana na brzegach i śliska.
Przesunęłam
się ponownie na koniec jego kolan i ujęłam penisa jedną ręką, a drugą
przyłożyłam do niego prezerwatywę.
-
Tak, żeby dała się rozwijać - mruknął do mnie David, więc wiedziałam, że się
temu przygląda.
Jego
głos był schrypnięty.
Przytrzymałam
gumkę na jego czubku palcami obu rąk i zaczęłam rozwijać, przesuwając opuszkami
palców po coraz twardszym i grubszym kutasie.
Lubiłam
na niego patrzeć, uwielbiałam go dotykać i całować, ale kochałam mieć go w sobie, więc nie ociągałam się, żeby dostać to
ostatnie.
David
ujął go u podstawy, palcami drugiej ręki owinął go i poruszył gumką, jakby ją
rozwijał do końca, a potem podniósł go i spojrzał na mnie, kładąc rękę na moim
biodrze, naciskając opuszkami palców mój pośladek, więc wiedziałam, że mam
wejść.
Wspięłam
się i zaczęłam opadać.
Kiedy
się we mnie zagłębiał otworzyłam usta z zachwytu.
Tak!
Miałam
go całego w sobie.
Czułam
go!
Przylgnęłam
całym ciałem do gorącego, szorstkiego, twardego ciała Davida, objęłam jego
ramiona swoimi i… zamarłam.
Nie
wiedziałam, co mam robić dalej.
David
to wyczuł, bo poruszył się.
Najpierw
napiął swoje biodra, wbijając się głębiej we mnie, potem położył obie ręce na
moich biodrach, a potem zaczął mną kierować.
Całował
mnie, a ja sama przykładałam do niego wargi, wsuwałam język do jego ust, przyciskałam
do niego głowę, więc może to ja jego całowałam.
Ściskając
palcami moje biodra, kierował moimi ruchami w górę i w dół, a potem na boki, i
do przodu i do tyłu, aż poczułam to.
Wiedziałam, kiedy było mi
najlepiej, jaki ruch powodował, że mocniej czułam Davida w środku.
Wtedy
zaczęłam sama się poruszać, podnosić się i opadać, podciągając się rękoma
wczepionymi w oparcie kanapy za plecami Davida, a dłonie Davida rozjechały się
po moim ciele.
Jedną
wsunął w moje włosy na karku, by odchylać moją głowę i całować moje gardło i
dekolt lub dla odmiany przyciągać ją i całować moje usta.
Drugą
rozłożył płasko ma moim krzyżu, nie po to, by mną kierować, ale by czuć ruch
mojego kręgosłupa, przez co ja też czułam go mocniej.
Fantastycznie.
Genialnie.
Inspirująco.
Wiedziałam,
że on wie, że dla mnie to była forma najlepszego i najgłębszego przytulania
się, bliskości i czułam, że to było też tym dla niego.
Więc
nie spieszyliśmy się.
Jechałam
na nim długo, niespiesznie, ale nadal głęboko i namiętnie, pocierając co chwilę
łechtaczką o szorstkie włoski u jego podstawy lub uderzałam mocno, podrażniając
łechtaczkę w inny sposób.
Aż
nie mogłam dłużej nie spieszyć się, bo moja krew się rozgrzała i poczułam, po
pchnięciach, jakie mi dawał, że dla Davida też nadszedł czas na przyspieszenie.
Więc
przyspieszyłam.
Zrobiłam
to jęcząc i wyginając głowę do tyłu, więc straciłam jego usta, a wkrótce potem
zgubiłam rytm.
David
go przejął.
Podniósł
się ze mną w ramionach, wciąż z nim w środku, odwrócił się i położył mnie na
kanapie.
Znalazł
się między moimi nogami, więc owinęłam nimi jego biodra.
Ramionami
owijałam jego ramiona.
I
zaczął pompować mocno, gwałtownie i głęboko.
Cały
czas patrząc w moje oczy.
Jego
oczy były całkiem czarne.
I
było to tak dobre, że myślałam, że nie może być lepsze, a potem stało się
jeszcze lepsze.
Najlepsze.
Dyszałam.
Kiedy
wspięłam się na sam szczyt, wypchnęłam biodra w jego stronę, by wziąć go
jeszcze mocniej, głębiej i zacisnąć go tam.
Wygięłam
się, by wtulić twarz w jego gardło i krzyczałam tam, kwiliłam i płakałam z
rozkoszy tak długo, aż na koniec tego poczułam, że jego rozkosz i
gwałtowniejsze ruchy przenikają przez moją ekstazę i podsycają ją.
Więc
zaczęłam się wspinać na drugi szczyt.
I
było jeszcze lepiej.
Jasno.
Tak
cholernie jasno.
Kochałam
to.
Potem
leżeliśmy w swoich objęciach bez ruchu, uspokajając się, kiedy nasze oddechy
mieszały się, bo David schylił się i zaczął mnie całować.
Trzymałam
go rękoma za ramiona i nogami za biodra, a wewnątrz czułam go, nieco bardziej
miękkiego, ale wciąż drgającego przy każdym moim ruchu.
Dystans
między nami zniknął.
Byliśmy
tylko my.
Najbliżej
siebie, jak moglibyśmy być.
David
miał pomysł na lepsze zbliżenie się i powiedział mi go.
-
Musimy wymyślić coś, żebym mógł być bez prezerwatywy - mruknął w moje usta.
-
Mogę zacząć brać pigułki - szepnęłam.
-
Możesz? - zapytał mrucząc nadal w moje usta.
-
Mogę. Już kiedyś brałam - przyznałam się i brałam, ale nie chciałam mówić o
tym, bo to było z Curt’em.
David
domyślił się i również o tym więcej nie mówił.
Pocałował
mnie jeszcze raz.
Potem
po prostu leżeliśmy.
Kilka
chwil później łagodnie wyślizgnął się ze mnie, wyprostował moje nogi i położył
się obok mnie tak, że leżałam plecami do oparcia kanapy.
Gładził
mnie po żebrach, ramieniu i włosach.
-
Muszę zadbać o moją kobietę - mruknął, kiedy upłynęła następna minuta - Ale
najpierw muszę posprzątać.
Przeniknął
mnie rozkoszny dreszcz i uśmiechnęłam się.
Jego kobieta.
Tak.
Dokładnie
tym chciałam być.
David
wstał, poszedł do łazienki, a ja podniosłam się i zaczęłam zbierać porozrzucane
przez nas ubrania.
Porozwijałam
wszystko i poskładałam, a potem położyłam wszystko na kanapie.
Założyłam
majtki i koszulkę, kiedy David wrócił z łazienki.
Był
nadal nagi.
Uwielbiałam
patrzeć, jak szedł w moją stronę, taki pewien swojego ciała, męski, szeroki w
barach i… wpatrzony we mnie.
Podszedł
do kanapy, sięgnął po swoje slipy, a przy tym nachylił się nade mną, siedzącą
przy ubraniach i wkładającą skarpetki i pocałował mnie w usta, które mu dałam
bez wahania odchylając głowę, kiedy tylko zaczął się pochylać w moją stronę.
Skończyłam
zakładać skarpetki i wstałam, żeby pójść do kuchni i zajrzeć do lodówki, by
sprawdzić moje zapasy, ale nie miałam zbyt dużych nadziei na to, że udałoby mi
się zrobić dla nas kolację z tego, co miałam w domu.
-
Nie mam nic na kolację - oznajmiłam wyciągając głowę z lodówki.
Zobaczyłam,
że David jest już całkiem ubrany i idzie w moją stronę.
-
Mówiłem ci, że zadbam o moją kobietę - powiedział, kiedy dotarł do mnie -
Pojedziemy do sklepu, nakupisz zapasów, jakich potrzebujesz, a dzisiaj na
kolację zjemy pizzę.
-
Okej - szepnęłam, bo przy tym objął mnie, przytulił do swojego ciała, więc
musiałam odchylić się i patrzeć na niego do góry i to wszystko bardzo mi się podobało.
-
Ubierz się, Kruszynko - mruknął i dotknął ustami do moich ust w lekkim, ale
czułym pocałunku.
Kruszynko.
A potem puścił mnie, więc zachwiałam się lekko
bez jego stabilnego podparcia, ale nie odsunął się, jakby chciał mnie wciąż
asekurować.
-
Mała… - powiedział do mnie David, kiedy się nie ruszyłam - idź się ubrać, ale
pamiętaj, że idziemy do pizzerii.
-
Okej - powtórzyłam, zebrałam się w sobie i ruszyłam, żeby się ubrać na kolację
z Davidem w publicznym miejscu.
Naszą
pierwszą kolację poza domem.
Nie
wiedziałam, co powinnam na siebie włożyć.
Ostatecznie
założyłam granatowe dżinsy i groszkowy, lekki sweterek, który miał niewielki
dekolt w łódkę, rękawy ¾ ze ściągaczami długim do łokci, ale szerokie i marszczone
przy ramionach oraz szeroki ściągacz w talii i na biodrach.
Włosy
zostawiłam w swobodnie opadających falach.
David
był ubrany w brązowy sweter z długim rękawem, a jego czekoladowe oczy, którymi
ogarnął mnie, kiedy wyszłam ubrana z sypialni, były przez to jeszcze bardziej
brązowe.
Wzięłam
kurtkę, spakowałam torebkę i założyłam buty.
Wzięłam
do ręki klucz, wyszliśmy, David zabrał mi klucz i zamknął za nami, a potem zeszliśmy
na parking, by wsiąść do jego SUV’a.
Spędziliśmy
poza moim mieszkaniem ponad dwie godziny, w tym jedną u niego w domu, jak się
dowiedziałam po to, żeby David mógł spakować sobie torbę z rzeczami na noc.
Bo,
jak to powiedział, Mała, wystarczająco
długo spałem bez ciebie.
Kochałam
to.
Wracając
wstąpiliśmy do pizzerii, gdzie David koniecznie chciał zamówić taką pizzę, jaką
ja lubiłam.
Wtedy
dowiedziałam się, że David, podobnie jak ja, lubił dużo sera na pizzy, więc
wzięliśmy jedną dużą, taką samą dla nas obojga: z pepperoni i ekstra dodatkiem
sera.
David
zjadł większość z niej.
Lubiłam
patrzeć, jak je.
Potem
wróciliśmy do mnie, mieliśmy swoją chwilę na bycie bardzo blisko siebie na moim łóżku, kiedy może David zadbał o to,
by jego kobieta miała to, co lubiła, ale bez wątpienia sam też miał to, co
lubił.
A
potem poszliśmy spać.
I
tu pojawił się problem.
A
właściwie pojawiłby się, gdyby nie to, że David po prostu ułożył nas tak, że
spałam na nim, albo prawie na nim, z policzkiem ponownie przytulonym do jego
piersi.
Mnie
było super wygodnie, ale martwiłam się o niego.
Musiałam
zadbać o swojego mężczyznę.
Więc,
kiedy zadzwonił budzik Davida i wstał, żeby iść do pracy (co za okropny pomysł,
żeby pracować od rana w niedzielę, kiedy można by wykorzystać czas na inne
formy aktywności), zaczęłam się zastanawiać, co mogłabym zrobić, żeby było mu u
mnie wygodnie.
David
tamto „bezpieczne” mieszkanie miał wynajęte do końca miesiąca, co było dwa dni
temu.
Wyprowadzał
się stamtąd bez pośpiechu, bo Dominik nadal nie znalazł nikogo chętnego na
wynajem, co było trochę dziwne.
Mieszkanie
po Eddiem stało puste zaledwie kilka dni, a wczoraj widziałam jakąś młodą
kobietę, która tam się wprowadzała, zaczynając od malowania ścian i gromadzenia
dużej ilości mebli.
A
David w mieszkaniu po Alice miał duże łóżko.
Nie
rozmawiałam z nim o tym, ale sądziłam, że moglibyśmy zastąpić moje spanie,
które nie było prawdziwym łóżkiem, tamtym podwójnym, z wygodnym materacem.
Potrzebowałabym
do niego pościeli, powłoczek, ale, co najważniejsze, potrzebowałabym usunięcia
starego materaca i skrzyń.
Było
bardzo wcześnie, a nasze zajęcia z poprzedniego dnie spowodowały, że nieco
bolały mnie mięśnie, więc postanowiłam poleniuchować.
Słuchałam,
jak David bierze prysznic, szykuje sobie śniadanie i kawę i… zasnęłam.
Więc
ostatecznie wstałam dopiero kilka godzin później, o dziewiątej rano, kiedy go
już dawno nie było i zrobiłam to z wyrzutami sumienia.
Zaczęłam
od SMS’a Wstałam, kochanie, jakiego
wysłałam do Davida.
Dostałam
od niego Dzień dobry, śpiochu.
Pomimo,
że był w pracy, tam daleko, nadal czułam jego bliskość, brak dystansu między
nami.
Uśmiechnęłam
się do swojego telefonu i poszłam do łazienki, pod prysznic, ubrałam się, a
potem poszłam do kuchni, żeby zrobić sobie owsiankę.
Podczas
jedzenia zdecydowałam, że poczekam na Davida z decyzją, co robimy z moim
spaniem, a w ciągu tego dnia postanowiłam uporządkować bałagan, który zrobiłam
w relacjach z moimi przyjaciółmi.
Najpierw
sprzątnęłam kuchnię, a potem wzięłam do ręki telefon.
Zaczęłam
od Magnusa.
Zadzwoniłam
do niego i umówiłam się z nim na lunch.
Obiecałam,
że mu wszystko opowiem.
Potem
zadzwoniłam do Evy i umówiłam się z nią na kawę po lunchu.
Po
prostu, żeby wypić kawę.
Ale
sobie obiecałam, że opowiem jej również
wszystko (może większość).
A
potem zebrałam się i pojechałam do hospicjum, żeby popracować przy mamie,
zabrać pranie, posprzątać i przekonać się, że obudzona nadal ma niewyparzony
język.
*****
David
Wieczorem tego
samego dnia
David
podjechał na parking dla gości przy kompleksie z uśmiechem na ustach, bo po
drodze odbył rozmowę z Jimmy’m przez telefon, którą właśnie zakończył.
Kiedy
powiedział kumplowi w pracy, że już nie musi martwić się o niego i Maggie,
Jimmy nie do końca zrozumiał jak bardzo nie musi się martwić.
Więc
zdziwił się, że David jedzie w jego stronę, za nim, zamiast do swojego domu i
zadzwonił do niego z samochodu, żeby o to zapytać.
I
David musiał mu wytłumaczyć, gdzie spędza noce.
A
raczej z kim.
A
to przypomniało mu, jak pięknie wyglądała Maggie, kiedy rano wychodził do
pracy.
Zostawił
ją w łóżku, więc po śniadaniu wszedł do sypialni, żeby się z nią pożegnać, a
ona spała tam leżąc na brzuchu, z włosami rozrzuconymi po poduszce i lekko
posapując przez otwarte usta.
Słodko.
Miała
nagie plecy przykryte tylko poniżej łopatek, więc przykucnął przy niej i naciągnął ją wyżej, by nie zmarzła.
Gorąco
jej ciała uderzyło go w palce i miał cholerną ochotę pocałować ją w ramię lub w
policzek, ale nie chciał jej budzić.
Również
po to, żeby jej nie budzić zabrał z miski, która stała na półce w przedpokoju
zapasowy klucz do jej mieszkania i nim zamknął drzwi, kiedy wychodził.
Myśląc
o tym, że musi lepiej zaopiekować się swoją kobietą, która najwyraźniej
potrzebowała więcej snu, David wysiadł ze swojego Grand Cherokee, wyjął z
tylnego siedzenia torbę z ubraniami z pracy, które wymagały prania i zamknął
samochód.
Dopiero
po tym wyciągnął z kieszeni telefon i wybrał numer Maggie.
-
Hej, kochanie - odebrała łagodnym głosem po pierwszym sygnale, a David bardzo
to lubił.
-
Hej, mała - odpowiedział - idę na górę.
-
Och, przepraszam - powiedziała - Ale ja jestem…
Wtedy
David usłyszał, jak przez Maggie Alice mówi nie do niego Cześć Jimmy, więc już wiedział gdzie ona jest i skierował się w
tamtą stronę.
-
Już wychodzę - powiedziała znowu do niego - Byłam u Evy.
-
Zaczekaj, już idę - odparł, ale ona już zdążyła się rozłączyć.
David
rzucił się biegiem w stronę budynku, w którym mieszkali Jimmy i Eva, żeby
uprzedzić jej wyjście od nich we wczesny mrok marcowego wieczoru.
-
David - zawołała Maggie z zaskoczeniem, ale i radością na jego widok, kiedy
spotkali się na chodniku kilka kroków od drzwi Jimmy’ego i Evy.
-
Mała - warknął David - Nie poczekałaś.
-
Och - zaczęła - to nic…
-
Maggie - przerwał jej, kiedy wreszcie dotarł do niej i złapał ją w talii, by
przyciągnąć do siebie - Jesteś moją kobietą?
-
Taaaak - szepnęła i jednocześnie, pieprzyć go, jej oczy stały się ciepłe,
łagodne, a jej ciało wtuliło się w niego i oparła obie dłonie o jego brzuch.
-
Moja kobieta nie chodzi sama po
zmroku - wyjaśnił, obejmując ją wolną ręką i przyciągając ją do siebie - A
teraz pocałuj.
Dała
mu to, czego zażądał, a potem odwrócił ich w nowym kierunku i poszli objęci
ramionami w stronę jej mieszkania.
Po
drodze Maggie przyznała się, że opowiedziała Evie i Alice o swoich,
zakończonych już, problemach z Curt’em, ale nie wtajemniczyła ich, przynajmniej
nie do końca, w to, co się działo między nią a Davidem.
Kiedy
David zapytał dlaczego, Maggie odparła, że woli wtajemniczać kobiety pomału w swoje
dramaty.
David
nie był pewien, jak się z tym czuje.
-
Wstydzisz się mnie? - spytał cicho.
-
Nie! - Maggie zatrzymała się gwałtownie i pociągnęła go, by stanął twarzą do
niej.
David
w słabym świetle odległej latarni zobaczył strach na jej drobnej twarzyczce.
Pieprzyć
go.
-
David, jestem dumna z tego, że jestem
twoją kobietą, a ty jesteś moim
mężczyzną. Po prostu zbyt długo ukrywałam przed nimi wszystko i nie chcę m
mówić wszystkiego na raz - mówiła.
Wyrzucała
z siebie słowa, jakby przestraszyła się, że go skrzywdziła w jakikolwiek
sposób, więc David poddał się.
Nie
chciał jej denerwować.
Powinien
jej zaufać.
Pokazała,
że może dla niego zrobić bardzo dużo, nawet pokonać swoją nieśmiałość, więc on
też powinien zrobić coś dla niej.
Dać
jej chwilę ukojenia.
-
Dobrze, mała - powiedział i schylił się, by pocałować krótko jej usta.
Dała
mu to, ale potem przez resztę drogi była cicha i spięta, więc David miał
wyrzuty sumienia, że tak w nią słabo wierzył.
Starał
się ją uspokoić.
Powiedział
jej o rozmowie z Jimmy’m i jego telefonie, kiedy jechał samochodem, ale to nic
nie dało.
Więc
zapytał o jej dzień.
Musiał
zadawać wiele pytań, zanim się rozluźniła.
W
domu zajęła się podgrzaniem kolacji, którą wcześniej dla nich zrobiła i
opowiadała o innych wydarzeniach z jej dnia.
David
przekonał się, że spędziła go pracowicie, co powinien wiedzieć, bo ciągle
dostawał od niej SMS-y.
Spotkanie
z Magnusem przebiegło o tyle inaczej, niż to z kobietami, że Magnus odbierał ją
ze szpitala po porwaniu, więc wiedział o Curcie i jej wcześniejszych przeżyciach.
Powiedziała
mu, że spotyka się z Davidem, ale z jej słów znowu wynikało, że nie powiedziała
wszystkiego.
Dopiero
wtedy David pomyślał sobie, że Maggie mogła nie wiedzieć, czym jest to wszystko.
Może
nie do końca wyjaśnił jej, ile to znaczyło dla niego.
Chodząc
po jej mieszkaniu i segregując swoje ubrania, zauważył rozebraną pościel z jej
łóżka, jeśli tak można było w ogóle nazwać to legowisko, na którym sypiała.
-
Mała - zapytał, wołając na nią z sypialni - Co do cholery?
Usłyszał,
że szła do niego, więc stanął w drzwiach sypialni.
-
Och - powiedziała - …zapomniałam. Miałam cię zapytać, czy wyniosłeś już tamto
łóżko z mieszkania po Alice.
-
Tak? - David uniósł pytająco brwi.
-
Bo, widzisz… - wyjaśniała - moje spanie było za małe dla nas, a ty tam skończyłeś
wynajem, więc może… cóż…
Zająknęła
się.
David
wyczuł, że nie była pewna, czy dobrze interpretowała jego wczorajszą deklarację
o tym, że nie zamierzał już nigdy spać bez niej.
-
Tak - powiedział jej wprost - Mam tam łóżko. Możemy je przenieść.
-
Dobrze - rozjaśniła się - …chodź jeść.
-
Tylko dodam, ponieważ możesz nie wiedzieć jak to działa… - zaczął David, żeby
wyjaśnić sprawę do końca, ale poruszał się za nią, kiedy wychodził z sypialni -
To, że jesteś moją kobietą oznacza również, że
nie nosisz rzeczy.
-
Co? - spytała, patrząc na niego przez ramię, kiedy szła do kuchni.
-
Nie nosisz rzeczy - powiedział David, zatrzymał siebie i ją, trzymając ją za
łokieć i wskazał ręką na materac, który ściągnęła ze skrzyń, kiedy zdejmowała
pościel - …żadnych toreb z zakupami z bagażnika, materaca, łóżka, krzeseł czy
stołu. I nie wspinasz się, zwłaszcza sama, by zdejmować cokolwiek z wysokości.
Błysk
zrozumienia pojawił się w jej oczach.
Zrozumiała,
że rozmawiał z Filipem.
-
Jak potrzebujesz coś zrobić, a mnie nie ma, dzwonisz i mówisz mi… - wyjaśniał
dalej - a ja załatwiam pomoc, jeśli sam nie mogę być w okolicy. Jasne?
-
Jasne - szepnęła i oczy jej zajaśniały w taki sposób, że wiedział, że jej się
to podobało.
A
ponieważ był tuż przy niej, więc owinął ją ramionami, a ona oparła się znowu o
jego brzuch dłońmi, wtuliła się w jego ciało i patrzyła do góry, żeby widzieć
jego oczy.
Więc
zgiął kark, żeby ją pocałować.
*****
Ponad pół godziny
później
Zaraz
po kolacji David zadzwonił do Jimmy’ego i zapytał, czy może przyjść i pomóc mu
z przeniesieniem łóżka do Maggie.
Zapukał
również do Benji’ego i zapytał o to samo.
Więc
informacja o tym, że David wprowadza się do Maggie obiegła bez wątpienia
kompleks.
Chociaż
Alek i Sam byli na randce, a Jimmy nie zamierzał nic powiedzieć Evie, więc
możliwe było, że nadal o ich związku wiedziałaby niewielka grupka osób.
Davida
to gówno obchodziło.
Przynieśli
ramę do małej sypialni Maggie, skąd David sam wcześniej wyniósł tamte pieprzone
skrzynie.
Wiązało
się to z niewąską niespodzianką.
Okazało
się, że w jednej ze skrzyń, pod materacem, Maggie miała skrytkę, w której
trzymała dokumenty i aparat fotograficzny.
Kto
by pomyślał.
Nieśmiała,
skryta Maggie i tajemnicza skrytka pod materacem.
Skrzynie,
jej mały materac i zwiniętą pościel David położył w salonie, a Maggie
natychmiast zaczęła to sprzątać, składać i segregować.
Podobało
mu się to, że, tak jak on, jego kobieta lubiła porządek.
Jego
kobieta.
Lubił
dźwięk tych słów.
Miał
ochotę powtarzać je raz za razem.
Krzyczeć
je.
Zanim
przenieśli materac, przenieśli pościel, a Maggie od razu zajęła się składaniem jej
i układaniem na kanapie.
Ustawili
we trzech w sypialni ramę łóżka, położyli na niej materac, David podziękował
facetom i, nie gadając wiele, rozeszli się.
Mieli
u niego piwo.
Maggie
pościeliła łóżko i zaczęła szykować sobie rzeczy na następny dzień do pracy,
kiedy David wrócił do sypialni po pożegnaniu facetów i zamknięciu drzwi.
Byli
sami, była niedziela wieczorem i mogli zacząć się przyzwyczajać wzajemnie do
swojego rytmu.
-
Hej, muszę pójść pod prysznic - powiedział David do Maggie.
Spojrzał
na nią wyczekująco.
Obejrzała
się, zassała i zagryzła obie wargi tak, jak to miała w zwyczaju, ale nie
odezwała się i nie ruszyła w jego stronę.
-
Mała - wezwał ją - …pod prysznic.
-
Och - dopiero wtedy załapała, czego od niej oczekuje i ruszyła w jego stronę,
ale w pewnej chwili skręciła do szafy.
Wyjęła
stamtąd ręcznik i dopiero potem podeszła do Davida.
-
Rano wycierałeś się moim - powiedziała mu - Jak będziemy tam razem, będziemy
potrzebowali dwóch.
Tak,
jego kobieta dbała o swojego mężczyznę.
Lubił
to.
Pochylił
się i pocałował ją.
Potem
poszli razem pod prysznic, gdzie David nie mógł jej wziąć tak, jakby chciał, bo
nie wziął ze sobą prezerwatywy, ale był kreatywny.
Pieścił
ją, namydlając każdy fragment jej ciała, aż doszła i wcale nie doszła słabiej
niż z jego kutasem w sobie.
Potem
chciała mu się zrewanżować, więc pozwolił jej się pieścić, chociaż musiał jej
pomóc, ale nadal to, jak doszedł nie było do bani, skoro Maggie patrzyła i jej
się to podobało.
Kiedy
skończyli się myć, wyszli owinięci ręcznikami i położyli się do łóżka, David
cieszył się jak cholera, że Maggie nie zawahała się, położyła się na nim naga i
przytuliła do niego całym ciałem.
Leżeli
w łóżku, głaskał ją delikatnie i leniwie, kiedy przypomniał sobie jedną jej aktywność
w ciągu dnia, o której nic nie powiedziała.
-
Byłaś dzisiaj u mamy - bardziej stwierdził niż zapytał, skoro wiedział, że była
bo napisała mu to w SMS-ie.
-
Tak - odparła krótko - byłam.
-
Było źle - stwierdził, skoro nic nie dodała.
-
Była zbyt ożywiona - podsumowała Maggie i David wiedział, że było źle.
-
Nie chcę, żebyś tam jeździła beze mnie - powiedział jej.
-
David… - szepnęła łagodnie, unosząc się na przedramieniu, by na niego patrzeć -
muszę tam jeździć. Potrzebują ode mnie pomocy przy myciu jej, przebieraniu, praniu
i sprzątaniu.
-
Nie powiedziałem, żebyś nie jeździła - uściślił David - Tylko, żebyś nie
jeździła beze mnie.
Położyła
się na jego klatce piersiowej i wymamrotała tam - Okej.
Pocałował
czubek jej głowy, przytulając ją do siebie otwartą dłonią.
-
Muszę dbać o swoją kobietę - mruknął.
Uśmiechnęła
się do siebie i poczuł to jako delikatny, miły ruch jej policzka na swojej
piersi.
Musiał
robić to częściej.
Dawać
jej uśmiech.
*****
Maggie
Leżałam
na piersi Davida w jego dużym łóżku, które stało w mojej niedużej sypialni i
uśmiechałam się do siebie.
Jego
kobieta.
Wtedy
nagle, niczym błyskawica, mój mózg przeszyło stare, niedobre wspomnienie.
Jesteś moja.
Spięłam
się na sekundę, a potem na nowo się zrelaksowałam.
Potwór,
który uważał mnie za swoją własność, nie żył, a mój wspaniały obrońca był ze
mną i nie zamierzał odchodzić.
Przynajmniej
na razie.
Z
Davidem to samo słowo znaczyło całkowicie co innego.
Nie
było to oznaczenie posiadania, własności, ale oznaczenie jego uwagi, skupienia
całej siły, by o mnie dbać, bronić mnie.
Moja kobieta nie
nosi rzeczy.
Moja kobieta nie
chodzi sama po zmroku.
Muszę dbać o swoją
kobietę.
Lubiłam
to, jak nazywał mnie swoją kobietą, ale kiedy dotarło do mnie zrozumienie tej
różnicy, polubiłam to jeszcze bardziej.
-
Jedziesz jutro do hospicjum? - zapytał David cichym pomrukiem, który usłyszałam
również w jego klatce piersiowej.
-
Nie, jedna z synowych pani Brown tam będzie - odpowiedziałam i podniosłam się
na przedramieniu, żeby móc na niego patrzeć.
-
To może pojechalibyśmy do VAMC? - zapytał.
-
Hmmm... - zająknęłam się - Po co?
-
Po pierwsze, żeby się domeldować Timowi - wyjaśniał mi, jednocześnie
przeczesując moje włosy palcami, co było bardzo przyjemne - A po drugie
chciałem ci coś pokazać.
-
Okej - szepnęłam, bo chciałam poznać więcej życia Davida.
Zarówno
miejsc, w których bywał, jak i ludzi, których znał.
-
Więc rano odwiozę cię do pracy… - zaczął - potem cię odbiorę i pojedziemy na
kolację i do VAMC.
-
David… - szepnęłam łagodnie - nie musisz mnie odwozić do pracy.
-
Kruszynko… - mruknął - co ja powiedziałem?
-
Co? - spytałam.
-
Opiekuję się moją kobietą - wyjaśnił.
-
David, ale ja pracuję, ty pracujesz i mamy dwa samochody - powiedziałam i wtedy
przypomniałam sobie, że nie porozmawiałam z nim do tej pory o nowych oponach do
mojego Wranglera, które, najwidoczniej, były jego sprawką.
-
Tak mała - odparł - …pracujemy, ale ja jutro mam wolne. Co sześć dni mam dzień
wolny. Więc po co mamy jechać dwoma samochodami, jeśli później będziemy razem
jechali na kolację i do VAMC.
Och,
tak, to było logiczne.
-
Okej - powiedziałam - A mógłbyś mi powiedzieć jak to było z oponami do
Wranglera?
David
lekko spiął się przez chwilę i było widać, że go całkiem zaskoczyłam tym
pytaniem.
Potem
jednak zebrał się i znowu był zdecydowany i pewien siebie.
-
Mała, powtórzę, opiekuję się swoją kobietą - odparł absurdalnie i postanowiłam
mu to wytknąć.
-
David, nie byłam wtedy twoją kobietą.
Na
to stwierdzenie twarz Davida złagodniała, oczy zrobiły się ciepłe, a dłoń w
moich włosach przyciągnęła moją twarz do jego.
-
Owszem byłaś - szepnął.
Zmiana
w jego twarzy już by wystarczyła, żebym zapomniała jak się oddycha, ale ten ton
i te słowa, spowodowały, że całkiem otworzyłam usta.
Byłam
jego już wtedy.
O
Panie!
Milczałam
przez dobre kilka minut, wpatrując się oszołomiona w jego czekoladowe oczy, a
on mi na to pozwolił.
Potem
przerwał milczenie, by dokończyć poprzednią myśl.
-
A po wyjściu z VAMC pojedziemy do mnie do domu - powiedział - I moglibyśmy tam
zanocować, jeśli spakujesz sobie torbę, żebyś miała ubrania i inne gówno, żeby
spać u mnie.
-
Okej - szepnęłam mało oryginalnie, bo nadal byłam nieco oszołomiona jego
wcześniejszymi słowami.
-
Maggie - mruknął czule - Nie musisz się zgadzać na wszystko, co mówię.
-
Ale ja chcę - powiedziałam mu cicho - …chcę cię lepiej poznać, chcę dowiedzieć
się gdzie spędzałeś czas i z kim, chcę spać z tobą w twoim domu, w twoim łóżku.
Wyrzuciłam
to z siebie bez zastanowienia, ale naprawdę, naprawdę tego chciałam i chciałam, żeby o tym wiedział.
-
Dobrze - mruknął David i podniósł głowę, by pocałować moje czoło.
-
Tylko mówię - mruknął - wziąłem dzisiaj rano twój zapasowy klucz, żeby cię nie
budzić. Jak będziesz u mnie, dam ci swój.
-
Okej - znowu szepnęłam, bo znowu mnie oszołomił.
Tym
razem były dwie rzeczy, które mi się bardzo podobały.
Pierwszą
było to, że nie chciał mnie rano budzić, a drugą to, że chciał, żebym miała
klucz do jego domu.
Obie
wspaniałe.
Zaczęłam
podejrzewać, że nie kocham tych wszystkich rzeczy.
Po
prostu kochałam Davida.
-
Dobrze, Kruszynko - wymamrotał - idź spać.
-
Noc, David - szepnęłam jeszcze do niego, a potem z powrotem ułożyłam się na
jego klatce piersiowej.
-
Noc, Maggie - odszepnął.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziekuje❤
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń